Kaczyński jak legendarny przywódca Argentyny? Niekoniecznie

Kaczyński, Perón – niebliźniacy
Gdyby Jarosław Kaczyński był Juanem Perónem z okresu, w którym argentyński caudillo zbudował swoją legendę, a PiS ruchem wzorowanym na emancypacyjnych filarach peronizmu, nie byłoby najgorzej. Tak jednak nie jest.
Prezydent Argentyny Juan Perón z żoną Evitą – portret z 1949 r.
Universal History Archive/Getty Images

Prezydent Argentyny Juan Perón z żoną Evitą – portret z 1949 r.

Prezydent Nestor Kirchner z żoną Cristiną Fernandez, późniejszą prezydent, 2003 r.
Pablo Cuarterolo/AP/EAST NEWS

Prezydent Nestor Kirchner z żoną Cristiną Fernandez, późniejszą prezydent, 2003 r.

audio

AudioPolityka Artur Domosławski - Kaczyński Peron nie bliżniacy

W dyskusjach prasowych pojawiły się ostatnio porównania polityki PiS do peronizmu. Przypomnijmy, że to ruch polityczny, który powstał w Argentynie w połowie lat 40. XX w. wokół postaci charyzmatycznego prezydenta Juana Peróna i jego żony Evity, nazywanej czasem królową ubogich. Np. prof. Marcin Kula, wybitny historyk Ameryki Łacińskiej, zwrócił uwagę w „Gazecie Wyborczej” – przywołując podobieństwa PiS z peronizmemu – „że [w Argentynie] zarówno populistyczny »ojciec«, jak populistyczna »matka« zawsze demonstrowali bliskość w stosunku do ludzi »przeciętnych«, mających prawdziwe powody do niezadowolenia z dystansu okazywanego im przez poprzednie ekipy. Często mówili ludziom, że kraj do nich należy, podczas gdy inni go zawłaszczają. Mogliby najpewniej uczynić swoją deklarację z dzisiejszej Polski, że »legalne jest to, co powie naród«”.

1.

Z peronizmem i zrozumieniem, na czym polega, od zawsze są kłopoty. Argentyński politolog Alejandro Horowicz zatytułował swoje – dziś już klasyczne – dzieło „Cztery peronizmy”. Pisał je w latach 80., lecz gdyby powstawało dziś, musiałby nadać tytuł „Pięć peronizmów”. Peronizm – by tak rzec – oryginalny, powstał w latach 40. i 50. Drugi wiąże się z rewolucyjnym ruchem montoneros z lat 70. Trzeci to faszyzująca polityka Peróna i jego zausznika Lopeza Regi po powrocie z wygnania (1973–74). Był też peronizm skrajnie neoliberalny prezydenta Carlosa Menema w latach 90. Piąty to polityka ostatnich 12 lat Nestora Kirchnera i Cristiny Fernandez, nawiązująca do peronizmu oryginalnego, egalitarnego.

Czym więc jest peronizm? Najkrócej: wszystkim. Lewicą i prawicą, czerwonym i czarnym. Bywał emancypacyjny, a innym razem lub w innych kwestiach – zachowawczy. Bywał postępowy i reakcyjny. Rewolucyjny i pragmatyczny. Katolicki i antykościelny. Do PiS dałoby się dopasować zaledwie połowę tych określeń.

Perón, a potem jego kontynuatorzy poplątali granice na mapie idei i społecznych podziałów w Argentynie na wieki wieków. Perón jedną ręką dawał ludowi chleb i nowe prawa, a drugą trzymał pałkę, choć prawdę mówiąc, niezbyt twardą. Składał hołdy Kościołowi, a innym razem szedł z klechami na udry, wprowadzając prawo o rozwodach. Wyhodował montoneros, którzy w latach 70. zerkali w stronę Kuby, i faszyzujące szwadrony śmierci, które montoneros unicestwiały, a na dodatek usłały drogę najkrwawszej dyktaturze w tym kraju w XX w. (1976–83).

Peronizm to sprzeczności i umiejętność żonglowania nimi. Argentyńczycy mawiają – autoironicznie chyba – że peronizm to nie ideologia, lecz uczucie. Co to znaczy? Odpowiedzią niech będzie inne pytanie: A któż to wie? Eklektyzm ideologiczny i mętniactwo wiążą się z peronizmem nierozerwalnie.

W Buenos Aires można usłyszeć anegdotę o tym, jak Perón udzielał wywiadu zagranicznemu reporterowi i zapytany, jakie poparcie w Argentynie mają lewica, centrum i prawica, odrzekł tak: – Lewicę popiera ok. 30 proc. społeczeństwa. Centrum – również jakieś 30 proc. Prawicę, jak łatwo policzyć, też tyle samo. – A gdzie w tym wszystkim miejsce dla peronistów? – spytał zaskoczony reporter. – Co za pytanie! – odpowiedział Perón. – Peronistami są wszyscy!

Jeśli istnieje jakaś analogia dla ruchu peronistowskiego poza Argentyną, to jest nią chyba tylko dawna Solidarność – mimo że oddolny mechanizm narodzin odróżnia ją od peronizmu, który został zainicjowany odgórnie. Podobieństwo „S” do peronizmu tkwi w tym, że w jednym ruchu potrafiła pomieścić skrajnych nacjonalistów i liberalnych demokratów, katolickich integrystów, katolików dialogu i ateistów, ultraliberałów i związkowców chcących zarządzać zakładami, socjaldemokratów, socjalistów i trockistów itd., itp. Wypisz, wymaluj – peronizm.

Wydaje się jednak, że gdy dzisiaj padają odwołania do peronizmu w kontekście polityki PiS, dotyczą nie całej historii ruchu, lecz peronizmu – by tak rzec – oryginalnego z lat 1946–55, kiedy Perón rządził przez dwie kadencje prezydenckie i prowadził politykę, która w nieodwracalny sposób odmieniła Argentynę.

2.

Peronizm był dzieckiem czasu, który nastał po Wielkim Kryzysie lat 30. Masowe bezrobocie na wsi sprawiło, że w ciągu dekady na obrzeżach Buenos Aires osiedliło się 1,5 mln ludzi – bez pracy, zawodu, miejsca w świecie. Wraz z drobnymi przedsiębiorcami, właścicielami domowych zakładów, ludzie ci stali się zalążkiem nowej klasy. Różnili się od tradycyjnej klasy średniej niemal wszystkim – poziomem zamożności, wykształcenia, kolorem skóry.

Argentyna lat 40. była jednym z najbogatszych państw świata. Dorobiła się na dwóch wojnach w Europie, eksportując produkty rolne: zboże, len, bawełnę, wołowinę. W 1918 r. jej eksport był trzy razy większy niż u progu pierwszej wojny. Do czasu Wielkiego Kryzysu dostarczała połowę światowego eksportu mięsa, 75 proc. eksportu lnu, ponad 60 proc. kukurydzy, 20 proc. pszenicy. Połowa europejskiego importu z Ameryki Łacińskiej płynęła z Argentyny. W czasie drugiej wojny światowej i tuż po jej zakończeniu kraj znowu zarabiał krocie na eksportowaniu zboża i mięsa do wygłodzonej Europy.

Było więc co dzielić: idee redystrybucji dochodu narodowego i aktywnej polityki socjalnej państwa przeżywały wielkie dni. Robotnicy, robotnicy rolni stali się wielkimi wygranymi epoki. Ich awans za Peróna zmienił w sposób nieodwracalny argentyńskie społeczeństwo. Perón uczynił z milionów biednych nową klasę średnią.

Pytania retoryczne: czy PiS adresuje swoją politykę do najbiedniejszych? Dlaczego program 500+ nie obejmuje np. samotnych matek z jednym dzieckiem? Gdy Perón obejmował władzę, Argentyna miała 70 proc. rezerw dolarowych regionu. Antyperoniści mówią, że kupił za te pieniądze poparcie biedoty. Peroniści powiedzieliby jednak, że sprawiedliwiej dzielił bogactwa kraju.

„Dawni politycy – głosił Perón – prowadzili politykę sytuacyjną podyktowaną interesami swoich faworytów [tzn. oligarchii]. My, peroniści, chcemy prowadzić politykę korzystną dla mas ludowych”. Dla opisania swojej idei wymyślił pojęcie justicialismo (justicia to po hiszpańsku sprawiedliwość). „Justicialismo – głosił – jest nową filozofią życiową: prostą, praktyczną, masową, głęboko chrześcijańską i głęboko humanistyczną. Jako doktryna polityczna justicialismo zapewnia równowagę praw jednostki i społeczności. Jako doktryna ekonomiczna stanowi realizację ekonomii społecznej, stawiając kapitał na usługi tej ekonomii, ją samą natomiast oddając w służbę dobrobytu społecznego”. Perón miał aspiracje stworzenia „prawdziwej Trzeciej Drogi” między „bezlitosnym kaptalizmem a odhumanizowanym socjalizmem”. Wątpliwe, czy aspiracje takie przyświecają obozowi politycznemu, który rządzi obecnie w Polsce.

O rządach Peróna da się oczywiście powiedzieć sporo złego, idealizowanie byłoby naiwnością. Stłamsił media (PiS przejawia w tej sprawie pewne ambicje), a niektórych przeciwników sadzał do więzień (pożyjemy, zobaczymy). Jego ojcowski autorytaryzm był jednak – paradoksalnie – zmianą na lepsze w porównaniu z dyktaturami przed nim (tego akurat o PiS nie da się powiedzieć). Od początku lat 30., nie wspominając dyktatorów z XIX w., wojskowi przeprowadzali nałogowo zamachy stanu, by stać na straży interesów oligarchii i powstrzymać aspiracje klas niższych. Przy nich Perón był barankiem, a i wygrał wybory demokratycznie.

Uczynił z biednych prawdziwych beneficjentów czasów prosperity. Uszanował ich godność, dostrzegł w nich uczestników Historii, nie jej nawóz. Biedni odwdzięczyli mu się poparciem i uwielbieniem. To właśnie dlatego ruchem, który w Argentynie zakorzenił się na trwałe, jest peronizm, a nie np. ruch socjalistyczny. O socjalizmie marzyli biali postępowi inteligenci z Buenos Aires, zapatrzeni w Europę, których śniadzi nędzarze z interioru nienawidzili. I to ci ostatni wynieśli Peróna na szczyty.

Chyba bogactwem największym, jakie dał Argentyńczykom, były prawa, które z biednych uczyniły obywateli kraju nie tylko literalnie. Za jego rządów po raz pierwszy dostali emerytury i płatne urlopy. Powstały sądy pracy broniące robotników przed nadużyciami pracodawców. Tworzono uniwersytety robotnicze, schroniska dla samotnych matek, zbudowano kilka tysięcy szkół. To była egalitarna rewolucja bez rewolucji, gdyż starego porządku wcale nie burzono. Peronizm dążył do tego, by biedni uczestniczyli w owym porządku na pełnych prawach.

3.

Prawdziwej rewolucji małżeństwo Perónów dokonało za to w sferze obyczajowej. Kobiety dostały prawa wyborcze, wprowadzono prawo o rozwodach, na którym również kobiety zyskały najwięcej – w kraju o silnej kulturze maczyzmu mężczyźni i tak robili, co chcieli. PiS natomiast nie jest szerzej znane z promowania praw kobiet i swobód obyczajowych. Pamiętamy stanowisko tej partii w sprawie konwencji antyprzemocowej. Albo weźmy inną sprawę: spór Peróna z Kościołem. Czy partia rządząca Polską potrafiłaby w imię praw obywateli zadrzeć – tak jak peronizm – z hierarchami? Samo pytanie trąci niedorzecznością. A to właśnie prawo o rozwodach doprowadziło do zimnej wojny między biskupami a Perónem, która zakończyła się zamachem stanu w 1955 r. i odsunięciem caudillo od władzy przez prawicę przy wsparciu Kościoła.

Podobnie jak peronizm lat 40. i 50. także peronizm ostatnich kilkunastu lat miał silny rys emancypacyjny. To Nestor Kirchner i Cristina Fernandez (sprawujący kolejno funkcję prezydenta w latach 2003–15) wprowadzili prawo o małżeństwach między osobami tej samej płci, a biednym zapewnili niezbędne do godnego życia minimum, m.in. w postaci stosunkowo wysokiej płacy minimalnej, emerytur dla wszystkich, dotacji usług publicznych (transportu i energii), wsparcia finansowego na każde dziecko bez wyjątku. Stosunek do idei emancypacyjnych z różnych sfer życia to rów mariański, jaki dzieli PiS od peronizmu zarówno z jego oryginalnej, pierwszej odsłony, jak też tej ostatniej.

Ernesto Laclau, argentyński myśliciel i jeden z mentorów środowska „Krytyki Politycznej”, uważał, że to kirchneryzm, czyli aktualny peronizm, jest „rzeczywistą lewicą” w Argentynie. Przede wszystkim dlatego, że spełnił ogólny postulat „takiego sposobu artykulacji nowych żądań wysuwanych przez feministki, antyrasistów, ruchy gejowskie i ekologiczne, by połączyć ich żądania z tymi formułowanymi w kategoriach klasowych” (słowa Chantal Mouffe, partnerki intelektualnej Laclaua).

Współczesny peronizm zrealizował teoretyczny postulat Laclaua i Mouffe „ustanowienia łańcucha ekwiwalencji” w walce o prawa i emancypację w różnych sferach życia, który zakładał, że poszczególne grupy, np. robotnicy, feministki czy geje, nie będą ze sobą rywalizować czy się zwalczać, lecz brać pod uwagę rewindykacje drugich jako równorzędne – w ramach wspólnego projektu radykalnej demokracji.

4.

Są też podobieństwa między peronizmem a PiS, lecz nie dotyczą istoty rzeczy, raczej retoryki i stylu. Peronizm, ten oryginalny, choć nie udawał, że rządzi w imieniu wszystkich, miał takie aspiracje (popadał w sprzeczności?) i głosił, że reprezentuje naród. Siłą rzeczy, a raczej siłą takiej retoryki, antyperonistom musiała przypaść rola wrogów narodu. PiS chętnie odwołuje się do retoryki bliźniaczo podobnej.

Emocjonalność. Jednym z narzędzi politycznych i peronizmu, i PiS są przekazy odwołujące się do silnych emocji – narodowych, quasi-religijnych – a także urazów.

Wreszcie – populizm, choć samo znaczenie i ocena populizmu są zróżnicowane w zależności od kontekstu. Populizm to dziś negatywna etykieta, lecz nie zawsze tak było. Np. ruch ubogich farmerów i robotników w Stanach Zjednoczonych w XIX w. sam określał się jako populistyczny, tj. walczący o interesy klasowe. Populizmem może być schlebianie masom, manipulowanie nimi, lecz także prowadzenie polityki w interesie ubogich. Peronizm działał na wszystkich tych polach, lecz najważniejszym była polityka w interesie biedoty; ambicja, by rozwiązać palącą kwestię biedy. Czy taka idea przyświeca również PiS?

Z analogiami między Europą a Ameryką Łacińską (i innymi regionami Południa) są pewne kłopoty. Tu i tam niektóre słowa znaczą co innego, bo inna była historia i układ sił społecznych. Weźmy nacjonalizm. W Europie XX w. to ideologia wykluczająca, która prowadziła wielokrotnie do najpotworniejszych zbrodni. W Ameryce Łacińskiej, np. w Argentynie Peróna czy ostatnio w Argentynie Kirchnerów, nacjonalizm miał charakter emancypacyjny i był nierozerwalnie związany z postawą zwaną tam antyimperializmem. Oznaczał sprzeciw wobec dominacji hegemona – Stanów Zjednoczonych – bądź programów narzucanych przez MFW, które prowadziły do nieszczęść, będących doświadczeniem powszechnym.

Inny przykład to liberalizm. Peronizm, istotnie, był – tak jak PiS – antyliberalny, jednak liberalizm w Argentynie miał inne konotacje. Jak pisze Emir Sader, politolog i doradca prezydenta Brazylii Luli, „liberalizm w Europie był ideologią wstępującej burżuazji, lecz w Ameryce Łacińskiej pozostawał od początku, tak jak wolny handel, narzędziem w rękach oligarchii kontrolujących eksport dóbr pierwotnych (surowców i produktów rolnych). Nie tylko nacjonalizm, lecz również liberalizm miał tu dokładnie odwrotne znaczenie”.

Stosowanie tych samych kategorii do opisu Europy i postkolonialnych krajów Południa nieraz prowadziło do nieporozumień. Przykład: większość argentyńskiej lewicy zapatrzonej w Europę widziała w peronizmie lat 40. lokalną wersję faszyzmu, a nie ruch emancypacji biednych. Zdaniem cytowanego Sadera, lewicowca nieperonisty, był to błąd. To prawda, że przed wojną Peróna fascynował Mussolini, a sprawę dodatkowo zaciemnia pomoc Argentyny dla zbiegłych po wojnie nazistów. Lecz jako prezydent osią swojej polityki Perón uczynił emancypację (nie tylko chleb dla biednych, lecz także prawa) oraz antyimperializm – a faszyzm, zwłaszcza niemiecki, miał aspiracje imperialne.

Sader dworuje, że owo pomieszanie pojęć zaprowadziło Argentyńską Partię Komunistyczną do zawierania sojuszy przeciwko Perónowi z liberalną (czytaj: oligarchiczną) prawicą, Kościołem i ambasadą USA. Komuniści sądzili, że zwalczając Peróna, są antyfaszystowscy, gdyż to antyfaszyzm był w tamtym czasie znakiem rozpoznawczym lewicy w Europie. Jednak na podobnej zasadzie można by uznać Gandhiego, który w czasach drugiej wojny światowej walczył przeciwko Wielkiej Brytanii, za obiektywnie prohitlerowskiego – a to przecież czysty nonsens. W istocie Gandhi był antykolonialny, walczył ze zniewalającym Indie imperium.

5.

Kraje takie jak Polska i Argentyna – ba, całe regiony takie jak Europa Wschodnia i Ameryka Łacińska – łączy status peryferii. A niechęć, co najmniej dystans wobec centrum, które w przeszłości było siłą zniewalającą, jest na peryferiach zrozumiała. Peronizm określał niektóre cele w opozycji wobec dominacji USA, stawiał na egalitarny kapitalizm narodowy, bliska była mu współpraca regionalna z Brazylią, Chile. Sytuacja Polski była i jest znacząco odmienna: Polska ma status peryferii wobec dwóch odmiennych centrów – Rosji i Europy Zachodniej.

Rozważania historyczne o tym, co które centrum Polsce odebrało, a co dało, są z pewnością interesujące, choć w bieżącej polityce bez większego znaczenia. Istotniejsze, czym są owe centra dziś. Europa włącza Polskę w obręb kultury, w której jest więcej wolności, dobrobytu, i gdzie dalsza emancypacja w różnych sferach życia wydaje się możliwa. Rosja to kraj, którego przywódca przekazuje światu wiadomość, że Rosja wraca; a ściślej: odradza się Rosja mająca apetyt, jeśli nie imperialny, to co najmniej potęgi ponadregionalnej, z którą najsilniejsi, a na pewno słabsi, powinni się liczyć (a może i bać).

Nie wiemy, jak by zachowywał się Perón, gdyby rządził Polską w sąsiedztwie Rosji Putina, choć można się domyślać, że podobnie jak wobec hegemona na zachodniej półkuli. Wiemy za to, że PiS ze swoim eurosceptycyzmem umacnia peryferyjny status Polski i czyni z niej kraj, do którego Europa może stracić serce. Wówczas zainteresowanie nami zwiększy rosyjski satrapa – to mamy jak w banku.

Dzisiejsi peroniści wolą wprawdzie Moskwę od Waszyngtonu, ale to kwestia geografii, nie ideologii. Gdy byli u władzy do grudnia 2015 r., budowali na swoim podwórku – trochę na złość Wujkowi Samowi, czyli centrum – regionalne sojusze, których horyzontem jest latynoska unia na wzór Unii Europejskiej. PiS mogłoby się od peronistów czegoś nauczyć.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną