Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Historia

Będą nas nazywali narodem warchołów

Czerwiec 1976 - wydarzenia w Radomiu

Zniszczony budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Radomiu. Zniszczony budynek Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Radomiu. Ośrodek Karta
Kluczowe w sprawie wydarzeń w Radomiu sprzed 35 lat jest pytanie nie o przyczyny samego wybuchu, ale o to, jak robotniczy protest mógł osiągnąć tak wielkie rozmiary.
Janusz Prokopiuk, I sekretarz PZPR w Radomiu: „Od poczatku nie lubiłem tego miasta”.Tadeusz Późniak/Polityka Janusz Prokopiuk, I sekretarz PZPR w Radomiu: „Od poczatku nie lubiłem tego miasta”.
Płk Marian Mozgawa z SB (w białym mundurze) „zachowywał się tak, jakby to on rządził w Radomiu”.IPN Płk Marian Mozgawa z SB (w białym mundurze) „zachowywał się tak, jakby to on rządził w Radomiu”.

O Radomiu pisano wówczas mało, no bo co dobrego – w czasach propagandy sukcesu – można napisać o mieście liczącym 180 tys. mieszkańców (dane z 1976 r.), w którym tylko połowa domów miała doprowadzoną bieżącą wodę, a na 10 tys. mieszkańców przypadało zaledwie 29,4 łóżka szpitalnego (średnia krajowa wynosiła 53,1)? I to właśnie Radom, zasługujący co najwyżej na miano miasta prowincjonalnego, w wyniku reformy administracyjnej z 1975 r. stał się siedzibą województwa. Wzbudziło to entuzjazm mieszkańców, nadzieje na intensywny rozwój i poprawę warunków życia robotniczego miasta z infrastrukturą i zabudową pamiętającą XIX w.

Wydarzenia w Radomiu, Ursusie, Płocku w czerwcu 1976 r. były bezpośrednią reakcją społeczeństwa na podwyżki cen. Spontanicznym protestem robotników, którzy czuli się wykorzystywani i oszukiwani. Każdego dnia dokonywali konfrontacji wizji kreowanych przez media z realiami ze swojego otoczenia: osiedlowego sklepu czy warsztatu w zakładzie pracy. Grudzień 1970 r. dał im poczucie siły, świadomość, że wbrew pozorom to oni są instancją ostateczną i decydującą, a formą ogłaszania robotniczych werdyktów jest strajk, uliczny protest.

Przypomnijmy: w czwartek 24 czerwca, w wieczornej relacji z wystąpienia premiera Piotra Jaroszewicza w Sejmie, pojawiła się zapowiedź „zmiany struktury cen”. Proponowane podwyżki były drastyczne (cukier o 100 proc., mięso i wędliny średnio o 60 proc., co dawało możliwość manipulacji cenowej), system rekompensat niesprawiedliwy – stawiał w pozycji uprzywilejowanej najlepiej uposażonych, a zapowiadane „szeroko zakrojone konsultacje społeczne” z góry przesądzone i niewiarygodne (ze względu na zapowiedź wprowadzenia w życie nowych cen już 28 czerwca). Nie dziwią zatem „przerwy w pracy” i „zakłócenia produkcji” oraz „nastroje niezadowolenia” (terminologia, która obowiązywała wówczas media) wśród robotników rozgoryczonych skalą podwyżek i metodą ich wprowadzenia.

Powiedzcie tym swoim radomianom…

Rano 25 czerwca pierwsza zmiana produkującego broń krótką wydziału P6 Zakładów Metalowych Łucznik im. gen. Waltera nie podejmuje pracy. Strajk ogarnia pozostałe wydziały, protestujący wychodzą na ulice, w geście solidarności dołączają kolejne zakłady, formuje się pochód liczący od 3 do 4 tys. robotników, zmierzający w kierunku siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Manifestanci żądają odwołania podwyżki, strajk rozszerza się, ogarnia kolejne radomskie przedsiębiorstwa. Ok. 14.30 następuje kulminacja – na wiadomość o ucieczce sekretarza KW protestujący demolują pomieszczenia, podpalają gmach. Tłum atakuje więzienie, Komendę Miejską MO, Urząd Wojewódzki. Te – w znacznym stopniu sprowokowane – akty stają się pretekstem do brutalnej pacyfikacji strajkujących przez przerzuconą samolotami ze Szczytna kompanię szkolną milicyjnej Wyższej Szkoły Oficerskiej, ściągnięte z Łodzi, Kielc, Lublina, Warszawy oddziały ZOMO.

Szacuje się, że na ulicach manifestowało od 20 do 25 tys. uczestników, aresztowano 634 osoby (według oficjalnych, ale nie w pełni wiarygodnych danych), w czterech pokazowych procesach skazano 25 osób, z tego 8 na kary od 8 do 10 lat więzienia. W nieszczęśliwym wypadku, jak się powszechnie uważa, zginęły dwie osoby – Jan Łabęcki i Tadeusz Ząbecki (tożsamość drugiej z ofiar ustalono dopiero po anonimowym pogrzebie 2 lipca). Stało się tak podczas próby skierowania przyczepy wypełnionej cementowymi płytami na oddziały ZOMO.

Setki protestujących pozbawiono pracy, wielu uczestników brutalnie zmasakrowano i okaleczono (tzw. ścieżki zdrowia). Straty materialne wyniosły łącznie 77 mln zł, spłonęły 24 pojazdy, ograbiono 135 sklepów. Swoistym komentarzem i miarą znaczenia tego, co stało się w Radomiu, są słowa Edwarda Gierka, I sekretarza KC PZPR, wypowiedziane podczas rozmowy telefonicznej 26 czerwca 1976 r.: „Powiedzcie tym swoim radomianom, że ja mam ich wszystkich w dupie i te ich wszystkie działania też mam w dupie. Zrobiliście taką rozróbę i chcecie, by to łagodnie potraktować? To warchoły, ja im tego nie zapomnę” (za: Janusz Prokopiak „Radomski czerwiec’76”, 2001; autor wspomnień był wówczas I sekretarzem w Radomiu).

W wieczornym dzienniku premier Piotr Jaroszewicz odwołał podwyżki: „Część społeczeństwa potraktowała przedstawione propozycje jako decyzję już przesądzoną. (...) W poszczególnych przypadkach miało miejsce naruszenie zasad socjalistycznej demokracji oraz norm obywatelskiej postawy i dyscypliny (...) Wszystkie te okoliczności przemawiały za wycofaniem projektu rządowego, co też uczyniłem”.

Chyba o kilka godzin za późno. Funkcjonariusze MSW, powołani 10 czerwca do sztabu operacji Lato-76 (przeciwdziałanie ewentualnym protestom wywołanym podwyżkami cen), już rano mieli wytypowanych sześć „rejonów zagrożeń”, wśród których Radom znajdował się na pierwszym miejscu. O godz. 9.55 zapadły pierwsze decyzje operacyjne: gen. Bogusław Stachura pozbawił odwodów ZOMO województwa sąsiadujące z radomskim, skierował do miasta pojazdy z armatkami wodnymi, zaczął budować logistyczne zaplecze dla stłumienia protestu (środki łączności i rezerwę 9,6 tys. sztuk pocisków z gazem łzawiącym, ogółem zużyto ich 17 485 szt.). Rozkaz użycia siły przeciw demonstrantom przyszedł z MSW ok. 14.30.

Wydaje się, że równolegle czyniono przygotowania, które miały służyć uprawdopodobnieniu tezy przyjętej w Warszawie o chuligańskim, kryminalnym podłożu wydarzeń. Po raz pierwszy bowiem od przejęcia władzy przez ekipę Gierka został na taką skalę i z taką wyrazistością zakwestionowany jej program „cudu gospodarczego”; i to mimo olbrzymich nakładów na propagandę, cenzurę, rozbudowę aparatu bezpieczeństwa.

Tego braku spójności między radomską rzeczywistością a propagandową wykładnią wydarzeń z 25 czerwca można się doszukać w słowach samego Edwarda Gierka: „Będą o nas mówili jako o narodzie warchołów. To będzie wielka frajda dla chuliganów. (...) I trzeba tam tej załodze tych czterdziestu paru zakładów powiedzieć, jak my ich nienawidzimy. Im więcej będzie słów bluźnierstwa pod ich adresem, tym lepiej dla sprawy” (podczas telekonferencji z sekretarzami KW, 26 czerwca 1976 r.).

Sekretarz i stróż porządku

Obu przywieziono do Radomia w teczce – jednego z Warszawy, drugiego z Lublina, kiedy kompletowano władze nowego województwa. „Od początku nie lubiłem tego miasta, źle się tu czułem i tak naprawdę nie wiem dlaczego” – napisał Janusz Prokopiak we wspomnieniach. Obejmując stanowisko I sekretarza Komitetu Wojewódzkiego miał 42 lata, doświadczenie w zarządzaniu przedsiębiorstwami budowlanymi, był ambitny, pełen energii i wiary. Jego pierwszym błędem było przekonanie, że da się rządzić Radomiem z doskoku, zachowując komfort mieszkania w stolicy.

„Osobą numer dwa w Radomiu był płk Marian Mozgawa. (...) Wielu członków PZPR wspominało, że Mozgawa często zachowywał się, jakby to on rządził w Radomiu, wywierając silny wpływ na Prokopiaka i stale mieszając się do spraw politycznych” (David Morgan, „Konflikt pamięci. Narracje radomskiego czerwca 1976”, 2004). Starszy o dziesięć lat, związany z bezpieką od momentu jej powstania, czyli sierpnia 1944 r., należał Mozgawa do wytrawnych, doświadczonych funkcjonariuszy starej sowieckiej szkoły. Na okładce katalogu IPN „Twarze radomskiej bezpieki” pojawia się w białym, niezgodnym z regulaminem, uszytym specjalnie na pochody pierwszomajowe i oficjalne święta, mundurze. 23 czerwca na spotkaniu w Radomiu z Edwardem Babiuchem, wówczas sekretarzem KC, obaj zgodnie podtrzymali przekonanie, że „nastroje dotyczące podwyżki w największych zakładach w mieście są dostatecznie pozytywne” (stenogram spotkania).

Zaledwie kilka dni wcześniej, 12 czerwca, miały miejsce pierwsze „przerwy w pracy” na wydziale P1 w Walterze, które objęły pracowników tłoczni, protestujących przeciw wyśrubowanym normom uniemożliwiającym zachowanie zasad bezpieczeństwa. Zapowiedź podwyżki tylko spotęgowała nastroje niezadowolenia.

Ale bezpośrednim bodźcem do wyjścia robotników na ulice było aroganckie zachowanie dyrektora ds. pracowniczych Czesława Skrzypka, który swoją rozmowę z żądającymi wyjaśnień robotnikami zaczął od gróźb i oskarżeń. „Ludzie byli wkurzeni. Wszyscy mówili o ogłoszonych poprzedniego dnia podwyżkach. Nie sądzę, byśmy od razu myśleli o strajku. Niezadowolenie dopiero później przerodziło się w protest” („Życie Radomskie”, 22–23 czerwca 1996 r.).

Spontaniczne poparcie strajku ze strony pracowników innych wydziałów, a później robotników przedsiębiorstw zlokalizowanych w pobliżu Waltera: popularnej Blaszanki, czyli Zakładów Sprzętu Grzejnego, Radoskóru, Tytoniówki, Zakładów Drzewnych zadecydowało o sile i charakterze protestu. „Spodziewaliśmy się, że te nastroje mogą być bardzo gniewne, ale że aż wyleje się to na ulice, tego nie spodziewałem się. Byliśmy zaskoczeni absolutnie. (...) Tym bardziej że to był odruch ludzki” (Mozgawa w wywiadzie dla filmu „Miasto z wyrokiem”). Hasła: „Chodźcie z nami”, „Chcemy chleba”, „Precz z podwyżkami” w miarę upływu czasu nabierały coraz bardziej radykalnego charakteru. Gra na zwłokę przedstawicieli lokalnych władz wywoływała odruchy zniecierpliwienia strajkujących. Ok. 11.00 zdesperowany tłum wdarł się do Zakładów Mięsnych. „Ludzie krzyczą, drą się »Precz z komuną«, aj tam, to wszystko wrzało normalnie, to wszystko zdenerwowane jakieś, jak dziki, a to są ludzie, to są robotnicy” (Zbigniew Michalski, robotnik z Waltera, uznany za jednego z prowodyrów – wywiad dla wspomnianego filmu). Z każdą chwilą nastroje ulegały radykalizacji. Graniczna dla tej fazy protestu była godz. 14.30, kiedy robotnicy mieli otrzymać odpowiedź z Warszawy w sprawie cofnięcia podwyżek.

Potrzebni chuligani

W krytycznym momencie podpalenia gmachu KW wewnątrz, prócz aktywu partyjnego i kadrowych pracowników KW, znajdowali się pracownicy operacyjni SB przebrani za robotników. Nie udało się do tej pory wyjaśnić w wiarygodny sposób, jaką rolę odegrali i jaki był ich wpływ na rozwój wydarzeń. („My tu jesteśmy z Odlewni, rozumiecie. Żeby mi nie padło słowo MO, SB...” i „Niech jadą, podemolują do końca komitet. Tam jest dużo naszych ludzi” – komendant Mozgawa, stenogram).

Akty wandalizmu i rabowania sklepów, które miały miejsce od godzin popołudniowych, według relacji protestujących, były w dużej mierze prowokowane przez funkcjonariuszy w cywilnych ubraniach. Wprawdzie Mozgawa zaprzecza temu, jakoby kazał wystawiać na ulice pojemniki z alkoholem z rozbitych sklepów i prowokować do aktów kradzieży. Wydaje się, że nie jest możliwe precyzyjne określenie miejsc i charakteru tej manipulacji, można jedynie stwierdzić, że władzy politycznej w Warszawie potrzebne były argumenty świadczące o chuligańskim podłożu protestów. Widać to na etapie przygotowywania sądowych rozpraw: „Ktoś z Prokuratury Generalnej zwrócił się do mnie: Chcemy zrobić duże, grupujące po sześć, siedem osób pokazowe śledztwa. Mają to być osoby karane, o złych wywiadach środowiskowych, nigdzie nie pracujące” (prokurator Romuald Zień).

Nie jest prawdą utrwalone w radomskim środowisku przekonanie, że za wszystkie akty wandalizmu odpowiadają funkcjonariusze MO. Można jedynie pokusić się o stwierdzenie, że podczas każdej manifestacji wywołanej emocjami rozpalony gniewem, żądny ofiar i zauroczony własną odwagą tłum szuka możliwości rozładowania frustracji, jest podatny na prowokację.

„Ze względu na brak dostępu do materiałów MSW przed przejęciem ich przez Instytut Pamięci Narodowej panowało przeświadczenie, że dopiero na ich podstawie uda się odpowiedzieć na pytanie, czy możliwe było celowe sprowokowanie eskalacji zniszczeń i dewastacji sklepów przez funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa” (Paweł Sasanka „Czerwiec 1976”, 2006). Po 35 latach nie sposób doszukać się wyjaśnień wszystkich epizodów związanych z radomskim Czerwcem. Odpowiedź na proste pytania nastręcza wiele trudności. Jak zatem mówić o manipulacjach przygotowanych przez szkolone do tego służby?

Zmiany nie przyniosło odtajnienie akt MSW. Nie udało się nawet ustalić, na ile prawdziwa była informacja o wysokiej zawartości alkoholu we krwi ofiar: Łabęcki – 2,1 promila, Ząbecki – 1,9. W odtajnionych aktach operacyjnych (o kryptonimie Barykada) oraz innych dostępnych dokumentach nie ma wyników badań lekarskich ani dowodów, że takie zrobiono. Szczątkowe informacje, które ujrzały światło dzienne, pozwalają jedynie uprawdopodobnić pewne wyjaśnienia i wzbudzić wątpliwości w innych sprawach.

Narracja o radomskim Czerwcu rozpada się na subiektywne relacje, często wzajemnie sprzeczne. Niejednoznaczność oraz towarzyszące jej utrwalone w społecznej świadomości przekonanie o kryminalnym podłożu wydarzeń skłaniają wielu uczestników do przemilczeń, otwierają pole do spekulacji.

Wydaje się rzeczą zaskakującą, że pozbawione przywództwa grupy pod wpływem determinacji i gniewu podejmowały zgodne działania, które powodowały eskalację protestu. Świadczy to o istnieniu niewyrażonej werbalnie oraz pozbawionej ram organizacyjnych nadrzędnej idei jednoczącej uczestników manifestacji i nadającej sens działaniom zbiorowym.

Polityka 25.2011 (2812) z dnia 14.06.2011; Historia; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Będą nas nazywali narodem warchołów"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Pierwsza matura po deformie. Żeby zdać, trzeba szczęścia albo wielkich pieniędzy

Żeby przejść przez maturę, trzeba mieć dużo zdrowia albo spore pieniądze. A najlepiej jedno i drugie – mówią rodzice i nastolatki z pierwszego rocznika wykształconego w szkołach zreformowanych przez Annę Zalewską. Za sto dni podchodzą do trudniejszych niż dotąd egzaminów.

Joanna Cieśla
31.01.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną