W pozłacanej klatce
Kobiety z wyższych sfer, uwiązane w niewoli konwenansu
Sprzedać siebie czy rodowy serwis. W jednej z pierwszych scen „Lalki” Izabela Łęcka pije herbatę z ciotką, majętną hrabiną, i rozpamiętuje błędy coraz szybciej odchodzącej młodości. Trzeba było przyjąć awanse króla Wiktora Emmanuela, choć to liberał i w długach, oświadczyny hrabiego Saint-Auguste'a, posła do Watykanu, albo chociaż deklarację księcia Podolskiego. W ostateczności – amerykańskiego milionera, który dorobił się na kolei. Było jednak na to za późno. Izabeli, opuszczonej przez większość adoratorów i trapionej problemami finansowymi, zostali do wyboru stary baron i zdziecinniały marszałek, któremu zamiast żony potrzeba było raczej niańki, by ocierała mu usta.
Bez szybkiego ślubu zabezpieczającego jej przyszłość czekało ją w najlepszym przypadku zastawienie w lombardzie rodowych sreber i porcelanowego serwisu. W najgorszym zaś rujnacja, poniżenie i zakon. Gdy zrozpaczona taką perspektywą Izabela pyta hrabinę Karolową, czy ma w takim razie wybierać między sprzedażą siebie a serwisu, ciotka odpowiada spokojnie, że szkoda przecież tak drogich rodzinnych pamiątek. W przeciwieństwie do herbowej zastawy dobrze urodzone panny traciły z czasem na wartości.
Lalki, kwiatki i papugi. Jednym z głównym tematów powieści Bolesława Prusa jest przemijanie starego świata i nadejście nowoczesności. Ci, którzy potrafią się przystosować, mogą osiągnąć wielkie rzeczy. Ci, którzy nie idą do przodu, są skazani na pielęgnowanie starego porządku w dusznym zamkniętym salonie. A grupą zupełnie zamrożoną w bezruchu były uwiązane w niewoli konwenansu kobiety z klasy wyższej.
Prus pisał w jednym ze swoich felietonów, że społeczeństwo drugiej połowy XIX w. każe kobietom płacić wysoką cenę za specjalne traktowanie. Wszystkie dowody szacunku i uwielbienia, jak prowadzenie pod rękę, ukłony, grzeczność i pobłażliwość dla damskich humorów, mężczyźni rekompensowali realną kontrolą nad każdym aspektem kobiecego życia.