Historia

Celebryci z trójzębem

Jak naprawdę żyli gladiatorzy?

„ Pollice Verso” - obraz Jeana Leona Gerome. „ Pollice Verso” - obraz Jeana Leona Gerome. phxart.org / Wikipedia
Zanim gladiator wyszedł na arenę, długo uczył się technik walki. Austriacy właśnie odkryli w Carnuntum pozostałości jednej z takich szkół. Czy pozwoli to lepiej zrozumieć, jak żyli i umierali gladiatorzy, bo wiedza o nich pełna jest półprawd i mitów?
Arena ćwiczebna. Rekonstrukcja komputerowa szkoły gladiatorów w Cornuntum.M.Klein / 7 reasons/materiały prasowe Arena ćwiczebna. Rekonstrukcja komputerowa szkoły gladiatorów w Cornuntum.

Rzymscy gladiatorzy to dla jednych ginący na oczach tłumów niewolnicy, symbolizujący okrucieństwo starożytnych Rzymian, dla innych fenomen znacznie bardziej skomplikowany. Odważny i honorowy gladiator jest też doskonałym materiałem na tragicznego bohatera i dobrze prezentuje się na dużym ekranie. Losy Spartakusa, przywódcy buntu z lat 73–71 p.n.e., doczekały się już kilku ekranizacji (m.in. z 1960 r. z Kirkiem Douglasem w roli głównej), ostatnio Russel Crow wystąpił jako Maximus, generał armii rzymskiej i gladiator z przypadku. Najnowsze produkcje, jak właśnie „Gladiator” czy serial amerykański „Spartakus: krew i piach”, dowodzą, że scenarzyści i scenografowie coraz dokładniej odtwarzają szczegóły życia gladiatorów, w czym pomaga im najnowsza technika komputerowa oraz naukowcy, regularnie dostarczający wiadomości o nowych odkryciach.

Szkoła ze słupem

Austriaccy archeolodzy zlokalizowali niedawno, 40 km od Wiednia, szkołę gladiatorów w stolicy Górnej Panonii – Carnuntum. To nie przypadek, że pierwszą w północno-wschodniej części Imperium Romanum szkołę odkryto właśnie tam. W I w. żołnierze rzymscy z kilku legionów założyli obóz w miejscu celtyckiej osady, położonej nad Dunajem na szlaku bursztynowym. – Wokół obozu zaczęli się osiedlać rzemieślnicy, kupcy, a nawet rodziny legionistów. W ten sposób powstała osada cywilna – mówi archeolog dr Agnieszka Tomas z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Równocześnie 2,2 km na zachód od obozu urosło kolejne miasto. Ten zespół osadniczy, składający się z dwóch ośrodków miejskich, był na tyle znaczący, że wybudowano w nim aż dwa amfiteatry. Szkoła gladiatorów znajdowała się przy amfiteatrze tego drugiego miasta cywilnego.

Carnuntum szybko stało się najważniejszym ośrodkiem regionu, czego wyrazem było wyniesienie go przez Hadriana do rangi municypium. Spośród różnych cesarzy odwiedzających to miasto, najdłużej – bo aż trzy lata – mieszkał w nim Marek Aureliusz. Akurat ten rozmiłowany w kulturze helleńskiej władca wyjątkowo brzydził się walkami gladiatorów, zakazał im wręcz używania w trakcie pojedynków ostrej broni. Z pewnością jednak szkoła w Carnuntum, jak i wszystkie inne w Imperium, rozkwitła, gdy na tron wstąpił jego syn Kommodus – miłośnik walk, który ponoć sam 735 razy wchodził na arenę i walczył przebrany za Herkulesa. Kazał zbudować w Villa dei Quintili pod Rzymem mały amfiteatr do ćwiczeń, w którym trenował. Regularnie też odwiedzał pięć rzymskich szkół gladiatorów, poszukując nowych talentów.

Choć dziwne struktury pod ziemią koło amfiteatru w Carnuntum specjaliści z Ludwig Bolzmann Institute namierzyli już w latach 90., dopiero teraz zidentyfikowali je jako szkołę i stworzyli jej trójwymiarowy model komputerowy. Franz Humer z Archeologicznego Parku Carnuntum w ogóle nie czuje potrzeby, by ją odkopywać. W końcu mnóstwo informacji udało się uzyskać – wiadomo, że była podobnie zaplanowana i prawie tak samo duża jak znajdujące się przy Koloseum Ludus Magnus. W Carnuntum gladiatorzy byli skoszarowani, mieszkali, podobnie jak legioniści, w małych, mających zaledwie 5 m kw. celach. Posiłki spożywali w jadalni, a po treningu mogli skorzystać z łaźni. Ćwiczyli w niewielkim drewnianym amfiteatrze, a zimą w ogrzewanej sali treningowej. Ustalono nawet, gdzie stał słup do ćwiczenia walki wręcz, zresztą taki sam, jakiego używano w wojsku do szkolenia rekrutów, których treningi pod wieloma względami przypominały ćwiczenia gladiatorów. Innych technik uczono w szkołach tych gladiatorów, którzy specjalizowali się w walkach fantazyjnych, wykorzystujących broń nieużywaną na polu walki (np. tzw. retiarius, czyli sieciarz, trenował walkę za pomocą harpuna lub trójzębu oraz sieci).

Odkrycie szkoły w Carnuntum potwierdza tylko, że w obrębie całego imperium rzymskiego były one podobne pod względem architektonicznym – jak prowincjonalne amfiteatry – do Koloseum. Pozostaje pytanie, kto na prowincji był ich właścicielem po tym, jak Oktawian August zakazał posiadania prywatnym właścicielom szkół w samym Rzymie?

Kariera na arenie

Badacze od lat starają się zrozumieć, dlaczego wystawiano jeńców do walki na śmierć i życie. Większość uważa, że pierwotnie był to zwyczaj o charakterze kultowo-religijnym, będący namiastką ofiary z ludzi, którzy ginęli w walce podczas igrzysk organizowanych przy okazji uroczystości pogrzebowych ważnych osobistości (stąd stara nazwa gladiatorów bustuarii, czyli ludzie stosu), i że ma on korzenie etruskie. W Rzymie pierwsze potwierdzone igrzyska z udziałem gladiatorów odbyły się w 264 r. p.n.e. na pogrzebie Juniusa Brutusa Pery, ale dopiero w okresie późnej republiki gladiatorzy zaczęli mieć znaczenie polityczne. To wtedy ich szkoły zakładali przybyli do Rzymu ambitni politycy, którzy chcieli zaistnieć. Organizacja krwawych igrzysk przyciągała widzów i zjednywała przychylność tłumów, co uważane było za formę przekupstwa wyborczego. Amfiteatr był też doskonałym miernikiem nastrojów, gdyż tłum głośno wyrażał swoje zadowolenie lub niechęć, gdy na widownię wchodzili kolejni politycy. Nieliczne bunty gladiatorów, zwłaszcza te po powstaniu Spartakusa, dowodzą, że dość łatwo można było ich spacyfikować, ale już w rękach mających polityczne ambicje bogaczy mogli być zagrożeniem, stanowiąc rodzaj prywatnej armii.

Oktawian zmonopolizował igrzyska, zabraniając prywatnym osobom organizowania walk z udziałem więcej niż 120 gladiatorów. W ten sposób cesarz, jako jedyny organizator igrzysk, pokazywał, że jest władcą świata (stąd zwierzęta pochodzące z różnych zakątków imperium, występujące w polowaniach na arenie), wskrzesza przeszłość, rekonstruując historyczne bitwy, i panuje nad życiem i śmiercią. Mimo to na prowincji nadal wiele ludi gladiatorii było w prywatnych rękach, o czym świadczy fakt, że Marek Aureliusz obniżył ceny za wynajem gladiatorów z takich szkół.

Formalnie gladiator był wojownikiem, nigdy jednak nie miał takiego statusu i poważania jak żołnierz. No bo czy należało się ono niewolnemu, który umierał dla rozrywki, a nie dla ojczyzny? Dlatego gladiatorzy nigdy nie przebierali się za legionistów, nigdy też ich ciał nie okrywały pancerze, choć ich potyczki miały pewne znamiona ideologii wojskowej – takie jak honorowa walka i szlachetna śmierć. Paradoksalnie, chociaż żołnierz stał wyżej w hierarchii społecznej, miał mniejsze szanse na karierę celebryty.

Znanym gladiatorom powodziło się nieźle – mogli się swobodnie przemieszczać, miewali żony i dzieci, a zwycięskie walki dawały sławę i nadzieję na spokojną emeryturę (po stoczeniu odpowiedniej ich liczby). Z tekstów znalezionych w Pompejach wynika, że niektóre kobiety brały gladiatorów na kochanków, kupowały im wolność lub porzucały dla nich rodzinę. Nic dziwnego, że kariera na arenie wydawała się atrakcyjna również wolnym obywatelom z niższych klas. – Chociaż starano się ukrócić ten proceder różnymi obostrzeniami, w późnym cesarstwie młodzi ludzie ponoć chętniej zostawali gladiatorami niż żołnierzami. Tym bardziej że gladiatorzy z wyboru nieźle zarabiali i byli najbardziej podziwiani. Profesjonalizacja pojawiła się już w II w. p.n.e., ale pogłębiała się w cesarstwie wraz z laicyzacją igrzysk. Nawet jeśli pierwotnie walka na arenie była namiastką bitwy, nikt już o tym nie pamiętał, gdy pojawiły się techniki fantazyjne, a widowiskowość wzięła górę nad zapleczem religijno-ideologicznym – tłumaczy historyk dr Dariusz Słapek z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Grochówka przed walką

Co prawda, Kommodus otaczał się gladiatorami, ale dowody na to, że wcielano ich do armii, są nieliczne. Jedyna inskrypcja, która może sugerować, że gladiatorzy służyli we flocie (co byłoby może bardziej prawdopodobne, bo służbę na morzu uważano za najtrudniejszą), jest na tyle zdawkowa, że trudno o dobrą jej interpretację. Wyjątkiem był jedynie 69 r., gdy zabrakło wolnych poborowych i powołano dwa legiony niewolników, wśród których było pewnie wielu gladiatorów. Jednak gladiatorów i żołnierzy łączyły nie tylko sposób szkolenia i skoszarowanie, ale i dieta.

Zespół austriackich antropologów, kierowany przez Karla Großschidta z Universität Wien, przebadał szczątki 70 młodych mężczyzn z cmentarza gladiatorów z II w. w Efezie. Potwierdziło się, że mieli oni dobrą opiekę medyczną – ich złamane kości były starannie złożone, a amputacje przeprowadzono profesjonalnie. Nic dziwnego, skoro w pobliskim Pergamonie rany gladiatorów opatrywał sam Galen (jeden z najsłynniejszych starożytnych lekarzy), a w wielu innych miastach rzymskiego pogranicza trafiali do szpitali obozowych, gdzie zajmowali się nimi lekarze wojskowi. Na niektórych kościach z Efezu widać ślady śmiertelnych uderzeń trójzębem, sztyletem i mieczem. Najciekawsze okazały się jednak badania laboratoryjne kości, które pozwoliły określić dietę gladiatorów. Okazało się, że jadali głównie cieciorkę, groch, fasolę i soczewicę. – Rośliny strączkowe były też podstawowym składnikiem diety żołnierzy rzymskich, ponieważ – tak jak i dzisiejsza wojskowa grochówka – jest to pokarm łatwy do zdobycia, sycący i tani – mówi dr Tomas.

Śmiercionośne kciuki

Archeolog Steve Tuck z University of Miami zasugerował, że zmagania gladiatorów miały w sobie bardzo dużo elementów walki pozorowanej. Do takich wniosków doszedł, analizując przedstawienia walk gladiatorów, ale też zakładając, że szkolenie było zbyt kosztowne i długotrwałe, by ich narażać na śmierć. Większość badaczy częściowo zgadza się z tą tezą. Przede wszystkim zaznaczają, że nasze wyobrażenia o setkach zabitych w trakcie igrzysk są błędne. – Walki gladiatorów były ich gwoździem i odbywały się na koniec dnia, już po polowaniach na arenie i egzekucjach skazańców, które znacznie zawyżały liczbę ofiar, ale skazańcy nie byli gladiatorami – podkreśla dr Słapek. Niektórych gladiatorów promowano, podsuwając im łatwych do pokonania przeciwników, tzw. zająców. W ten sposób zresztą ustawiano walki. Oczywiście znano sposoby unikania śmierci, gdy jednak krew lała się na arenie, była prawdziwa, podobnie jak śmierć. Choć z drugiej strony, gdyby podczas wszystkich organizowanych w ciągu roku igrzysk za każdym razem ginęły setki gladiatorów, to ludi gladiatorii nie nadążałyby z ich przygotowaniem.

Gdy gladiator miał już za sobą kilkadziesiąt wygranych walk, jego sława i wartość rosły, a wraz z nimi szanse na ułaskawienie mimo przegranej. Z najnowszych badań wynika, że to nie gest podniesionego kciuka darował życie. – Anthony Corbeill z University of Kansas przeanalizował wszystkie przedstawienia pokazujące gesty dłoni i doszedł do wniosku, że gestem skazującym na śmierć był rzeczywiście odwiedziony kciuk lub rozwinięta dłoń, ale ułaskawienie pokazywano dociskając kciuk do palca wskazującego bądź chowając go w pięści – mówi dr Tomas. Mitem jest też, że przed walką gladiatorzy paradowali przed widownią z ręką uniesioną w powitalnym geście, recytując słowa Ave Imperator, morituri te salutant, bo potwierdza to tylko jeden przekaz Swetoniusza. Nie za bardzo należy też wierzyć przekazom o gladiatorkach – kobiety, owszem, walczyły na arenach, ale to były raczej wyjątki uatrakcyjniające igrzyska, będące jednak zdecydowanie męską rozrywką (POLITYKA 2/08).

Informacje o gladiatorach pełne są sensacji, opartych często na pojedynczych tekstach, z których wiele ma charakter propagandowy. Sporo przekłamań i półprawd wynika też z naszego przekonania o okrucieństwie tych widowisk. Na szczęście kolejne odkrycia weryfikują nasze pojęcie o tym, jak żyli i umierali rzymscy wojownicy na pokaz.

Polityka 48.2011 (2835) z dnia 23.11.2011; Nauka; s. 70
Oryginalny tytuł tekstu: "Celebryci z trójzębem"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak traumy z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie

Czy warto wciąż pytać rodziców: Jak mogliście mi to zrobić?

Anna Tylikowska
13.11.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną