Historia

Burbońska zaraza

Tajemnicza śmierć w rodzinie Ludwika XIV

Ludwik XIV z kolejnymi następcami tronu Francji; Wielkim Delfinem (zmarł 14 kwietnia 1711 r.), Małym Delfinem księciem Burgundii (zmarł 18 lutego 1712 r.) i jego synem Księciem Bretanii (małym chłopcem, na którego wskazuje król), który zmarł 8 marca. Ludwik XIV z kolejnymi następcami tronu Francji; Wielkim Delfinem (zmarł 14 kwietnia 1711 r.), Małym Delfinem księciem Burgundii (zmarł 18 lutego 1712 r.) i jego synem Księciem Bretanii (małym chłopcem, na którego wskazuje król), który zmarł 8 marca. Wikipedia
Mały Ludwik XV został następcą tronu po tym, jak w ciągu niespełna roku straszliwe choroby zabiły jego dziadka, rodziców i brata.
Guwernantka pani de Ventadour, ratuje małego Ludwika, przyszłego króla Francji. Ilustracja z 1904 r.EAST NEWS Guwernantka pani de Ventadour, ratuje małego Ludwika, przyszłego króla Francji. Ilustracja z 1904 r.
Delfin Ludwik, syn Ludwika XIV i Marii Teresy, zmarły na ospę 14 kwietnia 1711 r.EAST NEWS Delfin Ludwik, syn Ludwika XIV i Marii Teresy, zmarły na ospę 14 kwietnia 1711 r.

Środowe przedpołudnia przeznaczał Ludwik XIV na posiedzenia Rady Stanu, w których oprócz ministrów uczestniczył też następca tronu, czyli – wedle francuskiej nomenklatury – delfin. Pierwsza środa po Wielkanocy 1711 r. nie była wyjątkiem. Była wczesna wiosna, 8 kwietnia. 67 rok panowania Króla Słońce. 11 rok wielkiej wojny, jaką toczył on przeciwko całej niemal zachodniej Europie, aby zapewnić swemu wnukowi Filipowi panowanie nad Hiszpanią i jej imperium.

Wracając około południa z posiedzenia, 49-letni delfin Ludwik napotkał na drodze do swej rezydencji księdza niosącego hostię. Przyklęknął i spytał, dokąd ten się udaje. Ksiądz szedł do chorego na ospę, zbierającą owej wiosny śmiertelne żniwo w okolicy. Wieczorem książę rozmawiał o tym ze swoim lekarzem. Był wyraźnie zaniepokojony, zwłaszcza że od kilku dni czuł się osłabiony bez widocznej przyczyny.

W czwartek rano następca tronu poczuł się nagle źle i pozostał w łóżku. Skarżącemu się na bóle głowy i osłabienie lekarze zaaplikowali kilkakrotne puszczanie krwi. Nie powstrzymało to rosnącej gorączki ani nie poprawiło nieregularnego pulsu. Pewną diagnozę postawili dworscy lekarze dopiero w sobotę 11 kwietnia, gdy na twarzy chorego pojawiła się charakterystyczna wysypka: ospa prawdziwa.

Przez następne trzy doby wydawało się, że delfin może przeżyć i wrócić do zdrowia. Ale 14 kwietnia, w momencie gdy król zasiadł do kolacji, wpadł lekarz królewski Fagon krzycząc, że wszystko stracone. Syn monarchy kilka godzin wcześniej zaczął majaczyć, a rozpaczliwe zabiegi panikujących lekarzy nie poprawiły jego szybko pogarszającego się stanu ani na chwilę. Wiadomość o śmierci następcy tronu spadła na monarchę jak grom z jasnego nieba.

Król nie okazywał mu wielu uczuć przez pół wieku, które Ludwik przeżył w jego cieniu. O wiele mniej niż kobietom, które kochał (matka Ludwika się do nich nie zaliczała), i niektórym z urodzonych przez nie bękartów. Ale niepokój króla w trakcie choroby delfina i smutek po jego odejściu mówiły same za siebie: wbrew pozorom był dla Króla Słońce kimś wyjątkowo ważnym.

Ludwik był jego pierworodnym, do tego jedynym z sześciorga dzieci urodzonych przez królową Marię Teresę, które dożyło dorosłości. W owych czasach śmierć małego dziecka wywoływała smutek – często umiarkowany, bo praktyka oddawania niemowląt do wykarmienia mamkom nie sprzyjała rozwojowi więzi matki z dzieckiem – ale rodzice po prostu się z nią liczyli.

Sama Maria Teresa była jedynym z ośmiorga dzieci króla Hiszpanii Filipa IV Habsburga z pierwszego małżeństwa, które wyżyło. Potem wydano ją za kuzyna, i to podwójnego kuzyna, bo jej ojciec był bratem jego matki, a jej matka – siostrą jego ojca. Nie wiemy, czy bliskie pokrewieństwo zaważyło na zdrowiu ich dzieci. W każdym razie następca tronu Ludwik rósł zdrowo, może nie był zbyt lotny, ale za to w pełni posłuszny swemu imponującemu ojcu, a ożeniony z bawarską kuzynką spłodził z nią szybko trzech zdrowych chłopaków.

W chwili śmierci Ludwika nowym delfinem automatycznie został najstarszy z nich, Ludwik książę Burgundii. Miał wówczas 28 lat i dwóch małych synków ze swą uroczą sabaudzką kuzynką Adelajdą. Wciąż młodzi i zakochani w sobie, uosabiali w oczach starego króla pewną przyszłość dynastii. Przez niespełna rok.

5 lutego 1712 r. księżna Adelajda położyła się do łóżka z gorączką i dreszczami. Dwa dni potem zaczęła skarżyć się na przeszywający ból w szczęce – tak ostry, że nie były go w stanie uśmierzyć żadne znane lekarzom środki. Lekarze aplikowali, jak zwykle, kilkakrotne puszczanie krwi i środki na wymioty, wahali się jednocześnie co do diagnozy. 12 lutego wieczorem młoda księżna zmarła.

Dzień wcześniej książę Burgundii odszedł od jej wezgłowia. Czuwał przy łóżku cierpiącej żony, dopóki narastająca słabość wraz z gorączką nie zmusiły go do przyznania racji lekarzom: był chory. Nie pomogły mu ani chinina, ani puszczanie krwi zaordynowane przez niepewnych diagnozy lekarzy. 18 lutego książę zmarł. Następcą tronu został jego starszy syn – pięcioletni Ludwik. Nie na długo.

6 marca okazało się, że chłopczyk choruje na odrę, podobnie jak jego dwuletni braciszek. Lekarze zaordynowali pięcioletniemu delfinowi wypróbowany zestaw tradycyjnych środków: puszczanie krwi i środki na wymioty. Dziecko zmarło 8 marca. W tej chwili kolejnym – czwartym w ciągu niespełna roku – delfinem został jego braciszek, też ochrzczony jako Ludwik, gorączkujący dwulatek.

Król Francji nie umiera nigdy, powiada średniowieczna maksyma.Oznacza to, że Francja ma zawsze żywego króla – bo w chwili, gdy jej aktualny kończy życie, jego następca automatycznie staje się kolejnym monarchą. Nie potrzebuje koronacji, przysiąg ani elekcji. Królem czynią go prastare zasady sukcesji, których nikt nie może zmienić ani obejść. Nikt: dlatego król Francji nie miał prawa abdykować ani wyznaczać swego następcy. Następcą był zawsze najstarszy syn, dalej jego męscy zstępni. Jeśli umierający król nie miał takich potomków, tron przechodził na jego brata. Te same zasady określały, kto był delfinem. Gdyby więc mały zmarł, następcą tronu Francji zostałby jego stryj Filip, średni wnuk Króla Słońce.

Ale Filip nie mógłby go objąć: od dekady walczył o panowanie nad Hiszpanią, zapisaną mu 1701 r. w testamencie przez jej króla Karola II Habsburga, przyrodniego brata Marii Teresy. Walczył dlatego, że Londyn i Wiedeń nie miały zamiaru zaakceptować sytuacji, w której dwóch burbońskich braci zasiadłoby na dwóch sąsiadujących tronach. Tym bardziej nie dopuściłyby do tego, aby jeden Burbon zawładnął jednocześnie Hiszpanią i Francją. Gdyby więc Filip stał się w chwili śmierci małego Ludwika delfinem, sytuacja Francji byłaby zupełnie beznadziejna.

Chwilowo tę sytuację ocaliła guwernantka królewskich potomków, pani de Ventadour, unosząc małego sprzed oczu wersalskich lekarzy. Nie pozwoliła go wykrwawić, nie dopuściła, aby wmuszając w dziecko środki na wymioty i przeczyszczenie doprowadzili jego wątłe ciałko do odwodnienia. I malec, od którego życia zależała przyszłość Europy, przeżył.

Kilka miesięcy później Filip oficjalnie zrzekł się swoich praw do francuskiego tronu – wedle zasad sukcesji w swej ojczyźnie – i tak pozostawał kolejnym po malcu w kolejce do tronu, ale tego właśnie żądała walcząca z nim i jego dziadkiem koalicja. W praktyce oznaczać to mogło, że w razie śmierci Ludwiczka następcą tronu Francji zostałby młodszy brat Filipa, najmłodszy wnuk Króla Słońce: Karol książę Berry.

Książę Berry, ogólnie lubiany, pogodny i tryskający zdrowiem, miał wówczas 26 lat. O ile Ludwika i Filipa Król Słońce bardzo młodo ożenił z ich sabaudzkimi kuzynkami, o tyle Karolowi wybrał oblubienicę dopiero w 1710 r. Była nią, a jakże, kuzynka – córka jedynego bratanka Ludwika XIV, księcia Orleanu, którego Król Słońce zmusił kiedyś do ożenku ze swą nieślubną córką. W 1710 r. żenił więc syna swego syna z córką swej córki i wnuczką swego brata, pannicą ledwie 14-letnią, ale już skłonną do nadużywania alkoholu. Czy może zaskakiwać fakt, że wszystkie dzieci tej pary umierały kilka dni lub tygodni po przyjściu na świat? W maju 1714 r. na skutek powikłań po wypadku na polowaniu zmarł sam książę Berry.

Król Słońce stracił w nim nie tylko zapasowego następcę tronu – ale też przyszłego regenta dla swego prawnuka. Teraz najstarszym męskim krewnym małego Ludwiczka był książę Orleanu. Utalentowany, ambitny, skazany przez królewskiego stryja na demoralizującą bezczynność, libertyn zabijający czas skandalicznymi hulankami na przemian z lekcjami chemii.

Odkąd seria tragicznych zgonów w rodzinie królewskiej usunęła kolejnych Burbonów uprawnionych do następstwa tronu, sprawiając, że księcia Orleanu dzieliło od korony jedynie kruche życie małego dziecka, niejeden skojarzył owo umiłowanie królewskiego bratanka do chemii z tajemniczymi zgonami jego krewnych. Czyż sami lekarze królewscy nie okazali się bezradni nie tylko w ich leczeniu, ale i identyfikacji chorób?

Jeśli zgadzali się co do tego, że delfin Ludwik zmarł w 1711 r. na ospę, to przyczyny przedwczesnych śmierci jego syna i synowej pozostawały niewyjaśnione. Niewiele światła wniosły sekcje zwłok księcia i księżnej Burgundii – ówczesna medycyna okazała się bezradna. Profesor Olivier Chaline, zebrawszy świadectwa lekarzy i dworzan dotyczące ostatnich dni życia księżnej Adelajdy i przedstawiwszy je lekarzom, usłyszał, że być może młodą kobietę zabiła sepsa, której punktem wyjścia była infekcja zęba. Co do jej męża – mówiono o odrze, a gdy autopsja wykazała, że jego serce było w złym stanie, wielu dworzan uznało po prostu, że zmarł ze zgryzoty po stracie żony. Wielu Francuzów wierzyło jednak w wersję najprostszą: otrucie. Is fecit, cui prodest – podejrzewano więc księcia Orleanu.

2 września 1715 r., w ciągu doby od śmierci Ludwika XIV, książę Orleanu zdobył pełnię władzy jako regent w imieniu pięcioletniego Ludwika XV. Iluż poddanych spodziewało się w każdej chwili wiadomości o śmierci małego króla! Ileż plotek o nikczemnych zamiarach regenta rozsiewali agenci króla Hiszpanii! Ileż modlitw zanoszono o zdrowie chłopca!

Ludwik XV dożył w całkiem dobrym zdrowiu pełnoletniości i nie tylko. Zmarł w maju 1774 r. – na ospę. Kiedy zachorował, zarządzono liczne msze za jego zdrowie, ale kościoły były puste. Jak do tego doszło, to już zupełnie inna historia.

Polityka 11.2012 (2850) z dnia 14.03.2012; Historia; s. 72
Oryginalny tytuł tekstu: "Burbońska zaraza"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną