Historia

Waleczni, wąsaci i niepiśmienni

Tajemniczy Celtowie

Rekonstrukcja rogu do picia (grobowiec książęcy w Kappel, V w. p.n.e.) Rekonstrukcja rogu do picia (grobowiec książęcy w Kappel, V w. p.n.e.) Manuela Schreiner/Archaologisches Landes Museum Badenwurttemberg
Zdawać by się mogło – zwłaszcza gdy wyobrażenia nasze kształtowane są przez postaci Asterixa i Obelixa – że Celtowie to lud o wspólnym języku, kulturze i religii. Tymczasem jednolita celtycka tożsamość nigdy nie istniała.
Stuttgarcka wystawa „Die Welt der Kelten” (Świat Celtów) próbuje przybliżyć naukowe wizje na ich temat i robi to w sposób imponujący.Materiały prywatne Stuttgarcka wystawa „Die Welt der Kelten” (Świat Celtów) próbuje przybliżyć naukowe wizje na ich temat i robi to w sposób imponujący.
Złota ozdobna misa znaleziona w Stuttgarcie, VI w. p.n.e.)H. Zwietasch/Landesmuseum Wurttemberg, Stuttgart/Materiały prywatne Złota ozdobna misa znaleziona w Stuttgarcie, VI w. p.n.e.)

Typowo celtyckie atrybuty – saboty, kilt, potrawy z dzika, cydr i piwo czy harfa i dudy – są tyleż barwne, co nieprawdziwe. Podczas gdy dla większości z nas Celtowie, zwani przez Rzymian Galami, mają sympatyczną twarz Asterixa lub Obelixa, badacze twierdzą, że obecne wyobrażenie jest jedynie wytworem literatury i XIX-wiecznych historyków. Prawda jest bardziej skomplikowana, bo Celtów trudno ująć w ramy czasowe, kulturowe czy religijne. Otwarta niedawno stuttgarcka wystawa „Die Welt der Kelten” (Świat Celtów) próbuje przybliżyć naukowe wizje na ich temat i robi to w sposób imponujący. Ekspozycja składa się z dwóch części – w Kunstgebäude zaprezentowano historię Celtów, a w Altes Schloss celtycką sztukę.

Przygotowanie wystawy trwało kilka lat, a sprowadzenie z 14 krajów setek zabytków kosztowało 3,7 mln euro. Dla specjalistów to prawdziwa gratka – móc oglądać zgromadzone w jednym miejscu największe dzieła Celtów. Dla innych – fascynująca lekcja ich historii. Nic dziwnego, że od otwarcia wystawy przez muzea przewijają się tłumy Niemców, którzy, podobnie jak Szwajcarzy, Francuzi czy mieszkańcy Wysp, mogą się czuć ich spadkobiercami.

Prawie cywilizowani

Celtowie to pierwszy wymieniany z nazwy przez antycznych kronikarzy lud zza Alp. Herodot w V w. p.n.e. twierdził, że pochodzą z miasta u ujścia Dunaju o nazwie Pyrene. Niektórzy w tej nazwie dopatrują się Pirenejów, co nie jest bezpodstawne, gdyż celtycko brzmiące nazwy (np. Segobriga, czyli Segowia) funkcjonowały na Półwyspie Iberyjskim długo przed pojawieniem się tam celtyckiej kultury materialnej.

Przez 200 lat słowem Keltoi lub Celtae nazywano każdą grupę barbarzyńców. W IV w. p.n.e. jasnowłosi wojownicy z północy najechali północną Grecję i na pewien czas osiedlili się w Azji Mniejszej. W ikonografii Celtów przedstawiano z bujnym włosem, wąsami i obręczami na szyjach (tzw. torquesami). Waleczność Celtów robiła na Grekach wrażenie, ale na zawsze pozostali dla nich pijanymi barbarzyńcami.

Rzymianie nie tylko inaczej ich nazywali, ale też czuli przed Galami respekt. Dobrze pamiętali, że ok. 390 r. p.n.e. dowodzeni przez Brennusa wojowie złupili Rzym (choć nie zdobyli Kapitolu, bo ich nadejście zdradził ponoć krzyk gęsi w świątyni Junony). Naszą wiedzę o nich ukształtował jednak przekaz Cezara, który najwcześniej docenił ich osiągnięcia cywilizacyjne.

Celtowie stworzyli pierwszą zaawansowaną kulturę środkowoeuropejską z własnym systemem miar i wag oraz monetami (których produkcję początkowo wzorowano na mennictwie Filipa II Macedońskiego). Co prawda ich umocnione murami osady (tzw. oppida) nie były jeszcze typowymi miastami – służąc głównie jako ośrodki kontroli przepływu dóbr i poboru cła – ale to, że je budowano, świadczy o żyłce do interesów i umiejętnościach organizacyjnych. Celtowie nie mieli też własnego pisma, przy zapisywaniu rachunków, spisów czy kalendarzy korzystali z łaciny, greki i etruskiego. Twierdzili, że zapisywanie rozleniwia pamięć, nie pozostawili więc po sobie ani literatury, ani dzieł historycznych, gdyż ich „chodzącymi księgami” byli druidzi.

Celtów cechowała zmyślność i praktycyzm – to im przypisuje się wymyślenie naczyń klepkowych (np. beczki), kolczugi, mydła oraz rozpowszechnienie koła garncarskiego. Natomiast archeologia potwierdza, że wierzenia celtyckie wymagały krwawych ofiar, że na potęgę handlowali z całą Europą i pełnymi garściami czerpali wzorce z południa.

Miasta na soli

Ponieważ sami Celtowie milczą na swój temat, w naszej wiedzy o nich jest wiele nieścisłości. Antyczne opisy np. terenów przez nich zamieszkiwanych nie zawsze są zbieżne z tym, co jest w ziemi. Z przekazu Cezara wynika na przykład, że zamieszkujący Bretanię Wenetowie (plemię Asterixa) nie byli Galami, tymczasem ich kultura materialna jest czysto celtycka. Rozmija się też pojawienie się języka celtyckiego (być może już XIII w. p.n.e.) i celtyckiej sztuki (datowanej na IV w. p.n.e.). Kiedy zatem i gdzie pojawili się pierwsi Celtowie?

– Istnieje przekaz, według którego Celtowie jedząc mięso odcinali jego kawałki przy ustach używając noża noszonego przy pochwie miecza. Z czasów między IV a I w. p.n.e. nie ma takich noży, ale coś w tym stylu znamy z grobów książęcych z Szampanii z VIII w. p.n.e. – tłumaczy archeolog dr Tomasz Bochnak z Uniwersytetu w Rzeszowie. Badacze twierdzą, że korzeni Celtów należy szukać w pojawiającej się na początku epoki żelaza kulturze halsztackiej. Jej nazwa pochodzi od miejscowości Halstatt w Górnej Austrii, gdzie w końcu II tys. p.n.e. wokół kopalni soli rozwinęła się bogata kultura. W grobach ludzi żyjących z handlu solą archeolodzy znaleźli wspaniałe przedmioty o charakterystycznej ornamentyce, która z czasem pojawiła się też w innych ośrodkach na północ od Alp, również na terenie dzisiejszej Polski (patrz POLITYKA 44/05 oraz 10/08). Najbardziej imponującym wyznacznikiem kultury halsztackiej były pełniące funkcję węzłów handlowych osady obronne.

Niemcy nieprzypadkowo zorganizowali wystawę celtycką w Stuttgarcie, bo to właśnie w tym rejonie znajduje się jedno z większych skupisk praceltyckich stanowisk. Nad Górnym Dunajem, w Heuneburgu, już w VII w. p.n.e. zbudowano jedną z najstarszych warownych osad, identyfikowaną przez niektórych z matecznikiem Celtów – Pyrene. Drewniano-ziemne wały otaczały 100 ha terenu, na którym znaleziono resztki chat i zagród. Podobne warowne osady istniały także na wzgórzu Asperg koło Stuttgartu, Glauberg w Hesji oraz na burgundzkim Mont Lassois.

Złoto bohaterom

Chociaż w osadach tych trudno dopatrywać się centrów władzy (nie ma tam budowli reprezentacyjnych), z pewnością miało wówczas miejsce rozwarstwienie społeczne, co potwierdzają znajdujące się w pobliżu osad bogate groby kurhanowe arystokratów. Większość z nich dawno wyrabowano, ale nie wszystkie.

Koło Mont Lassois w latach 50. wydobyto z grobowca zmarłej w VI w. p.n.e. kobiety nie tylko złote przedmioty, ale i bogato dekorowane gigantyczne naczynie. Ten tzw. krater z Vix ma 1,64 m wysokości, 1100 l pojemności i wykonany został przez Greków. W latach 70. w Hochdorf koło Stuttgartu archeolodzy natrafili na tzw. grobowiec księcia. Pod nasypem, w drewnianej komorze grobowej, na łożu z brązu, leżały szczątki wysokiego mężczyzny. Był tam też wóz, brązowy kocioł, rogi do picia, złota biżuteria oraz futra i tkaniny.

Na wystawie w Stuttgarcie można zobaczyć te skarby, ale nowością są przedmioty wydobyte z grobowca kobiety pochowanej koło Heuneburga ok. 590 r. p.n.e. To było wielkie przedsięwzięcie, gdy w grudniu 2010 r. archeolodzy wycięli w zamarzniętym gruncie całą drewnianą komorę grobową, a potem przewieźli ważący 80 t sześcian do Ludwigsburga, gdzie w laboratorium przebadano go warstwa po warstwie. Okazało się, że pochowano w nim 40-latkę wraz z typowymi dla tej epoki bransoletami, sprowadzonymi z północy bursztynowymi paciorkami i etruskimi kulkami dekorowanymi filigranem. Obok zwłok tej zamożnej kapłanki lub władczyni leżało ciało jej uśmierconej służącej lub ofiary.

Kobieta z Heuneburga czy książę z Hochdorf mogli wzbogacić się na handlu solą, ale nie posiadaczka wielkiego krateru z Vix. – Mieszkańcy Mont Lassois czerpali korzyści z kontroli rzecznego szlaku handlowego, którym z południa pływały łodzie z towarami, przede wszystkim z winem – mówi dr Bochnak. Bo przedstawiciele kultury halsztackiej utrzymywali stałe kontakty z basenem Morza Śródziemnego.

Monumentalne grobowce, świadczące o kulcie przodków i bohaterów, też można uznać za wpływy z południa. Między IX a VII w. p.n.e. w Grecji pojawiła się warstwa arystokratów, którzy spędzali czas na walce, ucztach (sympozjonach), turniejach sportowych, polowaniach, a po ich śmierci chowano ich z wielkim przepychem.

Świat kultury halsztackiej zaczął się załamywać na przełomie V i IV w. p.n.e., do czego pewnie przyczynił się napór Germanów od północy. Rozpoczęła się wielka wędrówka Celtów po Europie – dotarli do Rzymu, Grecji północnej, Turcji i na Półwysep Iberyjski. W tym samym czasie zmienia się też kultura materialna. Kulturę halsztacką wypiera lateńska, identyfikowana już jednoznacznie z Celtami. Jej nazwa pochodzi od znalezionego w 1857 r. stanowiska w szwajcarskiej miejscowości La Tène. To tam, z jeziora Neuchâtel, archeolodzy wydobyli mnóstwo broni datowanej na IV–I w. p.n.e. Pojawił się charakterystyczny styl, który mimo całej oryginalności jest wypadkową wzorców lokalnych oraz wpływów greckich, etruskich i scytyjskich.

Zmieniły się też obyczaje grzebalne. – Od III w. p.n.e. mieszkańcy znacznej części celtyckiej Europy zaczynają się nagle pozbywać ciał zmarłych w nieuchwytny dziś dla nas sposób – mówi dr Bochnak. Celtowie zamiast wznosić grobowce, zakładają rozległe miejsca kultu, gdzie odbywają się różne, często bardzo okrutne, rytuały. Antyczni pisarze wspominali co prawda o składaniu ofiar z ludzi i kolekcjonowaniu głów wrogów, ale XIX-wieczni romantyczni celtofile twierdzili, że to jedynie wymysł niechętnych im kronikarzy. Tymczasem wykopaliska potwierdziły te doniesienia.

W Gournay-sur-Aronde (80 km na północ od Paryża) odsłonięto sanktuarium celtyckie, do którego prowadziła drewniana brama ozdobiona 12 ludzkimi czaszkami. Kilkadziesiąt kilometrów dalej, w Ribemont-sur-Ancre, znaleziono nie tylko bramę czaszek, ale też kości 88 mężczyzn. Ich pozbawione głów ciała musiały być w pełnym uzbrojeniu wystawione długo na widok publiczny na przypominającym ruszt drewnianym podeście. To nie wszystko – obok niego, w jamie, natrafiono jeszcze na spalone szczątki 600 złożonych w ofierze osób.

Podobne sanktuaria istniały też w centralnej Francji, w południowych Niemczech i w Szwajcarii.

W 2010 r. między Genewą a jeziorem Neuenburger na górze Mormont zlokalizowano jedno z największych miejsc kultu, gdzie złożono bogom ofiary z przedmiotów, zwierząt i co najmniej 50 osób, z których większość pozbawiona była głów. Nie wiadomo, czy byli przestępcami, czy wrogami, ale chyba byli to też Celtowie, na co wskazywać może ich uzbrojenie. Sanktuaria robią wrażenie, ale zdaje się, że Celtowie zdecydowanie częściej składali ofiary swoim bogom, wrzucając je do rzek i jezior (jak chociażby do Neuchâtel). Być może wraz z nimi trafiały tam też prochy zmarłych.

Romanizacja wąsaczy

Budowane od III w. p.n.e. celtyckie oppida były chronione potężnymi murami z bramami, którymi zachwycał się Cezar w czasie swojego pobytu w Bibracte na górze Beuvray. – Podkreślał także inne osiągnięcia Galów – że budują drogi, mają bogów i sanktuaria, ich kapłani druidzi potrafią mierzyć czas i leczyć, w czasie walki stosują sygnały bojowe, grając na trąbach. „Wojna galijska” to rodzaj raportu, mającego przekonać senat, że Galowie zasługują na romanizację – tłumaczy dr Bochnak.

Podbój nie wymagał specjalnego wysiłku, bo Celtowie nigdy nie utworzyli jednolitego odgórnie zarządzanego organizmu państwowego. Cezar pisał, że plemiona celtyckie namiętnie ze sobą walczą, co potwierdziła archeologia i makabryczne ofiary z zabitych wrogów. Ale chociaż mówili tym samym językiem i wytwarzali podobne przedmioty, nie posiadali wspólnej religii i poczucia jednolitej tożsamość. Niektórzy przypuszczają, że celtycki rozpowszechnił się w Europie jako język handlu i dlatego nigdy nie stał się spoiwem wszystkich posługujących się nim ludzi.

Wspólny język ułatwiał Celtom prowadzenie dalekosiężnych interesów, ale nie zapewniał poczucia wspólnoty. – Partykularne interesy i rywalizacja uniemożliwiły im stawienie zorganizowanego oporu. Wystarczyło, że Rzymianie zdobyli strategiczne oppida, gdzie przechowywano zapasy, by podciąć skrzydła Galom – tłumaczy dr Bochnak. – Zresztą po podboju Celtowie szybko przystosowali się do nowych warunków. Mimo powstania pod przywództwem Wercyngetoryksa czy później Sacrowira, nie było gwałtownej wymiany elit. Świadczą o tym chociażby stele nagrobne, gdzie zmarły ma rzymskie imię, ale celtycki patronim.

Język celtycki funkcjonuje do dziś na obrzeżach Europy – w Bretanii, Szkocji, Irlandii i Walii, ale większość celtyckiego entourage’u to folklor – dzisiejsza recepcja celtyckości oparta na wyobrażeniach współczesnych i mających korzenie w XIX-wiecznych tęsknotach narodowościowych Szwajcarów, Francuzów czy mieszkańców Wysp – piszą niemieccy celtolodzy w wydanej przez Theiss Verlag książce „Die Kelten – Mythos und Wirklichkeit” (Celtowie – mit i rzeczywistość).

Wystawa stuttgarcka pokazuje, jak bardzo wizerunek Celtów jest niespójny, w jakim stopniu lawirowali oni między barbarzyńskością a cywilizacją – z jednej strony wspaniała sztuka, oppida, monety, z drugiej zaś kult głów i niechęć do słowa pisanego. Celtowie mieli tysiące twarzy i jest tylko jeden pewnik – zawsze zdobiły je mniej lub bardziej bujne wąsy.

Wystawa w Stuttgarcie otwarta jest do 17 lutego 2013 r. (szczegółowe informacje na stronie www.kelten-stuttgart.de).

Polityka 42.2012 (2879) z dnia 17.10.2012; Nauka; s. 68
Oryginalny tytuł tekstu: "Waleczni, wąsaci i niepiśmienni"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Niezwykły film o Tonym Haliku

Nowy film przypomina postać Tony’ego Halika – polskiego podróżnika, honorowego „białego Indianina”, nieustraszonego reportera, który realizm magiczny uprawiał w życiu i pracy.

Aneta Kyzioł
18.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną