Historia

Na barykady!

Krótka historia barykady

Paryżanie przeciw wojsku podczas rewolucji lipcowej 1830 r. - rysunek z epoki. Paryżanie przeciw wojsku podczas rewolucji lipcowej 1830 r. - rysunek z epoki. World History Archive / EAST NEWS
Barykady na Majdanie budowali spontanicznie studenci, weterani wojskowi, biznesmeni. Ta forma protestu miejskiego wyrosła w XVI-wiecznym Paryżu. Po raz pierwszy zastosowano ją wobec Henryka Walezego.
Rewolucja lutowa w Paryżu, 1848 r.Wikipedia Rewolucja lutowa w Paryżu, 1848 r.
Barykada komuny paryskiej, kwiecień 1871 r.Wikipedia Barykada komuny paryskiej, kwiecień 1871 r.

Ojczyzną rewolucji jest Francja; ona dała światu trójkolorowe flagi, idee wolności, równości i braterstwa, a także pomysł, jak ich bronić. XVI-wieczny Paryż niemal w niczym nie przypominał dzisiejszego, znanego nam dobrze miasta z szerokimi bulwarami. Różnił się również mentalnie, powiedzmy: był zaczarowany. Stanowił przeciwieństwo tego, co Max Weber nazwał odczarowaniem – charakterystycznym dla nowoczesności postrzeganiem świata, ufundowanym na przekonaniu, że każdy fakt – fizyczny, duchowy i społeczny – można wyjaśnić naukowo. W nocy z 23 na 24 sierpnia 1572 r. miasto nad Sekwaną spłynęło krwią ponad 2 tys. hugenotów, którzy ściągnęli na ślub Henryka Burbona z Małgorzatą de Valois. To jej brat, król Francji Karol IX, wydał rozkaz rzezi.

16 lat później wojna religijna trwała nadal. Henryk III Walezy usiłował zawrzeć pokój z hugenotami, przeciwko czemu zbuntował się ultrakatolicki Paryż. Do miasta wkroczył książę Henryk Gwizjusz, witany jako zbawca wiary i Kościoła. W odpowiedzi król wysłał gwardię szwajcarską na place i mosty, prowokując wybuch buntu, nazwanego Dniem Barykad.

12 maja 1588 r. miasto obiegła plotka, że król chce stworzyć w Paryżu stały garnizon (do tej pory wojsko stacjonowało pod miastem), a prominentnych mieszkańców powywieszać. Kupcy i właściciele warsztatów pozamykali swoje kramy, u wylotów ulic rozciągnięto łańcuchy, obok których stanęły warty mieszczan. Wkrótce w całej Dzielnicy Łacińskiej, na polecenie jednego z doradców Gwizjusza, wyrosły barykady. Szwajcarów zatrzymał ogień z okien i umocnień ulicznych. Padło kilkudziesięciu zabitych, głównie z szeregów atakujących. Król praktycznie stracił władzę nad miastem. Zwycięstwo, choć na krótko, odniosła Liga Katolicka i mieszkańcy Paryża. Tak się narodził wzór europejskich buntów miejskich i rewolucji.

Beczki, opony i bruk

Ktoś powie, że w starożytności czy śred­niowieczu również się barykadowano, blokowano ulice, stawiano palisady. To prawda. Jednak Mark Traugott, autor fundamentalnej książki „The Insurgent Barricade”, zwraca uwagę, że owe wcześniejsze wydarzenia nie wytworzyły „świadomości barykad”, nie stały się wzorcem dla następnych buntów i protestów. Na ogół były dziełem wyszkolonych żołnierzy, nigdy zaś cywilnych rewolucjonistów.

Jeśli chodzi o budulec, przepis na barykadę jest prosty i tani. Temu być może zawdzięcza swój sukces. Zwykle wystarczyły beczki, stanowiące powszechny element przestrzeni przednowoczesnych miast. Łatwo było je toczyć z miejsca na miejsce, wypełnione ziemią stawały się solidną przeszkodą. Na Majdanie podobną rolę odegrały opony: łatwe do przeniesienia służyły za budulec, a paląc się, dawały zasłonę dymną.

Tradycyjnie na barykady trafiały także: wozy, bryczki, podczas powstania warszawskiego również wagony tramwajowe, w Kijowie stare samochody ciężarowe, kontenery na śmieci. W lipcu 1848 r. w Paryżu wykorzystano lokomotywę.

Żadna rewolucja nie obejdzie się bez bruku. W Kijowie – jak relacjonowali dziennikarze telewizyjnych wiadomości – kamienie brukowe wyłuskiwano metodycznie, podając je sobie z rąk do rąk. Podobny klimat odnajdziemy u Wiktora Hugo, przypomnijmy: obserwatora rewolucji 1848 r. W jego powieści „Nędznicy” czytamy: „Gibelota znosiła gruz na barykady z równie spokojną i zaspaną miną, jak podawała wino. W głębi ulicy przejeżdżał omnibus zaprzężony w dwa białe konie. Bossuet przeskoczył stos kamieni, podbiegł, zatrzymał woźnicę, poprosił podróżnych, żeby wysiedli, podał rękę »damom«, odprawił konduktora i wrócił, prowadząc za uzdę konie ciągnące pojazd. W chwilę później wyprzężone konie puszczono na ulicę Zakręt, a przewrócony omnibus uzupełni barykadę”.

Wielka improwizacja

Jednak to nie materiał, z którego budowana jest barykada, stanowi o jej istocie. Szalenie ważne jest spontaniczne, wspólnotowe działanie wszystkich stanów, a później klas, niekiedy ramię w ramię z przedstawicielami ancien regime’u.

We Francji w maju 1588 r. w ocenie obserwatorów wszystkie stany zjednoczyły się przeciwko królowi: „Rzemieślnik rzucił swoje narzędzia, kupiec swój kram, żak swoje książki, prokuratorzy swoje teczki, adwokaci swoje togi, i nawet burmistrzowie i rajcy chwycili za halabardy”. Do walki stanęły również dzieci i kobiety, które z okien i dachów rzucały czym popadnie.

W rewolucji lipcowej 1830 r. brali udział i weterani napoleońscy, i studenci, i kupcy, ludzie różnych stanów i profesji. Dominowali mężczyźni, ale na zapleczu nigdy nie brakowało kobiet. Podczas rewolucji lutowej 1848 r., która rozpoczęła Wiosnę Ludów, na barykadach Paryża wielu było obcokrajowców, zawodowych rewolucjonistów, w tym Polaków.

Dziś, by skrzyknąć do obrony barykady, potrzebne są Twitter, Facebook, wolne media. 200 lat temu życie toczyło się na ulicy, wezwanie „Do broni!” przekazywano sobie z ust do ust. Często obrońcy nie znali się wcześniej, bratali się, najpierw wznosząc barykadę, później jej broniąc. Niektórzy mieli doświadczenie wcześniejszych insurekcji, niekiedy służby w wojsku, jednak próby organizacji i wprowadzenia dyscypliny walczyły z typowym chaosem miejskich buntów i rewolucji. Spontaniczną naturę obrońców widać dobrze, gdy spojrzymy ponad barykadą na szykujące się do ataku militarne formacje reżimu: gwardię szwajcarską, regularne wojsko, Berkut – zwykle dobrze wyekwipowane, zorganizowane i dowodzone przez wojskowych.

Konstytutywny dla barykady jest jej wydźwięk antysystemowy. Barykada – pisze Traugott – jest strukturą improwizowaną, zbudowaną i bronioną przez cywilnych powstańców w przestrzeni miejskiej przeciwko siłom wojskowym bądź policyjnym, reprezentującym dotychczasowy porządek.

Królowie uciekają

Od 1588 r. metoda na barykadę się upowszechniła. Użyta została w Lyonie, a także Bordeaux i Dijon. Choć pierwsze barykady stawiono przede wszystkim dla ochrony, potrafiły błyskawicznie zmienić swoją funkcję z defensywnej na ofensywną. W połowie XVII w. Francja stanęła na krawędzi bankructwa, finansowo wyczerpana wojną trzydziestoletnią i ciągnącym się konfliktem z hiszpańskimi Habsburgami, latami nieurodzajów. Jakby tego było mało, podobnie jak w całej Europie dramatycznie rosła liczba ludności, która migrowała za chlebem ze wsi do miast. Zmiany demograficzne, zwłaszcza w połączeniu z kryzysem skarbu państwa i brakiem chleba, to kluczowe korelaty niejednej rewolucji.

Tak było we Francji w czasach tzw. Frondy, gdy w 1648 r. ludność Paryża zbuntowała się przeciwko kardynałowi Mazariniemu. Władza była słaba. Ludwik XIV nie miał jeszcze pięciu lat, gdy został królem. Rządy sprawowała regentka: jego matka Anna z hiszpańskiej linii Habsburgów. Jako obcy traktowany był również jej najważniejszy minister, Włoch, kardynał Mazarin. Ale nie tylko z tego powodu miał on, mówiąc dzisiejszym językiem, złą prasę wśród mieszkańców Paryża. Zarzucano mu rozrzutność, nepotyzm, brutalny styl zarządzania. Wypisz wymaluj Wiktor Janukowycz, gdyby go ubrać w kardynalską purpurę.

Był jeszcze jeden zarzut, znów jakże aktualny: centralizacji władzy i nieliczenia się z parlamentem Paryża. Pokonanie Hiszpanów w bitwie pod Lens przez księcia Ludwika Burbona, jednego z największych wodzów w historii, stworzyło okazję do pokazania, kto tu rządzi, złamania oporu parlamentu przez aresztowanie jego przywódców. Plan wprowadzony w życie 26 sierpnia 1648 r. nie powiódł się, ponieważ paryskie zaułki obiegła wieść o porwaniach. Reakcja była natychmiastowa. Pozamykano sklepy, rozciągnięto łańcuchy w poprzek ulic, uderzono w dzwony. Rozpoczęło się wznoszenie ponad 1200 barykad, jak potwierdza to wielu naocznych świadków – spontanicznie, bez przywództwa i skoordynowanego planu działania. Fakt ten dowodzi istnienia już w XVII w. ugruntowanej praktyki miejskiego protestu.

Rewolucja francuska nie wzięła się z niczego, między 1661 a 1789 r. we Francji miało miejsce 8528 protestów. XIX stulecie możemy już nazwać wiekiem barykad. Masowo wznoszono je podczas lokalnych robotniczych rewolt, jak i potężnych wydarzeń w rodzaju rewolucji lipcowej w 1830 r., Wiosny Ludów i Komuny Paryskiej. Rosły we Francji, w Belgii, Wiedniu, Berlinie, Budapeszcie i Mediolanie. Barykady stały się z jednej strony ikoną dążeń do wolności, braterstwa i sprawiedliwości, z drugiej najbardziej rozpowszechnioną i skuteczną praktyką protestu w XIX w. Służyły podważeniu prawomocności reżimu, określały tożsamość rewolucjonistów. Dawały doświadczenie nowej, narodowej, obywatelskiej solidarności, znosząc, przynajmniej na krótko, podziały społeczne, katalizowały zmiany. Niejeden reżim zachwiał się bądź upadł w efekcie „powodzi barykad”.

Wystarczyły trzy dni chwały w lipcu 1830 r., by ostatni z Burbonów na tronie Francji, Karol X, miłośnik ancien regime’u, musiał uciekać w przebraniu kobiecym do Anglii.

Powstawaniu barykad towarzyszyły różne emocje, co dobrze było widać na Majdanie. Radość wspólnotowego działania i narodowego zjednoczenia, atmosfera karnawału mieszały się ze zwątpieniem, niepewnością. Jednocześnie Majdan nie przestawał odgrywać roli klubu dyskusyjnego, miejsca kształtowania opinii. Gromadził ciekawskich, gapiów, dziennikarzy. Często ten tłum zachowywał się nieprzewidywalnie, jednych oklaskiwał, innych wygwizdywał. Przy tym wszystkim był jednak otwarty na nowo przybyłych, także tych z drugiej strony barykady. Nieprzewidywalny majdan-tłum ulegał jednak stopniowej rutynizacji, wytwarzał własne zasady, prawa, hierarchie.

Szkoła polska

Nieodłącznym towarzyszem ludzi wznoszących barykady zawsze był strach: przed gniewem opresyjnej władzy, która będzie wieszać bądź rozstrzeliwać buntowników (w trakcie pacyfikacji Komuny Paryskiej w maju 1871 r. rozstrzelanych zostało 30 tys. komunardów), przed obcymi: szwajcarską gwardią królewską, Prusakami, na Majdanie Rosjanami, którzy będą gwałcić i rabować, dopuszczać się prowokacji, oraz przed własnymi: żebrakami, wagabundami, miejskim plebsem. Stąd podwójne role, w jakie wchodzą obrońcy barykad: burzycieli starego porządku i jednocześnie pilnujących nowego ładu. W sierpniu 1980 r. Międzyzakładowy Komitet Strajkowy narzucił w Gdańsku prohibicję, a za bramą stoczni stanęły warty. W Kijowie, po ucieczce Janukowycza, niedawni rebelianci zamienili się w stróżów prawa strzegących budynków rządowych.

Barykada narodziła się z ducha miasta. Nie jest wojskowym szańcem czy okopem, tworzy ją to, co miejskie: rzeczy i ludzie. Jest wyrazem obywatelskiego sprzeciwu mieszkańców. Ołtarzem wolności, który, uświęcony krwią poległych, nie może zostać splugawiony. Czytamy w „Nędznikach”, jak jeden rewolucjonista krzyczy na innego, nietrzeźwego: „Idź się gdzieś przespać! To jest miejsce upojenia, ale nie pijaństwa! Nie wolno ci hańbić barykady! Te słowa wywarły osobliwe wrażenie na Grantairze. Można by powiedzieć, że zachował się, jakby mu ktoś wylał na twarz szklankę zimnej wody. Wydawało się, że raptownie otrzeźwiał”. Na Majdanie obecność sacrum unaoczniały otwarte trumny.

W powojennej Polsce były tylko krótkotrwałe próby budowania barykad z ławek i koszy na śmieci podczas ulicznych zamieszek, m.in. w Gdańsku w grudniu 1970 r. i w Warszawie w maju 1982 r. Odpowiedzi, dlaczego barykady nie odegrały u nas podobnej roli jak w XIX-wiecznej Francji czy dziś na Ukrainie, należy szukać w doktrynie polskiej szkoły rozładowywania konfliktów. Zwycięstwo rewolucjonistów zgromadzonych wokół barykady to wypadkowa nie tylko ich woli walki i wiary w ideały wolności, lecz także efekt słabości reżimu, z którym walczą. W Polsce w czerwcu 1956 r. czy w grudniu 1970 r. rządzący się nie patyczkowali, wyprowadzili na ulice czołgi. Podobnie postąpili rządzący na Kremlu, wysyłając czołgi w czerwcu 1953 r. na ulice Berlina i trzy lata później, by spacyfikować Budapeszt.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Miliard ludzi na świecie głoduje. Dlaczego? Bo jest okradanych przez nas – silniejszych i bogatszych

Rozmowa z Martínem Caparrósem, argentyńskim pisarzem, autorem zbioru reportaży „Głód”, o tym, dlaczego prawie miliard ludzi nie ma co jeść – mimo że żywności mamy aż za dużo.

Paulina Wilk
29.03.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną