Myśleć i pracować
Myśleć i pracować. Idee polskiego pozytywizmu
Epoka pozytywizmu. Z grubsza trzy dekady, jakie nastąpiły po powstaniu styczniowym, nazywa się w historii Polski epoką pozytywizmu. Trochę paradoksalnie, określenie to zaczerpnięte z historii kultury, a właściwie filozofii, świadczy właśnie o bezwzględnej dominacji polityki w naszym patrzeniu na przeszłość. Ponieważ w zaborze rosyjskim aktywność stricte polityczna została w owym czasie niemal stłumiona przez carskie represje, polityka przeniosła się w sferę spraw, jak to wtedy mawiano, małych. Patriotyzm, wyładowujący się przedtem w spiskach, manifestacjach, petycjach, marzeniach o rychłym odzyskaniu niepodległości, a w końcu też w walce zbrojnej, rozlał się teraz na edukację, kulturę, medycynę, aktywność gospodarczą oraz wszelkie, nawet najdrobniejsze, formy stowarzyszania się. Całe życie społeczne, a wraz z nim życie jednostek stało się terenem walki o polskość i tzw. lepsze jutro.
Polska przestała być społeczeństwem stanowym, w którym politykę uprawiała wyłącznie szlachta: odtąd polityka stała się sprawą wszystkich, bo wszyscy mieli być narodem, nawet jeśli jeszcze o tym nie wiedzieli. Tak to przynajmniej widzieli pozytywiści, sami siebie określający mianem „młodych” i nad wyraz krytycznie odnoszący się do „starych”. Była to kolejna trwała zmiana, jaką pozytywizm wniósł w naszą historię: odtąd już zawsze jacyś młodzi spoglądali z góry na jakichś starych. „Postęp biegnie tak szybko – pisał Aleksander Świętochowski, patron i ideolog ówczesnych młodych – obowiązki jednostek tak wielkie, że ci, co wstąpili później do wielkiej pracowni ducha, zaledwie mają czas obejrzeć się na tych, co przed nimi byli”. W porównaniu z postępowcami, jacy mieli przyjść później, w sumie łagodnie.
Między „Panem Tadeuszem” a „Lalką”.