Moskal wszędzie
Moskal wszędzie. Rosyjscy urzędnicy i wojskowi w Warszawie
Miasto umundurowane. Przechadzając się po Warszawie w czasach Wokulskiego, bylibyśmy zdumieni mnogością mundurów. Po stłumieniu powstania styczniowego stan wojenny wprowadzony w Królestwie Polskim nigdy nie został formalnie zniesiony, więc obecność wojsk rosyjskich – tak skutecznie pominięta przez autora „Lalki” – stanowiła nieodłączną część krajobrazu miasta. Na ulicach roiło się od carskich oficerów w ciemnozielonych wojskowych kurtkach z epoletami, ze skórzanymi pasami wokół talii. W dorożkach widać było brodatych generałów w płaszczach z szerokimi klapami, a za nimi – w obstawie – podążali Kozacy z nahajkami. Jeszcze bardziej egzotyczny widok stanowiły formacje Czerkiesów w wysokich baranich czapkach, z zakrzywionymi szablami u boku i kindżałami za pasem. Najszerzej rozpoznawalnym – i najbardziej znienawidzonym elementem codzienności – był niebieski mundur owianej złą sławą carskiej policji politycznej, czyli Korpusu Żandarmów.
Obok mundurów wojskowych pełno było także mundurów cywilnych, jako że w całym Imperium Rosyjskim wszyscy urzędnicy, od gubernatora do szeregowego pracownika biblioteki, zobowiązani byli nosić uniformy, zazwyczaj w formie fraku z wysokimi, sztywnymi kołnierzami na wzór wojskowy.
Carscy zarządcy prowincji. Od 1874 r., po likwidacji urzędu carskiego namiestnika, najwyższym przedstawicielem Rosji w Warszawie był generał-gubernator. Skupiał on w swoich rękach pełnię kontroli administracyjnej, wojskowej i policyjnej, podlegając bezpośrednio carowi w Petersburgu. Było to ewidentne obniżenie statusu Królestwa Polskiego w hierarchii imperium, ponieważ zrównywało je statusem z innymi prowincjami również zarządzanymi przez generał-gubernatorów.