Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Pomocnik Historyczny

Jak kraj długi. Cz. II

Panowie bracia. Od Wielkopolski po Inflanty. Cz. II

Chorągiew Karola Radziwiłła, Panie Kochanku; litografia, poł. XIX w. Chorągiew Karola Radziwiłła, Panie Kochanku; litografia, poł. XIX w. Muzeum Narodowe w Krakowie
Podobni, choć różni. Herbowi w różnych dzielnicach państwa.

Litwa

Pradziady Mickiewicza. „Słynie szeroko w Litwie Dobrzyński zaścianek/ Męstwem swoich szlachciców, pięknością szlachcianek/ Niegdyś możny i ludny; bo gdy król Jan Trzeci/ Obwołał pospolite ruszenie przez wici,/ Chorąży województwa z samego Dobrzyna/ Przywiódł mu sześćset zbrojnej szlachty. Dziś rodzina/ Zmniejszona, zubożała; dawniej w pańskich dworach/ Lub wojsku, na zajazdach, sejmikowych zborach,/ Zwykli byli Dobrzyńscy żyć o łatwym chlebie./ Teraz zmuszeni sami pracować na siebie/ Jako zaciężne chłopstwo! Tylko że siermięgi/ Nie noszą, lecz kapoty białe w czarne pręgi,/ A w niedzielę kontusze. Strój także szlachcianek/ Najuboższych różni się od chłopskich katanek:/ Zwykle chodzą w drylichach albo perkaliczkach,/ Bydło pasą nie w łapciach z kory, lecz w trzewiczkach,/ I żną zboże, a nawet przędą – w rękawiczkach”.

Tak w latach 30. XIX w. litewską rodzinę szlachecką charakteryzował Adam Mickiewicz w „Panu Tadeuszu” (Księga VI, „Zaścianek”). Dzieło to wyrażało nostalgię za Litwą czasów wielkiego księstwa. Jak faktycznie wyglądała rzeczywistość pradziadów polskiego poety, o których miał – mimo wszystko – tak piękne mniemanie?

Litwo, kogoś ojczyzną? Na Litwie właściwej dominowali możni wiary katolickiej. Centralne i wschodnie tereny wielkiego księstwa zasiedlili wcześniej ruscy prawosławni bojarzy. Na zachodnich rubieżach mieszkała szlachta polska. W litewskim stanie szlacheckim najwięcej było Rusinów – aż 60 proc. Resztę stanowili etniczni Litwini i Polacy (po ok. 20 proc.). Na mocy postanowień unii lubelskiej z 1569 r. Wielkie Księstwo Litewskie stało się częścią Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Szlachta Litwy oceniała ten akt różnie. Np. wojewoda trocki Jan Hlebowicz twierdził po latach: „Wielebna unia [nas] nadwątliła”. Mimo to nie podważali jej sensu. Od początku XVII stulecia wspólnotę polsko-litewską zaczęli nawet nazywać communis patriae, wspólną ojczyzną. Litwa jednak nadal była dla nich ważna. Postrzegali siebie jako Litwinów. Tego samego punktu widzenia oczekiwali od innych. „Naucz ich tam – grzmiał w jednym ze swoich listów z 1577 r. Mikołaj Krzysztof Radziwiłł, zwany Sierotką – aby, gdy komu co chcą dedykować, się go pierwej zwać nauczyli, a potem, [by] nacji jego nie tłumili. WM [Waszmość] Litwin, nie Polak”. Chodziło o to, że w jednym z włoskich antykalwińskich traktatów nazwano jego młodszego brata – Jerzego Radziwiłła – Polakiem.

Ród Radziwiłłów linii nieświeskiej wraz z resztą magnaterii litewskiej miał krótki epizod styczności z kalwinizmem. Jego członkowie przeszli na to wyznanie na początku lat 50. XVI w. Do Kościoła katolickiego wrócili jednak już na przełomie lat 60. i 70. Reszta reformatów na łono katolicyzmu lub prawosławia powróciła do końca stulecia.

Większość szlachty litewskiej w XVIII w. w pełni się spolonizowała. Mimo to nadal jej przedstawiciele uważali się w pierwszej kolejności za Litwinów. Niejednokrotnie mówili o sobie: Gente Lithuanus, natione Polonus (z rodu Litwin, z narodu Polak). Polskość oznaczała używanie na co dzień języka polskiego oraz przynależność do narodu politycznego Rzeczpospolitej. Litewskość natomiast przywiązanie do ziemi oraz tradycji litewskich, a także starych praw, np. statutów wielkiego księstwa.

Mundury polskiej szlachty (tu z województw trockiego, bracławskiego i mińskiego); akwarela Konstantego Kopffa, XIX w.PolonaMundury polskiej szlachty (tu z województw trockiego, bracławskiego i mińskiego); akwarela Konstantego Kopffa, XIX w.

Tożsamość ta okazała się na tyle trwała, że potomkowie litewskich herbowych w XX w., tacy jak Józef Piłsudski czy Czesław Miłosz, identyfikowali się zarazem jako Polacy i Litwini, choć z istniejącym ówcześnie państwem litewskim nie mieli nic wspólnego.

Niepokorni z trzeciej prowincji. Jak twierdzi Andrzej Zakrzewski, znawca dziejów prawa i ustroju Wielkiego Księstwa Litewskiego, Litwa – pomimo swojej odrębności de iure – de facto przez większość czasu funkcjonowała jako trzecia prowincja Rzeczpospolitej, obok Małopolski i Wielkopolski.

Litwini byli bardzo przywiązani do odrębności swojego księstwa. Gdy uważali, że jakieś prawo narusza jego interesy, odrzucali je. W obsadzaniu urzędów kierowali się zasadą „wżdym lepiej, że będziem mieli jakiego takiego Litwina na tym miejscu, niżby prawego Polaka”. Wielu też w XVII w. widziało w Koronie oprawcę ustroju Litwy. „Prerogatywy Księstwa Litewskiego – pisał w 1635 r. w swoim pamiętniku Albrycht Stanisław Radziwiłł – niszczeją każdego dnia”. Przed elekcją Zygmunta III Wazy litewska szlachta żądała, by: „Król Pan nasz trzeciego roku w Litwie mieszkał, a dwa [poprzednie] w Polsce”. Postulat ten (2:1) – w kontekście różnych spraw – powtarzała, z reguły nieskutecznie, przez następne dwa stulecia. Za panowania Stefana Batorego udało jej się np. wypracować praktykę, że co trzecim marszałkiem sejmu będzie Litwin. W latach 30. XVII w. wyszli także z propozycją, aby co trzeci sejm odbywał się w wielkim księstwie. Zaakceptowano ją w 1673 r. i na miejsce obrad wyznaczono Grodno. Z czasem jednak – zwłaszcza w dobie stanisławowskiej – reguły nie przestrzegano.

Dukat litewski z podobizną Stefana Batorego, XVI w.Muzeum Narodowe w WarszawieDukat litewski z podobizną Stefana Batorego, XVI w.

Znamiennym przypadkiem dążenia do reguły 2:1 był sejm elekcyjny w 1674 r. Litwini wdali się w poważną bójkę ze szlachtą koronną, ponieważ ta nie chciała im użyczyć co trzeciej gospody na zakwaterowanie. Jan Antoni Chrapowicki w swoim „Diariuszu” pisał nawet, nieco wyolbrzymiając, że z tego powodu „ledwo nie przyszło do rozerwania Księstwa Litewskiego z Koroną”.

Litwin Litwinowi nierówny. Największym rodem Wielkiego Księstwa Litewskiego byli wspomniani już Radziwiłłowie. Mieli rozległe ziemie na terenach współczesnej Białorusi, a także na Litwie właściwej. Można wręcz powiedzieć, że utworzyli we wspólnocie polsko-litewskiej państwo w państwie. Mieli prywatne wojsko, twierdze i bardzo duże wpływy. Zdarzało im się nawet prowadzić własną politykę zagraniczną.

Uboższa litewska szlachta popadała od XVI w. w zależność od najbogatszych możnych Litwy. Jak pisano w listach z XVII w.: „Z konieczności [zwykła] się panom zapisywać i z majętności i swojej spuścizny”. Część swojej twórczości zadedykował Radziwiłłom Jan Kochanowski. Napisał on np. „Jezdę do Moskwy”, gdzie wychwalał czyny wojenne Krzysztofa Mikołaja Radziwiłła, zwanego Piorunem, podczas wojny z Wielkim Księstwem Moskiewskim. A pisząc „Epithalamium” uczcił jego ożenek z Katarzyną Ostrogską.

Co by więc było, gdyby Mickiewicz urodził się na Litwie dwa stulecia wcześniej? Czy także popadłby w zależność od Radziwiłłów?

ANDRZEJ SAWICKI

Ruś Koronna

Między Wschodem a Zachodem. „Świat bez władzy, bez rządu, bez ładu i bez miłosierdzia. Kogo nie zabił Tatarzyn, tego zabił opryszek, kogo nie zabił opryszek, tego zabił sąsiad”. Tymi słowami Władysław Łoziński, badacz kultury staropolskiej tworzący u progu XX w., otworzył swoje „Prawem i lewem”. Ta monumentalna praca powstała na podstawie akt grodzkich województwa ruskiego. Ten obraz był jednak niepełny, by nie powiedzieć niesprawiedliwy. Ruś była punktem styku kultur, religii i języków. Z tego spotkania zrodziła się kraina bardzo podobna do reszty Rzeczpospolitej, a jednocześnie odmienna od niej w wielu aspektach.

W kontekście Rzeczpospolitej Obojga Narodów terminu Ruś używa się do określenia obszarów w dorzeczu Bugu i Sanu. Tereny te, znane jako Ruś Czerwona, zostały inkorporowane do Korony w XIV w. W ciągu kolejnego stulecia ich administracja ujednoliciła się z resztą Polski. Ziemie ruskie należały do prowincji małopolskiej. Składały się na nie dwa województwa: ruskie ze stolicą we Lwowie i bełskie ze stolicą w Bełzie. Inne ważne miasta to Chełm, Halicz, Przemyśl i Sanok.

Wizerunek Chrystusa Pantokratora na tkaninie ormiańskiej, 1601 r.Muzeum Narodowe w WarszawieWizerunek Chrystusa Pantokratora na tkaninie ormiańskiej, 1601 r.

Przyjmuje się, że na Rusi udział stanu szlacheckiego w ogóle ludności był niższy niż w reszcie Rzeczpospolitej – od 3 do 5 proc. Znaczne majątki mieli tam m.in. Krasiccy, Zamojscy i Kalinowscy. Żyzna gleba sprzyjała uprawie zboża. Spławne rzeki umożliwiały jego wygodny i opłacalny spław, a tym samym dostęp do rynków zbytu. Oprócz tego przez ziemie ruskie przebiegały lądowe szlaki handlowe z południa i wschodu.

Nie wszyscy członkowie stanu szlacheckiego w równym stopniu korzystali z dobrej sytuacji ekonomicznej. Największe zyski czerpały najpotężniejsze rody. Sprawowana przez nie kontrola nad górnym biegiem Bugu i Sanu ograniczała reszcie szlachty możliwość spławu zboża. Oprócz tego magnaci skupywali ziemie innych rodów dla powiększenia własnego majątku.

Wielki tygiel. Ruś od reszty Korony najbardziej odróżniała religia: jej mieszkańcy od wieków wyznawali prawosławie. Po przyjęciu w XVI w. katolicyzmu przez dużą część magnaterii Cerkiew pozostała bez obrońców. Tę rolę przejęła drobna szlachta, niechętna układom z Rzymem. W końcu XVI w. zdołała ona wywalczyć zachowanie dóbr prawosławnego duchowieństwa i swobodę kultu. Ważną rolę w dawnej Rzeczpospolitej odgrywały bractwa religijne. Na Rusi powstawały konfraternie cerkiewne zrzeszające przedstawicieli wszystkich stanów: chłopów, mieszczan i szlachty. Ich głównym celem było zarządzanie lokalną wspólnotą wyznaniową. Bractwa prowadziły też działalność edukacyjną.

Łoziński uważał, że miejscowa szlachta „nie latynizuje ani nie polszczy swoich imion chrzestnych”; współcześni badacze zwracają uwagę na przyjmowanie przez Rusinów języka polskiego. Odrębność językowa nie zanikła jednak całkowicie. Władysław Serczyk zwrócił uwagę na posługiwanie się przez szlachtę, także urzędników, językiem ruskim. Kwitło też piśmiennictwo w języku cerkiewnosłowiańskim. W 2. poł. XVI w. we Lwowie działała drukarnia Iwana Fiodorowa (Fedorowicza), w której wydawano książki w tym języku, m.in. „Azbukę” – elementarz cyrylicy. Kiedy drukarz zbankrutował, wyjechał do wołyńskiego Ostroga, by pod patronatem kniazia Konstantego Ostrogskiego wydać Biblię.

Lwów bez wątpienia był głównym ośrodkiem życia kulturalnego i gospodarczego Rusi Koronnej. Mieściła się tam również jedna z największych w Rzeczpospolitej społeczności ormiańskich. Zdaniem Ludwika Korwina, przedwojennego genealoga i heraldyka, ci przybysze ze wschodu zostali sprowadzeni do miasta w 1319 r. Zajmowali się przede wszystkim handlem. Importowali ze Wschodu duże ilości cennych tkanin i innych towarów luksusowych. Nie brakowało zdolnych ormiańskich rzemieślników, których wyroby cieszyły się uznaniem w całej Rzeczpospolitej. Z czasem ormiański patrycjat Lwowa zdobył wręcz bajeczne bogactwa.

Biblia z drukarni Iwana Fiodorowa (Fedorowicza) we Lwowie, 1581 r.Polona/Niezawisimaja GazietaBiblia z drukarni Iwana Fiodorowa (Fedorowicza) we Lwowie, 1581 r.

Ormianie zasilali również szeregi herbowych. Początkowo ich głównymi drogami do szlachectwa były zasługi wojenne i służba dyplomatyczna. Po wojnach w XVII w. ormiańscy patrycjusze zaczęli masowo ubiegać się o nobilitację, by utrzymać swój status w wyniszczonej Rzeczpospolitej. Ich wysiłki zakończyły się sukcesem, gdy w 1661 r. król wydał przywilej nobilitacyjny.

Niewiele wiadomo o udziale Ormian w życiu politycznym. Krystyn Matwijowski stwierdził, że działali przede wszystkim na sejmikach. Jego zdaniem Ormianie bardzo rzadko posłowali na sejm. Udało mu się wskazać jedynie dwa przypadki – z XVI i XVIII w.

Tatarzy, najazdy i zamki. Południowo-wschodnie ziemie Rzeczpospolitej często stawały w ogniu. Wisiało nad nimi widmo Tatarów, których czambuły docierały daleko w głąb terytorium Korony. Ataki były nagłe, co utrudniało obronę ludności. Kto tylko mógł, zmieniał swój dom w twierdzę. Łoziński pisał: „Każdy dom był małą forteczką. Był okopany, a otaczał go ostrokół, okna były zakratowane, drzwi bardzo silne i gęsto okute. Oprócz okopu i ostrokołu strzegły domostwa także baszty”.

Najbardziej okazałe były posiadłości magnatów, wśród nich rozbudowany przez wojewodę podolskiego Marcina Krasickiego w 1. poł. XVII w. zamek w Krasiczynie. W czterech rogach tej późnorenesansowej rezydencji stoją masywne baszty. Jej bogata dekoracja kłóci się z jej obronnym charakterem. Podobnie wyglądały rezydencje innych ruskich panów: luksus i wyrafinowana architektura ścierały się w nich z surowością bastionów i armat. Szymon Starowolski w 1632 r. stwierdził, że prywatne zamki magnatów były jedynymi znaczącymi twierdzami broniącymi Korony.

Magnaci byli nietykalni w swoich zamkach, broniły ich też prywatne wojska liczące po kilka tysięcy żołnierzy. Wymusiło to szukanie innych sposobności do rozwiązywania sporów między najbogatszą szlachtą. Osobiste porachunki eksportowano na sejmiki, a czasem do samej Warszawy. Samuel Maskiewicz opisał w swoim „Diariuszu” zdarzenie z sejmu konwokacyjnego w 1632 r., którego ofiarą padł Marcin Kalinowski, starosta podolski. Podczas obrad wojewodzic ruski Stanisław Daniłowicz „na Kalinowskiego uderzył, poranił i posiekł, na obydwie ręce pokaleczył i na głowę z tyłu i na inszych miejscach razów wielkich i szkaradnych zadał”. Sprawcę napaści obłożono infamią.

Mniej zamożni nierzadko padali ofiarą sąsiedzkich napaści i zajazdów. Tym terminem określano egzekucję wyroku sądowego. Wedle prawa na czele zajazdu powinien stać starosta. Nie zawsze jednak tego przestrzegano, przez co stanowiły w praktyce napady łupieżcze.

Tak miejscowe warunki, zresztą podczas zajazdu, podsumował Marcin Kazanowski: „Jeśliby [my] jakimi racjami prawnymi tego bronili, odpowiedzieli, że prawa nie mamy, ale tego prawem i lewem tu bronimy”. Wychodzi na to, że Łoziński nie był całkowicie bez racji.

JAN CZAPLIŃSKI

Ruś Ukrainna

Osadnictwo i królewięta. Tereny Rzeczpospolitej wysunięte najdalej na południowy-wschód zamykały się w XVII w. w obrębie województw kijowskiego, bracławskiego i wołyńskiego. Zamieszkująca je szlachta była mniej liczna niż na pozostałych obszarach kraju, np. w województwie bracławskim stanowiła tylko 1 proc., a na całej prawobrzeżnej Ukrainie nieco ponad 2 proc. mieszkańców.

Pod względem politycznym i ekonomicznym tereny ukrainne, szczególnie zaś Zadnieprze, były zdominowane przez magnaterię. Królewięta, jak ich nazywano, skupiali w swoich rękach nie tylko olbrzymie dobra ziemskie, dysponowali również własnym wojskiem, które pod względem liczebności dorównywało niekiedy kwarcianemu. Lata 1569–1648 były okresem intensywnej kolonizacji. Szlachta zakładała słobody i wsie, przyciągając osadników obietnicą wolnizny. Szczególnie burzliwy rozwój przeżywały w tym czasie magnackie latyfundia Ostrogskich, Tyszkiewiczów, Koreckich, Zbaraskich, położone w pasie pogranicznym z Wołyniem i Bracławszczyzną. Szlachta zamożna i średnia dominowała z kolei na obszarze między Kijowem a Żytomierzem. Przeważali tam zarządcy, dzierżawcy i użytkownicy zastawów.

Apoteoza Michała Korybuta Wiśniowieckiego; miedzioryt z epoki.Muzeum Narodowe w WarszawieApoteoza Michała Korybuta Wiśniowieckiego; miedzioryt z epoki.

Ukraina lewobrzeżna była przez długi czas domeną Wiśniowieckich. Ich dobra, zlokalizowane w dorzeczu Suły, ciągnęły się na ponad 200 km na wschód od Dniepru, aż do granicy moskiewskiej. Na tych początkowo niemal bezludnych połaciach rozwinęła się wielka akcja osadnicza, a dobra te – ze stolicą w miasteczku Łubnie – stały się centrum gospodarczej potęgi rodu. W tym tzw. państwie łubniańskim istniało przed 1648 r. ponad 40 tys. zagród chłopskich, co odpowiadało ok. 250 tys. ludności. Latyfundium drugiego potentata na Wołyniu i Ukrainie, Jerzego ks. Zbaraskiego, składało się z 28 tys. dymów. Włości książąt Zasławskich liczyły zaś 27 tys. dymów. (W województwie krakowskim na jeden folwark przypadały średnio 2 wsie, w kijowskim – 13).

Potęga gospodarcza wiązała się z ogromnymi wpływami politycznymi. Jeremi Wiśniowiecki, jako wojewoda ruski, zasiadał w senacie (był równocześnie starostą kaniowskim, nowotarskim, przasnyskim i przemyskim). Również jego bratankowie – Dymitr i Konstanty – pełnili prestiżowe godności (ten pierwszy był kasztelanem krakowskim) i również byli senatorami. A syn – Michał Korybut – został królem państwa polsko-litewskiego (1669–73).

Obok polonizujących się rodów ruskich coraz większą rolę zaczęły odgrywać napływowe rody polskie. Lubomirscy, Potoccy, Sobiescy, Koniecpolscy, Leszczyńscy korzystali z okresu złotego pokoju przed powstaniem Bohdana Chmielnickiego, aby rozbudowywać swoje dobra. Kresowi magnaci zaczęli scalać majątki w tzw. ordynacje. W przeciwieństwie do rodów ruskich polscy wielmoże nie organizowali jednak na Ukrainie swoich dworów – zadowalali się raczej płynącymi z tamtejszych ziem dochodami. A głównym źródłem zysków było zboże.

Szlachcic bez ucha; obraz, poł. XVIII w.DPSzlachcic bez ucha; obraz, poł. XVIII w.

Nos niecały, gęba przecięta

Pod koniec XVII w. pewien Holender napisał, iż w Polsce biesiada kończy się często „na obcięciu uszów i nosów szablami; im kto więcej ma twarz pokiereszowaną, tym więcej jest poważanym i za mężniejszego uchodzi”. Z kolei w anonimowym wierszu zatytułowanym „Kalikowie” któryś z sarmackich poetów zapisał taki oto widok uczestników kolejnej biesiady: „U tego nos niecały, tu głowa przecięta,/ A tu gęba w ośmioro zalążkami spięta./ Ten jednym okiem patrzy, ten zaś nie ma ucha,/ Ten darmo palce nosi”. Szlachcic bez ucha (obraz pędzla nieznanego malarza z połowy XVIII w.) trafił na wystawę „Polaków portret własny”, którą tak znakomicie przygotował Marek Rostworowski (Kraków 1983 r.).

Większość uczt hojnie podlewano alkoholem, łatwo dochodziło do kłótni wywołanej obrażeniem honoru, ta zaś musiała prowadzić do bójek na szable, zazwyczaj przy sobie noszonych. Ówczesna sztuka lekarska nie stała zbyt wysoko; ślady po skaleczeniach leczono niedbale. Stąd owe zalążki (zszycia), o których wspomina anonimowy poeta.

Rany od szabli, choć wcale nierzadkie, stanowiły tylko nieznaczną część wszystkich obrażeń, spowodowanych przeważnie kijem lub tym, co było pod ręką: „Ławą, stołkiem, lichtarzem czy innym szczegółem wyposażenia dworu lub gospody. (…) W stanie afektu szlachcic porywał się do szabli czy obucha, mieszczanin do noża, a chłop do pałki” – pisze Zbigniew Kuchowicz. Zgadzając się z opiniami zagranicznych podróżników, stwierdza on, iż „wiele szlachty chadzało bez nosów” czy „ze straszliwie posiekanymi obliczami”. Bójkami w karczmach mało kto się chyba jednak chwalił. Pamiętało o tym wielu pisarzy, m.in. Henryk Sienkiewicz, który kazał panu Zagłobie dziurę w czole przypisać nie pijackiej burdzie w Piotrkowie, ale kuli rozbójnickiej (w innej wersji – tureckiej, która go ponoć zraniła w trakcie pielgrzymki do Ziemi Świętej).

Szacunkiem natomiast otaczano blizny wyniesione z walki w obronie ojczyzny. Te dwa słowa, co najmniej od początków XVII w., zostają włączone do najczęstszych rymów poetyckich. „Za różane miej te blizny,/ Coś dla miłej zniósł ojczyzny” – pisał Jan Jurkowski. Zostało to utrwalone w skróconej formie jako „Miłe blizny dla ojczyzny”. Frycz Modrzewski wzywał, aby ci, „którzy blizny i rany podjęli, którzy się w niebezpieczeństwie śmierci dla ojczyzny wdali”, godną swego męstwa i cnoty zapłatę otrzymali. Po dwustu latach Franciszek Karpiński napisze: „Gdy się wojna ustatkuje/ Naród wieńce nam gotuje,/ Wieńce za poczciwe blizny/ Odebrane dla ojczyzny”. Wtórował mu Józef Epifani Minasowicz: „Nie szpetna to jest blizna, co z męstwa pochodzi”.

W pozostającej pod zaborami Polsce blizny stanowiły niezbity dowód mężnego potykania się w jej obronie. Tworzyły więc poniekąd część narodowego szyfru. Kiedy panna Izabela nazywa Wokulskiego pniem z czerwonymi rękami, panna Florentyna wtrąca z akcentem: „Odmroził je na Syberii”. Kreśląc ideał rycerza-szlachcica, Adam Pajgert pisał: „A jeśli wracali w obronne swe dworce,/ To z blizną na piersiach, na twarzy,/ Ze złotym księżycem pogańskie proporce/ U pańskich składali ołtarzy”.

Nieodzowną wręcz częścią wyglądu większości bohaterów gawędy szlacheckiej bywała „szeroka blizna, przerzynająca czoło i część lewego policzka”. Władysław Bełza zapytywał polskie dziecko: „Czym ta ziemia?/ – Mą ojczyzną./ Czym zdobyta?/ – Krwią i blizną”.

W satyrycznej formie przedstawi to Jan Lam, każąc bohaterowi opowieści „Pan komisarz wojenny”, dziejącej się w latach powstania styczniowego, zamówić sobie u żydowskiego cyrulika takie właśnie obrażenie na udzie powyżej kolana. Wywarło to pożądany efekt w gościnnym dworze, w którym ów tchórz i blagier znalazł bezpieczne schronienie. Darujmy przesadę opisu zrozumiałą u satyryka. Oddaje on w pełni z jednej strony estymę, jaką blizny odniesione na polu walki o niepodległość cieszyły się w XIX w., z drugiej zaś pokazuje, iż najwięksi nawet tchórze musieli się poddawać naciskowi patriotycznej opinii.

Podobnie działo się i w innych krajach Europy, z tą tylko różnicą, iż było podyktowane przez obowiązujący wszystkich kodeks honorowy. W Niemczech XIX w., a nawet i później, członkowie korporacji studenckich, którzy nie mieli szczęścia doznać podobnych obrażeń, sami podobno chodzili do cyrulików i chirurgów, aby porobili im blizny na twarzy.

(JT)

Między Kijowem a Brześciem. Dla prawosławnej szlachty, która stanowiła większość na południowo-wschodnich kresach, głównym ośrodkiem religijnym i kulturowym był Kijów. Tamtejsza metropolia prawosławna, zdaniem niektórych polskich i ukraińskich historyków (np. Andrzeja Gila i Ihora Skoczylasa), pełniła de facto rolę reprezentacji Rusinów w strukturach władzy Rzeczpospolitej. Dysponowała wieloma atrybutami instytucji politycznej. Na czele stał metropolita zależny w zasadzie tylko od króla. Miała swój aparat administracyjny pod postacią hierarchii cerkiewnej oraz sprawną strukturę. Powołana przez metropolitę kijowskiego Piotra Mohyłę Akademia Mohylańska stała się centrum kształcenia ruskich elit. Przyciągała ona wielu szlachciców, którzy później, jak np. Rafał Leszczyński, Stefan Jaworski, obejmowali stanowiska biskupów w Kościele prawosławnym.

Szlachta ukrainna miała bez wątpienia swoją własną, ruską tożsamość, która opierała się w dużej mierze na królewskich przywilejach wydanych podczas zawierania unii lubelskiej w 1569 r., kiedy województwa wołyńskie, kijowskie i bracławskie zostały włączone do Korony. Zapewniały one mieszkańcom tych ziem nienaruszalność granic, własne, odmienne od reszty królestwa prawa, używanie języka ruskiego w sądach i urzędach oraz zrównanie w prawach katolików i prawosławnych.

Kniaź Konstanty Wasyl Ostrogski; akwaforta,  pocz. XVII w.PolonaKniaź Konstanty Wasyl Ostrogski; akwaforta, pocz. XVII w.

Punktem zwrotnym w dziejach ukrainnej szlachty była unia brzeska, zawarta między Kościołami prawosławnym a katolickim w 1596 r. W założeniu miała tchnąć nowe życie w trawioną kryzysem Cerkiew, ale doprowadziła do bardzo głębokiego podziału wewnątrz prawosławnej wspólnoty. Prawosławie i jego obrona przed unitami oraz Lachami stała się fundamentem dla ruskiej dyzunickiej i niespolonizowanej szlachty (znanym przeciwnikiem unii był m.in. kniaź Konstanty Wasyl Ostrogski). Największym bastionem dyzunitów w całej Rzeczpospolitej, a zarazem najmniej spolonizowanym regionem Rusi była właśnie Kijowszczyzna.

Herbowa Kozaczyzna. Drugim brzemiennym w skutki wydarzeniem w dziejach ukrainnej szlachty było powstanie Kozaków zaporoskich i chłopstwa ruskiego pod wodzą Bohdana Chmielnickiego. Doprowadziło do exodusu polskich i unickich właścicieli ziemskich poza obszar podległy władzy hetmana wojsk zaporoskich. Szlachta dyzunicka w dużej mierze wsparła Chmielnickiego, co było przypieczętowaniem rozłamu zapoczątkowanego przez unię brzeską, który doprowadził do trwałego podziału ruskiej wspólnoty herbowej.

Hetman zaporoski Bohdan Chmielnicki; obraz z epoki.DPHetman zaporoski Bohdan Chmielnicki; obraz z epoki.

Kozactwo było nieodłączną częścią świata ukrainnych województw Rzeczpospolitej. Jako swoiste bractwo rycerskie, czy też pograniczna korporacja wojskowa, powstało ono na przełomie XV i XVI w. Jego początki nierozerwalnie wiążą się ze szlacheckimi grupami formowanymi przez ruskich starostów dla ochrony przed Tatarami. Wobec słabości wojsk obrony potocznej, a potem wojska kwarcianego istniało ogromne zapotrzebowanie na ich usługi. Drobni właściciele majątków z ziem kijowskiej i bracławskiej aktywnie brali się więc do zdobywania kozackiego chleba, jak wówczas mówiono, czyli zarabiali na życie kozakowaniem.

Wielu przedstawicieli szlachty trafiło do rejestru kozackiego. Spośród braci herbowej wywodzili się niemal wszyscy późniejsi przywódcy kozaccy: Piotr Konaszewicz Sahajdaczny, Bohdan Chmielnicki, Iwan Wyhowski, Piotr Doroszenko. Ta swoista symbioza Kozaków z częścią stanu szlacheckiego stanowiła o wyjątkowości południowo- wschodnich kresów. Funkcjonująca dawniej teza, jakoby główny udział w tworzeniu Kozaczyzny mieli zbiegli chłopi, została zakwestionowana przez nowsze ustalenia historyków polskich i ukraińskich (m.in. Natalię Jakowenko i Natalię Starczenko).

W trakcie, a szczególnie po powstaniu Chmielnickiego wielu przedstawicieli ruskiej szlachty weszło w skład wojska zaporoskiego, a duża część starszyzny kozackiej legitymowała się herbem. Elitę Kozaczyzny stanowili ludzie dobrze wykształceni. Ich wyobrażenia na temat organizacji państwa i struktury społecznej były wierną kopią szlacheckiego imaginarium. Uznawali np., że przywódców się wybiera, a stosunki między nimi a szlachtą reguluje umowa. Hetmańszczyzna, czyli kozackie państwo formowane powoli po powstaniu Chmielnickiego, stała się Rzeczpospolitą w pigułce; Kozacy dumnie nazywali się szlachtą i zazdrośnie strzegli dostępu do swego stanu.

TOMASZ TARGAŃSKI

Prusy Królewskie

Daleko od „1670”. Oglądając serialowy hit „1670”, łatwo ulec złudzeniu, że Rzeczpospolita była krajem, w którym butny, prowincjonalny szlachcic mógł bezkarnie trząść całą okolicą. Akcja filmu nie mogłaby toczyć się w Prusach Królewskich. Tutejsi herbowi musieli dzielić przestrzeń polityczną i społeczną z bajecznie bogatymi metropoliami, jak Gdańsk i Toruń, które zazdrośnie strzegły swoich miejskich autonomii. Sama szlachta stanowiła tu zaledwie skromną mniejszość – jej liczebność sięgała 3 proc. ogółu ludności.

Historyczne Prusy (gdzie w XIII w. powstało krzyżackie państwo zakonne) dzieliły się na ziemie przyłączone do Korony (Prusy Królewskie, w których skład wchodziło Pomorze Gdańskie, ziemie chełmińska i malborska oraz Warmia, udzielne władztwo tutejszych biskupów) oraz polskie lenno (do 1657 r.), nad którym władzę sprawowali Hohenzollernowie (Prusy Książęce).

Widok Grudziądza; rycina, 1694 r.PolonaWidok Grudziądza; rycina, 1694 r.

W Prusach Królewskich każdy ziemianin, niezależnie od używanego języka, uważał się za Prusaka i wiernego poddanego polskiego króla. Różnorodność językowa nie była tu barierą, lecz budulcem unikatowej tożsamości. W jednym szeregu stali obok siebie napływowi z Niemiec Cemowie, przybyli z Mazowsza Kostkowie oraz potomkowie lokalnego rycerstwa. Łączyła ich żarliwa obrona indygenatu pruskiego – prawa mówiącego, że urzędy i nadania w tej dzielnicy mogą piastować wyłącznie tutejsi.

Asymilacja kulturowa była tu zjawiskiem społecznie czynnym – przybysze przyswajali polskie tradycje, a swoje zachodnie wartości wprowadzali w toku pokojowego współdziałania. Sarmacka szlachta nie odczuwała lęku przed niemieckojęzyczną elitą, ponieważ Korona była potężna, a we władcach Prus Książęcych widziano jedynie wasali.

Wiślani krezusi i nędza Kaszub. Posiadacze wywodzący się z ziem polskich masowo wykupywali majątki wzdłuż linii Wisły, gdzie żyzne gleby rzeczne oraz bliskość spławu gwarantowały zyskowny transport zboża na gdański rynek. Ich majątki notowały rekordowe średnie – aż 129 łanów ziemi na ród (obszar odpowiadający dzisiejszym gminom).

Przeciwieństwem tej nadwiślanej elity była rodzima szlachta kaszubska z powiatów puckiego i mirachowskiego. Z racji gorszych, piaszczystych gleb, ziemie tam były nieatrakcyjne dla obcych, większość dóbr pozostała więc w rękach autochtonów. Kaszubi byli ubodzy – tutejsi herbowi, przekraczając barierę zaledwie pół łana uprawy własnej, wkraczali w model miniaturowego, rodzinnego folwarku.

Zbiór wierszy Konstancji Benisławskiej, 1776 r.PolonaZbiór wierszy Konstancji Benisławskiej, 1776 r.

W łonie wyższej sfery senatorskiej większość stanowiły rodziny wywodzące się z Mazowsza czy Wielkopolski. Widząc opór części elit, królowie zaczęli używać najbogatszych pomorskich starostw jako politycznych łapówek. Ponieważ w Prusach Królewskich aż dwie trzecie terytorium stanowiły królewszczyzny w postaci ekonomii malborskich (od 1590 r.), dwór nadawał te intratne ziemie Koroniarzom bez pruskiego indygenatu, by budować lojalne sobie stronnictwo. Nie należy jednak pruskim możnym odmówić zaangażowania; w przeciwieństwie do reszty Rzeczpospolitej na miejscowych sejmikach regularnie pojawiali się wszyscy senatorowie (w liczbie 17). Na ogół zgromadzenia pruskie sprzyjały stronnictwu dworskiemu.

Specyficzny kompromis. Pruski sejmik generalny obradował na przemian w Grudziądzu i Malborku. Podczas gdy w Warszawie szlachta zamknęła drzwi przed plebejuszami, w Prusach Królewskich uformował się unikatowy, dwuizbowy lokalny parlament, w którego senacie – jako pełnoprawni uczestnicy obok wojewodów – zasiadali burmistrzowie i rajcy miejscy Torunia, Gdańska i Elbląga. Wielkie miasta szybko przyjęły pragmatyczną doktrynę membra Reipublicae – uznały się za integralnych członków polskiego państwa stanowego.

Fundamentem tego mieszczańsko-szlacheckiego sojuszu stał się wspólny biznes. Wielkie miasta pruskie odrzuciły ortodoksyjny luteranizm i przyjęły umiarkowany kalwinizm ukształtowany na polski wzór. Wykuwano sojusze z polską magnaterią, co pozwoliło mieszczanom np. skutecznie zablokować na sejmie w 1595 r. kontrreformacyjną próbę odebrania im kościołów przez katolickich biskupów. Wtedy też narodził się ambitny projekt stworzenia uniwersytetu protestanckiego, który miał kształcić polsko-litewskie elity pod okiem pruskich profesorów.

Carskie bagnety i izolacja. Ten wielokulturowy i zintegrowany z Koroną świat pruski zderzył się w XVIII w. z brutalną rzeczywistością. Symbolem epoki stał się sejmik generalny w Grudziądzu z 27 marca 1764 r. Miasto zostało otoczone przez carskie oddziały, które brutalnie rewidowały i rozbrajały wjeżdżających posłów. Gdy krewcy żołnierze nadworni ruszyli do walki z Rosjanami, do bójki włączyli się grudziądzcy mieszczanie, pobili carskich żołnierzy w obronie sarmackiego parlamentu.

Prowincja została spacyfikowana. Przez całe dekady epoki saskiej sejmik generalny nie był w stanie podjąć żadnej uchwały, bo wystarczył jeden przekupiony szlachcic, by zrywać każdy sejmik. Drapieżne fortuny, jak ta zbudowana przez Andrzeja Teodora Grabowskiego na pożyczkach i przejmowaniu weksli zrujnowanych sąsiadów, zastępowały dawne rody.

Cyniczna polityka saskiego dworu, który nastawiał luteranów i katolików przeciwko kalwińskim radom miejskim, by rozbić autonomię prowincji, wbiła ostatecznie klin między mieszczaństwo a naród szlachecki. Bojkot podatkowy z 1768 r. pchnął Prusy Królewskie w stronę separatyzmu tuż przed pierwszym rozbiorem Rzeczpospolitej. A jednak, gdy nadszedł tragiczny 1772 r., tutejsze elity w większości deklarowały przywiązanie do polsko-litewskiego państwa. Słynny gdański rysownik pruskiego króla (a zarazem polski szlachcic) Daniel Chodowiecki pisał w listach: „Jestem pierwszym Chodowieckim, który opuścił Polskę, z tego więc możecie wnosić, że jestem prawdziwym Polakiem”.

KRZYSZTOF IZDEBSKI

Inflanty

Pole Siedmiu Panów. Piltyń to dziś niewielkie miasto na zachodzie Łotwy. W czasach I Rzeczpospolitej cieszyło się ono niemałą sławą. Było stolicą ziemi piltyńskiej, znaną jako Das Siebenherrenfeld, Pole Siedmiu Panów. Nazwa wywodziła się z legendy, według której o panowanie nad tymi terenami walczyło aż siedmiu krzyżackich możnowładców.

Jeśli wierzyć podaniom, możni z okolic Piltynia charakteryzowali się dużą porywczością. Podczas libacji alkoholowych często uciekali się do przemocy. Gustaw Manteuffel, XIX-wieczny polski historyk z Inflant, w swoim dziele „O starodawnej szlachcie krzyżacko-rycerskiej na kresach inflanckich” pisał o panującej wśród nich pojedynkomanii. Wspominał również o zapamiętanym do jego czasów przysłowiu: „Kto z Piltynia wrócił niepokonany, ten może mówić o szczęściu”.

Marka inflancka, XVI w.Muzeum Narodowe w WarszawieMarka inflancka, XVI w.

Trzeci naród Rzeczpospolitej. Inflanty do 1561 r. kontrolował Zakon Krzyżacki gałęzi inflanckiej. Później zostały lennem Zygmunta II Augusta. Ten od razu poprzez przywilej nadał im daleko idącą autonomię. W 1566 r. połączono je unią z Litwą. W 1589 r. za rządów Zygmunta III Wazy formalnie uczyniono z nich kondominium polsko-litewskie. Po latach 20. XVII w., na skutek wojny ze Szwecją, z Inflant przy Polsce pozostała jedynie część współczesnej południowo-wschodniej Łotwy (z Dyneburgiem) oraz ziemia piltyńska i Księstwo Kurlandii, które były lennem Rzeczpospolitej.

Wśród szlachty dominowały rody pochodzenia niemieckiego. Niektóre przybyły tutaj z Rzeszy już w XIII w. W drugiej połowie XVI w. takich rodzin było 55. Bardzo mocno zaznaczały one swoją odrębność polityczno-kulturową. Ich członkowie mówili po niemiecku lub francusku. Większość wyznawała luteranizm. Irytowały ich próby kontrreformacji i ograniczania dostępu do wyższych lokalnych urzędów. Oburzali się, gdy nie szanowano przyznanego im w przywileju Zygmunta II Augusta prawa do autonomicznego funkcjonowania w ramach własnych instytucji. Takimi były landtagi (lokalne samorządy), a także Ritterbank (rada rycerska). Zrzeszała ona szlachtę inflancką oraz kurlandzką.

Większość możnych Inflant uważała się nawet za trzeci naród składowy Rzeczpospolitej – Inflantczyków. Po potopie szwedzkim niektórzy z nich zaczęli się nawet polonizować. Przyjmowali katolicyzm, a także porzucali die deutsche Sprache na rzecz języka polskiego.

Krzyżacy na polskiej służbie. W 1642 r. Albrycht Stanisław Radziwiłł na jednej z kart swojego „Pamiętnika o dziejach w Polsce” zapisał: „Zszedł [ze świata] Denhoff, wojewoda parnawski, [znakomity] żołnierz, dobry mąż, ale też wielki kalwin”. Chodziło o Ernesta Magnusa Denhoffa, który należał do jedynego kalwińskiego rodu Inflant. Denhoffowie służyli królowi polskiemu od lat 80. XVI w. Świadectwa źródłowe wskazują, że brali udział m.in. w wyprawach królewicza Władysława Wazy na Moskwę i wojnie polsko-tureckiej 1620–21. W politykę Rzeczpospolitej angażowali się od końca XVI w. Reprezentowali wtedy Inflanty na sejmach warszawskich. Uważano ich za bardzo wiernych państwu. Dzięki temu na początku XVII w. otrzymali kilka inflanckich starostw.

Kasztelan parnawski Ernest Magnus Denhoff; obraz, XVII w.DPKasztelan parnawski Ernest Magnus Denhoff; obraz, XVII w.

Sumienna służba Rzeczpospolitej i lojalność, mimo odrębnej tożsamości, charakteryzowała też inne rody niemiecko-bałtyckie tych ziem. Podczas wojen ze Szwecją w XVII w. większość z nich walczyła po stronie wspólnoty polsko-litewskiej. W następnym stuleciu aktywnie uczestniczyła w jej życiu politycznym. Na tym polu najbardziej wyróżniali się Platerowie, którzy regularnie zostawali kasztelanami lub wojewodami różnych regionów. Aż sześciu członków tego rodu dostąpiło zaszczytu bycia senatorami. Zasłużeni byli również Hylzenowie, z których najbardziej spektakularną karierę polityczną zrobił Józef Jerzy. Trzykrotnie sprawował urzędy senatorskie. Był też w 2. poł. XVIII w. wojewodą mińskim i mścisławskim. Historia zapamiętała też Jana Augusta. Miał ogromny talent oratorski, charakteryzowało go duże przywiązanie do tradycji ustrojowych Rzeczpospolitej.

Inflanccy mecenasi. Szlachta inflancka uchodziła za niezwykle wykształconą. Jak pisał Gustaw Manteuffel w książce „O starodawnej szlachcie krzyżacko-rycerskiej na kresach inflanckich”, taki stan rzeczy potwierdzały „bogate i dobrze dobrane księgozbiory naukowe w [jej] siedzibach, jak np. słynne w XVIII w. biblioteki: dagdzieńska Hylzenów, krasławska Platerów, liksieńska Zyberków [i] warklańska Borchów”.

Platerowie w 2. poł. XVIII w. ufundowali pałac w Krasławiu (dzisiaj Kraslava na Łotwie). Na miejscu niegdysiejszego dworku jedynych kalwinistów Inflant – Denhoffów – stoi dziś pałac Potockich w Warszawie. Po szlachcie inflanckiej pozostał w stolicy Polski jeszcze Pałac Mostowskich, w którym znajduje się współcześnie siedziba Komendy Stołecznej Policji. Ufundował go w latach 60. XVIII w. Jan August Hylzen.

Przykładem wkładu Inflantczyków w polską kulturę jest też twórczość Konstancji Benisławskiej – szlachcianki ze spolonizowanego, krzyżackiego rodu Ryck. W latach 70. XVIII w. napisała ona zbiór wierszy „Pieśni sobie śpiewane”. Były to liryki religijne przepełnione mistycyzmem, które zarazem dotykały sfery intymnej. Specjalista od literatury inflanckiej Krzysztof Zajas zauważył, że nietuzinkowa twórczość Benisławskiej mogła być jej reakcją na I rozbiór Rzeczpospolitej. Rodzina, z której pochodziła, najprawdopodobniej dopiero w połowie XVIII w. przyjęła katolicyzm. Aneksja Inflant przez Rosję i widmo rusyfikacji mogło wzbudzić w niej niepokój i wiersze wyrażały strach przed utratą świeżo nabytej tożsamości.

ANDRZEJ SAWICKI

Pomocnik Historyczny „Dzieje polskiej szlachty” (100245) z dnia 12.10.2026; Dzieje szlachty polskiej; s. 55
Oryginalny tytuł tekstu: "Jak kraj długi. Cz. II"
Reklama

Subskrybuj, by korzystać bez ograniczeń.
5 zł / tydzień przez miesiąc rok.

Kup dostęp
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną