Podziemna Warszawa. W drugiej połowie XIX w. Warszawa przeżywała intensywny rozwój demograficzny. Jej zaludnienie rosło w lawinowym tempie, osiągając pod koniec lat 90. ponad 600 tys. mieszkańców (wobec ok. 160 tys. w 1850 r.). Błyskawiczna urbanizacja, przeobrażenia gospodarcze, rozwój przemysłu prowadziły do marginalizowania coraz większej liczby ludzi, i to właśnie z tej grupy rekrutował się świat podziemnej Warszawy. Świat złodziei, paserów, sutenerów, alfonsów, kanciarzy i dzielnicowych apaszów (termin zaczerpnięty z francuskiego apaches – określający chuliganów i przestępców).
Za główne gniazda kryminalistów uważano najuboższe dzielnice, takie jak Wola, Powiśle oraz znaczną część Starego Miasta. To tam na wąskich, zaniedbanych uliczkach między rachitycznymi drewnianymi domkami i przeludnionymi kamienicami kwitło życie przestępcze. Powiśle – które Wokulski nazwał skupiskiem wszelkiej zarazy – znane było z podejrzanych karczm i wyszynków oraz wysokiego wskaźnika przestępczości i prostytucji. Całe nadbrzeże Wisły, gdzie między składowanymi sągami drewna stale czaili się bandyci wypatrujący zbłąkanych przechodniów, miało skrajnie złą opinię. Pisarz i felietonista Henryk Nagiel tak opisał przedmieścia Woli: „Wieczorem przejść tu niepodobna. Mieszkańcy sąsiednich domków słyszą nieraz o późnej nocy jakieś dzikie okrzyki i charczenie, odgłosy walki i rozpaczliwe wołania”.
Ponieważ carskie organy represji dużo bardziej niż zwykłą przestępczością interesowały się działalnością wywrotową Polaków, Warszawa była miastem bardzo niebezpiecznym, a nocni spacerowicze na Starym Mieście prosili się o kłopoty. Nie bez powodu przezorni nosili ze sobą małe noże albo scyzoryki, aby mieć czym przeciąć zarzuconą na szyję pętlę.