Polskie groby na Kresach

Cmentarz kresowy
Na Kresach, gdzie w XX w. przetoczyły się dwa totalitaryzmy rozrzucając kości, duża ich część spoczywa w dołach, bezimiennych grobach. Na szczęście zachowało się też wiele dawnych, często pięknie położonych cmentarzy. Dbajmy o nie mądrze.
Odrestaurowana kwatera Cmentarza Bernandyńskiego w Grodnie.
MSZ/materiały prasowe

Odrestaurowana kwatera Cmentarza Bernandyńskiego w Grodnie.

Najstarsze z kresowych cmentarzy, założone jeszcze pod koniec XVIII w., urzekają urodą. Lokowane ze względów higienicznych na wzgórzach, otoczone kamiennym lub ceglanym murem, zatopione były w nasadzonych drzewach. Docelowo przypominać miały parki. Nie straszą, pozwalają się wyciszyć. Czytanie nazwisk wyrytych na grobach uspokaja. Każdy dostał swój czas. Na cmentarzach katolickich niepodzielnie dominuje język polski. Często było to jedyne miejsce, gdzie możliwe było jego swobodne używanie. Pod koniec XIX w., kiedy carskie napisy w urzędach, kawiarniach zabraniały mówić po polsku, tutaj nikt nie odważył się wypisywać swojego nazwiska cyrylicą. Tam rządził carski urzędnik, tutaj polska duchowość. Podobnie było w czasach sowieckich – napisy polskie z błędami, ale występują. Prośba o modlitwę – w języku polskim.

Leżą na tych cmentarzach przedstawiciele wielkich rodów szlacheckich, bogaci ziemianie, pierwsze pokolenia inteligenckie – lekarze, adwokaci, ale też miejska biedota. Tych ostatnich jednak jest na cmentarzach najmniej. Ziemianina, lekarza, adwokata stać było na solidne, kamienne lub żeliwne groby, biedak najczęściej miał prosty, drewniany krzyż i usypany kopczyk. W czasach, które zmiotły stary świat, podział na lepszych i gorszych paradoksalnie utrzymał się na cmentarzu. Nawet gdy o groby nikt najczęściej nie dbał, te zrobione z trwalszego materiału w lepszym stanie przetrwały do naszych czasów.

Jednym z najdawniejszych cmentarzy jest założona w 1792 r., na nadniemeńskiej skarpie, nekropolia grodzieńska. Ten cmentarz Bernardyński zachowany jest w stosunkowo dobrym stanie. Bez trudu odtworzyć można pierwotne założenie architektoniczne. Obiekt zachwyca mnogością różnorodnej nagrobnej architektury. Zadziwiają rzadko spotykane, ustawione w głównej alei, słupowe, kamienne nagrobki. Miejsce swojego ostatniego spoczynku znaleźli tu zacni mieszkańcy Grodna: rozkochana w tej ziemi i w tutejszych ludziach Eliza Orzeszkowa czy gen. Adam Mokrzecki, pierwszy dowódca Okręgu Korpusu nr III, pochowany w kwietniu 1922 r. Bogate nagrobki przy głównej alei przechodzą w mniej okazałe groby biedniejszych mieszczan.

Cmentarz otoczony jest niską zabudową mieszkalną, oddającą specyfikę dawnych przedmieść Grodna. Miasta, które poza bogatym, wytwornym centrum raczej przypominało dużą wieś. Dzisiaj, gdy się idzie od centrum wzdłuż Niemna, łatwo jest poczuć ten wiejski klimat. Drewniane domki i z lekka tylko wybrukowana piaszczysta ulica prowadząca w stronę grodzieńskiej nekropolii.

Cmentarz Bernardyński jest zakonserwowanym skrawkiem starego Grodna. Częścią miasta, które otoczone jest nową rzeczywistością. Z jednej strony blokowiskami z wielkiej płyty, a z drugiej nowobogackimi domami z ery początkującego na Białorusi w latach 90. kapitalizmu. Wielkie przygraniczne fortuny szybko powstawały i równie szybko upadały. Efekty w postaci niedokończonych współczesnych pałaców zakłócają XVIII-wieczne założenie miejskiej nekropolii. Cmentarza, który oprócz ulokowania na falistych nadniemeńskich pagórkach miał starannie wytyczone aleje i uporządkowaną nasadę drzew. Po ponad dwóch wiekach rozrosły się one do pokaźnych rozmiarów.

Kilka lat temu zapadła decyzja o uporządkowaniu nekropolii. Miało być nowocześnie. Zdecydowana większość starych drzew przeznaczona została do wycinki. Już nie miały niszczyć starych nagrobków.

Założenie może i słuszne. Cmentarz wypełnił się dźwiękiem pił motorowych wycinających najpierw konary, a następnie pnie. Wielkie, ciężkie gałęzie spadały na ziemię rozbijając stary świat. Mimo że starano się zminimalizować uszkodzenia pomników, zrujnowano znaczną część kwatery cmentarnej, gdzie spoczywają polscy żołnierze polegli w walkach w 1919 i 1920 r. Krzyże nie wytrzymywały pod ciężarem walących się gałęzi.

Stare drzewa zostały usunięte, naprawiono też uszkodzenia pomników cmentarnych. Kwatera wojskowa, przy zaangażowaniu polskich służb dyplomatycznych, zastała przywrócona do porządku. Odnowiono krzyże. Teraz przepasane biało-czerwoną wstęgą są nawet bardziej reprezentacyjne niż wcześniej. O jednym tylko szczególe zapomniano: o ludziach. Pod tymi starymi, zmurszałymi nagrobkami kryły się konkretne osoby. Imiona i nazwiska strzelców, starszych strzelców, kaprali, sierżantów z zaznaczoną nazwą jednostki. Teraz w tych miejscach pojawiły ładne nowe krzyże, ale z identycznym, bezdusznym napisem „nieznany żołnierz Wojska Polskiego 1919/1920”. Mechanizm biurokracji zadziałał sprawnie. Szybko odnowiono wojskowy cmentarz, ale polski urzędnik nie zauważył, iż utraciliśmy imiona i nazwiska naszych żołnierzy.

Dr hab. Wojciech Śleszyński jest profesorem Uniwersytetu w Białymstoku, dziekanem Wydziału Historyczno-Socjologicznego, kierownikiem międzynarodowego projektu, którego celem jest popularyzowanie poloników znajdujących się w archiwach białoruskich. Ostatnio skończył pracę nad książką pod roboczym tytułem „Kresy Wschodnie, czyli Białoruś Zachodnia. Historia, współczesność, pamięć”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną