Historia

Gafa Forda

Gafa na wagę prezydentury

W trakcie debaty telewizyjnej urzędujący prezydent Gerald Ford powiedział o jedno zdanie za dużo. W trakcie debaty telewizyjnej urzędujący prezydent Gerald Ford powiedział o jedno zdanie za dużo. Wikipedia
Nieudana dla Baracka Obamy pierwsza debata prezydencka może zaważyć na wyniku wyborów. Bywało już w historii USA, że jedno mimochodem rzucone zdanie przeważało szalę.

Walka toczyła się pomiędzy urzędującym prezydentem Geraldem Fordem (republikanin) a pretendentem z Partii Demokratycznej Jimmym Carterem. Debatę zorganizowano w Pałacu Sztuk Pięknych w San Francisco i była ona drugą bezpośrednią potyczką kandydatów (pierwsze starcie z 23 września w Filadelfii według zgodnych ocen wygrał urzędujący prezydent). Oprócz kandydatów i moderatora udział wzięli w niej trzej dziennikarze.

Do kluczowego momentu wieczoru doszło, gdy jeden z nich – Max Frankel, reprezentujący „The New York Times” – zapytał Forda o relacje z ZSRR. Frankel przede wszystkim negatywnie ocenił podpisanie 1 sierpnia 1975 r. Aktu końcowego KBWE, który gwarantował Rosjanom dominację nad Europą Wschodnią.

Początkowo Ford bronił się dość rozsądnie, wskazując chociażby na sukcesy w rozmowach rozbrojeniowych, jak też na korzyści płynące z rozwoju handlu z ZSRR i Europą Wschodnią. W sprawie Aktu podkreślał, że jest to porozumienie podpisane przez 35 państw, w tym Stolicę Apostolską, które przyniosło wzrost bezpieczeństwa. So far so good – jak mawiają Amerykanie – i gdyby w tym momencie prezydent zakończył swoją odpowiedź, nie byłoby sprawy. Niestety (dla niego), dodał: „Nie ma radzieckiej dominacji w Europie Wschodniej i nigdy nie będzie w czasie sprawowania rządów przez administrację prezydenta Forda”.

Słowa o braku dominacji wywołały konsternację. Frankel dopytywał, czy dobrze rozumie intencję prezydenta, czy naprawdę nie uważa on Europy Wschodniej za radziecką strefę wpływów, wskazywał przy tym na fakt stacjonowania tam wojsk radzieckich. Prezydent, zamiast wykorzystać to dodatkowe pytanie jako koło ratunkowe i wybrnąć z sytuacji, pogorszył tylko swoje położenie dowodząc, że nie wierzy, aby Polacy, Jugosłowianie czy Rumunii czuli się zdominowani przez ZSRR, a każdy z tych krajów jest niepodległy, autonomiczny i posiada swoją terytorialną integralność.

W ramach debaty Carterowi przysługiwało prawo do wygłoszenia komentarza, z którego skwapliwie skorzystał, sugerując rywalowi m.in., aby spróbował przekonać przedstawicieli amerykańskich mniejszości z krajów Europy Wschodniej, że ich ojczyzny są wolne i niepodległe.

Jeden z doradców Cartera, słysząc Forda, wykrzyknął: „Jesus, he’s lost his mind” (Jezu, on postradał zmysły). Walter Mondale, ówczesny kandydat na wiceprezydenta, chciał szukać polskiego pubu w przekonaniu, że teraz – jako reprezentant demokratów – będzie miał tam prawo do darmowych drinków…

Wypowiedź wywołała natychmiastowe reakcje wśród wschodnioeuropejskich mniejszości narodowych. Zenon Janasiak (samozwańczy premier i minister spraw zagranicznych rządu na uchodźstwie) wystosował list do prezydenta Forda (napisany kiepską angielszczyzną, ale za to w stanowczym tonie), w którym domagał się m.in. „powstrzymania komunistycznej Rosji dążącej do ostatecznej zagłady Polski”. Protestował także Alojzy Mazewski, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej (największej organizacji polonijnej), który odbył rozmowę telefoniczną z prezydentem. 12 października Ford spotkał się z kilkunastoma przedstawicielami mniejszości narodowych (w tym z trzema liderami ugrupowań polonijnych); przeprosił za swoją wypowiedź i stwierdził, że była pomyłką.

Oczywiście wydarzenie wywołało także zainteresowanie władz PRL. Witold Trąmpczyński (ambasador w Waszyngtonie) informował MSZ: „Wypowiedź Forda (...) wywołała burzę w tutejszych środowiskach etnicznych, zwłaszcza wśród amerykańskich Polaków, Czechów, Węgrów i Rumunów. Sprawa jest szeroko komentowana w środkach masowego przekazu i nazywana jest wielką gafą, nieodwracalnym błędem, mogącym w sposób decydujący rzutować na porażkę Forda w wyborach. Szereg działaczy tutejszych związków etnicznych zapowiada zmianę głosowania z Forda na Cartera”.

Władze w Warszawie znalazły się w kłopotliwej sytuacji – współpraca z Fordem układała się poprawnie i Polsce zależało na tym, aby to on wygrał wybory. Polskie MSZ rozpatrywało nawet ewentualność wystąpienia z jakimś apelem, ostatecznie jednak zaniechano działań. Obawiano się reakcji Moskwy, a także tego, że w przypadku zwycięstwa Cartera pomoc udzielona Fordowi będzie negatywnie wpływać na przyszłe stosunki.

Najważniejsze jednak były reakcje zwykłych Amerykanów. Już we wcześniejszych latach Ford był często obiektem niewybrednych żartów i ataków dotyczących jego rzekomego braku inteligencji. Ich autorem bywał (jeszcze w latach 60.) prezydent Lyndon Johnson (demokrata), który złościł się na Forda za jego krytyczne wypowiedzi w sprawie wojny w Wietnamie. Zirytowany Johnson sugerował, że Ford zbyt często grał w futbol nie używając ochronnego hełmu. Wsławił się też komentarzem, który w ocenzurowanej na potrzeby prasy wersji mówił, iż Ford jest tak ograniczony, że nie może jednocześnie żuć gumy i chodzić. Gafa oraz spóźnione i dość niemrawe przeprosiny wywołały dodatkowe tego typu żarty i komentarze.

Początkowo Ford, istotnie, zlekceważył znaczenie swojej wypowiedzi – pierwsze sondaże wskazywały nawet na to, że to on był zwycięzcą debaty. Po kilku dniach medialnej wrzawy nie było już jednak żadnych wątpliwości. 11 października prezydent spotkał się z sekretarzem stanu Henrym Kissingerem oraz z Brentem Scowcroftem (doradcą do spraw bezpieczeństwa narodowego). Rozpoczął od pytania: „Chcecie zrezygnować, bo wasz prezydent zawiódł?”. Kissinger prezentował urzędowy optymizm i odpowiedział: „Nie myśl nawet o tym, co się stało, to tylko jedno drobne potknięcie”. Kilka dni później Kissinger, rozmawiając przez telefon z amerykańskim ambasadorem w Londynie, nie mówił już o drobnym potknięciu, tylko o tym, że debatę oglądał z narastającym przerażeniem.

Fordowi zarzucano, że polityka odprężenia (détente) skutkuje poszerzeniem wpływów ZSRR. Koronnymi przykładami miały być przegrana wojna w Wietnamie oraz podpisanie Aktu końcowego KBWE. Akt ten gwarantował m.in. status quo w sprawie europejskich granic, sankcjonując tym samym wojenne zdobycze ZSRR. Krytycy nazywali go zdradą Europy Wschodniej oraz drugą Jałtą. W 1976 r. nikt nie myślał jeszcze o korzyściach, jakie mieszkańcom Europy Wschodniej przyniosą zapisy trzeciego koszyka, czyli tej części porozumienia, która dotyczyła praw człowieka, i możliwościach, jakie zyska dzięki temu polityka USA.

Po latach Edward Gierek oceniał, że zapisy te okazały się „koniem trojańskim Zachodu” (zastrzegając oczywiście, że dotyczyło to innych państw socjalistycznych, ale nie Polski). Stało się to jednak jasne dopiero w późniejszym okresie – szczególnie w czasach prezydentury Cartera, który z kwestii praw człowieka uczynił ważny element polityki zagranicznej.

Wydaje się jednak, że czynnikiem, który w największym stopniu zaważył na porażce wyborczej prezydenta, była jego decyzja o uniewinnieniu Richarda Nixona skompromitowanego aferą Watergate. We wrześniu 1974 r., niespełna miesiąc po zaprzysiężeniu, Ford ogłosił bezwarunkową amnestię obejmującą wszystkie przestępstwa popełnione przez Nixona w czasie sprawowania urzędu. Pamiętać należy, że Ford nie pełnił funkcji wiceprezydenta u boku Nixona z wyboru. Został mianowany przez Kongres po ustąpieniu poprzedniego wiceprezydenta – Agnew Spiro (skompromitowanego w wyniku skandalu finansowego). Brak legitymacji wyborczej oraz objęcie urzędu wiceprezydenta na kilka miesięcy przed ustąpieniem Nixona wywołało falę powszechnego oburzenia i głosy krytyki zarzucające Fordowi zawarcie umowy z Nixonem – nominacja na stanowisko wiceprezydenta (z perspektywą nominacji prezydenckiej) w zamian za ułaskawienie.

Nie bez znaczenia dla wyniku wyborów był też fakt, że Jimmy Carter był politykiem spoza waszyngtońskiego establishmentu, co znakomicie odpowiadało oczekiwaniom wyborców zniechęconych rządami Partii Republikańskiej. Najprawdopodobniej więc gafa nie była powodem porażki prezydenta, ale jednym z wielu elementów, który wpłynął na ostateczny wynik wyborów.

W historii wyborów amerykańskich znajdziemy także odwrotne sytuacje – debatę, w której kandydat nie popełnił gafy, ale jednym celnym zdaniem rozbił kontrkandydata i usunął z kampanii wyborczej niekorzystny dla siebie temat.

21 października 1984 r. w Kansas City republikański prezydent Ronald Reagan zmierzył się w finałowej debacie z ówczesnym kandydatem Partii Demokratycznej Walterem Mondalem. Henry Trewhitt, korespondent „Baltimore Sun” (jeden z czterech dziennikarzy zadających pytania), poruszył niewygodną dla Reagana kwestię wieku (Reagan urodzony w 1911 r. był najstarszym w historii prezydentem USA). Dziennikarz stwierdził, że chciałby nawiązać do tej sprawy (rozpatrywanej w kontekście bezpieczeństwa narodowego oraz zdolności prezydenta do reakcji w sytuacjach kryzysowych) i zwrócił uwagę, że już po poprzedniej debacie współpracownicy prezydenta mówili, iż był on zmęczony. Przypomniał także kryzys kubański, w czasie którego prezydent Kennedy nie miał prawie w ogóle czasu na sen i odpoczynek. Dziennikarz spytał Reagana, czy nie ma żadnych wątpliwości, że byłby w stanie funkcjonować w takich okolicznościach?

Reagan spokojnie odparł, że „wcale nie”, ale nie chciałby też, aby kwestia wieku stała się istotnym elementem kampanii. „Nie zamierzam – mówił Reagan – wykorzystywać w celach politycznych młodości i braku doświadczenia mojego kontrkandydata”. Odpowiedź ta zrobiła niesamowite wrażenie. Mondale był doświadczonym, 56-letnim politykiem, m.in. sprawującym w przeszłości urząd wiceprezydenta, i żadną miarą nie był nieopierzonym młodzieniaszkiem. Słowa Reagana wywołały aplauz i salwy śmiechu. Śmiała się widownia, śmiał się dziennikarz zadający pytanie, śmiał się nawet sam Mondale, choć – jak potem przyznał – był to śmiech przez łzy, wiedział bowiem, że w tym momencie kampania została zakończona. Niewzruszony pozostał tylko Reagan, który z szelmowskim uśmieszkiem spokojnie napił się wody i dwa tygodnie później wygrał wybory, zdobywając 525 spośród 538 głosów elektorskich.

Autor jest historykiem Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Cytaty pochodzą z opublikowanego przez PISM tomu „Polskich Dokumentów Dyplomatycznych 1976” oraz z dokumentów zgromadzonych w polskich i amerykańskich archiwach. Wykorzystanie materiałów USA było możliwe dzięki wsparciu Fundacji Kościuszkowskiej.

Polityka 40.2012 (2877) z dnia 03.10.2012; Historia; s. 50
Oryginalny tytuł tekstu: "Gafa Forda"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Skąd dramatyczne wahania liczby infekcji covid-19?

Czym tłumaczyć gwałtowny spadek raportowanych zakażeń koronawirusem? Rozmawiamy z dr. Franciszkiem Rakowskim z ICM, który modeluje przebieg pandemii od samego jej początku.

Karol Jałochowski
26.11.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną