Wojna domowa o pamięć

Odkopane groby
Spór o wojnę domową w Hiszpanii, która wybuchła 75 lat temu, odżył dlatego, że nowa dziś nie grozi. Pokolenie wnuków chce opowiedzieć o niej bez przemilczeń i kompromisów, na które zgodzili się ich rodzice – ze strachu przed powrotem demonów.
Żolnierze republikańscy wzięci do niewoli przez frankistów, okolice Samosierry 1936 r.
Corbis

Żolnierze republikańscy wzięci do niewoli przez frankistów, okolice Samosierry 1936 r.

Niemieccy żołnierze Legionu Condor przy bombowcu He 111.
Bundesarchiv/Wikipedia

Niemieccy żołnierze Legionu Condor przy bombowcu He 111.

Pisarz Javier Cercas, wnuk faszysty: - Mój dziadek dokonał błędnego wyboru.
Corbis

Pisarz Javier Cercas, wnuk faszysty: - Mój dziadek dokonał błędnego wyboru.

Żołnierze Brygady Międzynarodowej na pancerzu radzieckiego czołgu T-26, 1937 r.
Wikipedia

Żołnierze Brygady Międzynarodowej na pancerzu radzieckiego czołgu T-26, 1937 r.

1.

Styczeń 1939 r., ostatnie tygodnie wojny domowej w Hiszpanii. Rafael Sanchez Mazas, poeta i współtwórca faszystowskiej Falangi, ucieka spod kul plutonu egzekucyjnego republikanów. Chowa się w krzakach, wśród drzew – lecz pościg jest tuż. W leśnej gęstwinie dostrzega go młody żołnierz, właściwie chłopiec. Republikanin patrzy zbiegowi w oczy, bez słowa mierzy do niego. Po chwili opuszcza karabin i woła do swoich towarzyszy: „Nie, nikogo tu nie ma!”.

Po wojnie domowej Rafael Sanchez Mazas zostaje frankistowskim dygnitarzem, a ów anonimowy żołnierz, który darował mu życie, rozpływa się w mrokach dziejów.

O tym epizodzie dowiaduje się sfrustrowany pisarz i reporter. Zaczyna szukać świadków, dokumentów, relacji o Sanchezie Mazasie. Los poety faszysty i jego cudowne ocalenie stają się obsesją reportera. Co pomyślał ów młody chłopak w chwili, w której postanowił nie strzelić do wroga? Dlaczego nie strzelił? Czy żyje, czy – co bardziej prawdopodobne – towarzysze ocalonego faszysty zabili go, a zwłoki wrzucili do jednej z tysięcy bezimiennych mogił?

Po żmudnych poszukiwaniach, w małym miasteczku we Francji, reporter odnajduje dożywającego dni pewnego starca, Mirallesa. To on – jak wierzy – był przed laty młodziutkim republikaninem, który nie wystrzelił do drżącego w krzakach ze strachu i zimna faszystowskiego zbiega. Miralles walczył w wojnie domowej po stronie republiki, przeciwko faszystom pod wodzą gen. Franco. Spytany o pościg za zbiegiem w ostatnich dniach wojny i ów indywidualny akt łaski, zaprzecza, mówi, że to nie on. Podejrzewamy jednak, ba, jesteśmy wręcz pewni, że to właśnie Miralles.

Wojna domowa i dyktatura skończyły się, jednak „straszny pakt milczenia”, zawarty u progu demokratycznej Hiszpanii, miał oznaczać, że Miralles „na zawsze pozostanie samotny w swoim domu starców”; zapomniany jak tysiące żołnierzy wojny domowej, którzy walczyli po stronie republiki.

2.

Historię tę opowiada Javier Cercas w najgłośniejszej powieści o wojnie domowej w Hiszpanii – nie licząc „Komu bije dzwon” Ernesta Hemingwaya – „Żołnierze spod Salaminy”. W 2001 r. wydawca zaplanował nakład książki na 6 tys. egzemplarzy, a autor sądził, że złapał Pana Boga za nogi. Sprzedał milion (!) egzemplarzy, stał się prozaikiem tłumaczonym na wiele języków, a powieść zapoczątkowała renesans zainteresowania wojną z lat 1936–39. Ostatnia dekada w Hiszpanii – książki, filmy, publiczne spory, polityka historyczna – ukazuje, że straszny pakt milczenia się skończył.

To pisarz Javier Cercas uruchomił lawinę, jednak pierwszy jej kamień popchnął nieznany szeroko dziennikarz Emilio Silva. Dziadka Silvy, działacza Lewicy Republikańskiej na prowincji, faszyści zamordowali w 1936 r., na początku wojny domowej. Babcia Silvy, jego ojciec i stryjowie nie mogli przez dekady czcić pamięci rozstrzelanego męża i ojca. „Czy demokratyczny kraj może pozwolić, by tysiące ubitych jak zwierzęta przez dyktatorski reżim pozostawały zakopane w rowach? Czy można to znosić wiedząc, że ten, który odpowiada za zbrodnie, spoczywa pod wielkim ołtarzem w chrześcijańskiej bazylice? Odpowiedź tak oczywista, że samo pytanie jest obrazą”– pisze Isaias Lafuente we wstępie do książki Silvy „Las fosas de Franco”.

Emilio Silva doprowadził w 2000 r. do ekshumacji szczątków dziadka i godnego pochówku. W zbiorowej mogile znajdowały się szczątki innych rozstrzelanych, których rodziny zapragnęły teraz uczcić z honorami. Tak narodziło się Stowarzyszenie na rzecz Odzyskania Pamięci Historycznej. Okazało się nagle, że Emiliów Silvów są setki, tysiące. Zaczęli domagać się od rządu, by pomógł w identyfikacji i ekshumacjach zwłok pochowanych w czasie wojny i po wojnie w tysiącach bezimiennych mogił. Ówczesny rząd José Marii Aznara z Partii Ludowej nie palił się do pomocy. Wraz z dojściem do władzy w 2004 r. socjalisty José Luisa Zapatero jednoznaczne potępienie dyktatury gen. Franco stało się sztandarem pokolenia socjalistów; Emilio Silva (1965 r.), Javier Cercas (1962 r.) i premier Zapatero (1960 r.) to niemal rówieśnicy.

Rząd Zapatero przepchnął ustawę o pamięci historycznej. Jest umiarkowana: nikogo nie karze, nikogo z życia politycznego nie wyklucza; stwierdza, że wyroki sądów, wydane na oponentów politycznych za dyktatury gen. Franco, były nielegalne. Zobowiązuje władze do pomocy rodzinom ofiar w ekshumacji i identyfikacji zwłok. Część rodzin ofiar i więźniów epoki dyktatury może ubiegać się o niewielkie rekompensaty finansowe. Frankistowskie pomniki, symbole i nazwy ulic mają zniknąć z miejsc publicznych i kościołów. Ustawa potępia też zabójstwa polityczne dokonane w czasie wojny domowej przez bojowników walczących po stronie republikańskiego rządu.

Skąd to odrodzenie zainteresowania historią? Javier Cercas, który urodził się w rodzinie zwycięzców wojny domowej (dziadek należał do Falangi, stronnictwa frankistów), tłumaczy: – Pokoleniu wnuków wojny domowej przeszkadza wszystko to, co w latach demokratycznej transformacji stało się z takimi ludźmi jak bohater mojej powieści Miralles. To znaczy: „Mirallesowie walczyli o wolność, w obronie legalnego rządu, a po śmierci Franco i przywróceniu demokracji nikt nie wynagrodził im krzywd, nikt im nawet nie powiedział: dziękujemy. Weteranom i poległym, którzy walczyli po stronie Franco, składano hołdy przez 40 lat dyktatury. Tymczasem tysiące bojowników republiki zakopano w przydrożnych rowach, w bezimiennych mogiłach zbiorowych. A rodzinom poległych i tym, którzy przeżyli, nigdy nie powiedziano: mieliście rację, broniąc legalnego rządu”.

3.

Hiszpania początku lat 30. była wulkanem na moment przed eksplozją. Niedawno zniesiono tu monarchię, rządy republiki rozpoczęły demontaż wielkiej własności i nadawanie chłopom ziemi. Ograniczały wpływy wojska w polityce, wypychały ze sfery publicznej potężny Kościół katolicki, zmagały się z aspiracjami nacjonalistów z Katalonii i Kraju Basków. Na obóz republikański, a później Front Ludowy, składało się wiele nurtów: byli w nim lewicujący republikanie, socjaldemokraci, socjaliści, komuniści. Jedni opowiadali się za zmianami stopniowymi, inni traktowali rząd republikański jako odpowiednik rządu Kiereńskiego w Rosji – przedsionek do rewolucji socjalistycznej na wzór ZSRR.

Reakcją na te przemiany, dokonujące się w ramach demokracji mieszczańskiej, były narodziny lokalnej wersji faszyzmu, ruchów monarchistycznych i katolickich nacjonalistów, zwieranie szeregów tradycyjnej konserwy i części klas średnich, broniących status quo. Wściekłą walkę propagandową wydał republice Kościół katolicki – z wzajemnością – a bastionem wrogości wobec niej były też armia i żandarmeria (choć w obu instytucjach nie brakło sympatyków republikańskiej transformacji Hiszpanii).

Lata do wybuchu w 1936 r. wojny domowej to czas wstrząsów: narastającej po różnych stronach konfliktu nienawiści, czarnej propagandy, lokalnych rebelii, ulicznych starć bojówek lewicowych i faszystowskich, a nawet zabójstw politycznych. Kontekstem międzynarodowym jest Wielki Kryzys, rosnący w siłę nazizm w Niemczech, faszyzujące trendy w większości krajów Europy, lęk przed rewolucyjnymi zmianami, dla których punktem odniesienia było wciąż wtedy młode państwo rewolucji – Związek Radziecki.

Wojnę domową w Hiszpanii rozpoczyna bunt wojskowych 18 lipca 1936 r. – najpierw w Maroku, a następnie w garnizonach Hiszpanii kontynentalnej. Dowódcą spisku zostaje 44-letni generał, raczej przeciętniak, Francisco Franco. Rząd republiki, który wie o planowanym buncie, nie decyduje się na prewencyjne kontruderzenie ani uzbrojenie swoich zwolenników. Republikanie wierzyli, że bunt będzie incydentem. Tymczasem przemienił się w jedną z najkrwawszych wojen domowych.

„Podczas wojny hiszpańskiej rozegrało się wiele straszliwych aktów zbrodni – pisze brytyjski historyk Antony Beevor w książce „Walka o Hiszpanię 1936–1939” – jednak w umysłach ludzi na ogół przeważają historie o zabarwieniu religijnym: czerwoni zabijający kapłanów, wyciągający mumie z zakonnych krypt; opowiadano, że Dolores Ibarruri, La Pasionaria [legendarna liderka komunistów], przegryzła tętnicę szyjną jakiemuś księdzu albo że karlistowscy requetes zmuszali republikanów, by kładli się krzyżem, zanim obcięto im kończyny z okrzykiem »Niech żyje Chrystus Król«”.

Obie strony dokonywały rzezi, jednak – jak twierdzi Beevor – unicestwianie czerwonych, republikanów, ateistów dokonywało się latami, faszyści prowadzili systematyczną eksterminację zarówno w czasie wojny, jak i po jej zakończeniu; terror republikanów był zazwyczaj krótkotrwały, o mniejszym zasięgu.

Obie strony miały wsparcie zagranicznych potęg: konserwatyści i faszyści – Hitlera i Mussoliniego, obrońcy republiki – Stalina. Hitler testował w Hiszpanii nowe samoloty i czołgi. Stalin słał wojskowych, doradców, broń, a komintern utworzył Brygady Międzynarodowe, do których zaciągali się ochotnicy z całej Europy. Dla wielu ludzi lewicy Hiszpania była ostatnią barykadą obrony przed zalewającym Europę faszyzmem, polem bitwy o przyszłość świata. Idealistyczny wizerunek obozu republikanów zatruły w dużej mierze radzieckie wpływy: intrygi i terror przeciwko konkurentom na lewicy, egzekucje na domniemanych wrogach wewnętrznych, importowanie syndromu oblężonej twierdzy, której na równi z faszystami zagrażają rzekomo trockiści.

Przed śmiercią z rąk zarażonych stalinizmem umknął pewien ochotnik Brygad z Wielkiej Brytanii – Eric Blair, znany jako George Orwell. Oskarżono go, że jest agentem trockizmu.

Generał Franco wygrał wojnę i utopił obrońców republiki we krwi. Szacuje się, że ofiarami terroru frankistów padło 200 tys. antyfaszystów. Pół miliona ludzi, którym oszczędzono garoty (śmierć przez uduszenie zaciskającą się na szyi pętlą), trzymano latami w więzieniach i obozach. Według słów jednego z biskupów, potrzebny był „skalpel, by odsączyć ropę z wnętrzności Hiszpanii”, a rzecznik gen. Franco wyznał przy jakiejś okazji, że dla wytępienia wirusa bolszewizmu być może trzeba będzie zlikwidować jedną trzecią męskiej populacji Hiszpanii. Dyktatura, z upływem lat łagodniejsza, trwała do śmierci gen. Franco w 1975 r.

4.

Przywódcy pokolenia transformacji, dzisiejsi 60- i 70-latkowie, zarówno socjaliści, jak i reformistyczna prawica wywodząca się z frankizmu, wystawili polityce historycznej premiera Zapatero surową ocenę. Dystansował się wobec niej Felipe Gonzalez, legendarny lider socjalistów, ale najmocniejsze oskarżenia formułowali politycy i publicyści prawicy. Ironizowano, że Zapatero i jego ludzie nie cierpieli za dyktatury Franco, a teraz krzyczą głośniej niż ofiary. Że są pokoleniem bez pamięci, że chcą symbolicznie wygrać wojnę domową i w ten sposób odegrać się na prawicy.

Podnoszono też, że socjaliści pokolenia Zapatero nie wiedzą, ile kosztowała Hiszpanów pragmatyczna zgoda i pojednanie w trakcie demontażu frankizmu i przejścia do demokracji. Że już wcześniej uchwalano deklaracje, rezolucje i ustawy, czyniące zadość poranionej pamięci i krzywdom – po co więc nowa ustawa o pamięci historycznej? Była amnestia – po co więc reanimować ducha zemsty? Zarzucano zapaterystom, że cynicznie grają na sentymentach rodzin ofiar, a w istocie zabiegają o poparcie radykalnej lewicy (Izquierda Unida) oraz nacjonalistów katalońskich i baskijskich, czyli formacji, bez których trudno byłoby im rządzić.

Z pewnością renesans zainteresowania wojną domową posłużył socjalistom w doraźnej polityce. Zarzut koniunkturalizmu nie brzmi jednak przekonująco. Pokolenie transformacji postanowiło nie tykać wojny domowej i politycznych ocen dyktatury również z powodów koniunkturalnych. Fakty o wojnie nie zmieniły się – owszem, wiele nowego dowiedziano się w zaciszach archiwów, opublikowano o wojnie i dyktaturze tysiące opasłych książek – zmieniła się za to koniunktura. W drugiej połowie lat 70., a i na początku lat 80., nie było wcale pewne, czy w Hiszpanii znowu nie poleje się krew: w 1981 r. wojskowi próbowali zamachu stanu. Dziś takie zagrożenie nie istnieje, dlatego pokolenia wnuków można się czepiać o to, że niepotrzebnie grzebie w przeszłości (a może potrzebnie?), natomiast oskarżenie o zabawę zapałkami w domu z drewna pokrytym słomą jest pozbawione sensu. Hiszpanię stać dzisiaj na otwartą dyskusję o wojnie domowej, dyktaturze i kompromisach, jakie zawarto w latach wielkiej przemiany.

Tej dyskusji – co politycznie zrozumiałe – nie chce prawica, która nigdy nie zdobyła się na potępienie dyktatury gen. Franco. Jedynie w ogólnych słowach skrytykowała „narzucanie przemocą przekonań politycznych” i „totalitarne rządy przeciwko wolności”. Wnuki ofiar, może naiwnie, chciałyby trochę mniej hipokryzji w życiu publicznym, a także symbolicznej satysfakcji. Niech nawet będzie, że symbolicznego, moralnego zwycięstwa nad frankizmem. Żeby zburzono pomniki Franco, a ulicom nadawano imiona niezliczonych Mirallesów z powieści Cercasa.

5.

„Jeśli zwycięży rząd [republikański], bardziej prawdopodobne jest, że Hiszpania stanie się kapitalistyczną republiką w rodzaju Francji, a nie państwem socjalistycznym – pisał w czasie wojny domowej George Orwell. – Pewne wydaje się jednak, że nie jest już możliwy powrót do na poły feudalnego ustroju klerykalnego, jaki istniał do 1931, a w istocie do 1936 r. Reżimy takie ze swojej natury utrzymują się dzięki ogólnej apatii i niewiedzy, których w Hiszpanii już nie ma. Ludzie zbyt wiele widzieli i zbyt wiele się nauczyli. Najskromniej szacując, kilka milionów ludzi przesiąkło ideami, przez które stali się kiepskim materiałem dla państwa autorytarnego”.

Błąd politycznej prognozy i trafna intuicja moralna. Hiszpania żyła przez następnych 40 lat w autorytarno-klerykalnej dyktaturze Franco – tu Orwell się pomylił. Jednak gdyby zwyciężyli republikanie, dyktatura ŕ rebours nie była wcale nieuchronna – ważne, że mówi to Orwell, który omal nie stracił życia z powodu stalinowskich intryg w obozie republiki. Mimo totalitarnych ciągot stalinowców Orwell trwał po stronie republikanów, gdyż to oni z całym niedoskonałym bagażem i zagrożeniami, jakie niosły niektóre siły ich obozu, mieli w tamtej wojnie rację, a nie faszyści i konserwatyści, którym przewodził Franco.

W rozrachunkach, jakie prowadzą dzisiaj wnuki pokolenia wojny domowej, chodzi być może najbardziej o zakwestionowanie mitu symetrii, według którego w latach 1936–39 zderzyły się dwie równoprawne Hiszpanie albo dwa totalitaryzmy. I ponieważ obie strony popełniały okrucieństwa, nie da się – według owego mitu skonstruowanego na użytek transformacji ustrojowej – powiedzieć, kto w tamtym konflikcie miał słuszność. Mimo że powstało wiele książek, filmów i dzieł sztuki opowiadających o okrucieństwach wojny i krzywdach dyktatury, w sferze publicznej królowała poprawność z kategorii „z jednej strony to, ale z drugiej strony tamto”. „Guernica” Picassa – pomijając jej artystyczne walory – miała takie same prawa polityczne i symboliczne co pomniki generała Franco.

Jak zatem mieliby się w tej nowej, asymetrycznej wizji historii odnaleźć ludzie prawicy, wnuki frankizmu? Czy na fali wolnej dyskusji, bez obaw o wskrzeszenie demonów, nie stają się symbolicznie naznaczeni? Cercas, który jest wnukiem faszysty, odpowiada: – W hiszpańskiej wojnie domowej, jak w każdej, po obu stronach byli ludzie dobrzy i źli. Wśród faszystów też byli idealiści, którzy wierzyli, że walczą za ojczyznę i tradycję. Jednak w sensie politycznym symetrii nie ma. Mój dziadek faszysta dokonał błędnego wyboru. Był dobrym człowiekiem, ale znalazł się po niewłaściwej stronie poparł zamach stanu przeciwko demokratycznemu rządowi, a potem dyktaturę, która dławiła wolności obywatelskie. Wmawiają nam, że socjaliści stworzyli ustawę o pamięci historycznej, żeby stwierdzić na mocy prawa, że frankiści byli złymi ludźmi. Bzdury! Frankiści politycznie się mylili, a to coś zupełnie innego.

Cercas opublikował rok temu nową książkę, tym razem non-fiction, „Anatomia de un instante”– o nieudanym puczu epigonów gen. Franco z 1981 r. Jeszcze jeden przykład na to, że wojna domowa i frankizm to tematy wciąż żywe. I kolejny dowód na asymetryczność hiszpańskiej historii.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną