Majonez z kapłonów, kompoty z pomarańczy
Co jedli i pili Warszawiacy w czasach Bolesława Prusa
Idziemy na zakupy. W drugiej połowie XIX w. każda dzielnica miała plac handlowy, na który o świcie z podwarszawskich majątków zjeżdżały wozy z dostawami. Piaseczno i Góra Kalwaria dostarczały głównie mąkę i wyroby piekarskie, Karczew – mięso, Kamionek, Grochów, Gocław, Wawer i Rembertów – warzywa i owoce, a Jabłonna specjalizowała się w nabiale. Największy handel odbywał się na rynkach Starego i Nowego Miasta, na Placu Kercelego na Woli, na Grzybowskim, w Gościnnym Dworze – monumentalnym obiekcie handlowym wzniesionym w 1841 r. przy Placu Żelaznej Bramy i otaczającym go targowisku, na Nalewkach oraz na Bazarze Różyckiego na Pradze. Nawet za eleganckimi fasadami Nowego Światu kryło się niezbyt duże, ale prężnie działające targowisko, z warszawska zwane „na Zrazowskiem”, z powstałym w 1848 r. nowoczesnym budynkiem jatek mięsnych.
Rankiem panie domu krążyły wśród straganów z koszyczkami w sam raz na kilka jabłek lub pół kwarty poziomek do deseru, a za nimi służące dźwigały obładowane kosze. Kasze, mąkę, groch wsypywano do przyniesionych ze sobą płóciennych woreczków, a na produkty płynne trzeba było mieć własne słoje lub blaszane bańki. Targowanie się było obowiązkowe. Umiejętność ta była ceniona u służącej tak bardzo, że jednym z pierwszych pytań zadawanych przy zatrudnieniu było: Targować się umie?
Płatności dokonywano w obowiązującej walucie, czyli rublach i kopiejkach, ale polska ludność w handlu codziennym nadal posługiwała się dawnymi nazwami, mentalnie przeliczając kwotę na złotówki. Kurs był stały: 1 zł polski (dzielił się na 30 groszy) stanowił równowartość 15 kopiejek, 1 rubel (100 kopiejek) był równy 6,6 zł, a kopiejka – 2 groszom. Na kilogram chleba razowego trzeba było wydać 4–6 kopiejek, czyli 8–12 groszy, na mąkę żytnią ok.