Subkultury III Rzeszy

Swing heil!
Wystawa sztuki zdegenerowanej w Dusseldorfie, 1938 r.
Ullstein Bild/BEW

Wystawa sztuki zdegenerowanej w Dusseldorfie, 1938 r.

Rasistowski plakat z końca lat 30.
BPK/BEW

Rasistowski plakat z końca lat 30.

Grupa edelweiss piraten, czyli szarotkowych piratów z Kolonii
AN

Grupa edelweiss piraten, czyli szarotkowych piratów z Kolonii

Publiczna egzekucja na piratach, 1944 r., pięciu spośród straconych nie miało nawet 18 lat.
Ullstein Bild/BEW

Publiczna egzekucja na piratach, 1944 r., pięciu spośród straconych nie miało nawet 18 lat.

Młodych ludzi przyciągał do navajos nie tylko brak panującego w Hitlerjugend wojskowego reżimu i politycznej propagandy. Powodem była też typowa dla młodzieżowych subkultur chęć obrony swojej dzielnicy przed patrolami HJ, a także fakt, że w navajos były dziewczyny. W nazistowskich organizacjach młodzieżowych panowała segregacja płciowa – do Hitlerjugend mogli należeć tylko chłopcy, dla dziewcząt został stworzony Bund Deutscher Mädel (BDM – Związek Niemieckich Dziewcząt). Do tego dochodził istotny dla nastolatków element obciachu – członkowie HJ mieli obowiązek paradować w krótkich spodenkach aż do osiągnięcia 18 roku życia.

Do pierwszych starć pomiędzy navajos a patrolami Hitlerjugend doszło w kolońskiej dzielnicy Deutz w lipcu 1936 r. Wiosną 1937 r. w dzielnicy Ehrenfeld wybuchł konflikt, który rozniósł się później na całe miasto. 5 września w odległym o 23 km Roesrath doszło do spotkania wszystkich grup navajos z Kolonii. Dwa dni później zaatakowały one członków Hitlerjugend w wesołym miasteczku Kalker: była to regularna bitwa z użyciem pałek i noży.

Wojna sprzyja subkulturom

Konsekwencją były masowe aresztowania członków navajos przez gestapo. 16 grudnia 17 z nich zostało skazanych na kary więzienia. Była to jednak dopiero zapowiedź represji, które miały się rozpocząć z chwilą wybuchu wojny.

Wprowadzenie we wrześniu 1939 r. bezwzględnej cenzury, kar za nocne włóczęgostwo, a także kary śmierci dla nieletnich przestępców oznaczało wielką zmianę w życiu młodzieżowych subkultur w Niemczech. Słuchanie śpiewanych po angielsku piosenek, ataki na patrole HJ czy nawet publiczne mówienie „dzień dobry” zamiast „Heil Hitler!” nabierały zupełnie innej wagi.

Jednocześnie powołanie do wojska najstarszych roczników zarówno Hitlerjugend, jak i navajos czy swingkindersów zmieniło charakter grup. Hitlerjugend, przekształcone z młodzieżowej organizacji w siły pomocnicze Wehrmachtu, zaczęło cierpieć na brak ludzi do patrolowania miast. Z kolei pozbawione kontroli najstarszych członków subkultury zaczęły się coraz bardziej radykalizować, skręcając w stronę otwartego łamania prawa. W rezultacie, mimo wprowadzenia w III Rzeszy drakońskich obostrzeń wobec młodzieży, działalność nieformalnych grup w czasie wojny nie tylko nie zamarła, ale nabrała jeszcze większego rozmachu.

2 marca 1940 r. gestapo przeprowadziło nocny nalot na hamburski klub Curio-Haus, w którym bawiło się ponad 400 swingkindersów. 138 młodych ludzi – 93 chłopców i 45 dziewcząt – zostało zatrzymanych za wykroczenie przeciwko państwu. Dziewczęta oskarżono dodatkowo o rozwiązłość. Wyroki były jednak łagodne – kilka tygodni aresztu, bez osadzenia w obozie koncentracyjnym.

Jazz, muzyka oporu

Ta pobłażliwość hamburskiego sądu skłoniła Artura Axmanna, dowódcę Hitlerjugend, do napisania listu do szefa gestapo Reinharda Heydricha, w którym domagał się wysyłania swingkindersów do obozów nawet na trzy lata. Jednak jazzowe imprezy w Hamburgu się nie skończyły. 18 sierpnia 1941 r. gestapo przeprowadziło tam kolejny nalot, w trakcie którego aresztowano ponad 300 młodych ludzi.

Po tym zdarzeniu swingkindersi zrezygnowali z organizowania dużych imprez, ograniczając się do prywatek na 25–30 osób, tym bardziej że od 1941 r. obowiązywał zakaz wstępu do lokali tanecznych dla osób w wieku poniżej 21 lat. Jednak również prywatki stawały się celem nalotów gestapo. Kary dla zatrzymanych były znacznie poważniejsze, gdy w sprawę zaangażował się sam szef SS Heinrich Himmler, domagający się co najmniej 3 lat w obozie koncentracyjnym dla liderów grup.

Jazz stał się muzyką oporu przeciwko nazistom nie tylko w Niemczech, ale także w Danii i Francji. W Danii, gdzie okupacja miała łagodny charakter, w jazzowych koncertach uczestniczyło jednorazowo nawet 8 tys. ludzi, a najpopularniejszą grupą w kraju był wieloetniczny zespół Harlem Kiddies. Jego wokalistka Raquel Rastenni była Żydówką. Z kolei w okupowanym Paryżu powstała jazzowa subkultura Zazou. Jej członkowie przyjęli podobny styl ubierania się jak swingkindersi i podobnie jak oni wielokrotnie ścierali się z francuskim odpowiednikiem Hitlerjugend – faszystowską organizacją Jeunesse Populaire Française.

Jazz był również chętnie słuchany przez żołnierzy AK w czasie powstania warszawskiego. W Śródmieściu działał nawet lokal, w którym grano tę muzykę. Nie wszystkim się to jednak podobało. „Nastawiłem jakąś angielską radiostację, która nadawała jazz. Jak po kamienicy rozniosła się muzyka, to podniósł się straszny krzyk. To on tam jazz nadaje, a tu trupy leżą!” – wspominał Stefan Hahn ps. Stefański z Komendy Służby Łączności AK.

Szarotkowi piraci

Oblicza się, że od 40 do 70 swingkindersów w wieku poniżej 18 lat trafiło do obozów koncentracyjnych dla nieletnich, takich jak KL Moringen czy KL Uckermark niedaleko Ravensbrück. W Moringen został osadzony m.in. 17-letni Gunter Discher, jeden z liderów z hamburskiej dzielnicy Sankt-Pauli. Z kolei pełnoletni członkowie subkultury, a także ci, którym udowodniono żydowskie pochodzenie, byli deportowani od marca 1942 r. do obozów koncentracyjnych Bergen-Belsen, Buchenwald, Harzungen, Dora-Mittelbau, Neuengamme, Ravensbrück, Sachsenhausen i Auschwitz, a także do getta w Theresienstadt. Nieznana jest ich dokładna liczba.

Swingkindersi nie byli jedyną młodzieżową subkulturą III Rzeszy tropioną przez gestapo. W miejsce częściowo rozbitych navajos powstało kilka innych grup, takich jak meuten z Lipska, których liczbę w latach 1937–39 gestapo szacowało na 1500 osób, farhtenstenze z Essen czy kittelbach piraten z Düsseldorfu. Największą jednak subkulturą stali się szarotkowi piraci – edelweiss piraten – których liczba w czasie wojny wzrosła do ok. 5 tys. osób, z czego 3 tys. przypadało na jedno tylko miasto – Kolonię.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną