Pożytek z krzyżaka
Rozmowa z prof. Henrykiem Samsonowiczem, mediewistą, o tym, jak przez wieki zmieniał się stosunek Polaków do krzyżaków i czy Polska coś im zawdzięcza
Przedwojenna pocztówka z Elbląga - pomnik Hermanna von Balka, krzyżackiego założyciela miasta.
AN

Przedwojenna pocztówka z Elbląga - pomnik Hermanna von Balka, krzyżackiego założyciela miasta.

Zamek w Malborku, stan współczesny.
Wikipedia

Zamek w Malborku, stan współczesny.

Wielki mistrz Hermann von Salza, za rządów którego rozpoczeła się budowa państwa krzyżackiego w Prusach.
Wikipedia

Wielki mistrz Hermann von Salza, za rządów którego rozpoczeła się budowa państwa krzyżackiego w Prusach.

Prof. Henryk Samsonowicz.
Leszek Zych/Polityka

Prof. Henryk Samsonowicz.

Agnieszka Krzemińska: – W Elblągu dyskusja: stawiać na remontowanej fontannie zniszczony w 1943 r. pomnik Hermanna von Balka czy nie? Jedni chcą mieć z powrotem posąg założyciela miasta, inni nie, bo to przecież krzyżak. Kto ma rację?
Henryk Samsonowicz: – Zacznijmy może od przypomnienia, kim byli krzyżacy. Chrześcijański Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie powstał na podstawie doktryny św. Bernarda z Clairvaux, który w dziele „De Laude Novae Militiae” („Pochwała nowego rycerstwa”) napisał, że celem zakonów rycerskich jest walka ze złem. I choć ta kościelna organizacja nie zawsze przestrzegała zasad ewangelii, a zarzutów pod adresem zakonu było co niemiara (walkę mieczem w trosce o własne korzyści materialne zarzucała im m.in. św. Brygida i Jan Hus), to był to jednak zakon cieszący się uznaniem na dworach Europy. Przypomnijmy, że krzyżacy zostali nad Bałtyk zaproszeni i skutecznie zrealizowali to, po co zostali ściągnięci, czyli wyeliminowali plemiona pruskie z aktywnej polityki, co polskim książętom nie udawało się od X w. Jednocześnie prawdą jest, że polityka państwa krzyżackiego była wredna w stosunku do Polski, że popełniali oszustwa dotyczące przywilejów i nadań na rzecz zakonu, że najeżdżali Polskę i wyrzynali polskie miasta.

Dlatego stosunek Polaków do krzyżaków ulegał zmianom?
I to znacznym. W czasach Konrada Mazowieckiego patrzono na nich niezbyt chętnie, ale to byli jednak sprzymierzeńcy. Potem miały miejsce dramatyczne wydarzenia, gdy krzyżacy w 1308 r. siłą zajęli zamek gdański i dokonali rzezi gdańszczan – w większości niemieckich kupców hanzeatyckich – którzy zaczęli wchodzić w paradę etatystycznej polityce gospodarczej zakonu. Na przełomie XIII i XIV w. świadomość narodowa zagrożonych przez obcy język, prawo i obyczaj mieszkańców ziem polskich wzrosła na tyle, że zaczęli się przeciwstawiać importowi niemczyzny. Ale obraz krzyżaków w oczach Polaków nie był jednoznacznie negatywny – w tym samym czasie powstało przysłowie: „jak świat światem nigdy Polak Niemcowi nie będzie bratem”, i zapiska kościelna: „nie ma dwóch nacji tak zgodnie żyjących, jak Niemcy i Polacy”. Z tym że wówczas bardziej niż krzyżacy zagrażał Polsce, jako pretendent do tronu, król Czech Jan Luksemburski. Później też bywało różnie, bo z jednej strony Kazimierz Wielki bywał gościem w Malborku, a wielki mistrz na Wawelu, ale pojawił się wierszyk: „królu Kazimirze nigdy nie żyj w mirze z krzyżakami”.

Skąd w ogóle brały się przyjazne uczucia, skoro dość szybko zaczęli nam zachodzić za skórę?
Państwo krzyżackie w Prusach nie było jakimś tam zakonem rycerskim, tylko wierzchołkiem góry lodowej, jaką była międzynarodowa organizacja, która obejmowała kilkanaście rozsianych po Europie jednostek gospodarczo-terytorialnych zwanych baliwatami. Samodzielność terytorialna i gospodarcza sprawiała, że krzyżacy mieli ogromne wpływy polityczne, mocną pozycję w papiestwie i rozmaitych gremiach kościelnych. W drugiej połowie XIV w. każdy dobry rycerz chrześcijański musiał wziąć udział choć raz w życiu w krucjacie skierowanej przeciwko pogańskiej Litwie. Z jednej strony była to przygoda i sposób na zdobycie chwały, z drugiej wyprawa do Prus miała wymierne korzyści materialne. Wykup za złapanego Litwina, który się przedtem nagrabił na terenie Rusi czy na Mazowszu, był niezwykle opłacalny. Do krzyżaków zjeżdżali goście z całej łacińskiej Europy. Opisany w „Opowieściach Kanterberyjskich” przez Goeffreya Chaucera rycerz doskonały odwiedził też Prusy i jako gość krzyżaków brał udział w rejzie na pogan. Nie ma wątpliwości, że Polska za pośrednictwem krzyżaków zaczęła mieć ścisły kontakt z rycerską kulturą Europy Zachodniej.

Przedtem go nie mieliśmy?
Do końca XII w. byliśmy dość odległymi peryferiami, które co prawda zdobywały się na budowę wspaniałych obiektów sakralnych, jak Tum pod Łęczycą, ale nie zmienia to faktu, że byliśmy peryferiami. Nic na to nie poradzimy. I raptem, tuż pod nosem, powstało wzorcowe państwo kolonialne późnego średniowiecza, do którego ciągnęli rycerze z całej Europy Zachodniej. Przez polskie ziemie zaczęli przejeżdżać Irlandczycy, Anglicy, Francuzi i Niemcy.

Udało się liznąć tej rycerskości w stylu zachodnim w ostatnim momencie, bo Grunwald – zwany ostatnią wielką bitwą rycerskiej Europy – zakończył tę epokę.
To prawda. Wraz z Grunwaldem korzystna dla rycerstwa europejskiego sytuacja się kończy, przychodzi też kres międzynarodowego znaczenia Zakonu Krzyżackiego. Nagle krzyżacy stają się władcami prowincjonalnego obszaru Prus i już nie budzą takiego zainteresowania. Przy tym jest tu jeszcze jedna interesująca sprawa, o której się nie pamięta, a szkoda – Grunwald należy łączyć z Krewem, czyli z chrztem Litwy. To było wydarzenie, które miało miejsce w okresie głębokiego kryzysu Kościoła rzymskiego. Przecież w czasie Grunwaldu było trzech papieży, a w Europie pojawiły się próby reformy Kościoła (najpierw John Wycliffe w Anglii, a później Jan Hus w Czechach). I w tej mizerii chrzest w obrządku katolickim najrozleglejszego państwa pogańskiego ówczesnej Europy, w którym w dodatku część mieszkańców była wyznawcami prawosławia, to sukces, jakiego Kościół katolicki nie miał od X w. To było przyczyną, dla której cała Europa usłyszała o Grunwaldzie. W Europie stał się on symbolem, a u nas elementem świadomości narodowej. Żyjący w XVI w. Jan z Wiślicy bitwę pod Grunwaldem przedstawił jako walkę tytanów, nawiązując nieomal do wojny trojańskiej. Po zwycięstwie nad krzyżakami nastąpiła też kolejna faza w stosunku do państwa zakonnego, bo wygrana rozładowała polskie kompleksy.

Gdy w 1610 r. król Zygmunt III Waza kazał przygotować księgę pamiątkową bitwy grunwaldzkiej, pojawiły się w niej słynne strofy: „bito Niemce jako cielce i Niemkinie jako świnie i Niemczęta jako psięta”. Mimo to nadal ocena krzyżaków nie była jeszcze jednoznacznie negatywna. Absolutnym symbolem zła stali się dopiero w drugiej połowie XIX w., w okresie germanizacji na terenach zaboru pruskiego, a potem w czasie II wojny światowej. Przy czym najczęściej dowodem na ich bestialstwo wobec Polski była wspomniana już wojna o Pomorze Gdańskie i rzeź gdańska.

Ale oprócz tego, że krzyżacy umożliwili nam wejście do rycerskiej Europy, a potem zapewnili chwałę i sławę dzięki Grunwaldowi, zawdzięczamy im chyba coś jeszcze?
Nie mam zamiaru odbrązawiać ani działalności krzyżaków na gruncie polityki w stosunku do Królestwa Polskiego czy Wielkiego Księstwa Litewskiego, ani tłumaczyć ich akcji zaborczych czy rabunków, ale krzyżacy stworzyli w XIII w. wzorcowe państwo późnego średniowiecza w stylu zachodnim. Ich lokowane na prawie chełmińskim miasta były samorządne, porządnie zaplanowane i murowane, co zapewniało im rozwój i prosperity. Jeszcze kilkanaście lat temu wystarczyło pojechać do Golubia-Dobrzynia, by zobaczyć, jaka była kolosalna różnica między krzyżackim Golubiem a polskim Dobrzyniem w układzie przestrzennym, w strukturze, w budowlach.

Wpływy architektury i myśli urbanistycznej krzyżaków najlepiej chyba widać na sąsiadującym z państwem zakonnym Mazowszu?
Zamki mazowieckie budowano wykorzystując wzorce zamków krzyżackich. Ciekawa jest architektoniczna geneza Warszawy, bo zbudowano ją według wzorów urbanistycznych stosowanych w państwie krzyżackim. Moduł działki planu warszawskiego jest repliką modułu zastosowanego w Suszu, Iławie, Prabutach. Zresztą nie tylko architektura, lecz także mazowieckie prawo miejskie to było krzyżackie prawo chełmińskie. Ze wstydem musimy przyznać, że kiedykolwiek Warszawa miała problemy z jego interpretacją, zwracała się z prośbą o radę do miast pruskich, a konkretnie do Torunia.

Krzyżacy, budując swoje państwo na modłę zachodnią, przyczynili się do powstania nowoczesnych miast, które mogły się wspaniale rozwijać i bogacić, ale po Grunwaldzie to właśnie ze swoimi mieszczanami zaczęli mieć coraz większe problemy.
Ziemie pruskie były pod wielkim wpływem Hanzy, co przyczyniało się do powstawania samorządowych instytucji i samoświadomości kupieckiej. Co prawda wielki mistrz był formalnie głową Hanzy, ale w rzeczywistości było różnie, bo system wprowadzony przez krzyżaków, dotyczący reglamentacji handlu, drażnił gdańszczan, elblążan, torunian i innych. Po klęsce grunwaldzkiej kryzys państwa krzyżackiego narastał, a handel powoli zdominowali mieszczanie. Ich konflikt z krzyżakami doprowadził do tego, że Związek Pruski opowiedział się po stronie Polski. Co prawda mieszkańcy miast hanzeatyckich na terenie państwa krzyżackiego przybyli z Lubeki, Hamburga, Brandenburgii i Dolnej Saksonii, a zatem mówili, pisali i myśleli po niemiecku (podobnie zresztą jak większość mieszczan na terenie Polski), mimo to ich zasług dla Królestwa Polskiego trudno nie doceniać.

Jednym z aktywniejszych miast był właśnie Elbląg, założony w 1237 r. przez von Balka.
Można byłoby się o to spierać dowodząc, że Elbląg był kontynuacją pruskiego Truso, ale niezależnie od tego, czy nam się to podoba, czy nie, to Hermann von Balk był założycielem miasta. Jako mistrz krajowy dowodził wyprawą wzdłuż Wisły z Torunia do Królewca, nadawał prawa miejskie kolejnym miastom i zainicjował budowę Elbląga, który na przełomie XIII i XIV w., przed podbojem Pomorza Gdańskiego, stał się głównym miastem państwa pruskiego.

Swego czasu sugerowałem, że być może wyniszczenie niemieckiej gminy w Gdańsku w 1308 r. mogło być częściowo zainspirowane przez elblążan, którzy byli głównymi handlowymi konkurentami gdańszczan. Oczywiście później, gdy zależało im na zrzuceniu władzy krzyżackiej i uzyskaniu samorządności, współpracowali ze sobą dzielnie, walcząc dla Królestwa Polskiego, a flota elbląska wspólnie z gdańską rozgromiła flotę krzyżacką podczas bitwy morskiej, stoczonej na Zalewie Wiślanym w 1463 r.

Wracam do sporu o pomnik Hermanna von Balka: powinien on stanąć na, nomen omen, placu Słowiańskim w Elblągu czy nie?
Mnie by on absolutnie nie przeszkadzał, w końcu jest założycielem miasta, a jednoznacznie czarna legenda krzyżaków to – jak już mówiłem – kwestia ostatnich 150 lat.

rozmawiała Agnieszka Krzemińska

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną