Święte i przeklęte: Karol Marks/Róża Luksemburg
Ulica w Krośnie udekorowana z okazji rocznicy bolszewickiej rewolucji, 1964 r.
Forum

Ulica w Krośnie udekorowana z okazji rocznicy bolszewickiej rewolucji, 1964 r.

Karol Marks (1818–83) na kolorowanej fotografii z lat 70. XIX w.
Getty Images

Karol Marks (1818–83) na kolorowanej fotografii z lat 70. XIX w.

Zniszczony plakat z Różą Luksemburg (1871–1919), Berlin, 2008 r.
BEW

Zniszczony plakat z Różą Luksemburg (1871–1919), Berlin, 2008 r.

Karol Marks

Polacy nie postrzegali w XIX w. Karola Marksa (1818–83) jako krytyka kapitalizmu lub filozofa nowej utopii, ale przede wszystkim jako obrońcę polskiej niepodległości. Szukając sojuszników wśród najróżniejszej maści rewolucjonistów, polscy patrioci – często niemający wiele wspólnego z socjalizmem – trafiali na autora „Kapitału”. Zapisał się on w ich pamięci jako ten, który wzywał do solidarności z powstańcami styczniowymi, a nawet dążył do powołania do życia legionu niemieckiego, który pospieszyłby Polakom z pomocą. Główną lekcją, jaką na ogół wyciągali z Marksa, było więc to, że najpierw trzeba zająć się wyzwoleniem ojczyzny, a na walkę z kapitałem przyjdzie jeszcze czas.

Już jednak na początku XX w. nazwisko Marksa stało się – wśród zarówno polskich, jak i niemieckich konserwatystów oraz narodowców – synonimem burzycielstwa, ateizmu i wszelkiego zła utożsamianego z rewolucją. Po II wojnie światowej w krajach tzw. bloku wschodniego władze komunistyczne nieustannie przywoływały Marksa i jego ideologię, ale była to pusta figura retoryczna. Faktyczne powoływanie się na autora „Kapitału” w celu krytycznego spojrzenia na dorobek Lenina bądź Stalina groziło oskarżeniem o rewizjonizm. Nawet na partyjnych kursach podstaw marksizmu-leninizmu większość zajęć poświęcona była rosyjskiemu ruchowi robotniczemu. Wśród rządzących Polską komunistów Marks cieszył się jeszcze mniejszą estymą i funkcjonował niemal wyłącznie na obrzeżach oficjalnego życia naukowego. Jego doktryna była jednak interpretowana i poddawana krytyce przez wybitnych uczonych akademickich, m.in. Leszka Kołakowskiego i Witolda Kulę.

Upadek bloku wschodniego, triumf antykomunistycznej ideologii ułatwił obciążenie autora „Kapitału” winą za wszelkie zbrodnie dokonane rękoma komunistycznych reżimów. Tym samym niemiecki filozof stał się niejako współodpowiedzialny zarówno za ofiary wielkiego głodu w Chinach, jak i sowiecki Gułag. Określenie marksista stało się często używanym epitetem.

Inaczej sprawy potoczyły się w Republice Federalnej, gdzie wizerunek Karola Marksa uległ normalizacji. Jego powrót do powszechnej pamięci nie miał jednak wiele wspólnego z polityką. O wiele bardziej inspirujący okazał się Marks jako historyk, ekonomista i filozof. Jego poglądy i teorie, odkrywane na nowo, znów znajdują zastosowanie na wielu polach nauki.

Róża Luksemburg

Śmierć Róży Luksemburg (1871–1919) podczas powstania Spartakusa w Berlinie stała się nie lada problemem dla jej partyjnych towarzyszy. Prezentowany przez nią krytyczny stosunek wobec partii bolszewickiej i samego Lenina wprawiał w zakłopotanie niemieckich komunistów. Po 1945 r. przywódcy NRD starali się balansować między kultem samej rewolucjonistki a krytyką luksemburgizmu traktowanego jako odchylenie ideologiczne. Oddawali jej cześć jako tej, która wespół z Karlem Liebknechtem oddała życie za „niemiecki socjalizm”, ukrywając zarazem jej negatywną ocenę systemu bolszewickiego. W Polsce Luksemburg również nie cieszyła się popularnością, ponieważ zarówno przedwojenni działacze lewicy, jak i późniejsi komuniści nie mogli jej zapomnieć, że – choć urodzona w Zamościu – zarzucała im nacjonalizm oraz z dumą podkreślała przynależność do niemieckiego, nie zaś polskiego socjalizmu. Wszystko to spowodowało, że w PRL Róża była de facto nieobecna w partyjnej propagandzie.

W RFN dopiero w 1968 r. upomniała się o nią protestująca młodzież. Wielu socjaldemokratów zaczęło odtąd postrzegać ją jako symbol trzeciej drogi między kapitalizmem a socjalizmem. Pielęgnowaniu pamięci o jej dokonaniach wielce przysłużyło się odkrycie dorobku Róży przez ówczesne feministki. Nazwisko Luksemburg wciąż jednak budziło kontrowersje, czego dowodzi burza, jaką wywołała emisja znaczka z jej podobizną przez Niemiecką Pocztę Federalną w 1974 r. Wielu adresatów odmawiało przyjmowania listów ze znaczkiem, na którym widniała rewolucjonistka. Po 1989 r. o dziedzictwo po rewolucjonistce upomniała się radykalna lewica (PDS, a później Die Linke), dzięki czemu na stałe wpisała się ona w krajobraz kulturowy zjednoczonych Niemiec. W kręgach tzw. nowej lewicy luksemburgizm stawał się synonimem nietotalnego komunizmu.

W Polsce nadal jest zapomniana. Nawet w rodzinnym Zamościu nie wszystkie przewodniki odnotowywały miejsce jej narodzin. Podobnego rodzaju kłopotliwa cisza nad Różą Luksemburg zapadła w historiografii czy literaturze pięknej. Jej obecność w programach nauczania i podręcznikach nadal jest marginalna. Rewolucjonistka nie stała się inspirującą figurą w życiu publicznym. Tym samym wszelkie próby uczynienia z niej symbolu przyjaźni polsko-niemieckiej, lub choćby potraktowania jej życia jako pretekstu do namysłu nad postawami Polaków oraz Niemców względem komunizmu, okazały się nieskuteczne.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną