Obce i nasze: Wit Stwosz/Mikołaj Kopernik
Obraz Jana Matejki „Ociemniały Wit Stwosz z wnuczką” z 1865 r.
EAST NEWS

Obraz Jana Matejki „Ociemniały Wit Stwosz z wnuczką” z 1865 r.

Grób Wita Stwosza (Veita Stoßa) na cmentarzu St. Johannisa w Norymberdze.
Marek Sobczak/Polityka

Grób Wita Stwosza (Veita Stoßa) na cmentarzu St. Johannisa w Norymberdze.

Mikołaj Kopernik jako niemiecki uczony na znaczku wydanym w okupacyjnym Generalnym Gubernatorstwie w 1943 r.
Forum

Mikołaj Kopernik jako niemiecki uczony na znaczku wydanym w okupacyjnym Generalnym Gubernatorstwie w 1943 r.

Współczesna rekonstrukcja głowy astronoma na podstawie czaszki odkrytej w grobie w katedrze we Fromborku.
EAST NEWS

Współczesna rekonstrukcja głowy astronoma na podstawie czaszki odkrytej w grobie w katedrze we Fromborku.

Wit Stwosz

Rzeźbiarz Wit Stwosz (ok. 1448–1533) jeszcze za życia cieszył się wielką sławą i powodzeniem, lecz gdy zmarł, został szybko zapomniany. Wynikało to z lekceważenia, jaką wzbudzała w następnych wiekach sztuka gotycka. Pamięć o dziełach twórcy Ołtarza Mariackiego ożywił w Niemczech dopiero neogotyk. Natomiast wśród Polaków uczyniła to rosnąca po rozbiorach nostalgia za czasami świetności Rzeczpospolitej. Kraków stał się wówczas skarbnicą pamiątek narodowych, a do najcenniejszych zaliczono te autorstwa Stwosza. W 1830 r. Ambroży Grabowski w książce „Kraków i okolice” przypomniał artystę, którego nawet imię zostało zapomniane. Na nagrobku króla Kazimierza Jagiellończyka odczytał, iż nazywał się Veit Stoß (lub Stuoss), co spolszczył na Wit Stwosz. Dalsza polonizacja rzeźbiarza przebiegła błyskawicznie. Patriotyczne wiersze i dramaty pisali o nim m.in. Wincenty Pol i Władysław Wędrychowski. Ten drugi uczynił z artysty polskiego szlachcica, któremu zawistni mieszkańcy Norymbergi wykłuli oczy. Faktycznie, Stwosz był zamieszany w sprawę fałszowania weksli i norymberski sąd w 1503 r. skazał go na publiczne wypalenie piętna na twarzy. Jednak potem odzyskał dobre imię i nadal pozostał zamożnym człowiekiem. Legenda o oślepionym artyście przyjęła się znakomicie. Jan Matejko namalował w 1865 r. obraz „Ociemniały Wit Stwosz z wnuczką”, czym jeszcze bardziej umocnił polski mit.

Tymczasem trzynaście lat wcześniej założono w Norymberdze Muzeum Germańskie, ufundowane przez wszystkie kraje niemieckie. Na fali rosnącego nacjonalizmu tamtejsi badacze przeszłości odnajdywali kolejne postacie budujące zjednoczoną dumę narodową podzielonej politycznie Rzeszy. Archiwista muzeum Joseph Baader w 1862 r. ogłosił, że znalazł niezbite dowody na to, że autor Ołtarza Mariackiego był Niemcem. Tak zaczął się spór między Krakowem a Norymbergą o narodowość Stwosza. Polscy badacze znajdowali dokumenty poświadczające, iż przyszedł on na świat w grodzie Kraka, a niemieccy, że w Norymberdze. Konflikt wygasł samoistnie z początkiem XX w., by znów wybuchnąć w latach 30. Norymberga stała się wówczas ulubionym miejsce Hitlera, gdzie przemawiał na kolejnych imprezach masowych. Nazistowska propaganda zaczęła przy okazji eksponować rzeźbiarza jako przykład propagatora niemieckiej kultury w dzikiej Europie Wschodniej. W tym duchu cyklicznie organizowano wystawy dzieł artysty.

Niedługo po zajęciu Krakowa przez Trzecią Rzeszę w 1939 r. Ołtarz Mariacki został zdemontowany i wywieziony do Norymbergi. Po wojnie wrócił do Polski, zaś osoba artysty zupełnie przestała interesować Niemców. Natomiast władze PRL nadały Stwoszowi funkcję przybysza z obcego kraju, który tworzył dzieła kultury polskiej. Gdy kanclerz Willy Brandt rozpoczął swą nową politykę wschodnią, dla Warszawy Stwosz stał się użytecznym symbolem polsko-niemieckiego porozumienia. Tak też wykorzystano pamięć o nim, przygotowując w 1979 r. umowę partnerską między Norymbergą a Krakowem. Dziś „norymberski artysta Wit Stwosz” funkcjonuje w niemieckich i polskich podręcznikach szkolnych jako wybitny przedstawiciel gotyku europejskiego.

Mikołaj Kopernik

Odkrycia urodzonego w Toruniu Mikołaja Kopernika (1473–1543) zapoczątkowały wielką rewolucję naukową, a jego osoba jest rozpoznawalna na całym świecie. To czyni zeń postać niezwykle atrakcyjną zarówno dla Polaków, jak i Niemców – choć spór o narodowość Kopernika rozgorzał dopiero przy okazji narodzin nowoczesnego nacjonalizmu w XIX w. Wcześniej astronoma pamiętano głównie jako uczonego, twórcę teorii heliocentrycznej, którego przełomowe dzieło trafiło na kościelny indeks ksiąg zakazanych. Fakt ten eksponowali głównie protestanccy uczeni i historycy, toczący własne spory z papiestwem. Postrzeganie Kopernika przez prymat nauki i religii nie wzbudzało jednak większych emocji, a spory toczone między katolikami a protestantami w XIX w. mocno już osłabły. Natomiast kwestia dumy narodowej i pamięć o przodkach stały się rzeczami kluczowymi. Jednym z pierwszych pomników, jaki zamówiły władze utworzonego po kongresie wiedeńskim Królestwa Polskiego, był postument astronoma. Sławy duński rzeźbiarz Bertel Thorvaldsen umieścił na nim napis „Mikołajowi Kopernikowi – Rodacy”. Zaś Jan Nepomucen Kamiński dodał dwuwiersz: „Wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię, polskie go wydało plemię”. Co było dla Polaków oczywistością.

Tymczasem dwadzieścia lat później w Ratyzbonie stanęło popiersie „pruskiego astronoma Copernicusa”. Wkrótce uczony trafił do panteonu niemieckiej nauki. Oczywiście strona polska nie zamierzała się z tym pogodzić. Szukanie, a następnie przytaczanie dowodów na polskość lub niemieckość Kopernika trwało z jeszcze większą intensywnością w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W II RP upamiętniano „polskiego astronoma” na wiele sposobów: nazwami ulic, rocznicowymi wydawnictwami, popiersiami, znaczkami pocztowymi. Postać Kopernika była w 1937 r. jednym z najważniejszych elementów polskiego pawilonu na Wystawie Światowej w Paryżu. Co zaowocowało niemieckimi protestami. Jednak prawdziwy rewanż nastąpił po 1939 r., gdy władze III Rzeszy postanowiły ostatecznie zgermanizować Kopernika. Próbowano ujednolicić pisownię jego imienia i nazwiska (w Niemczech funkcjonowało ponad 30 wersji), wydawano w wysokich nakładach dzieła uczonego oraz powieści o nim. Natomiast na warszawskim pomniku umieszczono nową tablicę o treści „Wielkiemu Niemieckiemu Astronomowi”. Usunął ją bohater książki „Kamienie na szaniec”, członek Szarych Szeregów Alek Dawidowski. W maju 1943 r., w czterechsetną rocznicę śmierci astronoma, poświęcone temu uroczystości zorganizowały wszystkie uniwersytety III Rzeszy.

Sporu o Kopernika nie przecięła nawet klęska Niemiec w II wojnie światowej. W tamtejszej literaturze oraz historiografii astronom pozostawał nadal Niemcem urodzonym w Prusach. Z kolei propaganda PRL nagłaśniała ten fakt, dla wzmocnienia wśród własnych obywateli obaw przed odrodzeniem niemieckiego ekspansjonizmu. Stale przypomniano, że Kopernik bronił polskich ziem podczas wojny z Zakonem Krzyżackim w 1520 r. Ten stan rzeczy zmienił się po 1989 r. Astronom został jednym z najchętniej wykorzystywanych patronów polsko-niemieckich przedsięwzięć. Animozje jednak do końca nie wygasły. Świadczyło o tym polskie oburzenie, gdy w 2008 r. komisarz UE Günter Verheugen nadał unijnemu programowi nazwę Kopernikus – używając niemieckiej pisowni.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną