Współcześni śląscy krzyżacy

Pokrzyżowane losy
Śląskie dzieje Zakonu Niemieckiego (krzyżaków) zaczęły się jeszcze przed ich flirtem z Konradem Mazowieckim i trwają do dziś – w postaci dwóch zakonników, Polaków (!), rezydujących w Republice Czeskiej.
Krzyżak z Bruntala o.Waldemar Woźniak
Marcin Tomalka/Agencja Gazeta

Krzyżak z Bruntala o.Waldemar Woźniak

o. Dariusz Cecerski
Marcin Tomalka/Agencja Gazeta

o. Dariusz Cecerski

Polityka

Bruntal (dawniej Freundenthal) z pewną dozą umowności można nazwać śląskim Malborkiem; leży 35 km na zachód od Opawy (patrz ramka o czeskim Śląsku) i jego dzieje do dziś związane są z krzyżakami. Współcześnie jest to państwowe muzeum, ale bracia zakonni ciągle czuwają, rezydują w pobliskim kościele, jest ich dwóch i są... Polakami. Ojciec Dariusz Cecerski (prowincjał) i ojciec Waldemar Woźniak – strażnicy 800-letniej obecności braci zakonnych na Śląsku.

Jeszcze 20 km dalej – u progu Sudetów, na wysokości 800 m, u stóp Pradziada znajduje się miejscowość Karlova Studánka (dawniej Karlsbrunn, czyli Studzienka Karola). Do XVIII w. służyła bruntalskim zakonnikom jako osada przemysłowa, wydobywano i wstępnie przerabiano tam rudę żelaza. Kiedy u progu XIX w. dostępne złoża wyczerpały się, krzyżacy założyli w tym miejscu imponujące, kompleksowo zagospodarowane, iście bajkowe uzdrowisko o uroczej architekturze – zarządzali nim też do ostatniej wojny. Była to jedna z wielu form działalności gospodarczej niemieckich szpitalników – inwestycje w uzdrowiska wschodnich Sudetów. Swój udział mieli też w nieodległym Jeseniku (dawniej Freiwaldau) – i tam również kopano rudy żelazowe, by po zaprzestaniu eksploatacji zamieniać osady górnicze na sanatoria. Jesenik rozsławił na całą Europę Vincenz Priessnitz (1799–1851), miejscowy balneolog samouk, prekursor światowego wodolecznictwa, wynalazca prysznica (który tak nazwano od jego nazwiska).

Narodowy mit

Do dalszych rozważań niezbędna będzie dygresja. Nazwa krzyżacy jest specyficznie polska i poza naszym krajem niestosowana, a nawet nieznana. Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie (Ordo fratrum domus hospitalis Sanctae Mariae Theutonicorum in Jerusalem) w europejskim piśmiennictwie funkcjonuje zwykle jako Zakon Niemiecki (Ordo Theutonicus).

Na Śląsku, także pośród ludności polskojęzycznej, aż do 1945 r. słowo krzyżacy wielu osobom z niczym specjalnym się nie kojarzyło. Pośród elit inteligenckich obowiązywała inna literatura na temat zakonu: przyciężki dramat sceniczny wybitnego raciborskiego poety romantycznego Josepha von Eichendorffa (1788–1857) „Der letzte Held von Marienburg” (Ostatni bohater z Malborka) albo historyczna epopeja powieściopisarza z Kluczborka Gustava Freytaga (1816–95) „Die Ahnen” (Przodkowie) – obaj autorzy stworzyli swe dzieła na długo przed Sienkiewiczem. Bracia niemieccy z krzyżami na białych płaszczach nie byli więc dla Ślązaków symbolami „pradawnego średniowiecznego starcia polsko-niemieckiego”, bo jeszcze w pierwszej połowie XX w. stanowili nieodłączną część miejscowego krajobrazu. Dla piwoszy byli właścicielami znakomitego, ciężkiego piwa marki Freundenthal (klasy portera), produkowanego w tymże Bruntalu, a także w Głubczycach i Namysłowie – browary te istnieją do dziś. Dla wyższych klas byli gospodarzami wspomnianych uzdrowisk, gdzie jeździło się do wód.

Sienkiewicza znała i czytała mniejszościowa grupa autochtonów, porwanych ideą narodową, skupionych wokół propagatorów polskiego czytelnictwa. I to środowisko wystawiło w 1910 r. kilkudziesięcioosobową delegację na krakowskie obchody 500-lecia Grunwaldu. U całej reszty Ślązaków „Krzyżacy” jako dzieło literackie, jako narodowy mit i jako nazwa zakonu pojawili się dopiero w 1945 r.

Zakon Niemiecki był tu fizycznie obecny już od XII w., pojawił się wcześniej niż w Prusach. Na Śląsku lokowały swe siedziby niemal wszystkie zakony rycerskie powstałe w okresie krucjat. Bożogrobcy już w 1163 r. osiedli w Miechowie (dziś Miechowice – dzielnica Bytomia) i do początku XIX w. prowadzili w sąsiednim Chorzowie szpitale oraz popularne uzdrowisko (zlikwidowali je dopiero twórcy górnośląskiego przemysłu, zamieniając zdrój na Królewską Hutę). Byli też joannici, Zakon św. Ducha, rycerze św. Łazarza, templariusze, Rycerski Zakon Krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą.

Krzyżaków zaprosił w 1222 r. wrocławski książę Henryk Brodaty (mąż św. Jadwigi Śląskiej), lokując ich w okolicy Namysłowa, później także Głubczyc i Opawy. Było ku temu kilka powodów i to z obu stron. Książę, za przykładem żony człek głęboko religijny i wierzący w sens krucjat, chciał być dobroczyńcą rycerzy zasłużonych w tych wyprawach. Jako dobry administrator szukał też wykonawców swych idei rozwoju cywilizacyjnego Śląska. A Zakon Niemiecki oferował kompleksowe usługi, stając się czymś w rodzaju koncernu nie tylko prowadzącego szpitale i szkoły, ale też budującego miasta, drogi lądowe i wodne, a w razie potrzeby wystawiającego zwarte szeregi najemnego wojska.

Wiele wskazuje, że to właśnie Henryk Brodaty polecił swemu piastowskiemu kuzynowi Konradowi Mazowieckiemu usługi zakonu, gdy ten szukał sił do rozprawy z pogańskimi Prusami, mając na to papieskie przyzwolenie, a nawet specjalną bullę, podnoszącą ten zamiar do rangi krucjaty. Dalszy ciąg stosunków księcia mazowieckiego i jego następców z krzyżakami na obszarze Prus dobrze znamy.

Bratobójcze pole bitwy

W połowie XIV w. Kazimierz Wielki ostatecznie zrzekł się Śląska, który odtąd na sześć stuleci zyskał własną historię wtopioną w dzieje Czech, Austrii i Prus. Dlatego właśnie śląska optyka patrzenia na dzieje tej części Europy już od średniowiecza pozostaje odmienna od polskiej. Inaczej też wygląda z tej perspektywy bitwa pod Grunwaldem, jeden z najbardziej wyrazistych epizodów polskiej mitologii patriotycznej. Śląscy Piastowie stanęli w tej bitwie po stronie koalicji krzyżackiej, w imieniu księstwa wrocławskiego i oleśnickiego wielką chorągiew wystawił i dowodził nią książę Konrad VII Biały. Nie zmienia to faktu, że po stronie polsko-litewskiej w dwóch formacjach wystąpili najemnicy ze Śląska: w jednej z chorągwi krakowskich oraz w chorągwi wieluńskiej. Grunwald stał się dla Ślązaków bodaj pierwszym w historii bratobójczym polem bitwy – co zresztą w średniowieczu nie było niczym nadzwyczajnym.

Następny wiek dla zakonu był kiepski: z jednej strony skutki hołdu pruskiego, z drugiej strony reformacja. Wielki mistrz Albrecht von Hohenzollern sam przeszedł na wiarę luterańską, państwo krzyżackie w Prusach znikło. Również na Śląsku Kościół reformowany szybko zyskał zwolenników, którzy przegnali braci niemieckich z ich dóbr. Dopiero podczas wojny trzydziestoletniej (1618–48), w ramach przymusowej rekatolicyzacji prowadzonej przez dom Habsburgów, krzyżacy odzyskali utracone majątki, a nawet zyskali nowe, zabrane z kolei luteranom. Od cesarza Ferdynanda II dostali Bruntal i okolice, obejmując pałac i resztę dóbr po protestantach – mieli możnego protektora, odkąd w 1619 r. wielkim mistrzem zakonu został cesarski brat Karol Habsburg (1590–1624), rezydujący w Nysie biskup wrocławski. Do końca wojny trzydziestoletniej dobra bruntalskie jeszcze kilkakroć przechodziły z rąk do rąk, nawet w ostatnim roku wojny zamek swoim zwyczajem splądrowali i spalili Szwedzi.

Ale potem nastąpił złoty wiek obecności Zakonu Niemieckiego na Śląsku, blisko dwa stulecia intensywnego gospodarowania, pomnażania i poszerzania dóbr ziemskich, rozsądne i rentowne inwestycje w szkoły, szpitale, browary, kopalnie, zakłady przetwórcze, a w końcu w uzdrowiska. Oprócz posiadłości bruntalskich krzyżacy odzyskali majątki na ziemi głubczyckiej, nabyli dobra na ziemi raciborskiej, na przełomie XVII i XVIII w. wrócili w okolice Namysłowa. Jeszcze dwukrotnie wielcy mistrzowie byli równocześnie biskupami wrocławskimi.

 

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną