Historia

Getto, gettunio, getuchna kochana...

Dzieje łódzkiego getta

Fabryka w łódzkim getcie, część magazynowa. Fabryka w łódzkim getcie, część magazynowa. Bilderwelt / EAST NEWS
Lato 1944 r. Gorące, burzowe. 2 lipca – 29 stopni, dzień później – 34, a 5 lipca, w środę, nawet 36 stopni. Tak zanotowano w „Kronice getta łódzkiego – Litzmannstadt Getto” w przedostatnim miesiącu jego istnienia.
Wystawa ubrań szytych w zakładach getta.Bilderwelt/EAST NEWS Wystawa ubrań szytych w zakładach getta.
Getto, 1941 r. - pomieszczenie, w którym przygotowywano zmarłych do pochówku.Bilderweltea/EAST NEWS Getto, 1941 r. - pomieszczenie, w którym przygotowywano zmarłych do pochówku.

Jeszcze tu są – Rutka, Lilka, Edzia. I Mela, a właściwie Melania. Melą pieszczotliwie nazywają ją ci, którzy odkryli po latach jej wiersze.

Nie miałaś oczu błękitnych ni złotych
I żadna cisza rąk twoich nie drżała trzepotem
Motyli plam słonecznych po murach nie gonił
Twój śmiech
Kołysać cię miała daleka, senna Waikiki...

Mela – wtedy już chora na gruźlicę – mieszka przy ul. Marynarskiej. To znaczy – Kelmstrasse. Pewnie pisze. Może jeszcze spotyka się z przyjaciółmi, z którymi rozmawia o sztuce. Z opowieści, które przetrwały, wiemy, że Melania Fogelbaum przed wojną pisała nie tylko wiersze, ale także eseje poświęcone historii sztuki, malowała, rzeźbiła. W getcie pracowała w Wissenschaftliche Abteilung – Wydziale Nauki, gdzie poznał ją Leon Kowner i tak zapamiętał: „Była drobną kobietą o orlej, drapieżnej twarzy i błyszczących oczach (...). Przy pracy opowiadała nam o sztuce i naukach, o malarstwie i poezji, właściwie o wszystkim”. To on właśnie znalazł na podwórku Meli przy ul. Marynarskiej – pozostańmy przy tej nazwie, bo przecież Marynarska nadal jest w Łodzi i nadal stoją przy niej, pamiętające również Melę, domy – jej zdjęcie. Lekko uszkodzone, ale rekonstrukcja się powiodła.

Inny ocalony, Nachman Zonabend, znalazł jeszcze dwa zdjęcia Meli oraz dwa zeszyty z jej wierszami.

Chodź ugrzęźniemy w zielonym szeleście
zmylimy mądrym krokom ślad
oczom spalonym brudnym asfaltem...

Ten sam Nachman Zonabend przyczynił się także do ocalenia „Kroniki getta” [rejestr codzienny wydarzeń w getcie, zarządzeń i nawet pogody; jest to ważne źródło historyczne] – jako osoba pracująca w tzw. grupie porządkowej, już po likwidacji getta, odnalazł w pomieszczeniach archiwum pozostawione tam dokumenty i ukrył je w tzw. suchej studni przy pl. Kościelnym 4. Sam także się ukrywał, podobnie jak Jakub Poznański, który wraz z żoną i córką znalazł schronienie na strychu w resorcie papierniczym [w getcie łódzkim zakłady pracy nazywano resortami, w warszawskim – szopami], a potem, gdy musieli je opuścić – w ciemnym, wilgotnym „bunkrze”, gdzie – jak pisze córka Poznańskiego Hanna Poznańska-Linde – trzeba było „pozostawać tylko w pozycji leżącej na różnych poziomach, gdyż inaczej nie starczyłoby miejsca”.

Dokumenty składające się na „Kronikę getta” zostały potem przez tego samego Nachmana Zonabenda wydobyte z kryjówki i podzielone na dwie części – jedną z nich Zonabend współpracujący wówczas z Centralną Żydowską Komisją Historyczną przekazał stronie polskiej, drugą wywiózł do Szwecji.

W kronice nie pojawia się nazwisko Melanii Fogelbaum, natomiast dwukrotnie wspomniany jest Jankiel Herszkowicz, „trubadur łódzkiego getta”.

Getto, getunio, getuchna kochana
Tyś taka malutka i taka szubrana...

Jak czytamy w kronice, Herszkowicz – z zawodu krawiec – piosenki swe śpiewał na ulicach, „rozweselając przygodnych słuchaczy”. Towarzyszył mu, przez pewien czas, do 1942 r., Karol Rozencwajg – wiedeńczyk, były komiwojażer, przygrywający na gitarze lub cytrze. Ci, którzy przeżyli, wspominają, jak wielką radością i pociechą były dla nich te piosenki.

Nie masz się czym martwić, wkrótce będzie lepiej
Mir wełn esn kichełech ojf jontew –
Będziemy jedli biszkopty na święta
Trinken karm3 wajn –
i pili karmelowe wino jęczmienne!
Getto, gettunio
...

– śpiewał, stojąc na ulicy, na jakiejś skrzyni lub pudle Herszkowicz.

„Jestem małym Żydem, więc śpiewam małą piosenkę” – zwykł mawiać. Jego głos został utrwalony na taśmie magnetofonowej. Herszkowiczowi udało się przeżyć i Auschwitz, i Brunszwik, po wojnie nagrał w Polskim Radiu niektóre swoje piosenki. Ma je w swoim archiwum również jego rodzina.

Z Łucją Herszkowicz, wnuczką Jankiela, umawiamy się przy ulicy Rybnej, gdzie dziadek mieszkał. Rybna, gdzie w małym domku pod nr. 6 mieszkał Herszkowicz, prawie w ogóle nie zmieniła się od tego czasu. Te same domy, te same bramy, te same rynsztoki. Małe podwórka z drewnianymi komórkami. Gdy Łucja Herszkowicz, wnuczka Jankiela, śpiewa piosenkę dziadka, ktoś wychyla się z okna.

„Getto, gettunio...”. Na domku nie ma żadnej tabliczki, trzeba przejść na drugą stronę Rybnej, by przeczytać – w języku polskim, niemieckim, angielskim i po hebrajsku – informację, że w kamienicy przy Fischstrasse 15 „mieścił się budynek szkoły powszechnej, a od października 1941 r. siedziba przesiedleńców Dusseldorf”, zaś od 1942 r. – „resort pantofli”. Biegające po ulicy dzieci wybuchają śmiechem: – Resort pantofli?! Ale po chwili poważnieją – tak, wiedzą, że tu było getto, tam dalej jest nawet kamień upamiętniający stary cmentarz żydowski przy ul. Wesołej, na którym w latach 50. zbudowano osiedle. Wspinają się na palce, by odczytać wszystkie informacje zamieszczone na tabliczce – wisi bardzo wysoko, specjalnie, żeby trudniej było ją zniszczyć, a i tak niedawno była podpalona.

To niejedyne miejsce, gdzie można znaleźć ślad po Żydach z zachodniej Europy, którzy – na rozkaz Heinricha Himmlera – od 1941 r. byli deportowani do Litzmann­stadt Getto. Było ich 13 954 – z Austrii, Czech, Luksemburga i Niemiec. Dołączyli do 160 320 Żydów z Łodzi.

Przyjeżdżali na stację Radegast z eleganckimi neseserami i termosami, szukając bagażowych. Stłoczeni w przydzielonych im kwaterach, w strasznych warunkach, bez wody, pozbawieni elementarnych wygód chorowali, załamywali się. W „Kronice getta” wiele jest wzmianek o samobójstwach: „21 października 1941 r. pogotowie zostało wezwane do baraku, gdzie rozlokowany został świeżo przybyły transport z Frankfurtu nad Menem. W transporcie tym (…) zażyło truciznę małżeństwo: Alfred Goldman i jego małżonka Szarlota Goldman”. W bramie przy ul. Limanowskiego 13 „wypili truciznę wdowa Józefina Beck wraz ze swoim synem Egonem (oboje urodzeni w Wiedniu)”. Informacja pochodzi z marca 1942 r.

Jednym z transportów był tzw. Transport Praga II – przeważali w nim adwokaci, lekarze, inżynierowie, profesorowie, dziennikarze, przedsiębiorcy. Byli w nim także Oskar Rosenfeld i Bernard Heilig, późniejsi autorzy „Kroniki getta”. Jak pisał ten ostatni, transport praski „biegli oszacowali na półtora do dwóch miliardów koron”.

W oddzielnych transportach z Pragi przybyły też Valerie Pollakowa i Gabrielle Hermannowa – siostry Franza Kafki. Valli i Elli. Według zachowanych w archiwum dokumentów zostały wymeldowane ze swych mieszkań we wrześniu 1942 r. W rubryce „nowy adres” wpisano „wysiedlenie”. Tym nowym adresem było Chełmno nad Nerem, Kulmhof, gdzie naziści stworzyli pierwszy obóz śmierci.

Jeśli poszperamy, znajdziemy także wśród mieszkańców getta Arnolda Kischa – brata Egona Erwina Kischa, słynnego „szalejącego reportera”, autora wielu książek, guru reportażystów. Żył tylko do 1942 r.

I jeszcze Joasia. Jej imię i nazwisko znajdziemy na liście dzieci wywiezionych we wrześniu 1942 r. do obozu Kulmhof, gdzie ginęły w samochodowych komorach gazowych. Joasia Tuszyner, nr 40 na liście sporządzonej 7 września 1942 r. Miała dwa lata. Żadne dziecko z tej listy nie przekroczyło trzech lat. Ani Elka, ani Salek, ani Zdziś czy Henio. „Evakuierte Juden” – jeden z dokumentów zachowanych w archiwum.

Odwołajmy się raz jeszcze do „Kroniki getta”, którą – obok wspomnianego już Rosenfelda i Heiliga – tworzyli Julian Cukier-Cerski, przedwojenny dziennikarz „Republiki” [znanego dziennika łódzkiego] Abram Kamieniecki, Bernard Ostrowski (tylko on ocalał), Józef Zelkowicz – pisarz tworzący w jidysz, Oskar Singer – dziennikarz z Pragi, i wiedenka – Alice de Buton.

W notatce z 13 grudnia 1941 r. znajdujemy informację, iż „onegdaj zmarł jeden z seniorów berlińskiego świata lekarskiego dr med. Ernst Sandheim, radca sanitarny Berlina”. A tuż obok wzmianka o tym, że „w Domu Kultury odbył się koncert symfoniczny, wykonany przez orkiestrę pod batutą Teofila Rydera, połączony z występem znakomitego wiedeńskiego pianisty Birkenfelda”.

„Getto, gettunio...” – niewolnicza praca, koncerty w domu kultury przy ul. Krawieckiej, gdzie po wojnie istniało kino Halka, procesy i wyroki, śluby udzielane przez Kolegium Rabinackie, rumki – miejscowa waluta, domowe kuchnie i wydziały aprowizacyjne zrównujące wszystkich w biedzie, kolonie dla dzieci na Marysinie i chanukowe cukierki oraz Mordechaj Chaim Rumkowski – tzw. Przełożony Starszeństwa Żydów ze swoim niezłomnym hasłem „Praca i Ład”.

Getto pracowało, aby żyć. W resorcie obuwniczym, słomianym, metalowym, gumowym, tekstylnym i największym – krawieckim. To stąd – jak pisze w „Vademecum. Łódzkie getto 1940–1944” Julian Baranowski – wysyłano do Niemiec mundury, kurtki, czapki, kamasze, kożuchy, tornistry i plecaki. „Ok. 10 proc. produkcji getta szło na zamówienie znanych domów handlowych i firm prywatnych, takich jak J. Necermann w Berlinie, Henckel&Co w Hamburgu czy Edward Lingel w Erfurcie”. Szacuje się, że „zamówienia prywatne i państwowe zrealizowane w 1944 r. przez 114 zakładów pracy zatrudniających blisko 70 tys. pracowników, dały ogółem III Rzeszy ok. 2,2 mld marek czystego zysku”.

W resorcie skórzanym pracował Mendel – ojciec Edy, która na ul. Rybną przychodziła często, do cioci i wujka; ten domek, narożny, w którym mieszkali w getcie, stoi do dziś.

Co ja mogę o nich powiedzieć? – pyta Eda. – Odeszli, jakby wiatr ich rozwiał. Mama Edy, Pola, ze szmat robiła dywany, sama Eda, wówczas nastolatka, była gońcem w sądzie, a jej brat, o kilka lat młodszy Heniuś? Gdzie pracował Heniuś? Może w Łuszczarni Miki? „Przed każdym dzieckiem leży tekturka, na której dokonywuje ono swą pracę przy pomocy specjalnego noża – czytamy w „Kronice getta”. – Łuszczenie polega na umiejętnym wsadzeniu noża w wygładzony uprzednio bok płytki i oddzieleniu wszystkich warstw. W resorcie zajętych jest przy mice 153 dziewczynki i 146 chłopców”. Na zdjęciu widzimy dziecinne buzie, warkoczyki, kucyki, jeżyki i grzywki.

A Lilka? Gdzie mogła pracować mała Lilka? Bo to, że pracowała – jest pewne. Może w resorcie papierniczym przy ul. Żydowskiej 12, gdzie – jak notuje kronikarz – „dokonuje się istnych cudów, gdyż ze skrawków papieru, tektury i materiału buduje się nowoczesne, zelektryfikowane domy dla lalek. Małe kobietki pokrywają delikatnym haftem maleńkie tiulowe kapy i firanki, nalepiają wycięte z kretonu wzory na dywany, wyścielają mebelki”. Będą się nimi bawić inne małe kobietki.

A więc jest lato 1944 r. Upalny lipiec. Zbliża się sierpień, który będzie ostatnim miesiącem istnienia getta. Jeszcze tu są – Rutka, Lilka, Edzia i Mela, a właściwie Melania, najstarsza, chora i właściwie bez szans.

Rutka pracuje w resorcie krawieckim. Razem z innymi dziewczynkami wykrawają rękawy do sukienek, których nie będą nosiły. Ciężka, wyczerpująca wielogodzinna praca. Ale z zupą, a to najważniejsze, bo głód panujący w getcie jest nie do oswojenia. „Marzyliśmy o bułce z masłem” – powie po latach Ruth.

W zachowanym w archiwum łódzkiego radia jedynym nagraniu Jankiel Herszkowicz śpiewa – „kajne brojt” [nie ma chleba – jidysz] i „kiszki marsza grają...”. Uczucie głodu towarzyszyło wszystkim, wszędzie. Wychudzenie, obrzęki głodowe, śmierć z wycieńczenia były na porządku dziennym. Do tego gruźlica, czerwonka, dyfteryt, jaglica, szkarlatyna, tyfus.

Getto – Todeskiste – skrzynia śmierci. Jak może to znieść kilkuletnia dziewczynka, ukochana jedynaczka, otoczona niegdyś w swym pokoju przy ul. Nawrot pięknymi zabawkami? Wypatruje wróbelków, które nadlatują z innego świata. Lilka, późniejszy adres – Tel Awiw.

A Edzia, zanim – w Szwecji – stała się Edą? Z kochającymi rodzicami, z którymi mieszkała przy ul. Więckowskiego? I z małym braciszkiem Heniusiem, którego – dzięki interwencji znajomego sędziego – ocalono z Wielkiej Szpery, a który potem razem z innymi zniknął w Auschwitz, „jakby ich ktoś zdmuchnął”. Dla Edy Polska to wspomnienia, które ciągle wracają i o których nie chce wyrzucić z pamięci. Ale mieszkać by tu nie mogła. W Łodzi, w której przed wojną było 233 tys. Żydów, oj, mama kochana, a teraz? Tylko cmentarz. A więc Edzia – jak to przetrwała?

A Rutka, którą mama z ich domu przy ul. 11 Listopada, kiedyś, kiedyś, przed wojną, razem z bratem, prowadziła na ślizgawkę, do parku, na poranki w filharmonii – jak ona to znosiła? W domu babci, w getcie, były na szczęście książki. Powieści noblistów, wiersze. Mickiewicz, Asnyk, Tuwim. Stąd pewnie ta tłukąca się po głowie „Lokomotywa”, która wiozła ich potem do Auschwitz.

Wszystkie trzy tam się znalazły. Ocalały. Tylko one.

Ale na razie jeszcze tu są.

„Kronika getta”, 30 lipca 1944 r.: „W ciągu dnia 22–38 stopni; narodziny – brak, zgony – 1, liczba ludności – 68 561” (przypomnijmy – w 1940 r. – 160 320). I jeszcze – „dziś dostarczono do getta 7160 kg kartofli, 46 210 kg białej kapusty i 13 790 kg kalarepy. (...) Jeśli jutro, w poniedziałek, nie nadejdzie mąka, to sytuacja może być niezwykle krytyczna”. Na tym zapiski się kończą, w sierpniu kronika już nie powstaje.

W getcie panuje strach. Krążą pogłoski o likwidacji. Od 23 czerwca do 14 lipca wywieziono do Chełmna nad Nerem w 10 transportach 7196 osób. Do dziś zachowały się listy deportowanych. „Lajb Gutsztadt z ulicy Towiańskiego, Koch, Szlama Rozen z Żydowskiej, Wirker, Gecel Wajsblach z Brzezińskiej, Schneider, rodzina Pilichowskich z ulicy Starosikawskiej – Dawid, Noma oraz 19-letni Rachmil i 17-letni Zelig”.

Potem, chwilowo, akcja zostaje wstrzymana, prawdopodobnie na skutek interwencji Alberta Speera, który był – jak pisze w „Vademecum” Julian Baranowski – „zainteresowany dalszą produkcją wojenną getta”. Nie na długo jednak – 1 sierpnia 1944 r. Chaim Rumkowski, przełożony Starszeństwa Żydów, zostaje powiadomiony o „wznowieniu ewakuacji ludności żydowskiej w głąb III Rzeszy”.

1 sierpnia ciężko chora na gruźlicę Melania Fogelbaum zostaje na noszach dostarczona z ul. Marynarskiej na stację Radegast i wywieziona do Auschwitz-Birkenau. Ma 33 lata. Ginie, podobno, tego samego dnia.

Nocą ciężką od woni jabłek
porzucam mokry ogród
pustka i nieświt sen spóźniony jęczą
i mądra gorycz okien zagląda mi w oczy
bólem naprzestrzał tylko księżyc ze mną
wędrują w bliskość twarde traw pajęcza
sny się zbudziły w rowie i cień rów przeskoczył
Więc już?

Przez 20 dni trwa w getcie łapanka i blokada ulic. Do Auschwitz wywożą Lilkę, Rutkę i Edzię. Rutka – nowe adresy: Jerozolima i Nowy Jork – pamięta, że mama do plecaka zapakowała jej ulubioną lalkę, a w wagonie – jak napisze po latach – „tata warkocz jej zaplatał, z trzech warstw troskliwie złożony – z miłości, mądrości, ukochania świata”.

Ukrywający się na terenie getta Jakub Poznański notuje w swym dzienniku: „28 sierpnia 1944 r. – poniedziałek – Getto wygląda wprost niesamowicie. Ulice jakby wymarły”.

29 sierpnia ze stacji Radegast odchodzi ostatni transport. Likwidacja getta zostaje zakończona.

„Getto, gettunio...” – śpiewa na podwórku przy ul. Rybnej Łucja Herszkowicz. „Getto, majn kłajne getto, majn libe getto...” [getto, moje małe getto, moje ukochane getto – jidysz] – słów nauczył ją tata, a już po jego śmierci dowiedziała się, że dziadek po wojnie, przeżywszy Auschwitz i obóz pracy w Brunszwiku, gdzie także śpiewał swoje piosenki, powrócił do Łodzi i uczestniczył w żydowskim życiu towarzyskim i kulturalnym. Po 1968 r. coraz częściej jednak wpadał w stany depresyjne i – jak czytamy w słowniku biograficznym „Żydzi dawnej Łodzi” – 25 marca 1972 r. popełnił samobójstwo.

„Getto, gettunio...”.

Korzystałam z: „Kronika getta łódzkiego 1941–1944”, Archiwum Państwowe w Łodzi i Wyd. UŁ; Julian Baranowski, „Łódzkie getto 1940–1944. Vademecum”, Archiwum Państwowe w Łodzi i Bilbo; Melania Fogelbaum, „Drzwi otwarte na nicość”, w opr. L. Żulińskiego i Z.M. Piechockiego, Wyd. Sonar.

***

Getto łódzkie

Było (obok piotrkowskiego) pierwszym gettem utworzonym przez Niemców na ziemiach Polski. Trwało też najdłużej (poza Theresienstadt) w Europie, bo do końca sierpnia 1944 r. Umieszczone zostało w najnędzniejszej dzielnicy miasta, w Bałutach, na obszarze 4 km kw.; pozbawione było kanalizacji, przeważała drewniana zabudowa. Osadzono w nim 160 320 Żydów łódzkich, a dosiedlono do nich 13 954 zesłańców z Austrii, Niemiec, Czech i Luksemburga oraz 17 826 Żydów z okolicznych mniejszych miasteczek.

Z getta wywieziono w latach 1940–41 ok. 8 tys. osób do ciężkich robót w Warthegau (prowincja III Rzeszy utworzona z polskich ziem). Większość pracowała przy budowie autostrady Poznań–Frankfurt, zginęła z wycieńczenia lub zesłana została do obozów koncentracyjnych. Z głodu, wycieńczenia i chorób zmarło w getcie 43 tys. osób. W 1942 r. wysłano do natychmiastowego zagazowania w Kulmhof (Chełmno nad Nerem) 75 tys. osób. W końcowej fazie wszystkich pozostałych mieszkańców getta (ponad 60 tys.) zesłano do Kulmhofu i głównie do Auschwitz. W getcie Niemcy pozostawili 830 ludzi do prac porządkowych i sortowania mienia pożydowskiego. Ci zostali wyzwoleni 19 stycznia 1945 r. przez Armię Czerwoną. Szacuje się, że Żydów łodzian ocalało pod rządami niemieckimi ok. 10 tys.

Niemieckim administratorem getta był kupiec z Bremy Hans Biebow – po wojnie skazany na śmierć przez polski sąd. Administracją gettową kierował Mordechaj Chaim Rumkowski – zginął w Auschwitz, natychmiast po przyjeździe transportu, ponoć z ręki współwięźniów.

Polityka 35.2014 (2973) z dnia 26.08.2014; Historia; s. 48
Oryginalny tytuł tekstu: "Getto, gettunio, getuchna kochana..."
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Ja My Oni

Jak komunikować swoje potrzeby

Jak wyrazić swoje potrzeby, aby inni je uwzględniali.

Anna Dąbrowska, Anna Dobrowolska
06.02.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną