Historia

Sejm w cieniu armat

Jak doszło do drugiego rozbioru Polski

„Wieszanie zdrajców” Jana Piotra Norblina, obraz z 1794 r. „Wieszanie zdrajców” Jana Piotra Norblina, obraz z 1794 r. EAST NEWS
Rok 1793 – sejmu grodzieńskiego – był jednym z najgorszych w polskiej historii, straszeni i przekupywani przez Rosję i Prusy posłowie Rzeczpospolitej zatwierdzili II rozbiór Polski. Jak do tego doszło?
Seweryn Rzewuski na portrecie z epoki.EAST NEWS Seweryn Rzewuski na portrecie z epoki.
Stanisław Szczęsny Potocki został w czasie insurekcji kościuszkowskiej zaocznie skazany na śmierć.EAST NEWS Stanisław Szczęsny Potocki został w czasie insurekcji kościuszkowskiej zaocznie skazany na śmierć.

Już pod koniec stycznia 1793 r. wojska pruskie zaczęły zajmować Wielkopolskę na podstawie, wtedy jeszcze tajnego, porozumienia z Rosjanami. Rządzący wówczas Rzeczpospolitą przywódcy konfederacji targowickiej byli kompletnie zaskoczeni. (Konfederację zawiązali liderzy obozu magnackiego pod hasłami obrony zagrożonej wolności, przeciwko reformom Konstytucji 3 maja). Początkowo myśleli wręcz o oporze: ogłosili oficjalny protest, a nawet pospolite ruszenie. Rosyjscy dyplomaci i generałowie, dowodzący stacjonującą w Polsce od poprzedniego roku armią, szybko wybili im to jednak z głowy, a ich oddziały lojalnie wycofały się z przyznanego Prusakom w styczniu terytorium, sięgającego aż po Płock, Łęczycę, Piotrków Trybunalski i Częstochowę (ta ostatnia z rozkazu konfederacji była nawet broniona). Liczono na interwencję Anglii, co angielski dyplomata skwitował cierpko: „Polskę można by uznać za kraj leżący na Księżycu”.

Targowica rozpadła się równie nieoczekiwanie, jak powstała: jej przywódcy całkowicie zaufali carycy Katarzynie, która udzielając im rok wcześniej protekcji, obiecała chronić granice Rzeczpospolitej. Kolejny rozbiór sprawił, że ich koncepcja polityczna legła w gruzach, a oni sami zwątpili w sens swych działań. Marszałek konfederacji koronnej Szczęsny Potocki oświadczył, że „żadnej już nie ma nadziei dla naszego kraju, lubo jeszcze promyk jeden przy imperatorowej”, złożył swoją funkcję i pojechał do Petersburga błagać carycę o zmianę zdania. Jego kolega hetman Rzewuski ograniczył się do wysłania listu. Oba apele zostały zignorowane. Katarzyna działała według planu sformułowanego dwa lata wcześniej, zanim jeszcze wojska rosyjskie, udzielając „pomocy” konfederacji, obaliły ustrój stworzony przez Konstytucję 3 maja. Albo trzeba przywrócić w Polsce dawne porządki – pisała Katarzyna do księcia Potiomkina – albo „gdyby król pruski okazał nieprzełamaną chciwość”, zezwolić na nowy podział Polski, po którym nie będzie już ona groźna dla sąsiadów, jakikolwiek wybrałaby sobie ustrój. Królowi bardzo zależało na ziemiach polskich, a jego armia, uważana za najlepszą w Europie, stanowiła argument, przy którym polskie wyrzuty niewiele znaczyły.

Znam, znam głos ten! To jest targowica!

Niewątpliwie fikcyjne miejsce zawiązania ułożonej w kwietniu 1792 r. w Petersburgu konfederacji wybrano fatalnie: już sama nazwa targowica budzi skojarzenia z przekupstwem. Weszła ona na stałe do polskiego słownika politycznego, między innymi dzięki XII Księdze „Pana Tadeusza” oraz wierszowi Konopnickiej pod tym tytułem. Jako synonim zdrady pojawiła się w dyskursie publicznym w czasach powstania listopadowego i funkcjonuje aż do dzisiaj. W tej roli używano jej wielokroć z trybuny sejmowej w III RP: przy okazji debat o prywatyzacji z udziałem kapitału zagranicznego, nad wstąpieniem do Unii Europejskiej oraz tzw. grubą kreską (w ten sposób określił porozumienie w Magdalence Roman Giertych 5 maja 2005 r.). Do targowiczan porównał przeciwników IV RP prezydent Kaczyński w przemówieniu nad Grobem Nieznanego Żołnierza w 2009 r. W poprzednim roku „Fakt” nazwał „piłkarskimi targowiczanami” działaczy PZPN, którzy odwołali się do protekcji FIFA w sporze z polskim rządem.

Jak widać, praktycznie każdy, kogo oskarży się o sprzeniewierzenie polskim interesom, definiowanym wedle widzimisię oskarżycieli, ryzykuje, że zostanie porównany do magnatów, którzy w obronie „polskiej wolności” poprosili carycę Katarzynę o pomoc w obaleniu „tyranii” Stanisława Augusta, czyli Konstytucji 3 maja.

Przywódcy targowicy – Stanisław Szczęsny Potocki, Seweryn Rzewuski, Ksawery Branicki i Szymon Kossakowski – występowali w obronie wartości, które przez poprzednie dwieście lat uważano za podstawę świetności i wyjątkowości Rzeczpospolitej. Z tej czwórki Potocki zaledwie trzy lata wcześniej, w początkowej fazie obrad Sejmu Czteroletniego, uchodził za demokratę i najszlachetniejszego z Polaków. Posiadając 240 tys. poddanych i dochód szacowany na 1,5–3 mln zł rocznie (wobec 20 mln rocznego budżetu RP), ufundował 24 armaty dla wojska, dał się wybrać na posła z województwa bracławskiego (które niemal w całości do niego należało) oraz na wielkiego mistrza polskiej masonerii. Jego popularność załamała się gwałtownie, gdy w 1790 r. sejm postanowił zerwać zależność od Rosji, związując się sojuszem z Prusami; Potocki, tak jak król Stanisław August, słusznie przewidywał, że to przede wszystkim Prusy miały apetyt na polskie ziemie, a otwarte zerwanie z Rosją źle się skończy. Jako stronnik rosyjski był wyszydzany, a jego karetę obrzucono jajkami – nieprzyzwyczajony do takiego traktowania magnat obraził się więc na sejmowe reformy i wyjechał z kraju.

Pozostałym targowiczanom nie podobały się one, ponieważ byli hetmanami, a sejm planując, choć niezbyt intensywnie, stworzenie nowoczesnej armii, zniweczył wielką dotąd władzę tego urzędu. I oni uchodzili za wybitnych patriotów: Kossakowski za udział w konfederacji barskiej, a Rzewuski z uwagi na prześladowanie jego ojca przez Rosjan. Ten ostatni był zresztą niepospolitym fantastą i bufonem: miał wynaleźć maszynę do pielenia krzaków oraz skraplania powietrza, swym poddanym wyliczyć ścisłe racje żywnościowe i nakazać, bez różnicy płci i wieku, codzienne spożywanie wódki; ponadto pieczętował się zmyślonym herbem Kameleon i tytułował księciem oleskim i kowelskim.

Targowiczanie nie dostali od Rosjan złamanego dukata; przeciwnie, sami wydali fortunę na łapówki dla dworzan Katarzyny. Wszystko to mieli powetować sobie po obaleniu Konstytucji 3 maja i przywróceniu złotej wolności z jej intratnymi urzędami. Jednak sytuacja się skomplikowała, gdy w lipcu 1792 r., w obliczu dramatycznie pogarszającej się sytuacji na froncie i na wyraźne żądanie carycy, do konfederacji przystąpił sam król Stanisław August oraz część polskiego rządu. Decyzję tę poprzedziło głosowanie, w którym najwyżsi dostojnicy „majowej” Rzeczpospolitej poparli zamiar króla stosunkiem 7:5. Za głosował m.in. Hugo Kołłątaj – główny inspirator i współautor konstytucji. Do łask carycy, której wojska okupowały niemal cały kraj, aspirowały teraz dwa obozy: triumfująca targowica i skruszony król, który nigdy nie przestał liczyć na względy Katarzyny.

Historycy spierają się, czy targowica była rzeczywiście powszechnie znienawidzona. Wiele wskazuje na to, że w początkowym okresie jej rządów przyglądano się jej z umiarkowaną życzliwością. Już w czasie wojny dostawcy polskiego wojska ukrywali zapasy, czekając na Moskali, którzy, spodziewano się, zapłacą więcej. Większość szlachty ponad wolność ceniła sobie jednak własność oraz święty spokój. „Obywatele i szlachta recessa od dawnej, accessa do nowej [konfederacji] czynić poczęli. I Konstytucja 3 maja powszechnie zaczęła się nie podobać” – zapisał współczesny obserwator. Pamiętajmy, że konstytucja ta właściwie nie weszła w życie, a targowicę traktowano po prostu jako powrót do dobrze znanego stanu rzeczy.

Niechęć wzbudziło, rzecz jasna, anulowanie awansów, nominacji i odznaczeń poprzedniego rządu, a także wymuszanie przystąpienia do konfederacji – kto nie przystąpił, nie mógł się też ubiegać o rekompensaty za mienie skonfiskowane przez Rosjan. Bo też rosyjskie wojsko najwięcej psuło reputację targowicy, choć caryca nakazała mu „wszędzie, gdzie to możliwe, zachowywać pozory zachowania przyjacielskiego”. Szybko jednak rozeszły się pogłoski o rosyjskiej, a zwłaszcza kozackiej brutalności, a w wyniku konfiskat zboża ceny żywności poszybowały – na co targowiczanie nic nie mogli poradzić. Warszawa, która przez poprzednie lata utuczyła się na sejmujących politykach, gwałtownie zbiedniała i wyludniła się: w rezultacie, gdy żona Szczęsnego Potockiego zachorowała, leczył ją osobisty medyk króla, bo żaden lekarz w mieście nie chciał jej odwiedzić. Na Litwie sytuacja była jeszcze gorsza: rządzili nią twardą ręką bracia Kossakowscy – hetman i biskup – znani z chciwości (choć biskup miał też dobry gust i to jemu zawdzięczamy wystrój wileńskiej katedry).

Sejm grodzieński, ostatni

Po wkroczeniu Prusaków i rozejściu się wieści o nowych zaborach nie tylko targowiczanie, ale ogół szlachty stracił wiarę, że z dawnej Rzeczpospolitej uda się coś zachować. Cała złość obróciła się teraz przeciw Prusom, w których pomoc wierzono zaledwie rok wcześniej. Życie polityczne skupiło się wokół sejmu, który zaborcy zdecydowali się zwołać, aby zatwierdził traktaty rozbiorowe – w owej epoce interesy państwowe załatwiano siłą, ale bardzo dbano o pozory. Wobec rozpadu targowicy w Koronie przy wyborze kandydatów wiele do powiedzenia miał wciąż król, na Litwie – Kossakowscy. Ambasador rosyjski Sievers, który to wszystko finansował, domagał się „dobrych posłów, którzy by spokojnie przyzwolili na wszystko, co im czytane będzie”.

Sejm, zwołany w Grodnie 17 czerwca, był tragikomedią: posłowie wykręcali się w nieskończoność przed spełnieniem woli zaborców, przekonani, że oznaczać to będzie koniec Rzeczpospolitej. Paradoksalnie ich opór był inspirowany przez króla i Kossakowskich, którzy pragnęli w ten sposób wykazać ambasadorowi swą niezbędność i wytargować jakieś ustępstwa. Król – zachowanie choćby części reform; Kossakowscy – władzę niepodzielną dla siebie na Litwie, być może skonfederowanej z Rosją. Łapówki rosyjskie i pruskie okazały się niewystarczające i Sievers wkrótce pożałował, że zamiast zrobić marszałkiem sejmu hetmana Ożarowskiego, który zażądał 40 tys. dukatów za ten zaszczyt, wziął tańszego hrabiego Bielińskiego.

Pierwsze dwa dni obrad upłynęły posłom na przerzucaniu się obelgami i wyzwaniami na pojedynek, co ambasadorowie przyjęli ze spokojem: takie są polskie obyczaje. Następnie król wygłosił płomienne przemówienie, a sejm powołał odrębne komisje do pertraktacji z Rosją i Prusami, co niemile zaskoczyło ambasadora pruskiego. Sievers zagroził najgorętszym posłom, że zamknie ich w areszcie domowym, a Stanisławowi Augustowi zatrzymał dochody z dóbr królewskich. Jednak sejm odmówił dalszego obradowania, jeśli przyaresztowani posłowie nie zostaną wpuszczeni na salę. Sievers zaapelował do królewskiej siostry oraz prymasa Poniatowskiego, aby przemówili bratu do rozsądku. Kontynuując politykę kija i marchewki, obstawił rogatki miasta wojskiem, aby żaden poseł nie mógł opuścić Grodna, jednocześnie obiecując wielkie sumy posłusznym, jeśli tylko traktaty zostaną uchwalone.

Z pozoru było to sprytne, gdyż wielu posłom, którzy spodziewali się dwóch–trzech tygodni obrad, po miesiącu z okładem zaczęło brakować pieniędzy; niektórzy wyprzedawali ubrania. Ambasador pruski zmuszony był jednak przyznać, że obranie biedaków posłami okazało się błędem: wydawało się, że będą tańsi, okazali się jednak mniej posłuszni, nie można im było zagrozić zajęciem majątków, bo ich nie posiadali. Przeciwnie, ubodzy posłowie umyślnie się awanturowali, próbując zwrócić na siebie uwagę – i wymusić kolejne łapówki. Sievers ostatecznie rozczarował się do Kossakowskich, zachował natomiast resztkę zaufania dla króla, odmówił też zgody na zajęcie przez Prusy Małopolski w celu wywarcia dalszej presji na posłów.

Traktat w grobowym milczeniu

W końcu 22 lipca uchwalono cesję żądanych ziem na rzecz Rosji. Jednak w stosunku do Prus wielu posłów zajęło autentycznie nieprzejednane stanowisko. Sfrustrowany ambasador pruski domniemywał, że z natury perfidni Polacy gotowi są cały kraj przyłączyć do Rosji, byle uniknąć cesji na rzecz jego króla. Posła, który zainkasowawszy 800 zł, odczytywał tekst proponowanego układu, poturbowano i grożono mu śmiercią. Nie pomogły łapówki ani przyjęcia na koszt ambasadorów. Traktat uchwalono dopiero po dwóch miesiącach, gdy Rosjanie deportowali z Grodna czterech nieugiętych posłów (odstawiono ich jednak do domów, a nie na Syberię), zamek grodzieński obstawiła rosyjska piechota z armatami, a na salę weszli rosyjscy oficerowie i oświadczyli, że nikt z posłów jej nie opuści, dopóki traktat nie zostanie przyjęty. Nad ranem marszałek Biliński trzykrotnie zapytał, czy zebrani wyrażają zgodę na przyjęcie traktatu, a kiedy odpowiedziało mu grobowe milczenie zebranych, uznał, że wniosek przeszedł przez aklamację.

Zaplanowany na dwa tygodnie sejm obradował do listopada. Choć przywrócono fundamenty złotej wolności, jak wolna elekcja oraz liberum veto, zachowano też wiele podstawowych reform Konstytucji 3 maja, takich jak prawa mieszczan, a także funkcjonującą już wcześniej Radę Nieustającą, czyli rząd. Caryca uregulowała znaczną część długów króla i skarbu. Ceną za to był układ o wieczystym sojuszu z Rosją, dający jej nadzór nad polityką zagraniczną Rzeczpospolitej. Stanisławowi Augustowi wydawało się to wiele: z radości, że zapewnił krajowi podstawy trwałego rozwoju, wyściskał publicznie Sieversa, co nie spotkało się jednak z dobrym przyjęciem.

Tymczasem prorosyjskie nastroje szybko się rozpływały; wielu ludzi związanych z reformami ubiegłych lat odmówiło objęcia posad w nowo powstałych magistraturach Rzeczpospolitej. Ambasador pruski z niepokojem notował szerzenie się idei „francuskich królobójców” oraz gorszący brak żałoby po Ludwiku XVI i Marii Antoninie, których egzekucja w Paryżu w tym roku odbiła się w świecie znacznie szerszym echem niż rozbiór Polski.

Polityka 36.2013 (2923) z dnia 03.09.2013; Historia; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Sejm w cieniu armat"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Historia

O Niemcach, którzy z konieczności zostali Polakami

Książka naszego redakcyjnego kolegi Piotra Pytlakowskiego „Ich matki, nasi ojcowie”, której fragment publikujemy, opowiada o losach niemieckich dzieci mieszkających na ziemiach, które po II wojnie światowej przypadły Polsce.

Piotr Pytlakowski
15.09.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną