Cambrai – czołgi w ataku

Uwaga! Czołgi!
20 listopada 1917 roku o godzinie 6.20 rano, na polach nieopodal francuskiego miasteczka Cambrai, brytyjskie czołgi rozpoczęły zmasowany atak na niemieckie umocnienia Linii Hindenburga. Rozpoczęła się era broni pancernej.
Brytyjski czołg Mark IV pokonuje okop.
Wikipedia

Brytyjski czołg Mark IV pokonuje okop.

Maszyna Trittona (Tritton Trench-Crosser) - jeden z nieudanych pomysłów na pokonywanie okopów.
Wikipedia

Maszyna Trittona (Tritton Trench-Crosser) - jeden z nieudanych pomysłów na pokonywanie okopów.

Prototypowy Little Willy z Bovington Tank Museum.
Andrew Skudder/Wikipedia

Prototypowy Little Willy z Bovington Tank Museum.

Czołg Mark I użyty w czasie bitwy nad Sommą (1916 r.). Koła widoczne za kadłubem służyły jako pomoc w sterowaniu.
Wikipedia

Czołg Mark I użyty w czasie bitwy nad Sommą (1916 r.). Koła widoczne za kadłubem służyły jako pomoc w sterowaniu.

Zniszczony Mark IV w lesie Bourlon, o który w drugiej fazie bitwy toczyły się ciężkie walki.
Bundesarchiv/Wikipedia

Zniszczony Mark IV w lesie Bourlon, o który w drugiej fazie bitwy toczyły się ciężkie walki.

Bitwa pod Cambrai. Mapa pochodzi z książki: Heinz Guderian, Achtung – Panzer! Uwaga czołgi!, Tetragon, IW Erica, Warszawa 2012
materiały prasowe

Bitwa pod Cambrai. Mapa pochodzi z książki: Heinz Guderian, Achtung – Panzer! Uwaga czołgi!, Tetragon, IW Erica, Warszawa 2012

I wojna światowa, po początkowych, gwałtownych starciach fazy manewrowej, przeszła na Zachodzie w stan wyczerpującej wojny pozycyjnej. Żadna ze stron wielkiego konfliktu nie była w stanie zdobyć przewagi nad okopanym, chroniącym się za polami zasieków i pasem zrytej artylerią ziemi niczyjej przeciwnikiem. Próby przełamania kończyły się rzeziami na niespotykana dotąd skalę – ofensywa nad Sommą (1916 r.) została okupiona życiem 600 tys. żołnierzy Ententy (400 tys. Brytyjczyków i 200 tys. Francuzów), pod Verdun (1916 r.) życie straciło ponad 360 tys. Francuzów, w bitwie o Passchendaele (czerwiec – listopad 1917) zginęło niemal 250 tys. Brytyjczyków. Armie sprzymierzonych nie mogły pozwolić sobie na takie straty, jednak ówczesna technika wojskowa i metoda walki o każdy kilometr terytorium nie dawała nadziei na przezwyciężenie impasu.

W sukurs wojskowym miała przyjść nowa broń, stworzona specjalnie do pokonywania umocnionych linii obrony – opancerzony i uzbrojony pojazd na gąsienicach, który na skutek pewnego zabawnego zbiegu okoliczności został ochrzczony jako „Tank”.

Prace nad konstrukcją opancerzonego pojazdu rozpoczęto od powołania przez Pierwszego Lorda Admiralicji Winstona Churchilla komisji, złożonej z wojskowych i inżynierów (Landships Committee), mających opracować maszynę zdolną do pokonywania okopów. Brytyjska marynarka, jako broń wybitnie techniczna bardziej skłonna do wdrażania innowacji, miała już pewne doświadczenia z pojazdami opancerzonymi (w skład jej sił lądowych wchodził Dywizjon Samochodów Pancernych, z pojazdami marki Rolls-Royce).

Komitet rozpoczął swoje działanie w lutym 1915 roku. Pierwsze, niezwykle oryginalne, czasem dziwaczne konstrukcje (złączone w tandem traktory rolnicze, maszyny kroczące, gąsienicowe jednoślady) okazały się kompletnie nieprzydatne. W czerwcu 1915 roku do komitetu dołączył William A. Tritton, inżynier z zakładów William Foster & Co, produkujących rolnicze traktory i lokomobile. Od tego momentu prace komitetu zostały zdominowane przez Trittona i porucznika Waltera G. Wilsona, oficera rezerwy i również doświadczonego inżyniera, mającego już pewne doświadczenie w konstruowaniu pojazdów opancerzonych.

Przełomem okazało się opracowanie przez Trittona specjalnej gąsienicy (sam napęd gąsienicowy został opatentowany w Wielkiej Brytanii w 1904 r. i udoskonalony w USA), złożonej z tłoczonych płyt stalowych, napiętej na dwóch kołach napędowych; cały układ był nieresorowany. Tak skonstruowane podwozie przenosiło opancerzony nitowany kadłub (zaprojektowano również obracaną wieżę artyleryjską na grzbiecie). Prototyp był gotów we wrześniu 1915 roku. Ten pierwszy, zbudowany w zakładach Fostera w Lincoln czołg nazwano „Little Willy” (drobna złośliwość wobec niemieckiego cesarza).

Little Willy, rozwijający prędkość zaledwie 2 mil na godzinę, choć rozwiązywał problemy związane z przeniesieniem napędu, nie zadowolił praktyka, jakim był Wilson. Z jego inicjatywy wybudowano pojazd nazwany „Big Willy”, przypominający już późniejsze brytyjskie czołgi Mark I. Gąsienice przedłużono, prowadząc je wokół całego kadłuba; zrezygnowano z wieży artyleryjskiej podnoszącej niebezpiecznie środek ciężkości maszyny; uzbrojenie umieszczono w dwóch bocznych kazamatach, upodabniając nieco czołg do okrętu wojennego. Prototyp nazwany oficjalnie „His Majesty's Land Ship Centipede” został wprowadzony do produkcji w lutym 1916 roku. Łącznie zbudowano 150 sztuk czołgu Mark I.

Mark I swój dziewiczy bój stoczył 15 września 1916 roku w czasie ofensywy nad Sommą. Wyprodukowanie i sprowadzenie na front „lądowych pancerników” udało się utrzymać w ścisłej tajemnicy. Dla zmylenia agentów wrogich wywiadów, na burtach zamaskowanych i transportowanych koleją czołgów umieszczano słowo „tank” – miały one udawać zbiorniki na wodę, wysyłane do Mezopotamii. Atak czołgów, choć wywołał przerażenie wśród Niemców, nie okazał się decydujący – z 49 dostarczonych na pole walki do ataku ruszyło zaledwie 25 – reszta padła ofiarą mechanicznych awarii. Eksperyment okazał się jednak na tyle udany, że postanowiono poddać nową broń niezbędnym modyfikacjom. Rok później pod Cambrai Brytyjczycy dysponowali już odmianą oznaczoną Mark IV.

Służba czołgistów, choć z pewnością łatwiejsza niż życie walczącego w okopach piechura, nie należała do lekkich. Mark IV poruszał się z maksymalną prędkością 3,7 mili na godzinę, a aby oddać strzał z działa musiał się zatrzymać – czołgi były więc doskonałym celem dla niemieckich kaemistów i artylerzystów. O ile cienkie płyty pancerne chroniły przed zwykłym ogniem karabinowym i odłamkami, o tyle przeciwpancerna amunicja typu K, nie mówiąc już o pociskach artyleryjskich, przebijała je na wylot. Sześciocylindrowy, benzynowy silnik o mocy 105 KM nie został umieszczony w osobnym przedziale, lecz pracował bez żadnej osłony w kabinie – nieszczelny układ wydechowy wypuszczał więc do wnętrza trujące opary; wentylacja nie była w stanie poradzić sobie z odprowadzaniem gazów prochowych, załogi musiały pracować w maskach przeciwgazowych. Temperatura wewnątrz szybko podnosiła się do 50 stopni Celsjusza; hałas był taki, że załoga porozumiewała się szturchańcami. Z ośmiu czołgistów czterech zajmowało się układem napędowym – dwóch tylko przekładniami przenoszącymi moc na gąsienice. Aby chronić się przed odłamkami płyt kruszącego się pancerza, czołgiści nosili skórzane hełmy i… kolczugi. W razie pożaru (często wywołanego nie ostrzałem przeciwnika, ale samozapłonem mieszanki oparów benzyny i kordytu) załoga miała małe szanse na przeżycie – ośmiu ludzi nie mogło dość szybko wydostać się przez małe otwory ewakuacyjne.

Uzbrojenie, zależnie od wersji, składało się z dwóch dział 57 milimetrów i trzech karabinów maszynowych (wersja „male”, czyli męska) lub pięciu karabinów maszynowych (wersja „female” – żeńska).

Bitwa pod Cambrai była kolejną próbą przerwania impasu na froncie zachodnim (ewentualny sukces mógł również uratować karierę marszałka Douglasa Haiga, dowódcy brytyjskich sił ekspedycyjnych, atakowanego przez polityków za bezsensowne szafowanie krwią żołnierzy). Czołgi, inaczej niż nad Sommą zgromadzone w dużej liczbie, miały przerwać nagłym atakiem obronę przeciwnika i otworzyć drogę piechocie. W powstałą lukę miały następnie wedrzeć się oddziały kawalerii, oskrzydlając i zmuszając do odwrotu pokonanych Niemców. Brytyjczycy zgromadzili duże siły – siedem dywizji piechoty i pięć dywizji kawalerii miało wesprzeć 370 czołgów (na 474 posiadane); artyleria składała się 1003 dział, skoncentrowane siły lotnictwa miały zapewnić panowanie w powietrzu.

Brytyjscy dowódcy, nauczeni doświadczeniem znad Sommy i Passchendaele, postanowili zmienić taktykę. Czołgi, artyleria, piechota i lotnictwo miały ściśle współpracować. Główną siłą przełamującą były czołgi. Sekcja trzech maszyn ustawionych w klin stanowiła osłonę dla czterech plutonów piechoty. Czołgi miażdżyły zasieki i specjalnymi hakami odgarniały na boki drut kolczasty, tworząc w ten sposób przejścia dla szwadronów kawalerii. Po dojechaniu do linii okopów pierwszy czołg sekcji skręcał w lewo i jadąc wzdłuż transzei zmuszał do milczenia stanowiska bojowe. W tym czasie dwie kolejne maszyny zrzucały wielkie bele faszyny, po których mogły przejechać na drugą stronę okopów, oczyszczanych przez oddział szturmowy.

Aby zaskoczyć przeciwnika zrezygnowano z przygotowania artyleryjskiego. Przed bitwą przeprowadzono tzw. ciche namierzanie, pozwalające na natychmiastowe zniszczenie stanowisk niemieckiej artylerii. Precyzyjnie położony wał ogniowy osłaniał nacierające oddziały. Nad polem bitwy latały brytyjskie myśliwce i lekkie bombowce, atakując z powietrza gniazda oporu przeciwnika. Ta na wskroś nowoczesna taktyka przyniosła druzgocący efekt – brytyjskie działa otworzyły ogień o godzinie 6.20; o 8.00 pierwsze linie okopów zostały zdobyte. W ciągu jednego dnia Brytyjczycy wdarli się w niemieckie linie na głębokość ośmiu kilometrów, wzięto 10 tys. jeńców. Następnego dnia, po raz pierwszy od wybuchu wojny, w Wielkiej Brytanii na znak radości uderzono w kościelne dzwony.

Okazało się jednak, że marszałek Haig nie był przygotowany na sukces własnej operacji. Brak odwodów i kunktatorstwo dowódców sprawiły, że natarcie utknęło. Niemcy, po otrząśnięciu się z pierwszego szoku, utwardzili obronę. Szczególnie skuteczna okazała się niemiecka artyleria, przeznaczona do zwalczania czołgów. Dziesięć dni po rozpoczęciu bitwy, oddziały niemieckie ruszyły do kontrofensywy, odzyskując cały utracony teren i biorąc do niewoli 6 tys. jeńców.

Ostateczny efekt bitwy pod Cambrai nie przekreśla osiągnięć Royal Tank Corps. Po raz pierwszy w historii okazało się, jaką siłę przełamującą posiadają użyte w odpowiednim terenie, skoncentrowane w duże zgrupowania czołgi, współpracujące z innymi rodzajami broni. Wiedza zdobyta pod Cambrai przydała się bardzo przy wprowadzaniu kolejnych udoskonaleń maszyn oraz tworzeniu zrębów taktyki broni pancernej. To paradoks, ale najwięcej właściwych wniosków wyciągnęli Niemcy – bolesna lekcja spod Cambrai zaowocowała w konsekwencji stworzeniem dwie dekady później wielkich jednostek pancernych – głównego narzędzia blitzkriegu.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną