Sieroty po Napoleonie
Sieroty po Napoleonie, czyli za co Rzecki kochał Bonapartego
Romantycy i mistycy. Legenda napoleońska za każdym razem, gdy tchnięto w nią iskrę życia, wyzwalała wśród Polaków nowe pokłady nadziei. Wybuch powstania listopadowego, masowa emigracja do Paryża po jego klęsce, sprowadzenie prochów cesarza do francuskiej stolicy w 1840 r., Wiosna Ludów czy wreszcie dojście do władzy Ludwika Napoleona w 1848 r. – wszystko to działało elektryzująco na polskich napoleonidów w typie Ignacego Rzeckiego.
W samym Królestwie Polskim jednak – pomimo impulsów płynących z Francji, przede wszystkim wojennych awantur Napoleona III – bonapartyzm pod względem politycznym był ideą martwą. Nie działało żadne zorganizowane pronapoleońskie stronnictwo, a jedynymi, którzy wciąż wiązali jakiekolwiek nadzieje z domem Bonapartych, byli pojedynczy romantycy pokroju starego subiekta z „Lalki”. Ściany ich salonów zdobiły ryciny i litografie cesarza Francuzów, ale świat wokół nich kierował się już zgoła inną logiką, gdzie rozum, chłodna kalkulacja i ponad wszystko kapitał odgrywały kluczową rolę.
Wśród polskiej emigracji we Francji kult Napoleona ożywił w latach 40. i 50. skupiony wokół Andrzeja Towiańskiego ruch Koła Sprawy Bożej. W doktrynie jego uczestników Bonaparte był traktowany jako mistyczny wysłannik, którego zadaniem było zjednoczenie narodów, podniesienie ludzkości na wyższy poziom duchowy oraz przygotowanie świata na nowe Królestwo Boże. Sam Towiański – urodzony na Wileńszczyźnie w 1799 r. – pozostawał pod osobistym czarem mitu cesarza Francuzów, ponieważ wraz z dorosłymi doświadczył nadziei związanych z kampanią 1812 r. W ślad za Towiańskim w specjalną misję Napoleona wierzył Adam Mickiewicz. Polski wieszcz popierał autokratyczne dążenia Ludwika Napoleona, kiedy ten przybrał tytuł cesarski.