Zobaczyć i być widzianym
Jak bawiła się Warszawa w czasach Wokulskiego
Na salonach. Mimo natarczywej rusyfikacji i wszechobecnej cenzury życie towarzyskie w Warszawie kwitło. Ponieważ przestrzeń publiczna podlegała kontroli, skupiało się ono głównie na obszarze prywatnym. Wśród elit popularny stał się zwyczaj organizowania regularnych spotkań zwanych jour fixe (fr. stały dzień). Odbywały się raz w tygodniu, popołudniami i wieczorami, czasem przeciągając się do późnych godzin nocnych. Czas wypełniano muzykowaniem, popisami wokalnymi, recytowaniem poezji, dyskusjami o literaturze, sztuce i wydarzeniach kulturalnych, ale też zabawami towarzyskimi i plotkami. Z zapałem organizowano przedstawienia amatorskie, wystawiając zabawne jednoaktówki lub tzw. żywe obrazy.
Jeden z najsłynniejszych salonów prowadziła Jadwiga Łuszczewska, pisarka znana pod pseudonimem Deotyma. Na Marszałkowskiej 153 zbierano się co czwartek, by deklamować poezję, czytać epickie poematy autorstwa gospodyni oraz słuchać jej improwizacji. Tradycją spotkań był skromny poczęstunek i wytworny strój, dla pań koniecznie w ulubionym przez Deotymę kolorze niebieskim. Równie prestiżowy był udział w spotkaniach u hrabianki Marii Kalergis-Muchanow, żony dyrektora rządowych teatrów warszawskich, animatorki życia muzycznego. Przy Krakowskim Przedmieściu 15 bywało nieliczne, lecz doborowe grono artystów i ludzi pióra, a o wieczorach u pani Muchanow – zwłaszcza gdy dawali na nich swój występ tacy artyści jak Helena Modrzejewska czy Wincenty Rapacki – mówiło z atencją całe miasto. Spotykano się także u pań Cecylii Walewskiej, Walerii Marrené-Morzkowskiej, Elizy Orzeszkowej i Heleny Modrzejewskiej, gdy akurat przebywały w Warszawie, u małżeństwa Krausharów, Zielińskich i Rajchmanów.
Dużą frekwencją cieszył się salon autorki poradników i redaktorki tygodnika „Bluszcz” Lucyny Ćwierczakiewiczowej przy Królewskiej 3.