Historia

Moce spod fartuszka

Masoni polscy

Stanisław Kostka Potocki jako mason był jednym z inicjatorów utworzenia Uniwersytetu Warszawskiego. Stanisław Kostka Potocki jako mason był jednym z inicjatorów utworzenia Uniwersytetu Warszawskiego. Muzeum Narodowe w Warszawie
Jakie są korzenie polskiego wolnomularstwa, co mu zawdzięczamy i czy wpływ masonów był rzeczywiście aż tak wielki, jak się to im chętnie przypisuje?
Od lewej: puchar masoński, tłok pieczętny warszawskiej loży Rycerze Gwiazdy, znak loży Doskonała JednośćMuzeum Narodowe w Warszawie Od lewej: puchar masoński, tłok pieczętny warszawskiej loży Rycerze Gwiazdy, znak loży Doskonała Jedność
Fartuszek mistrza ceremoniiMuzeum Narodowe w Warszawie Fartuszek mistrza ceremonii
Woreczek do zbierania jałmużnyMuzeum Narodowe w Warszawie Woreczek do zbierania jałmużny
Wielka Loża Narodowa, której przychylny był także marszałek Józef Piłsudski, została zlikwidowana po jego śmierci.Muzeum Narodowe w Warszawie Wielka Loża Narodowa, której przychylny był także marszałek Józef Piłsudski, została zlikwidowana po jego śmierci.

Z masonerią związane są dwie legendy. Według jednej – tej jasnej – jest ona kołem zamachowym postępu i bractwem najświatlejszych ludzi, którzy za cel wzięli sobie budowanie lepszego świata. Przecież wśród sygnatariuszy tak rewolucyjnych oświeceniowych dokumentów, jak Konstytucja Stanów Zjednoczonych, francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela czy nasza Konstytucja 3 maja, było wielu jej adeptów. Na drugim biegunie jest legenda mroczna, która w wolnomularstwie upatruje symbolu przez nikogo niekontrolowanych ciemnych sił rządzących światem. Zwolennicy spiskowej teorii dziejów twierdzą, że ten międzynarodowy „układ” odpowiedzialny jest za wszystkie nieszczęścia tego świata.

W warszawskim Muzeum Narodowym do 11 stycznia można oglądać wystawę „Masoneria. Pro publico bono”, która wzięła sobie za cel przedstawienie dziejów polskiej masonerii oraz wytłumaczenie zawiłości wolnomularskiej drogi wtajemniczenia. Pretekstem do jej zorganizowania są znajdujące się w polskich zbiorach masoniki, które, jak dotąd, nie zostały zbadane i zaprezentowane szerokiej publiczności oraz, jak podkreśla dyrektor muzeum Agnieszka Morawińska, chęć „odczarowania tematu masonerii i przypomnienia, jak wiele idei, dzieł i instytucji jej zawdzięczamy”.

Kwestia tajności

Masoneria jest uważana za tajną organizację dla wybrańców. Teoretycznie kryteria rekrutacji były demokratyczne, w końcu przyjmowano „osoby wolne i dobrych obyczajów”, ale w XVIII w. wykluczało to ludzi z nizin społecznych, niepełnosprawnych, a na Wyspach Brytyjskich nawet kobiety (na kontynencie wstępowały one do lóż adopcyjnych). Dziś można się zastanawiać, czy osobą wolną jest ktoś uzależniony od używek, choć kiedyś nie miało to znaczenia.

– Hazardzistą był wielki mistrz Ignacy Potocki, który zanim zabrał się do współtworzenia Konstytucji 3 maja, przegrał 1,5 mln zł w faraona – mówi prof. Tadeusz Cegielski, merytoryczny opiekun wystawy, historyk i wolnomularz. – Mitem jest jednak przekonanie, że wolnomularstwo jest tajne. Wrażenie to wzięło się stąd, że ryty masońskie mają charakter dyskrecjonalny, ale sam ruch od początku był w centrum zainteresowania opinii publicznej, chociażby ze względu na obecność w nim wielu osób ze świecznika. Tajemnice masonerii obejmują rytuały, symbole i zakaz ujawniania bez zgody nazwisk braci masonów, ale dziś, zwłaszcza na Zachodzie, mało kto kryje się z przynależnością do ruchu.

Nazwa free masons pojawiła się w Anglii w XIV w. jako określenie angielskiego bractwa kamieniarzy zajmujących się ­obróbką miękkiego kamienia wapiennego (free-stone). Ponieważ tworzyli oni intelektualną elitę średniowiecznych budowniczych, strzegli tajemnic swojego fachu. Być może z czasem bractwa te utraciły charakter zawodowy i pod koniec XVII w. przekształciły się w stowarzyszenia filozoficzne (spekulatywne). Jednak historyk David Stevenson początków wolnomularstwa upatruje w szkockich organizacjach kulturowych – w rodzaju naszego bractwa kurkowego – sięgających jedynie do zawodowych tradycji i symboli (loża, fartuszki, węgielnica, ociosany kamień).

Początek masonerii spekulatywnej łączony jest z założeniem Wielkiej Loży Londynu w czerwcu 1717 r. w gospodzie Pod Gęsią i Rusztem, ale podstawy organizacyjne i ideowe ruchu sformułował sześć lat później pastor James Anderson. W opublikowanej w Londynie w 1723 r. Book of Constitutions (Księdze Konstytucji) przedstawił on wolnomularstwo jako braterski związek orędowników nauki i postępu cywilizacji. Znaczenia, a zarazem tajemniczości dodawały tym ideałom odwołania do rytów średniowiecznych bractw.

Idee wolnomularskie doskonale trafiły w potrzeby zwolenników postępu, pragmatycznych, ale jednocześnie spragnionych duchowości i rytuału ludzi oświecenia. Choć ruch powstał w kręgach burżuazji, wolnych zawodów i intelektualistów, zaczął przyciągać arystokratów (czego ukoronowaniem było przyjęcie do Wielkiej Loży Londynu w 1737 r. brytyjskiego następcy tronu – ks. Fryderyka Wilhelma).

Liczba braci rosła, ale niektórzy z nich czuli się rozczarowani. Niejaki ­Samuel Prichard już w 1730 r. wydał broszurę „Masonry Dissected”, w której wyśmiewał pretensje masonerii do przechowywania jakiejś wiedzy tajemnej. Na dowód przytoczył treść wolnomularskich rytuałów trzech stopni (ucznia, czeladnika, mistrza), komentując: „I gdzie tu tajemnice? To przecież proste obrzędy ludowo-zawodowe”. Jest to jeden z najstarszych pamfletów antymasońskich, a jednocześnie bezcenne źródło do poznania początków masonerii spekulatywnej. W odpowiedzi Wielkiej Loży Anglii na „niedyskrecje Pana Pricharda” po raz pierwszy pojawiły się wątki ezoteryczne – opis mitycznych korzeni masonerii oraz pojęcie zaginionego słowa masońskiego, które, według legendy, było hasłem, jakim posługiwali się mistrzowie budujący biblijną świątynię Salomona.

Kwestia religii

Stosunek do wiary w Istotę Wyższą dzieli dziś masonerię na dwa główne nurty – liberalny, czyli antydogmatyczny, oraz regularny (anglosaski), który wymaga wiary w Wielkiego Architekta. Nie jest to rozróżnienie istniejące od początku, ale loże szybko podzieliły się na protestanckie – sprzyjające Wilhelmowi III Orańskiemu, oraz katolickie – zrzeszające zwolenników odsuniętego od tronu w 1688 r. Jakuba II Stuarta, tzw. jakobitów. Wolnomularstwo przeniknęło do Francji i Italii wraz z emigracją tych ostatnich, jednak Kościołowi katolickiemu nie spodobały się ani tajne masońskie rytuały, ani niejasne intencje, nie mówiąc o założeniach, że ludzie i religie są sobie równi. Nic dziwnego, że Kościół dopatrzył się w masonerii konkurencyjnej świeckiej siły, której działania mogą doprowadzić do zburzenia starego porządku. Skończyło się to wydaniem bulli papieskich (1737 i 1751 r.) zabraniających katolikom przynależności do lóż.

Mimo groźby ekskomuniki masoneria nie zaprzestała działalności w krajach katolickich, a w jej szeregach nadal pozostało wielu duchownych. – Niechęć Kościoła do masonerii pogłębiła się w XIX w., gdy masoni włoscy zaangażowali się w dzieło zjednoczenia Włoch, w wyniku którego zlikwidowane zostało Państwo Kościelne ze stolicą w Rzymie – mówi prof. Cegielski. Dziś większość zarzutów z bulli papieskich jest już nieaktualnych, ale podczas gdy Watykan stoi twardo na stanowisku, że nie ma zbawienia poza Kościołem, masoneria głosi równość wszystkich religii.

W Polsce już w 1719 r. pojawiło się Bractwo Czerwone – La Confrérie Rouge – odgałęzienie angielskiego wolnomularstwa jakobickiego. Ponieważ w Rzeczpospolitej nie było – jak w Anglii – klasy średniej, ruch stał się modny głównie wśród szlachty i bogatego mieszczaństwa. Od początku do masonerii przystępowały damy z towarzystwa (do 1821 r. działało u nas aż 20 lóż kobiecych) oraz cudzoziemcy, dla których loże były doskonałym miejscem na integrację z miejscowymi elitami.

Masoneria nabrała oświeceniowo-patriotycznego charakteru po 1780 r., gdy w jej statusie pojawił się zapis o służbie dobru Rzeczpospolitej. Wolnomularze zaczęli brać czynny udział w reformie społeczno-etycznej państwa.

Kwestia patriotyzmu

XVIII-wieczny patriotyzm rozumiany był jako działanie na rzecz ojczyzny, rozwoju nauki, wspierania kultury oraz działalności dobroczynnej. Wielu masonów było mecenasami sztuki, a w zlecanych braciom artystom dziełach można dopatrzyć się wątków idei masońskich. Zgodne z duchem oświeceniowym było też powołanie przez króla sceny narodowej, o rozwój której zadbali dwaj wolnomularze – ojciec teatru polskiego Wojciech Bogusławski, potem zaś kompozytor i nauczyciel Chopina Józef Elsner. Nawet w sentymentalnych ogrodach, zakładanych m.in. przez działające w lożach kobiecych Helenę Radziwiłł czy Izabelę Czartoryską, kryły się elementy ezoteryki masońskiej – idea ogrodu jako miejsca intymnego kontaktu człowieka z przyrodą.

Loże angażowały się w akcje dobroczynne, jak finansowanie domów opieki czy szpitali. Zgodnie z masońską zasadą, że „ofiara nie może wywyższać ofiarodawcy ani też poniżać obdarowanego” krakowska loża Przesąd Zwyciężony przez lata anonimowo wspierała zakon sióstr miłosierdzia i braci bonifratrów.

– Gdy ją w 1822 r. rozwiązano cesarskim dekretem, większość swojego majątku przekazała tym zakonom, budynek zaś oddała uniwersytetowi. To nie wszystko – z zachowanej korespondencji wiemy, że loże dbały też o starszych i niezamożnych braci, wypłacając im rodzaj emerytury – mówi prof. Cegielski.

Po trzecim zaborze do masonerii na obczyźnie zaczęli wstępować żołnierze z Legionów Polskich, w ten sposób Jan Henryk Dąbrowski trafił do Wielkiego Wschodu Włoch, w którym piastował funkcję Wielkiego Eksperta. Choć pokolenie armii napoleońskiej miało romantyczne podejście, wierząc, że wolną Polskę można zdobyć orężem, w Polsce na czele masonerii stanął człowiek oświecenia, założyciel pierwszego publicznego muzeum (Wilanów) i jeden z inicjatorów utworzenia Uniwersytetu Warszawskiego – Stanisław Kostka Potocki. Ten wytrawny polityk początkowo miał nadzieję na odbudowę państwa polskiego pod gwiazdą Napoleona. Latem 1812 r., jako szef rządu Księstwa Warszawskiego i zwierzchnik masonerii, wzywał rodaków, by ruszyli z cesarzem na Moskwę. Jednak po napoleońskiej klęsce, zręcznie przeorientował politykę masonerii na przyjazną carowi Aleksandrowi I (również wolnomularzowi). Przychylność cara skończyła się w 1819 r., gdy major Walerian Łukasiński założył Wolnomularstwo Narodowe, którego celem było działanie na rzecz ludzkiego traktowania żołnierzy. Władca uznał organizację za wyjątkowo niebezpieczną, jej twórca jako więzień stanu spędził w twierdzy 46 lat życia. W 1821 r. Aleksander zakazał działalności wolnomularskiej w Imperium Rosyjskim, uznając je za siedlisko spisków.

Kwestia wpływów

Wolnomularstwo miało swój udział w odbudowie państwa polskiego w latach 1918–21. Polska inteligencja wyrosła w romantycznej tradycji liberum conspiro – wolności konspiracji. Wierzyła, że odzys­kanie niepodległości możliwe jest dzięki czynowi zbrojnemu podjętemu przez tajne organizacje. W konspiracji powstała PPS, Polskie Drużyny Strzeleckie, Związek Młodzieży Polskiej „Zet” – oraz pierwsze po kilku dziesiątkach lat organizacje lożowe na ziemiach polskich. Legioniści Piłsudskiego inicjowani w zagranicznych lożach wierzyli, że wolnomularze francuscy i rosyjscy pomogą w odbudowie państwa polskiego.

– Mało kto wie, że choć polscy wolnomularze byli inicjowani głównie we Francji, to założycielką polskiej Wielkiej Loży Narodowej została w 1920 r. włoska obediencja wolnomularska. Przyczyną była nieprzychylność polskiej sprawie i nieufność wobec Marszałka francuskich braci już w dobie traktatów wersalskich. W dodatku, mimo przekonania Piłsudskiego i całej polskiej inteligencji o sile politycznej masonerii, kanały wolnomularskie nie spełniały pokładanych w nich nadziei – mówi prof. Cegielski.

Gdy w lutym 1921 r. Marszałek miał przyjechać do Paryża, polscy masoni wysłali co prawda list do francuskich braci z prośbą o jego przychylne przyjęcie, ale do sojuszu francusko-polskiego doszło w głównej mierze dzięki namowom Brytyjczyków, a nie wstawiennictwu francuskich masonów. – Inną nieudaną próbą wykorzystania kontaktów masońskich było sondowanie przez Piłsudskiego w 1933 r. francuskiego sztabu generalnego na okoliczność wojny prewencyjnej z III Rzeszą. Polski emisariusz nic nie wskórał, bo Francji nie w głowie była kolejna wojna – mówi profesor. Postrzeganie masonerii jako międzynarodowego stowarzyszenia o jednej linii politycznej to podstawowy błąd ze strony krytyków ruchu, bo nawet jeśli loże z różnych krajów utrzymywały ze sobą kontakty, reprezentowały zazwyczaj odmienne interesy polityczne.

Punktem kulminacyjnym wpływów polskich wolnomularzy na politykę państwa było utworzenie po przewrocie majowym rządu profesora Kazimierza Bartla, w którym zarówno premier, jak 8 z 11 ministrów było wolnomularzami. W tym jednak wypadku można mówić o wpływie poszczególnych osób, a nie wielkiej loży. Co więcej, związki polskiej masonerii z polityką skrytykowali angielscy masoni (Loża Matka Świata), z czasem też coraz częściej wolnomularze wyrażali swoją niezgodę na pogłębiające się tendencje autorytarne w łonie sanacji. W 1929 r. wielki mistrz Stanisław Stempowski wyrzucił z masonerii najbliższych współpracowników Piłsudskiego (m.in. Edwarda Rydza-Śmigłego, Walerego Sławka, Bolesława Wieniawę-Długoszowskiego), a dwa lata później wystąpił z ruchu były wielki komandor Rady Najwyższej Rytu Szkockiego, znany pisarz Andrzej Strug. Mimo to Piłsudski nie rozwiązał ruchu; do jego likwidacji doszło dopiero po jego śmierci. W 1938 r. w obliczu zbliżającej się wojny miało miejsce zbliżenie obozu sanacji z endecją, która zawsze domagała się delegalizacji masonerii.

Kwestia trwania

Skupiając się na politycznej działalności masonów II Rzeczpospolitej, łatwo zapomnieć, że z jej kręgów wyszło wielu społeczników i aktywistów okresu międzywojennego, jak wspomniany już Andrzej Strug czy Marian Falski, autor elementarza. Ze względu na brak klasy średniej w polskich lożach, inaczej niż na Zachodzie, nie było przedstawicieli handlu czy przemysłu, tylko przedstawiciele inteligencji – prawnicy, naukowcy, a głównie lekarze. Trzech pierwszych wielkich mistrzów było psychiatrami. Rafał Radziwiłłowicz, twórca humanistycznego kierunku w psychiatrii, ordynator nowoczesnej lecznicy chorób umysłowych w Tworkach i twórca Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, był pierwowzorem postaci doktora Judyma z powieści swego zięcia Stefana Żeromskiego; Witold Łuniewski jest uważany za prekursora szkoły psychiatrii sądowej, a Jan Mazurkiewicz za pioniera psychofizjologii. Adeptami sztuki królewskiej byli dwaj znani warszawscy pediatrzy: Mieczysław Michałowicz – pierwszy ordynator nowo budowanego szpitala dziecięcego przy ul. Litewskiej, oraz jeden z niewielu Żydów w polskiej masonerii – Janusz Korczak.

W czasie wojny i po niej polscy masoni działali w loży Kopernik w Paryżu i w konspiracji w Warszawie od 1961 r., dzięki inicjatywie Jana Józefa Lipskiego. Potem, gdy w 1976 r. powstał KOR, niektórzy z jego członków należeli do wolnomularstwa. Do oficjalnego „obudzenia” Wielkiej Loży Narodowej Polski doszło w grudniu 1991 r. Wśród osób związanych później z polityką, poza Janem Józefem Lipskim, wolnomularzami byli Aleksander Małachowski i Jan Olszewski. We współczesnym wolnomularstwie nie ma jednak wielu polityków z pierwszych stron gazet, dominuje, podobnie jak przed wojną, inteligencja.

Na polskiej masonerii odbiły się trudne dzieje naszego kraju. Loże dwa razy były rozwiązywane na dłużej i działały tylko w podziemiu, a to wykluczyło ciągłość, nie mówiąc o budowie majątku czy politycznej siły. W porównaniu z zamożnymi organizacjami na Zachodzie, te polskie są jak ubogie siostry, bez budynków lożowych czy pokaźnych kont, z których można wspierać naukę, sztukę lub działalność filantropijną. Mimo to, a także pomimo niechęci ze strony społeczeństwa, około tysiąca osób działa dziś w trzech dużych obediencjach – regularnej, uznawanej za najbardziej konserwatywną, czyli Wielkiej Loży Narodowej Polski, bardziej liberalnym Wielkim Wschodzie Polski oraz przyjmującej zarówno kobiety, jak i mężczyzn Światowym Zakonie „Prawo Człowieka” – „Le Droit Humain”.

Wolnomularstwo gromadzi ludzi różnych poglądów i wyznań, ale wszyscy mają pewien ideał, który się odbija w tytule wystawy – pro publico bono – mówi prof. Cegielski. Zapewne po jej zwiedzeniu jedni utwierdzą się w przekonaniu, że masoneria jest tylko zabawą dla elit przebranych w fartuszki; a inni, że jej działalność i system wtajemniczeń jest podejrzany i niebezpieczny. Pewne natomiast jest, że adepci „sztuki królewskiej” przewijają się przez polską historię od niemal 300 lat. I znowu – jednych to zdziwi, innych nie. W końcu każdy wie, że Żydzi i masoni rządzą światem.

Polityka 37.2014 (2975) z dnia 09.09.2014; Historia; s. 59
Oryginalny tytuł tekstu: "Moce spod fartuszka"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dramat dzieci z wrodzonymi wadami

Co roku rodzi się ponad 2 tys. dzieci z głębokimi wadami. Ich rodziców czasem trzeba zastąpić lub im pomóc. Lecz nie ma kto tego zrobić.

Agnieszka Sowa
01.11.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną