Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rowery nie bajki

Rowery, nie bajki. Odc. 53

Bez owijania w lycrę, czyli cała prawda o ciuchach kolarskich. I dlaczego jest tak drogo?

50 lat po tym, jak Assos ubrał kolarzy w lycrę, zrobiliśmy okrągły stół polskich producentów ubrań kolarskich, żeby odpowiedzieć na kilka pytań. Zwłaszcza na jedno: dlaczego tak drogo?

Kolarska branża modowa już od kilku lat czeka na żniwa. Zamiast tego rok w rok dostaje dożynki. W grudniu zeszłego roku Rapha, ciągle największa marka na tym rynku, poinformowała o zamknięciu pięciu ze swoich sklepów. Gest jest symboliczny, bo większość sprzedaży odbywa się przez internet. Ale symbol zawarty w tym geście mówi o tym, że firma tnie koszty. I słusznie, bo to już kolejny rok, który Rapha kończy z gigantyczną stratą. Do listy marek na zakręcie można dopisać jeszcze kilka. Kto może, tnie zatrudnienie, pozbywa się kosztownych menedżerów albo nietrafionych modeli. A mimo to ubrania kolarskie dalej kosztują krocie. Sami posłuchajcie dlaczego.

Czy kłopoty wielkich marek to dobra wiadomość dla polskich producentów odzieży rowerowej? Raczej nie, bo branża jest na tyle mała, że niemal połowę przedstawicieli tego rynku udało się za jednym zamachem zaprosić do podkastu. Z drugiej strony każda z tych firm już nie tylko okrzepła, ale od ośmiu, a nawet dziesięciu lat dzielnie radzi sobie w cieniu wielkich graczy. Superbronią tych firm jest fakt, że swoje ubrania nie tylko projektują, ale również w nich jeżdżą. Klienci ich znają, czasem nawet osobiście. I każde potknięcie w takiej sytuacji boli podwójnie. Zanim coś wypuszczą na rynek, muszą się sześć razy przyjrzeć, czy to jest to i czy sami chcieliby w tym jeździć. Zresztą z poszukiwania tego, w czym sami chcieliby jeździć, narodziła się każda z tych marek: Am Cycling, Luxa czy Eroe.

Choć przedstawiciele tych firm spotkali się w studiu po raz pierwszy, to w podkaście mówili jednym głosem, bo problemy mają wspólne. Przede wszystkim z konkurowaniem z największymi światowymi producentami. Co w swego rodzaju happening zamieniła Luxa, kiedy wypuścili na rynek koszulkę kolarską Manifest. Model ten wyróżnia się odważnym dizajnem i jeszcze odważniejszą ceną – 1000 zł. Ceną z kategorii prowokacji, czego zresztą Dominik Cyburt, jeden z ojców założycieli Luxy, nawet nie kryje. – Chcieliśmy zwrócić uwagę: skoro klienci mniej więcej tyle płacą za koszulki światowych marek kolarskich, to dlaczego oburzają ich nasze ceny? Skoro szyjemy z tych samych materiałów i wcale nie gorzej? – opowiada Cyburt. Jeśli chodziło o zwrócenie uwagi, to ten eksperyment się udał. Jeśli chodziło o wskoczenie na wyższy pułap cenowy, to nie bardzo. Nie sprzedała się ani jedna koszulka z serii Manifest.

Jednak ceny polskich producentów gonią te zachodnie. Na szczęście gonią ich także w kwestiach jakości. Tym bardziej że – jak zgodnie mówią wszyscy goście – producentów tkanin rowerowych najwyższej jakości jest zaledwie kilku na świecie. I to od nich kupują ci, którzy chcą być w pierwszej lidze, czyli również polskie firmy. Same tkaniny to połowa sukcesu. Liczy się jeszcze krój i wiedza o tym, co jest potrzebne, a co zbędne. I tu małe marki mają swoje atuty, bo zaczynały od szycia pod siebie, pod swoje oczekiwania rowerowe, i takie podejście dalej mają w swoim DNA.

Oglądaj także:

Reklama
Reklama