Stalingrad - 70. rocznica klęski

Wojna bez glorii
Niemcom nie jest łatwo opowiadać swą historię. Jak sobie z tym radzą, pokazuje zarówno wystawa „Stalingrad”, zorganizowana w 70-lecie klęski 6 Armii, jak i drezdeńskie Muzeum Wojskowości, gdzie jest prezentowana.
„Komitet Narodowy Wolne Niemcy” - enerdowski obraz propagandowy z 1970 r. W tle - płonący Stalingrad.
Drezdeńskie Muzeum Wojskowości/materiały prasowe

„Komitet Narodowy Wolne Niemcy” - enerdowski obraz propagandowy z 1970 r. W tle - płonący Stalingrad.

Dziennik Johanna Kriegla, studenta z Drezna, który 8 września 1942 r. zginął pod Stalingradem.
Drezdeńskie Muzeum Wojskowości/materiały prasowe

Dziennik Johanna Kriegla, studenta z Drezna, który 8 września 1942 r. zginął pod Stalingradem.

Kurt Reuber „Madonna Stalingradzka”, 1942 r.
Drezdeńskie Muzeum Wojskowości/materiały prasowe

Kurt Reuber „Madonna Stalingradzka”, 1942 r.

Otto Hermann „Prawo pięści”, 1948/50 r.
Drezdeńskie Muzeum Wojskowości/materiały prasowe

Otto Hermann „Prawo pięści”, 1948/50 r.

Butelka z informacją o Niemcu zabitym pod Stalingradem, znaleziona przez radzieckich żołnierzy.
Drezdeńskie Muzeum Wojskowości/materiały prasowe

Butelka z informacją o Niemcu zabitym pod Stalingradem, znaleziona przez radzieckich żołnierzy.

Muzea wojska są wszędzie jednym z fundamentów patriotyzmu militarnego i narodowej krzepy. Mają – jak w londyńskim Imperial War Museum – pokazywać chwałę własnego oręża. A klęski – jak Waterloo w paryskim Musée de l’Armée – bagatelizować albo – jak w Muzeum Powstania Warszawskiego – obracać w moralne zwycięstwa. Niemcy natomiast mają kłopot ze swoją historią militarną. Nie bardzo wypada im się szczycić wygranymi wojnami z Austrią w 1866 r., Francją w 1870 r., Polską w 1939 r. I absurdem byłaby zamiana klęsk 1918 r. czy 1945 r. w moralne zwycięstwa. I właśnie dlatego koncepcja drezdeńskiego Muzeum Wojskowości – znajdującego się pod opieką Bundeswehry – jest tak ciekawa.

Gmach dawnego saskiego Arsenału (z 1874 r.), który już w III Rzeszy służył za muzeum wojska, został przebudowany według pomysłu Daniela Libeskinda, architekta Muzeum Żydowskiego w Berlinie. Powiedział on, że „niemieckie muzeum wojska nie może być jedynie składem broni; musi pokazywać trudną przeszłość kraju”. Drezdeńczyków początkowo drażniło pokancerowanie okazałego budynku. Libeskind przełamał neoklasycystyczny patos wnętrz zimnymi krzywiznami z betonu i cegieł. Nowym pawilonem niczym taranem rozsadził bryłę Arsenału. Ostrze tarana wskazuje na boisko w dzielnicy Ostragehege, nad którym w nocy 13 lutego 1945 r. zapłonęły brytyjskie flary oznaczając cel bombardowania. Fasadę przeciął niczym tasakiem. Boki klina ustawił pod kątem, pod jakim padały alianckie bomby, od których zginęło 30 tys. drezdeńczyków. Aby nie zacierać przyczyn i skutków II wojny, w reprezentacyjnej dobudówce umieszczono pogruchotane chodniki z miast bombardowanych przez Luftwaffe, również z polskiego Wielunia.

W Dreźnie – mówi historyk Matthias Neutzner – pamięć II wojny zwykle ogranicza się do bombardowania tego miasta. Wprawdzie pochłonęło mniej ofiar niż bombardowanie Hamburga w 1943 r., ale – również dzięki propagandzie enerdowskiej – postawiło Drezno na równi z miastami-ofiarami wojennego barbarzyństwa – Warszawą, Coventry, Rotterdamem. To tu co roku 13 lutego dochodzi do próby sił między neonazistami i antifą. Tymczasem Drezno było jedną z opok partii nazistowskiej, w mieście było osiem filii obozów koncentracyjnych, a dzięki bombardowaniu miasta przeżyła wojnę garstka drezdeńskich Żydów, w tym słynny Victor Klemperer, autor „Języka Trzeciej Rzeszy”.

Stałą ekspozycją Gorch Pieken, kurator wystawy, przypomina drezdeńczykom dwoistą rolę ich miasta w II wojnie. W końcu 10 Armia Wehrmachtu, trzon ataku na Polskę, była w dużej mierze armią saską. Przemianowana na 6 Armię, przeszła przez Ukrainę, biorąc udział w masakrach ludności cywilnej, by wreszcie utknąć pod Stalingradem. A jej dowódca, feldmarszałek Paulus, po wypuszczeniu z niewoli zdążył przed śmiercią być w Dreźnie wykładowcą w szkole enerdowskiej policji...

Muzeum ze swymi eksponatami (10,5 tys.) jest imponujące. I nowatorskie. Nie ma tu żadnej heroizacji czynu zbrojnego. Oczywiście, także w Dreźnie można obejrzeć działa, bomby, karabiny maszynowe, plany bitew. Są rarytasy: kopia pierwszej niemieckiej łodzi (bo to jeszcze nie był okręt) podwodnej z 1850 r. Jest dzwon pokładowy naszego niedobrego znajomego, pancernika „Schleswig-Holstein”. Jest rakieta V1. Jest Sojuz 29, w którym enerdowski astronauta krążył wokół Ziemi. Jest samochód Bundeswehry, armii zjednoczonych Niemiec, zniszczony przez talibów w Afganistanie. Są też instalacje, których nigdzie indziej nie uświadczysz, choćby imponujący orszak wypchanych zwierząt, używanych przez człowieka do celów wojennych: od słoni Hannibala, gęsi kapitolińskich, koni bojowych, mułów transportowych, po psy tresowane do wpełzania z minami pod czołgi.

Ambicją drezdeńskiego muzeum jest pokazanie dziejów kultury przemocy. Czy człowiek jest zły z natury? Czy istnieją wojny sprawiedliwe? Pytania aktualne, gdy oddziały Bundeswehry są w Afganistanie, syryjski dyktator masakruje własny naród, a w Mali rozpoczyna się kolejna wojna z terrorystami.

Niemcy mają kłopot z tradycyjnym patosem wojennym. Toczą zawiłe spory. Czy kanclerz powinna przyznawać niemieckim „afgańcom” ordery za odwagę? Czy można mówić, że niemieccy żołnierze w Afganistanie polegli bohaterską śmiercią, i czy wolno pacyfistom używać zwrotu: żołnierze to mordercy? I czy jeśli organizatorzy wystawy pokazują brutalność wojny, to tym samym mówią, że wszelka wojna jest czymś nieodpowiedzialnym? A tym samym i działania Bundeswehry w Afganistanie?

Wojna to wierzchołek góry lodowej – mówi Gorch Pieken. W hali wejściowej, gdzie dawniej na podestach stały czołgi i działa, dziś leży pierwsze wydanie słynnej książki Clausewitza „O wojnie” (1830 r.) wraz z wyimkami jej dzisiejszych interpretacji przez znanych polityków i intelektualistów. W tle dwa słowa: „Miłość” i „Nienawiść”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną