Historia

Królewskie kłopoty z niesfornym siostrzeńcem

Ostatnia wojna z Zakonem Krzyżackim

Rzeźba Albrechta Hohenzollerna z zamku w Malborku Rzeźba Albrechta Hohenzollerna z zamku w Malborku Lestat (Jan Mehlich) / Wikipedia
Kariera dynastii Hohenzollernów, złowieszczo obecnej w dziejach Polski, zaczęła się 6 lipca 1511 r., gdy w Królewcu Zakon Krzyżacki ogłosił elekcję Albrechta na wielkiego mistrza.
Pokonany przez Zygmunta Starego Hohenzollern złożył mu hołd w 1525 r. Fragment obrazu Jana Matejki.FoKa/Forum Pokonany przez Zygmunta Starego Hohenzollern złożył mu hołd w 1525 r. Fragment obrazu Jana Matejki.

Upłynęło ponad sto lat od bitwy pod Grunwaldem (15 lipca 1410 r.) i 45 lat od drugiego pokoju toruńskiego (1466 r.), a Prusy Zakonne nadal usiłowały doprowadzić do rewizji traktatu, czyli wydarcia Polsce Prus Królewskich i uchylenia się od hołdu na rzecz polskiego króla. Pierwsze reakcje na kandydaturę Albrechta Hohenzollerna były w Krakowie raczej pozytywne. Wydawało się, że nie jest to zła propozycja dla Polski: nowy mistrz krzyżacki pochodził z Ansbachu w odległej Frankonii i był jednym z 18 dzieci margrabiego brandenburskiego Fryderyka i Zofii Jagiellonki, siostry króla polskiego. Zygmunt Jagiellon był zatem wujem Albrechta. Wpływowy doradca finansowy Jodok Ludwik Decjusz pisał, że „wszyscy przyjęli z zadowoleniem jego [Albrechta] wybór, zarówno dlatego, iż pochodził ze znakomitej rodziny i mógłby kiedyś walczyć z wrogami religii chrześcijańskiej, co jest przecież zadaniem Zakonu, i że po matce wywodził się z królów polskich, co zdaniem wielu miało się przyczynić do utrwalenia pokoju”.

Bystry, oczytany

W chwili wyboru Hohenzollern miał ledwie 21 lat, więc na dworze wawelskim liczono, że minie trochę czasu, nim się młodzian oswoi z wielką polityką. Ale obycie w świecie polityki i wojen Albrecht zdążył już nabyć, uczestnicząc w wyprawie wojennej do Italii u boku cesarza Maksymiliana I. Nie przekroczył co prawda progu wyższej uczelni i słabo znał łacinę, ale nadrabiał to oczytaniem. Jego bystrość umysłu, przedsiębiorczość, ambicję i wytrwałość podkreślają zgodnie historycy polscy, jak najwybitniejszy badacz tych spraw Marian Biskup, czy też biografowie niemieccy, Erich Joachim i Walther Hubatsch. W kołach kościelnych sądzono, że to właśnie Albrecht, jako siostrzeniec polskiego króla, będzie współdziałał z Polakami w zorganizowaniu krucjaty, w celu wyrzucenia Turków z Europy, do czego zresztą – walki z niewiernymi – zobowiązywał status Zakonu.

Jednakże Hohenzollern miał inne plany. Chciał, podobnie jak Zakon, obalenia pokoju toruńskiego i oddania się pod władzę Maksymiliana I Habsburga. Cesarz początkowo nie zamierzał ryzykować konfliktu z Polską i przesyłał Hohenzollernowi jedynie ogólnikowe wyrazy poparcia. Z kolei król Zygmunt, pomimo ogłoszenia gotowości bojowej, nie mógł przywołać siłą Albrechta do porządku. W 1512 r. rozpoczęła się bowiem nowa wojna z Moskwą, która ruszyła na Litwę trzema armiami naraz.

Politycy polscy nie pozostali jednak bierni i usiłowali zneutralizować poczynania Albrechta. Prymas Jan Łaski wysunął niezwykły plan, wzorowany na hiszpańskiej akcji Izabeli Kastylijskiej i Ferdynanda Aragońskiego, którzy też mieli poważne kłopoty z usunięciem potężnego Zakonu Kalatrawensów z Kastylii. Sugerował, aby podobnie jak w Hiszpanii król polski przyjął urząd i tytuł wielkiego mistrza Zakonu Krzyżackiego. Ziemie zakonne zostałyby wcielone do Polski.

Projekt był nieco dziwaczny, gdyż włożenie przez Zygmunta szaty duchownej Zakonu oznaczałoby wykluczenie małżeństwa króla i wygaśnięcie dynastii Jagiellonów w Polsce. Ale Łaski nie ustępował i po sześciu dniach obrad w Toruniu wysunięto kolejną propozycję: poprzez osobę Zygmunta, jako króla i jednocześnie wielkiego mistrza, Królestwo Polskie i Zakon będą stanowić wieczyście unum individuum corpus, jedno nierozdzielne ciało. Papież miał udzielić Zygmuntowi zezwolenia na zbliżające się małżeństwo z Barbarą Zapolyą. Ale następcy króla nie mieliby już praw do wchodzenia w związki małżeńskie jako wielcy mistrzowie.

Sojusz antypolski kontra liga antyturecka

Albrecht, inteligentny gracz, nie zamierzał jednak rezygnować z walki o niezależne państwo zakonne, gdyż wiedział, że sprawa krzyżacka wpisywała się w fundamentalny konflikt pomiędzy Jagiellonami a Habsburgami o prymat w Europie Środkowej. Usiłował grać kartą narodową – w swym memoriale na sejm Rzeszy Niemieckiej w Trewirze Albrecht określał Prusy jako Neues Deutschland (Nowe Niemcy). Chciał w ten sposób wytworzyć poczucie współodpowiedzialności cesarza i mieszkańców Rzeszy za „niemieckie Prusy”. Jednocześnie zaczął uparcie żądać od Polski zwrotu Pomorza Gdańskiego i innych ziem, uznając, że pokój został zawarty pod presją siły. Polacy nie ustępowali: w tzw. recesie piotrkowskim z 4 grudnia 1512 r., za drobne ustępstwa żądali, aby Zakon skierował się przeciw Tatarom na Podolu i ewentualnie na wojnę ze „schizmatycką” Moskwą. Tymczasem Albrecht osiągnął pierwszy cel: skutkiem jego interwencji do sporu polsko-krzyżackiego wtrącił się cesarz Maksymilian – z wewnętrznej sprawy polskiej czyniąc międzynarodową. Habsburg zakazał wielkiemu mistrzowi przyjęcia postanowień recesu piotrkowskiego i z inicjatywy margrabiego Kazimierza Hohenzollerna, brata Albrechta, przystąpił do montowania wielkiej koalicji przeciw Polsce.

Maksymilian I, oprócz krzyżaków i wojewody mołdawskiego, miał zamiar wciągnąć do sojuszu antypolskiego króla Danii, Saksonię, Brandenburgię, Meklemburgię, Pomorze Zachodnie, zakony niemieckie, „item den gazen adel in deutscher nacion” – całą nację niemiecką. Cesarz zdążał też do włączenia Moskwy do aliansu. Do Wasyla III przybył wysłannik, Jerzy Schnitzenbaumer, po czym sprecyzowano datę uderzenia na Polskę: na św. Wojciecha 1515 r.

Na szczęście te poczynania cesarza i Albrechta stały w ostrej sprzeczności z planami papieża Leona X zmontowania wielkiej ligi antytureckiej. Papież i sobór laterański w maju 1515 r. sprawy krzyżackiej nie podjął. Do ostudzenia antyjagiellońskich planów przyczyniło się też zwycięstwo polsko-litewskie nad ogromną armią moskiewską pod Orszą we wrześniu 1514 r. Król ostrzegł surowo Albrechta, aby nie podejmował w Rzymie antypolskich kroków przez swych prokuratorów.

Nadal Hohenzollernowi nie udawało się wyjść z politycznego cienia i włączyć do wielkiej gry, w której karty rozdawał król polski, cesarz niemiecki, papież i wielki książę moskiewski. Kres ambicji i roszczeń Hohenzollerna zdawały się potwierdzać traktaty wiedeńsko-pożońskie (Pożoń, obecnie Bratysława) ratyfikowane 22 lipca 1515 r. podczas osobistego spotkania królów Władysława II Jagiellona węgierskiego, jego brata Zygmunta I Jagiellona oraz cesarza Maksymiliana I. Zygmunt odniósł wtedy w kwestii krzyżackiej niewątpliwy sukces: cesarz uznał zależność lenną wielkiego mistrza i krzyżaków od króla polskiego i miał skłonić Hochmeistra Albrechta do złożenia hołdu przed królem polskim. Jedynym ustępstwem Zygmunta była rezygnacja z wymogu wstępowania Polaków do Zakonu (Polacy w ten sposób chcieli doprowadzić do rozmycia niemieckiego charakteru Zakonu).

Moskwa znów mąci

A jednak Hohenzollern nadal ani myślał zginać kolan przed wujem. Wykonawcą polityki młodego wielkiego mistrza stał się szlachcic z Miśni, wychowanek uniwersytetów włoskich oraz lipskiego, Dietrich von Schönberg – postać renesansowa, z rysami psychopatycznymi, skłonna do awanturniczych poczynań, pijatyk i megalomanii. W 1516 r. w Kłajpedzie i w Berlinie zaczął on namawiać książąt i margrabiów niemieckich do współpracy. Jego plan przewidywał zaciąg 6 tys. wojska oraz pomoc 4-tysięcznej armii elektora saskiego Joachima i księcia pomorskiego Bogusława X. Siły te miały zaatakować Gdańsk, podczas gdy mistrz Zakonu Inflanckiego Walter von Plettenberg miał uderzyć na Żmudź i dalej na Mazowsze.

Okazało się jednak, że w Rzeszy nikt nie kwapi się do wojny z Polską.

Rozgoryczony i zniechęcony Albrecht zaczął nawet snuć plany przeniesienia Zakonu do Fryzji. Jednakże – polski to pech nadzwyczajny – przejeżdżające w 1516 r. przez Prusy poselstwo moskiewskie wdało się w rozmowy z Hohenzollernem. Zmieniły one plany wielkiego mistrza. Albrecht dostrzegł bowiem możliwość stworzenia realnego sojuszu Zakonu z Moskwą. Uskrzydlony nadzieją koalicji, rozpoczął dywersję na pograniczu, zezwalając na wypady band zbójeckich i podpalaczy na polskie Prusy.

Sytuacja zaostrzała się i w październiku 1516 r. król Zygmunt wysłał do Królewca Rafała Leszczyńskiego z przestrogą, że wielki mistrz doprowadzi do wojny, jeśli nie powstrzyma rozbojów. Nakazał też zwołanie sejmiku pruskiego, który rozpoczął się 6 lutego 1517 r. i ogłosił stan gotowości bojowej dla Prus Królewskich.

Wiele zależało od poczynań Maksymiliana. Cesarz zawahał się, choć zgodnie z ustaleniami wiedeńskimi powinien był skłonić wielkiego mistrza do złożenia hołdu. Wahania te Albrecht potraktował jako wsparcie cesarskie, wysuwając wobec wuja żądania zwrotu wszystkich ziem oddanych przez Zakon w pokoju toruńskim 1466 r. i odszkodowania za 50 lat „polskiej okupacji”!

Albrechta wspierała coraz aktywniej jego dyplomacja reprezentowana w Rzeszy i w Rzymie przez dr. Hansa Blankenfelda. Agenci krzyżaccy szerzyli np. plotki o pensji dla papieża ustanowionej przez polskiego króla. Przeciwstawiał się tej ofensywie dyplomatycznej sekretarz króla, kustosz płocki Stanisław Górecki, który z kolei zarzucił Albrechtowi, że konspiruje ze schizmatycką Moskwą. Tymczasem wielki mistrz na zamku w Szczecinie dowodził, że zdoła zebrać w Rzeszy 60 tys. żołnierzy, by wreszcie odbić to, co Polska mu zabrała. Na dobitkę Hohenzollern nie chciał przyjechać na ślub Zygmunta z Boną, co na Wawelu uznano za afront. Nie przyjechał, bo obawiał się, by go nie zmuszono do złożenia hołdu. Tymczasem nadal pertraktował z Wasylem III, który pochwalił wielkiego mistrza, że jest „s nami za odin”: do tej pory był to częsty zwrot dyplomacji moskiewskiej wobec Tatarów.

Decyzję o wojnie z Zakonem miał podjąć w Krakowie sejm styczniowy 1518 r. Jednakże plany wojenne skomplikowały się, gdyż 6 marca 1518 r. papież Leon X ogłosił w całej Europie pięcioletnie zawieszenie broni. Czas ten chrześcijanie mieli wykorzystać na przygotowanie krucjaty przeciw Turkom.

Ostatnia wojna z Zakonem

Jednak napięcie nie opadało. 24 czerwca 1518 r. Zygmunt zabronił czasowo handlu z ziemiami Zakonu pod karą śmierci i konfiskaty dóbr. Psychozę wojenną podsyciło pojawienie się rabusiów na Warmii i zaciężnych wojaków duńskiego Chrystiana II na Mierzei Wiślanej. Prymas Łaski usiłował ratować pokój modyfikując plan warunkowej wymiany Prus na Podole do walki z Tatarami i Turkami, a potem zwrotu Polsce Podola i powrotu krzyżaków do Prus jako lenna. Pojawił się też plan podrzucenia Zakonu Krzyżackiego papiestwu: na półwyspie italskim mieliby bronić Państwa Kościelnego przed piratami lub Turkami. Papież przezornie nie skorzystał z tej oferty. Również Albrecht „z miejsca odrzucił tę ofertę, uznając ją za podstęp zmierzający do pozbawienia Zakonu reszty ziem pruskich” oraz rozdzielenia Zakonów Krzyżackiego od Inflanckiego, „aby nie było żadnego połączenia czy przejścia między tymi landami”.

Młody wielki mistrz bez wątpienia odznaczał się nie tylko ogromnym zmysłem politycznym, ale i fantazją. Pracował nad zawiązaniem jeszcze większego sojuszu: od Francji przez księstwa Rzeszy po Wielkie Księstwo Moskiewskie. Wedle tego planu Wasyl III miał przekazać wielkiemu mistrzowi 100 tys. grzywien srebra na zaciąg wojska. W Brandenburgii zaczęła koncentrować się armia niemiecka pod marszałkiem Wilhelmem von Isenburgiem, zwabiona nadzieją żołdu i łupów, a do króla polskiego napływały liczne skargi na rozboje wychodzące z ziem zakonnych. 20 września 1519 r. Zygmunt wysłał więc alarmujące pisma do Gdańska i Torunia, aby wojskiem zablokować linię Wisły.

Na zastrzeżenia papieża, że król staje do walki ze zdecydowanie słabszym przeciwnikiem, Zygmunt odparł: „Czy wielki mistrz wsparty siłami moskiewskimi, tatarskimi i niemieckimi jest mi nierówny?”. Gdy Hohenzollerna nie przekonały listy ani dyplomacja królewska – pozostały miecze i bombardy. Rozpoczęła się ostatnia wojna Polski z Zakonem Krzyżackim.

Rozegrana w latach 1519–21 nie funkcjonuje w polskiej świadomości potocznej. A przecież to wtedy ruszyła na Gdańsk i Pomorze po raz ostatni przed rozbiorami wielka armia Rzeszy, zagrażając polskiemu władztwu nad Bałtykiem. Korona odniosła sukces, choć po prawdzie największym zwycięzcą w wymiarze dziejowym okazał się właśnie Albrecht. Wojowniczy wielki mistrz, po rozmowie z Marcinem Lutrem, przedzierzgnie się w świeckiego luterskiego księcia w Prusiech, zmieniając gruntownie położenie kraju nad Bałtykiem. Ten najzacieklejszy wróg Polski po 1525 r. (hołd pruski) stanie się lojalnym lennikiem królów polskich, zmierzającym nawet do korony polskiej.

Jedno jest pewne: dzięki Albrechtowi Hohenzollernowie uczynili pierwszy krok w kierunku budowy silnych Prus. Tych, które w XVIII w. staną się grabarzem Rzeczpospolitej, a w XIX w. – fundamentem zjednoczonej Rzeszy Niemieckiej.

Polityka 28.2011 (2815) z dnia 07.07.2011; Historia; s. 46
Oryginalny tytuł tekstu: "Królewskie kłopoty z niesfornym siostrzeńcem"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kraj

Osamotnienie – dżuma współczesności?

Mamy w Polsce 5 mln jednoosobowych gospodarstw domowych. Na razie co czwarte gospodarstwo. W 2035 r. – co trzecie.

Ewa Wilk
08.02.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną