Piszemy o wszystkim, co ważne

Codziennie coś nowego. Bądź w centrum wydarzeń.

Subskrybuj
Historia

Grubymi nićmi przyszyte

Historia maszyny do szycia

Kobiety szyjące, Owatonna w Minnesocie, ok. 1890 r. Kobiety szyjące, Owatonna w Minnesocie, ok. 1890 r. Corbis
Wynaleziona w XIX w. maszyna do szycia z modnej ciekawostki błyskawicznie stała się podstawowym narzędziem pracy kobiet. Uwolniła je od igły i nitki, ale nie od wyzysku.
Pierwsza maszyna do szycia, której konstruktorem był Ellias Howe, 1845 r.Corbis Pierwsza maszyna do szycia, której konstruktorem był Ellias Howe, 1845 r.
Ellias Howe na afiszu reklamującym jego wynalazek - maszynę do szycia, 1860 r.Corbis Ellias Howe na afiszu reklamującym jego wynalazek - maszynę do szycia, 1860 r.

Maszyny do szycia to wynalazek kosmopolityczny, humanitarny i z gruntu dobry, cóż więcej można dodać!” – pisano w połowie XIX w., zachwycając się nowym urządzeniem. Na reklamach przedstawiano elegancko ubrane damy z błyskiem w oku patrzące na nowe urządzenie lub z uśmiechem pochylające się nad pracą. W niemieckim piśmie dla kobiet „Bazar” napisano w 1862 r., że pojawienie się w domu maszyny do szycia pozwala zaoszczędzić czas, a szycie na niej „jest przyjemnością i miłym sposobem spędzania czasu”. Amerykańska firma Singer, szukając w 1858 r. klientek wśród bogatych kobiet, opisywała maszynę do szycia jako przedmiot luksusowy, którego artystyczne walory robią zeń „doskonałą dekoracją salonu czy buduaru”.

Nawet jeśli urządzenie było przez moment popularne wśród bogatych kobiet z zamożnej klasy średniej, szybko przestało być jedynie modnym gadżetem i trafiło pod strzechy, stając się podstawowym narzędziem pracy dla wielkiej grupy żyjących z szycia kobiet.

Wśród badaczy zajmujących się historią gospodarczą i społeczną panowało przekonanie, że maszynę do szycia należy uznać za jedno z podstawowych narzędzi, które ułatwiły kobietom emancypację. „Dzięki niej kobiety mogły wyzwolić się z niewolniczej egzystencji” – pisał w latach 70. amerykański historyk David Landem. Z twierdzeniem tym nie zgadza się specjalistka od historii gospodarczej czasów nowożytnych prof. Karin Hausen z Technisches Universität w Berlinie, autorka książki „Porządek płci. Studia historyczne” (Neriton i Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie, 2011 r.). Według niej przejście z szycia ręcznego na maszynowe było rewolucyjne, jednak rewolucja ta wyzwoliła kobiety tylko pozornie.

Ramię, stopka, pedał

Od momentu wynalezienia mechanicznego krosna w 1786 r. przez angielskiego pastora Edmunda Cartwrighta, przedsiębiorcom bardzo zależało na stworzeniu urządzenia do szycia; gdy bowiem tkaniny wytwarzano już masowo, końcową ich obróbkę nadal wykonywano ręcznie, co hamowało produkcję odzieży. Niestety, pierwsi konstruktorzy błędnie zakładali, że urządzenie to powinno naśladować ruch ręcznego szycia.

W 1755 r. mieszkający w Londynie Niemiec Charles Frederick Wiesenthal wynalazł, co prawda, dwustronną igłę z dziurką, ale skonstruowana przez niego maszyna okazała się niepraktyczna. W 1830 r. w Metzu francuski krawiec Barthelemy Thimonnier wymyślił maszynę z ramieniem i choć szew powstawał od spodu i nie był zbyt trwały, opatentował wynalazek i zaczął jego produkcję. Dopiero jednak urządzenie Amerykanów Eliasa Howe’a i Waltera Hunta pozwalało uzyskać szew o podwójnym ściegu (zw. stebnowym). Dwa krzyżujące się wątki sprawiały, że dwustronny szew był mocny. Niedoskonały prototyp maszyny powstał w 1834 r., a gdy Hunt zrezygnował, zniechęcony jej zacinaniem się, Howe ją udoskonalił i opatentował w 1846 r.

Wynalazek wciąż ktoś poprawiał i wielu rościło sobie prawo do zysków z patentu lub opłat licencyjnych. Najsłynniejszy proces sądowy miał miejsce między Howe’em a – uważanym za twórcę współczesnej maszyny do szycia – Izaakiem Merittem Singerem, który wyposażył ją w stopkę przytrzymującą materiał. Ostatecznie Singer musiał podzielić się z Howe’em zyskami. Kilka lat później do sądu trafili dwaj inni konstruktorzy; Allen Wilson i Nathaniel Wheeler. Spierali się o prawa patentowe do podobnych ulepszeń, ale w 1856 r. porozumieli się i stworzyli wspólną firmę. Do Niemiec lotem błyskawicy doszła wieść o najnowszym amerykańskim wynalazku i ten kraj stał się w Europie głównym producentem. Odkąd w 1855 r. w Dreźnie August Clemens Müller wypuścił pierwszą serię maszyn Veritas, produkcja rosła lawinowo – w 1890 r. ok. 500 tys., a w 1907 r. już 1,1 mln, co stanowiło prawie jedną trzecią produkcji światowej.

Niewolnice wynalazku

Maszyna do szycia stała się symbolem emancypacji nie przez przypadek – dzięki niej kobiety nie tylko zarabiały na siebie, ale też mogąc kupować w sklepach masowo produkowane ubrania (przedtem szycie ich dla rodziny było zadaniem kobiet), zyskały czas na zajmowanie się rodziną czy rozwój intelektualny. Tak obiecywały reklamy, ale sprawa była bardziej skomplikowana – w klasie niższej średniej i niższej maszyny od razu zaczęły służyć jako narzędzie pracy w domu. Między innymi dlatego, że maszyna do szycia – po trosze sprzęt domowy, po trosze urządzenie produkcyjne – nie nadaje się do przeprowadzenia „ostrego analitycznego podziału na sferę gospodarstwa domowego i sferę pracy zarobkowej” – pisze Hausen.

Chałupnictwo było wówczas uważane za idealny dla kobiet sposób na dorobienie – zostawały w domu, nie traciły kontaktu z dziećmi, a przy okazji szyły, czyli wykonywały czynność, która uważana była za kobiecą.

Zapobiegliwi mieszczanie zaczęli z czasem częściej wysyłać córki na kursy szycia niż uczyć gry na pianinie. W warsztatach przez rok szyły one za darmo, a potem dostawały minimalne wynagrodzenie. Dla córek kupców czy drobnych urzędników i tak utrzymywanych przez rodziny i pracujących aż do zamążpójścia nie był to dramat, ale kobietom, które musiały zarabiać na siebie, albo – co gorsza – na siebie i dzieci, przychodziło toczyć „beznadziejną walkę o egzystencjalne minimum”, pisze Hausen. Dla nich maszyna do szycia nie miała charakteru emancypacyjnego, lecz sprawiła, że stały się niewolnicami tego urządzenia.

Dodatkowym problemem była wyjątkowo nieprzychylna kobietom struktura branży odzieżowej. Ponieważ pierwotnie szyły jedynie na użytek domowy, nie przysługiwał im status rzemieślnika. Jako niewykwalifikowane szwaczki mogły wykonywać tylko proste prace w warsztatach tzw. mistrzów pośrednich albo, na ich zlecenie, we własnych domach. Produkcja konfekcji odzieżowej opłacała się właśnie dlatego, że zlecający prace właściciele przedsiębiorstw nie zatrudniali na stałe tłumów szwaczek, nie musieli kupować maszyn i budować hal, tylko zlecali pracę podwykonawcom, którzy płacili szwaczkom najniższe z możliwych płac. Ich zarobki były tak marne, że w 1885 r., gdy zapowiedziano podwyżkę cła na nici maszynowe, wywołało to publiczne protesty.

W Europie do 1914 r. szwaczki pracujące w domach ledwo wiązały koniec z końcem. W wyniku rewolucji przemysłowej, centralizacji produkcji i procesów urbanizacyjnych zamężne kobiety znalazły się w fatalnej sytuacji, bo nie mogły już dorobić sobie w rolnictwie czy hodowli, a miasta nie miały dla nich wielu ofert pracy. Mężatki nie nadawały się już na służbę, więc brały się za szycie. Najgorzej opłacana branża odzieżowa stała się kobiecą specjalnością.

Emancypacja na raty

„W USA maszyna do szycia była drugim po broni palnej urządzeniem, które zaczęto produkować na potrzeby cywilne” – pisze Hausen. Produkcja masowa była możliwa dzięki nieprawdopodobnemu popytowi – każdy chciał mieć w domu maszynę, symbol nowoczesności. Dla uboższych kobiet ten przedmiot stanowiący o przeżyciu stał się osiągalny, gdy Singer wpadł na pomysł sprzedaży ratalnej.

Tyle że kupienie maszyny na raty było początkiem błędnego koła, gdyż system był wyjątkowo niekorzystny. Z ankiety przeprowadzonej pod koniec XIX w. przez niemiecką badaczkę Gertrud Dyhrenfurth wśród ok. 200 berlińskich szwaczek wynikało, że musiały one tygodniowo płacić od 0,50 do 1,5 marki za maszynę Singera, która kosztowała 135 marek. Można ją było spłacić w niecałe dwa lata, ale tylko przy założeniu, że co tydzień odkładało się 1,5 marki.

Nie było to łatwe, gdyż pracując po 10 godzin dziennie, 6 dni w tygodniu, kobiety były w stanie zarobić maksymalnie 7 marek, przy czym na życie potrzebowały minimum 6,35 marki, a jeszcze musiały pokrywać koszty napraw maszyny, kupować nici i opłacać czynsz i światło. System nie uwzględniał faktu, że praca była sezonowa, więc kobiety, gdy miały zlecenia, pracowały od 14 do 16 godzin dziennie, by odłożyć pieniądze.

Co więcej, akwizytorzy dawali gwarancję na dwa lata, a maszyny przy tak intensywnym użytkowaniu zużywały się bardzo szybko, więc często zaraz po spłaceniu jednej maszyny trzeba było kupować następną, jeśli zaś zalegało się z ratami, maszyna była zabierana bez zwrotu poniesionych już kosztów.

W sezonie kobiety nie miały więc czasu na nic innego jak tylko pracę przy maszynie i chcąc nie chcąc zaniedbywały inne domowe obowiązki. Gertrud Dyhrenfurth wspomina, że dla wielu z nich spokojna praca w fabryce była odpoczynkiem od pracy w domu pełnym krzyczących dzieci i czekających na swoją kolej obowiązków.

Badania statystyczne dotyczące wymiaru odpłatnej pracy kobiet są utrudnione ze względu na to, że część z nich nie była ujęta w żadnych rejestrach. W Niemczech w 1907 r. szyciem zajmowało się ok. pół miliona kobiet, z czego 100 tys. pracowało chałupniczo. Nawet po wybuchu pierwszej wojny światowej szwaczek nie obejmowały żadne programy ochronne, emerytalne czy zdrowotne, a zdecentralizowany charakter ich pracy uniemożliwiał im zakładanie stowarzyszeń pracowniczych.

Hausen podkreśla, że „utożsamianie rozkwitu przemysłu odzieżowego z odciążeniem prywatnych gospodarstw domowych graniczy z cynizmem, jeśli uświadomić sobie, że znaczną część oferowanych w sprzedaży towarów kobiety z proletariatu i warstwy drobnomieszczańskiej wykonywały same, pracując za niską płacę, we własnych mieszkaniach i na własnych maszynach”.

Maszyna domowa

Zdaniem Karin Hausen historia maszyny do szycia ilustruje skomplikowane procesy, które rozpoczęły się wraz z rewolucją przemysłową pod koniec XVIII w. Dopóki podstawową jednostką organizacyjną i produkcyjną było gospodarstwo domowe, wszyscy podwładni niezależnie od płci mieli ten sam status prawno-społeczny względem głowy domu. W wyniku ruchów oświeceniowych wszyscy obywatele (czyt. mężczyźni) stali się sobie równi, kobiety popadły w zależność od „jedynych żywicieli rodziny”. To mężczyźni zajęli się na skalę przemysłową czynnościami, które do tej pory były domeną płci pięknej, np. tkactwem, przędzalnictwem czy mleczarstwem.

W wielkich przedsiębiorstwach kobiety – uważane za gorszych pracowników – zajmowały się jedynie gorzej opłacanymi, niewymagającymi kwalifikacji pracami pomocniczymi.

W tym kontekście jedyne nowoczesne narzędzie pracy kobiet, jakim była maszyna do szycia, nie dało im żadnej przewagi. W fabrykach tekstylnych, które zaczęły pojawiać się w USA dopiero pod koniec XIX w., kobiety zatrudniano na fatalnych warunkach i tylko do momentu zamążpójścia. Jako mężatki mogły szyć nadal, biorąc do domu prace zlecone.

W latach 60. XX w. chałupnictwo przestało się opłacać, więc fabryki ubrań zaczęły zlecać niskopłatną pracę szwaczkom z krajów Trzeciego Świata, a z czasem tam przeniosły całą produkcję. Maszyna do szycia przyspieszyła rozwój branży odzieżowej, ale nie ułatwiła życia większości kobiet. Od lat 60. domowe maszyny przestały być tak powszechne, coraz mniej kobiet umiało się nimi posługiwać, choć jeszcze w latach 80. program nauczania na zajęciach praktyczno-technicznych w szkołach podstawowych obejmował uczenie dziewczynek szycia na maszynie. Jeszcze wtedy taka umiejętność miała sens, umożliwiając szycie w domu modnych, a niedostępnych w sklepach, ubrań na podstawie wykrojów z zagranicznych pism albo według własnych pomysłów.

Dziś domowa maszyna do szycia powoli trafia do lamusa z tej prostej przyczyny, że szycie na niej się nie opłaca.

Polityka 43.2011 (2830) z dnia 19.10.2011; Historia; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Grubymi nićmi przyszyte"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Niezbędnik

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

Magdalena Środa
04.04.2017
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną