Historia

Prawdy i klisze

Spory o PRL

Generał Jaruzelski przed Pomnikiem Stoczniowców w Gdańsku (1983 r.) Generał Jaruzelski przed Pomnikiem Stoczniowców w Gdańsku (1983 r.) Wojtek Laski / EAST NEWS
Spór o generała Jaruzelskiego, mający kolejną odsłonę po jego śmierci, to w istocie część wielkiego sporu o to, czym była PRL.
Gen. Wojciech Jaruzelski z gospodarską wizytą w Bieszczadach w 1982 r.Maciej Billewicz/Forum Gen. Wojciech Jaruzelski z gospodarską wizytą w Bieszczadach w 1982 r.
Gen. Jaruzelski w Sejmie w dniu zaprzysiężenia na prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, 19 lipca 1989 r.Ireneusz Sobieszczuk/PAP Gen. Jaruzelski w Sejmie w dniu zaprzysiężenia na prezydenta Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, 19 lipca 1989 r.

Artykuł w wersji audio

Osąd dokonań zmarłego w przeważającej mierze jest pochodną tego, czy uważamy Polskę Ludową za formę polskiej państwowości, ułomnej, niedemokratycznej, niesuwerennej, ale jedynej, jaka mogła istnieć w tamtych warunkach geopolitycznych, czy też widzimy w niej przede wszystkim okupacyjny reżim służący interesom Moskwy, by odwołać się do bardziej wyrazistych opinii przeciwników generała. Jest to także spór o III RP, która nie potrafiła – albo nie chciała, jak twierdzą inni – osądzić go za masakrę robotników w grudniu 1970 r. i stan wojenny.

Kontrowersje wokół gen. Jaruzelskiego są instrumentalizowane politycznie, używane do kreowania ideowej tożsamości i mobilizowania zwolenników, zarówno przez postpeerelowską lewicę, jak i antykomunistyczną prawicę. Bohater, który uchronił kraj przed radziecką interwencją i położył podwaliny pod niepodległą, demokratyczną Polskę, albo zdrajca i sługus Moskwy z krwią Polaków na rękach – ta dychotomia dominująca w publicznym przekazie dobrze oddaje rytualny i zupełnie jałowy charakter większości sporów o symbole i historię, toczących się współcześnie w Polsce. Ma na to wpływ i scena polityczna, ale także coraz bardziej stabloidyzowane media, lubujące się w takich wyostrzonych komunikatach i czarno-białych obrazach.

W tej ostatniej odsłonie sporu było chyba jeszcze mniej niż do tej pory rzetelnego namysłu nad rzeczywistymi czynami generała, bez którego przecież jakakolwiek próba wpisania go w polską historię nie ma sensu. Warto więc, zanim dokonamy całościowych ocen, zastanowić się nad najważniejszymi i najbardziej kontrowersyjnymi kartami w jego biografii, o których nie zawsze zresztą wiemy dostatecznie wiele. Obok „klasycznych” tematów stanu wojennego i Okrągłego Stołu od kilku lat mamy nowy wątek: współpracy Jaruzelskiego jako młodego porucznika 3 Dywizji Piechoty z osławioną Informacją Wojskową, służbą kontrwywiadowczą, odgrywającą faktycznie w armii rolę policji politycznej, odpowiedzialną za brutalne represje wobec wielu oficerów i żołnierzy.

Nic konkretnego na temat tej współpracy nie wiemy, poza tym że – jak wskazują dokumenty odnalezione w 2005 r. w IPN – został zwerbowany w 1946 r. „na uczucia patriotyczne”. Nie ma też w tej informacji nic szczególnie sensacyjnego. Jaruzelski był szefem zwiadu w swoim pułku prowadzącym działania zarówno przeciwko UPA, jak i polskiemu podziemiu i z racji swojego stanowiska musiał blisko współpracować z kontrwywiadem, tak jak i wielu innych oficerów wykonujących podobne zadania. Nie ma żadnych dowodów na to, że szkodził swoim pułkowym towarzyszom, choć oczywiście nie można tego wykluczyć.

O kolejnych etapach życiorysu generała wiemy znacznie więcej. Od 1960 r. pełnił funkcję szefa Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego, a pięć lat później został szefem sztabu generalnego. Stał się członkiem ścisłej elity nie tylko wojskowej, ale i politycznej, szybko awansując. Ciekawym i mało znanym faktem jest jego uczestnictwo w kręgu towarzyskim skupionym wokół wpływowego ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara, przywódcy partyjnej frakcji partyzantów. Gwoli sprawiedliwości trzeba wspomnieć, że flirt z moczarowcami był wówczas udziałem także niektórych wybitnych intelektualistów i pisarzy. Jako szef sztabu, a od 1968 r. już minister obrony narodowej, Jaruzelski był współodpowiedzialny za antysyjonistyczne czystki w armii, z której usunięto ok. 200 oficerów żydowskiego pochodzenia.

Czystki dokonywały się we wszystkich środowiskach, Jaruzelski nie był na pewno ich inspiratorem ani czołowym wykonawcą, ale też w żaden sposób im się nie przeciwstawiał, jak choćby Edward Ochab, który zrezygnował z członkostwa w Biurze Politycznym. „Nie sądzę, by sprzyjał inwigilacji i fabrykowaniu fałszywych oskarżeń – pisał o Jaruzelskim gen. Tadeusz Pióro, usunięty z armii w 1967 r. – Znam go wystarczająco dobrze, by odrzucić takie przypuszczenie. Bezsporna jest natomiast jego aprobata dla dokonywanych czystek, bezpośrednie, aktywne w nich uczestniczenie. W rozmowach z niektórymi »ubolewał« nad niesprawiedliwością kierowanych przeciw nim zarzutów, więcej było w tym obłudy niż żalu”.

W grudniu 1970 r. siłową rozprawę z protestującymi robotnikami narzucił sam Władysław Gomułka, z którym jakakolwiek dyskusja nie była możliwa. Ale też nie odnotowano żadnych protestów ani ze strony Jaruzelskiego, ani kogokolwiek w kierownictwie partii, armii czy MSW. Jaruzelski nie sprawował bezpośredniego dowództwa oddziałów pacyfikujących Wybrzeże, ale jako minister obrony kierował całą wojskową machiną użytą przeciwko robotnikom. Nieprawdziwe były pogłoski, że w grudniu został ubezwłasnowolniony czy nawet znalazł się w areszcie domowym, które współtworzyły w następnych latach legendę generała. Odegrał jednak bardzo ważną – i w moim przekonaniu jednoznacznie pozytywną – rolę w odsunięciu od władzy Gomułki, który dla stłumienia „kontrrewolucji” gotów był utopić kraj we krwi.

Podczas przełomowego posiedzenia Biura Politycznego przekonywał I sekretarza i innych zwolenników siłowego rozwiązania, że w razie rozprzestrzenienia się protestów na Warszawę armia nie dysponuje siłami wystarczającymi do obrony najważniejszych gmachów rządowych. Jak dzisiaj wiemy, było to oczywistą nieprawdą. Jaruzelski działał w ścisłym porozumieniu z Moskwą, która chciała zahamować rozlew krwi i odsunąć Gomułkę. W czasie posiedzenia Biura łączył się telefonicznie z ministrem obrony ZSRR marszałkiem Greczką, co było wyraźnym sygnałem dla zebranych. Dobry to zresztą przykład niejednoznaczności wielu sytuacji w historii PRL.

No i wreszcie stan wojenny, najważniejszy moment w sporach o generała. Nie ulega wątpliwości, że to z inspiracji Moskwy w październiku 1981 r. zastąpił na stanowisku przywódcy PZPR Stanisława Kanię, który zwlekał z siłową rozprawą przeciwko Solidarności. Wyszły też na jaw dokumenty potwierdzające zabiegi generała o gwarancje radzieckiej pomocy wojskowej na wypadek niepowodzenia operacji stanu wojennego wprowadzanej polskimi rękami. Jaruzelski konsekwentnie temu zaprzeczał, sam byłem świadkiem jego gwałtownej reakcji, gdy podczas konferencji w Jachrance w 1997 r. adiutant marszałka Kulikowa ujawnił zapiski, według których kilka dni przed wprowadzeniem stanu wojennego generał prosił o potwierdzenie pomocy ze strony Moskwy. Ślady tego znajdziemy także w protokołach kremlowskiego Biura Politycznego, których autentyczność trudno kwestionować. Z punktu widzenia architektów stanu wojennego możliwość radzieckiego wsparcia musiała być logiczną i nieuchronną konsekwencją decyzji o jego wprowadzeniu. Bo co byłoby alternatywą, gdyby stan wojenny się załamał w wyniku strajku generalnego i masowych protestów ulicznych – oddanie władzy Solidarności?

Według wszelkiego prawdopodobieństwa wtedy Rosjanie i tak by wkroczyli, nie godząc się z utratą najważniejszego państwa satelickiego. Dla Moskwy skutecznie wprowadzony polskimi siłami stan wojenny był najlepszym możliwym rozwiązaniem. Jednak twierdzenia, że nie zamierzała ona w żadnej sytuacji wprowadzać do Polski wojsk – koronny argument przeciwników generała – są całkowicie zawieszone w próżni.

Na rządzących w Warszawie od kilkunastu miesięcy wywierano niezwykle silną presję, a jej powtarzającym się elementem była możliwość interwencji wojskowej, na wzór przeprowadzonej przez Układ Warszawski w Czechosłowacji w 1968 r. Od strony polskiej przygotowywał ją zresztą Jaruzelski jako minister obrony, więc dobrze wiedział, czego się może spodziewać. Jeżeli chcemy prowadzić spór o generała w sposób rzetelny, musimy uznać, że groźby radzieckiej interwencji wojskowej nikt rozsądny w 1980 i 1981 r. nie miał prawa wykluczać. Za pewnik uważano ją w Waszyngtonie przez cały czas trwania polskiego kryzysu.

Sumienie Jaruzelskiego obciążali zabici w czasie stanu wojennego, zarówno w czasie tłumienia demonstracji, jak i skrytobójczo przez SB. Portrety niektórych z nich trzymali na cmentarzu przeciwnicy generała. O każdej z tych ofiar powinniśmy w wolnej Polsce pamiętać. Ale trzeba też mieć świadomość, że rozprawa z Solidarnością mogła się odbywać znacznie brutalniej. Zwolennikami ostrzejszych działań byli nie tylko twardogłowi w partii i strukturach siłowych, tacy jak Tadeusz Grabski, Mirosław Milewski czy Stefan Olszowski, dysponujący własnymi kontaktami z Moskwą i w każdej chwili gotowi zastąpić ekipę Jaruzelskiego.

Dobrą ilustracją nastrojów panujących w samym otoczeniu generała mogą być zapiski Mieczysława Rakowskiego. „Żartem zapytałem [gen. Siwickiego, kierującego MON], czy nie ma łodzi, którymi mógłby przewieźć prominentów »S« do Sztokholmu. Na to Siwicki (też żartem): Melduję, że nie mamy dziurawych łodzi. Myślę, że niejeden chętnie zrobiłby coś takiego” – notował w swoim dzienniku dziesięć dni po wprowadzeniu stanu wojennego.

Jaruzelski domagał się stanowczych działań wojska i aparatu bezpieczeństwa, szybkich wyroków w trybie doraźnym wobec strajkujących, ale jednocześnie starał się ograniczyć skalę rozlewu krwi i odwetu, do którego szykowała się znaczna część bezpieki i aparatu partyjnego. W trakcie stanu wojennego straciło życie około 100 osób. Po przewrocie wojskowym w Chile w 1973 r. zamordowano 3 tys. przeciwników politycznych, a w Argentynie wojskowi odpowiadają za śmierć prawdopodobnie nawet 30 tys. ludzi. Tylko mniejszość z nich była uzbrojona. W jednym i drugim przypadku terror miał charakter systemowy, tortury i morderstwa dokonywały się za wiedzą i na rozkaz rządzących generałów. W Polsce Jaruzelskiego były jednak tylko marginesem działań bezpieki. Nie chodzi przy tym o porównywanie sytuacji w tak różnych krajach, ale o uzmysłowienie sobie, że raz uruchomiona spirala państwowej przemocy może łatwo prowadzić do potwornych skutków.

Najbardziej drastycznej zbrodni lat 80. – zamordowania księdza Popiełuszki – nie dokonano na polecenie Jaruzelskiego, ale raczej, jak wszystko na to wskazuje, przeciwko niemu. Jej sprawców postawiono przed sądem, w ułomnym co prawda procesie, ale i tak będącym ewenementem jak na standardy dyktatur. Jest oczywiście prawdą, że od odpowiedzialności za działania morderców generał całkowicie uchylić się nie może. Jak notował sam Rakowski tuż po zabójstwie księdza, „to, co się stało, jest w pewnym sensie skutkiem bezkarności, jaką cieszył się do tej pory resort spraw wewnętrznych. Obserwowałem sprawę Przemyka od pierwszej chwili. Wiadomo, że to milicjanci go skatowali, a jednak nie oni zostali skazani. WJ cały czas mówił, że trzeba w tej sprawie dojść do prawdy. Ale co przez to rozumiał?”.

Przeciwnicy generała odrzucają jego zasługi w doprowadzeniu do pokojowego demontażu komunizmu w Polsce. Nie ulega wątpliwości, że do dialogu z opozycją zmusiła rządzących pogarszająca się dramatycznie w drugiej połowie lat 80. sytuacja gospodarcza i że przy Okrągłym Stole władza nie zamierzała kapitulować, a jedynie wciągnąć opozycję w struktury rządzenia i podzielić się odpowiedzialnością za nieuchronne i bolesne reformy gospodarcze. Wiemy też, że przynajmniej od 1987 r. do reform zachęcał Jaruzelskiego, tak samo zresztą jak i innych przywódców krajów bloku, sam Gorbaczow. Dawał im jednocześnie szersze pole manewru, które można było zagospodarować na różne sposoby. Honecker i Husak aż do jesieni 1989 r. nie dopuszczali do żadnej liberalizacji i dialogu z opozycją, a Ceauçescu już po upadku innych komunistycznych reżimów kazał strzelać do protestujących. Stwierdzenia, że Jaruzelski nie miał wyjścia, a system i tak był skazany na rychły upadek, są możliwe tylko ex post. Przypominają pseudomarksistowski determinizm historyczny w niezbyt wyrafinowanym wydaniu.

No i wreszcie ostatnia odsłona: prezydenta PRL w 1989 r. i pierwszego prezydenta Rzeczpospolitej oddającego rządy premierowi z szeregów opozycji, mającego swój udział w wielkiej przebudowie Polski. Nawet wrogowie Jaruzelskiego nie znajdują w tym okresie silnych argumentów przeciwko niemu, przyjętą strategią jest raczej pomniejszanie jego roli i wskazywanie na „genetyczne” wady III RP, za które generał współodpowiada.

Częścią tej nieprostej biografii były też: ziemiańskie pochodzenie, gimnazjum księży marianów, wywózka całej rodziny na Syberię w 1941 r. i śmierć ojca, które zapewne na zawsze wdrukowały w Jaruzelskiego strach przed Sowietami. Każdy, kto osobiście zetknął się z generałem, musiał też przy odrobinie bezstronności docenić jego format intelektualny, którym górował nad ogromną większością wojskowych i partyjnych towarzyszy.

W panującym dzisiaj w Polsce klimacie politycznym i ideowym nie ma miejsca na spokojną i wyważoną refleksję nad rolą generała w polskiej historii. Sam Jaruzelski też jej nie ułatwiał. Z jednej strony nieraz brał publicznie odpowiedzialność i wyrażał żal za śmierć ofiar stanu wojennego, z drugiej jednak uchylał się od naprawdę otwartej dyskusji o niewygodnych dla niego sprawach, m.in. drodze do 13 grudnia czy relacjach z Moskwą. Krytycznie piszącym o nim historykom wysyłał obszerne memoriały, z potężną argumentacją historyczną, ale zawierające także sformułowania, które można było odbierać – zwłaszcza za rządów SLD – jako wywieranie nacisku czy nawet próbę zamykania im ust. Można taką postawę do pewnego stopnia zrozumieć w sytuacji toczących się przeciwko niemu procesów sądowych, ale mimo wszystko nie otwierało to pola do rzetelnej debaty, a raczej było starannie zaplanowaną i konsekwentnie prowadzoną obroną jego drogi życiowej i politycznej, silnie wspieraną przez obóz postkomunistycznej lewicy.

Zapewne musi minąć jeszcze sporo czasu, byśmy mogli o Jaruzelskim rozmawiać w zniuansowany sposób jak choćby o margrabim Aleksandrze Wielopolskim, który chciał uchronić kraj przed rozlewem krwi i w styczniu 1863 r. przeprowadził brankę, by zapobiec wybuchowi powstania, a doprowadził do jego przedwczesnego wybuchu i w konsekwencji do narodowej klęski. W II RP czczono pamięć powstańców styczniowych, a nie margrabiego, ale z czasem możliwa stała się spokojna rozmowa zarówno o jego intencjach, jak i skutkach działań. Nie chcę ich porównywać, ale tylko wskazać inną postać w naszej historii, która budziła równie silne i na ogół negatywne emocje.

Gdyby Jaruzelski zszedł z historycznej sceny w połowie lat 80., stawiałbym go w jednym rzędzie z innymi przywódcami PZPR, takimi jak Gomułka czy Gierek, współtworzącymi system peerel­owskiej dyktatury, też zresztą w gruncie rzeczy wymykającymi się czarno-białym ocenom. Kolejnych kilka lat zmienia jednak ten obraz i czyni Jaruzelskiego – czy tego chcemy czy nie – jednym ze współtwórców współczesnej Polski, a na pewno postacią bardziej niejednoznaczną, niż chcą zarówno jego apologeci, jak i zaprzysięgli wrogowie.

Autor jest historykiem, profesorem w Instytucie Studiów Politycznych PAN.

Polityka 24.2014 (2962) z dnia 10.06.2014; Historia; s. 60
Oryginalny tytuł tekstu: "Prawdy i klisze"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną