Historia

O obrotach wokół Kopernika

Mikołaj Kopernik na obrazie Jana Matejki Mikołaj Kopernik na obrazie Jana Matejki Jan Matejko / Wikipedia
Patron otwartego w Warszawie Centrum Nauki, Mikołaj Kopernik, długo wahał się z wydaniem swego słynnego dzieła, ustalającego nowy porządek Wszechświata. Przekonał go dopiero pewien przybysz do Fromborka, a doszło do tego w dość niezwykłych okolicznościach.
System kopernikański - strona z atlasu 'Harmonia Macrocosmica' Andreasa Cellariusa; 1660 r.Corbis System kopernikański - strona z atlasu "Harmonia Macrocosmica" Andreasa Cellariusa; 1660 r.
Georg Joachim Rheticus zwany Retykiem: przez dwa lata pomagał Kopernikowi przy pracy nad jego dziełem.Forum Georg Joachim Rheticus zwany Retykiem: przez dwa lata pomagał Kopernikowi przy pracy nad jego dziełem.

Jesienią 1541 r. Georg Joachim Rheticus (w Polsce zwany Retykiem) żegnał się we Fromborku z Mikołajem Kopernikiem, zabierając ze sobą przygotowany do druku manuskrypt „De Revolutionibus”. Był to owoc ich wspólnej, trwającej z górą dwa lata, pracy nad poprawianiem i uzupełnianiem pierwotnego rękopisu, który przeleżał się we fromborskiej pracowni autora „nie dziewięć, ale poczwakroć dziewięć lat”, jak to napisał Kopernik w przedmowie dzieła.

Retyk, luteranin, wtedy 25-letni profesor matematyki na Uniwersytecie w Wittemberdze, pojawił się nieoczekiwanie we Fromborku wraz ze swym towarzyszem Henrykiem Zellem. Zell był studentem, trochę sługą, trochę czeladnikiem Retyka w naukach matematycznych, później został kartografem Warmii. Retyk, mimo młodego wieku, cieszył się znacznym rozgłosem w krajach niemieckich, ze względu na swe talenty matematyka i wykładowcy. Był niewątpliwie niezwykle uzdolnionym i bardzo interesującym człowiekiem, czym zjednał sobie przychylność przyjaciela Lutra, Melanchtona, który przez długie lata był jego protektorem i obrońcą w trudnych sytuacjach.

Podróż do Fromborka miała służyć pogłębianiu u boku Kopernika astronomicznej wiedzy Retyka. Ale nie tylko, przywiózł on bowiem gospodarzowi cenne i kosztowne książki, prawdopodobnie dar norymberskiej oficyny drukarskiej Petreiusa. Były tam m.in. „Elementy” Euklidesa, „O trójkątach” Regiomontanusa oraz „Almagest” Ptolemeusza, istne summum wiedzy astronomicznej owych czasów. Było to swoiste zaproszenie Kopernika do wydrukowania swego dzieła u Petreiusa. O istnieniu dzieła Kopernika wiadomo było od lat, od napisania w 1514 r. „Komentarzyka” („Commentariolus”), w którym 32-letni astronom skreślił ze zdumiewającą dojrzałością, precyzją i lekkością pióra zasady swego systemu świata. „Commentariolus” krążył po Europie w odpisach i był traktowany jako zapowiedź druku głównego dzieła.

Długo się wahałem...

Niechęć Kopernika do farby drukarskiej mogła mieć poważne konsekwencje; niewydrukowany manuskrypt mógł łatwo zaginąć i dzieło znikłoby na zawsze. Kiedy astronom zbliżał się do siedemdziesiątki, wielu uczonych dostojników Kościoła nalegało, aby czcigodny starzec oddał wreszcie swą pracę do druku. Dlaczego Kopernik nie chciał tego zrobić? Pytanie takie zadawało sobie wielu biografów astronoma. Wymienia się tu zwykle obawę przed reakcją Kościoła, wspomina proces Galileusza, Indeks Ksiąg Zakazanych itd. Jest to jednak nieporozumienie; proces Galileusza odbył się prawie wiek później, „De Revolutionibus” dostało się na indeks w 1615 r., ponad 70 lat po wydaniu książki, a wszystko to działo się w okresie kontrreformacji.

W XVI w. Kościół nie interesował się aż tak bardzo problemami kosmologicznymi, mając na głowie Lutra i heretyków. Europa była jeszcze w miarę tolerancyjna, mimo postępującej polaryzacji katolicyzm–luteranizm. Stąd też luteranie byli przyjmowani w katolickiej Warmii, stąd sam Melanchton, mimo niechęci Lutra do heliocentryzmu, sponsorował wyprawę Retyka.

Mówi się też, że Kopernik zwlekał z publikacją księgi, bo był świadom niedoskonałości swojego systemu; było w nim bowiem jeszcze 38 epicykli, słońce nie znajdowało się dokładnie w środku systemu planetarnego itd. Astronom nie miał jednak wątpliwości, że jego heliocentryczny system opisuje lepiej znany mu Wszechświat – był bowiem prostszy i wprowadzał boski ład w jego opis. Zatem niedoskonałości heliocentryzmu nie mogły być zasadniczą przyczyną ociągania się z wydaniem dzieła. Co zatem zostaje?

Otóż obawa przed pośmiewiskiem, bo niezgodny z intuicją porządek świata mógł się wydać ludziom absurdalny, a jego autor śmieszny. Tak interpretuje to np. Artur Koestler w swoich „Lunatykach”, fascynującej książce o powstaniu nowoczesnej nauki. Kopernik przedstawiony jest tam inaczej niż w polskiej tradycji. Jest to nieśmiały kanonik i mizantrop. Koestler nie ukrywa niechęci do astronoma, m.in. nie może mu wybaczyć zerwania ze swą gospodynią Anną Schilling pod presją Kapituły fromborskiej i biskupa Dantyszka. Twierdzi więc, że Koppernigk (nazwisko wytrzaśnięte z jakiegoś staroniemieckiego źródła) po prostu bał się pośmiewiska bardziej niż oficjalnej (czytaj kościelnej) reakcji na publikację swego dzieła. Dlatego chowa je i woli koncentrować się na działalności kanonika katedralnego i lekarza, która zresztą nakładała na niego znaczne obowiązki.

Zobaczmy jednak, jak sam Kopernik usprawiedliwia swoje stanowisko w Przedmowie (Praefatio) skierowanej do „Jego Świątobliwości Papieża Pawła III”: „Długo się wahałem, czy wydać te księgi... czy też pójść za przykładem innych myślicieli, którzy mieli zwyczaj przekazywać tajemnice swej nauki nie na piśmie, lecz ustnie... Kiedy więc to właśnie dokładnie sobie rozważałem, lęk przed szyderstwem, którego musiałem się obawiać z powodu trudnej do zrozumienia nowości mojej teorii, skłonił mnie do tego, żeby powziętych co do niniejszego dzieła zamiarów całkowicie zaniechać”.

Dalej następuje paragraf, w którym Kopernik wymienia tych, którzy skłonili go do opublikowania dzieła i którzy mu byli w tym pomocni. Najpierw są to Mikołaj Schoenberg i Tiedeman Giese, biskupi Cremony i Chełmna. A dalej: „tego samego domagał się ode mnie niejeden inny wybitny uczony, namawiając mnie, żebym przez ten poczęty we mnie lęk nie wzbraniał się oddać swej pracy na wspólny użytek ludzi poświęcającym się studiom matematycznym”.

Ani słowa o Retyku. Jest on włączony w liczbie bezimiennych „przyjaciół, którym pozwolił na sporządzenie wydania tego dzieła”. Cały ten fragment przedmowy przesycony jest poczuciem lęku przed szyderstwem i może innymi jeszcze konsekwencjami publikacji.

Złośliwy Holender

Czy były powody dla obawiania się szyderstwa? Otóż tak. Jeden z pierwszych nowoczesnych biografów Kopernika, matematyk krakowski Jan Brożek, tak o tym pisze w początku XVII w., na podstawie znalezionych przez siebie listów ludzi z kręgu Kopernika: „Wielu miał nieprzyjaciół, co więcej, miał ich nawet po śmierci. A za życia... miał nieprzyjaciół w kilku dworzaninach i w rektorze szkoły w Elblągu, który jego opinie o krążeniu ziemi na teatrze z aktorską złośliwością wyśmiał, jak to można poznać z listów Tiedemana [Giesego]”.

Relacje Brożka cytuje znany historyk nauki prof. fizyki Uniwersytetu Jagiellońskiego Ludwik Antoni Birkenmajer w swoich książkach, w których zebrał wyniki swych rozległych badań kopernikańskich. Pisze o tym w dziele z 1900 r. „Mikołaj Kopernik” i w  1924 r. w „Stromata Copernicana”, gdzie poświęca cały rozdział owemu rektorowi szkoły w Elblągu. Nazywał się on Gnapheus Hagenisis (właściwe nazwisko Wilhelm de Volder). Ten XVI-wieczny działacz holenderskiej reformacji i znany w Holandii dramaturg spędził znaczną część życia w Elblągu, gdzie założył słynne Gimnazjum Łacińskie. Jego sztuki były często grane nie tylko w Holandii czy Prusach, które wtedy przyjmowały masowo protestantów wypędzanych z katolickiej Holandii.

Sztuka Gnapheusa, która nas interesuje, „Morosophus”, jest mało znana; była najpierw wystawiona w Elblągu, a potem została opublikowana w Gdańsku, w oficynie Rhodego, w pierwszej połowie 1541 r. Ta właśnie wersja dotarła do nas. Tytuł jest zbitkiem słów moros (głupiec) i sophos (mędrzec), mamy zatem coś jak Błazen-Mędrzec, bliski nam ze stańczykowej tradycji. Łaciński tekst sztuki omawia obszernie Birkenmajer, cytując liczne jej fragmenty, interpretując ją jednoznacznie jako atak na Kopernika. Birkenmajer przyczepia Gnapheusowi epitet zagorzałego luteranina i nazywa go synem ciemności. Wszystko dlatego, że wyszydzał Kopernika. Z tekstu sztuki wcale nie wynika, że obiektem ośmieszania miałby być Kopernik. Jest to niewątpliwie satyra na nadętych uczonych i według współczesnych latynistów z Uniwersytetu w Amsterdamie jest skonstruowana tak jak „Pochwała szaleństwa” Erazma z Rotterdamu i zawiera podobne przesłanie – pompatyczność uczonych jest zgubna dla nauki i śmieszna.

Jest jednak wysoce prawdopodobne, że przedstawienia elbląskie za życia Kopernika atakowały go bezpośrednio. Astronom nie mógł cieszyć się sympatią w Elblągu. Jego projekt reformy monetarnej Warmii (ujednolicenie z Koroną, zresztą niezrealizowane) pozbawiłby miasto dochodu z lokalnej mennicy; po drugie, Elbląg stawał się coraz bardziej luterański, a Warmia była wciąż wyspą katolicyzmu, bronioną przed luteranizmem edyktami biskupów warmińskich, Dantyszka, a potem Hozjusza. Z punktu widzenia interesów Rzeczpospolitej było to zrozumiałe; Prusy luterańskie stawały się powoli niemieckie, jako katolickie pozostawały polskimi.

Teatralny happening w Elblągu mógł być zatem skierowany przeciwko fromborskiemu duchowieństwu, a przy okazji dostało się Kopernikowi, temu enigmatycznemu uczonemu z wieży. Pogłoski o jego absurdalnej teorii, że Ziemia się kręci i obiega Słońce, musiały przecież krążyć po Elblągu, odległym od Fromborka o małe 30 km. Może więc Birkenmajer miał rację pisząc, iż przedstawienie „Morosophusa” zmąciło spokój Kopernika i pogłębiło jego determinację trzymania ksiąg w ukryciu.

Narratio Prima, czyli prapremiera

Retyk musiał posiadać niesłychaną siłę perswazji, aby tę determinację astronoma przełamać. Z jego pierwszych listów z Fromborka wynika, że poznawszy dzieło Nauczyciela, jak się o nim zawsze później wyrażał, poczuł, że ma do czynienia z czymś wyjątkowym. Rękopis nie mógł jednak być oddany do druku w takiej formie, jaką mu nadał Kopernik. Był niekompletny i wymagał poprawek. Dalsze listy Retyka świadczą, że Nauczyciel i Uczeń rozpoczęli bez zwłoki prace nad rękopisem. Musiał to być niemały wysiłek, bo Retyk zapada na zdrowiu, może na skutek stresu, a może z niewygód niedawnej podróży. Na szczęście Tiedeman Giese zaprasza Nauczyciela i Ucznia do swojej rezydencji w Lubawie. Mógł być jednak jeszcze inny motyw zaproszenia. Lepiej było nie demonstrować za bardzo obecności luteranina we Fromborku. Pałac biskupi w Lubawie i opieka Tiedemana, którego nazwie Kopernik w przedmowie do „De Revolutionibus”, z rzadką u niego wylewnością, vir meus amantissibus (mój najserdeczniejszy przyjaciel), dawały gwarancję dyskrecji.

Publikacja dzieła Kopernika była zapewne przedmiotem debat triumwiratu Kopernik-Giese-Retyk i z pewnością dalszych perswazji. Najpewniej wtedy powstaje decyzja wydania krótkiego opisu pracy, z zamysłem wysondowania reakcji świata chrześcijańskiego na usunięcie Ziemi z centralnej pozycji we Wszechświecie. Tak powstaje „Narratio Prima”; jego tytuł-dedykacja (długa i niezręczna, ewidentny owoc kompromisu) mówi, że jest to pierwsze przedstawienie „Księgi o obrotach doktora Mikołaja z Torunia” przez „młodego studenta matematyki”; dalej wymienia Retyk swe nazwisko, nie podając jednak nazwiska Kopernika. Koestler, pisząc o tym, znowu pokazuje swą niechęć do „nieśmiałego Kanonika”, mówiąc, że lękliwie schował się za plecami swego ucznia.

Ten ostatni nie traci czasu, jedzie do Gdańska i osobiście nadzoruje druk „Narratio Prima” w oficynie Rhodego. Zwróćmy uwagę, że jest to ta sama drukarnia, gdzie Gnapheus wydał „Morosophusa”. Może wtedy Retyk miał okazję się z nim zetknąć? Dowód znajomości Retyka z Gnapheusem, do tego zażyłej, znalazł Birkenmajer. W „Stromata Copernicana” pisze: „Ale żeby ten syn ciemności i szyderca, żeby Gnapheus miał się przyjaźnić z entuzjastycznym uczniem i wielbicielem wielkiego astronoma, Rhetykiem, i to właśnie podówczas, kiedy ten był gościem (blisko dwuletnim!) Kopernika... żeby ci dwaj tak różni jakby się zdawało ludzie, Gnapheus i Rheticus, mogli się nazwać szczerymi przyjaciółmi, wydaje się niepodobnem do wiary! A jednak, jak niżej to zobaczymy, tak było, niestety...”.

Na dowód tej zażyłości cytuje dalej Birkenmajer (ciągle w „Stromata”) dedykację egzemplarza „Morosophusa”, który znalazł w Bibliotece Ordynacji Zamojskiej w Warszawie. Szczęśliwie egzemplarz ten ocalał i znajduje się w zbiorach starych druków Biblioteki Narodowej w Warszawie. Na stronie tytułowej, pod datą publikacji „Anno 1541”, znajdujemy dwie linijki, nakreślone po łacinie ręką autora: „Znakomitemu mężowi królowi Matematyki Joachimowi Rhetykowi, przyjaciel najszczerszy, G. Gnapheus z Hagi, ofiarowuje w darze”. Dedykację tę można naturalnie interpretować też jako dowód, iż „Morosophus” nie był skierowany przeciwko Kopernikowi, argumentując, że autor sztuki nie waha się ofiarować jego egzemplarza uczniowi Kopernika. Takie stanowisko przyjmuje kilku historyków (np. Lassota i Lewański). Inni, jak Birkenmajer, są przeciwnego zdania.

Przyjaciel obłudny?

Skąd wzięła się zażyłość Gnapheusa z Retykiem? Dwudziestoparolatek zapewne nudził się śmiertelnie we Fromborku. A w niedalekim Elblągu był teatr, to kwitnące portowe miasto na pewno dostarczało innych uciech. Zatem mamy weekendy w Elblągu w wesołej kompanii. Mógł też do niej należeć Gnapheus. Czy Kopernik wiedział o wypadach Retyka do Elbląga? Z pewnością, ale czy wiedział o zażyłości Retyka z Gnapheusem, tego możemy się tylko domyślać.

Zdradźmy tu sekret, Retyk był homoseksualistą. Znacznie później, w Lipsku, miał proces o gwałt homoseksualny popełniony (lub zamierzony) na swoim uczniu. Uszedł z głową, uciekając do Pragi. Potem był kilkanaście lat w Krakowie, oferując swe usługi m.in. znakomitej rodzinie Bonerów. W 1574 r. opuszcza miasto nagle, by znaleźć się w Koszycach, gdzie umiera rok później. W bibliotece Retyka jego uczeń Otho znalazł rękopis „De Revolutionibus”. Być może nie tylko pogoń za chlebem gnała Retyka z jednego miasta do drugiego, ale to już inna historia.

Birkenmajer, kończąc rozdział „Gnapheus-Kopernik-Rhetyk”, pisze: „Gdyby jednak ktoś, aby ratować cześć Retyka i jego uczciwość zechciał przypuszczać, że Gnapheus narzucał mu się z przyjaźnią rzekomo bez wzajemności, to hypoteza taka byłaby, niestety, bardzo nieprawdopodobna...”. Dalej pisze w odnośniku: „W 1541 r. Gnapheus liczył 48 lat, a Retyk 27. Jest rzeczą bądź co bądź uderzającą, że blisko 50-letni dramaturg utwór swój dedykuje młodzikowi... Można by oczekiwać rzeczy odwrotnej”. Birkenmajer jest pisarzem początku XX w., nie chce i nie może jaśniej pisać, co myśli o przyjaźni Retyka z Gnapheusem, jednak sugestie są jasne.

Można mieć nadzieję, że Kopernik dowiedział się o kontaktach Gnapheusa z Retykiem pod koniec jego pobytu, inaczej ich wspólna praca mogła była ucierpieć. Jeżeli uważał Gnapheusa za autora sztuki go wyszydzającej, na pewno oburzyło go, iż jego jedyny uczeń był „jego przyjacielem obłudnym”, jak to sformułował Birkenmajer. Co mógł zatem myśleć, żegnając Retyka u stóp Katedralnego Wzgórza w ów wrześniowy dzień 1541 r.? Retyk zabierał ze sobą dzieło jego życia do opublikowania „na użytek ludziom poświęcającym się studiom matematycznym”. Obaj byli jednak z pewnością świadomi możliwości wpływu dzieła na cały cywilizowany świat. Obaj przeżyli razem dwa z górą lata pracy i na pewno stali się bliskimi sobie ludźmi, jak to wynika z listów Retyka. Kopernik był mniej wylewny. Nieco później zasiadł do napisania Praefatio do „De Revolutionibus”, gdzie nie wspominał o Retyku. Tiedeman Giese pośle Retykowi później, aby ułagodzić jego rozczarowanie, autograf „De Revolutionibus”. Retyk, po opublikowaniu dzieła, rozesłał egzemplarze komu trzeba i tym zakończył kopernikański rozdział swego życia. Raz tylko, w 1575 r., będąc już ciężko chory, w Koszycach powie swemu uczniowi Walentynowi Otho: „Gdybym nie był odwiedził Kopernika, żadne z jego dzieł nie ujrzałoby dziennego światła”.

Autor jest fizykiem. Ukończył Uniwersytet Warszawski i pracował w Instytucie Fizyki PAN. W 1981 r. wyjechał do Francji, mieszka w Grenoble, pracuje w Centrum Mikroelektroniki. Od lat pasjonuje się biografią Mikołaja Kopernika.

Polityka 50.2010 (2786) z dnia 11.12.2010; Historia; s. 63
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Niemiłosierni Polacy

Dlaczego Polakom tak trudno przychodzi współczuć i pomagać słabszym, zwłaszcza bezdomnym i uchodźcom wojennym.

Ryszarda Socha
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną