Ernest Wilimowski: największy polski piłkarz czy zdrajca?

Wykiwany
Był największym polskim piłkarzem? Czy tylko zdrajcą, o którym nie powinno się wspominać? 100 lat temu urodził się Ernst/Ernest Wilimowski.
Leonidas (z lewej) strzela drugiego gola w przegranym przez Polaków meczu z Brazylią (5:6), w którym Wilimowski (w środku) strzelił cztery bramki, 5 czerwca 1938 r.
AFP/EAST NEWS

Leonidas (z lewej) strzela drugiego gola w przegranym przez Polaków meczu z Brazylią (5:6), w którym Wilimowski (w środku) strzelił cztery bramki, 5 czerwca 1938 r.

Ernst Wilimowski w stroju niemieckiej reprezentacji.
Ullstein Bild/BEW

Ernst Wilimowski w stroju niemieckiej reprezentacji.

Latem 1916 r. dzieje się bardzo wiele. We Francji nad rzeką Sommą rozpoczyna się jedna z największych bitew pierwszej wojny światowej, podczas której pierwszy raz zostaną użyte czołgi i która pochłonie ponad milion ofiar. U wybrzeży New Jersey rekin zabija kilka osób. 60 lat później Steven Spielberg opowie tę historię w filmie „Szczęki”. W Tennessee za rozdeptanie tresera zostaje skazana na śmierć pięciotonowa słonica Mary. Wyrok wykonano przez powieszenie, za pomocą dźwigu.

Właśnie tego lata, 23 czerwca, w niemieckich Kattowitz rodzi się Ernst. Będzie brzydki: z rudymi włosami, odstającymi uszami, krzywymi nogami i sześcioma palcami u prawej nogi.

•••

Rok 1920. Pierwsza wojna światowa dobiegła końca. Rozstrzyga się, czy Górny Śląsk będzie należeć do Polski czy do Niemiec. Polski Komisariat Plebiscytowy apeluje, aby na spornych ziemiach zakładać kluby piłkarskie i choć w ten sposób zmniejszać niemiecką przewagę. Zespoły powstają masowo, co prowokuje bójki, bo istniejące boiska należą do Niemców i Polacy nie mają gdzie kopać.

20 kwietnia 1920 r. to pierwszy dzień istnienia Ruchu Wielkie Hajduki, przyszłego Ruchu Chorzów, w którym będzie grał rudy Ernst. Urodziny obchodzą Wojciech Korfanty, lider Polaków na Górnym Śląsku, i Adolf Hitler. Dzięki pierwszemu klub może powstać, przez drugiego będzie musiał upaść. Podobno początkowo ma mieć żółto-niebieskie barwy Górnego Śląska, ale akurat trwają walki na Ukrainie i te kolory mogą źle się kojarzyć. Żółć zastępuje więc biel.

Wkrótce wschodni Górny Śląsk staje się Polską. Kattowitz zmienia się w Katowice. A Ernst – w Ernesta. Mówi tak samo dobrze po niemiecku, polsku i śląsku. To ani gorszy Niemiec, ani gorszy Polak, tylko członek umierającego dziś narodu. „Nie żaden Ernst, a Ernest i Wilimowski nie przez dwa »l«, a przez jedno. Nie zniemczajcie mnie na siłę. Jestem Górnoślązakiem” – powie kiedyś dziennikarzom.

Rok 1927. 11-letni Wilimowski zaczyna grać w trampkarzach 1. FC Katowice, drużynie mniejszości niemieckiej (w przededniu drugiej wojny światowej zostanie rozwiązana jako grupująca skrajnych niemieckich nacjonalistów). To drugi obok Ruchu Wielkie Hajduki zespół ze Śląska zaproszony do powstającej właśnie ligi polskiej. Już w pierwszym sezonie dochodzi do symbolicznej rywalizacji o mistrzostwo między nim a ostoją polskości Wisłą Kraków (mimo że Piłsudski, fan Cracovii, patrząc na koszulki Wisły – białe gwiazdy na czerwonym tle – spytał: „A cóż to za bolszewickie barwy?”). Mistrzem zostaje Wisła.

Wilimowskiego polityka nie interesuje. Gdy w 1934 r. opuszcza 1. FC Katowice i zaczyna seniorską karierę w Ruchu, nie zastanawia się nad tym, że jego stary klub jest proniemiecki, a nowy – propolski. Dla niego ważne jest tylko jedno: kopanie piłki. Wartość transferu to 1 tys. zł, roczna pensja listonosza. Polski futbol nie jest wówczas zawodowy, Ernest musi pracować jako goniec na wydziale blachy grubej w hucie. Podobno, gdy nie ma co zrobić ze śledziami na drugie śniadanie, zawija je w korespondencję.

W tym roku rodzi się piłkarz Ezi Wilimowski. W pierwszym swoim dorosłym sezonie zostaje królem strzelców ligi, a jego drużyna zdobywa mistrzostwo Polski. Po kilku zaledwie klubowych meczach Józef Kałuża powołuje go do reprezentacji – jest najmłodszym piłkarzem w historii kadry (fakt, że historii krótkiej). Występuje w symbolicznym meczu: Polska mierzy się z III Rzeszą. Spotkanie rozgrywane jest 9 września – równo pięć lat przed początkiem największej bitwy kampanii wrześniowej, nad Bzurą. Rezultat na boisku z 1934 r. odzwierciedla wynik na froncie z 1939 r.

Choć polska reprezentacja przegrywa, młodziutki Wilimowski strzela bramkę. W całej karierze w oficjalnych meczach strzeli ich przeszło pół tysiąca, co daje mu miejsce w dziesiątce najskuteczniejszych zawodników w dziejach (choć po piętach depczą mu dziś Ronaldo i Messi – dane Rec. Sport. Soccer Statistics Foundation). Fritz Walter, niemiecki mistrz świata z 1954 r., powiedział o nim: „To chyba jedyny piłkarz na świecie, który zdobywał więcej bramek, niż miał szans”.

A gdy Ernest zdobywa bramki, przeciwnicy często wpadają w furię. Bo Wilimowski robi z piłką, co chce. Przebiega pół boiska, dryblując rywali, zwalnia przed bramką, gdy bramkarz wybiega, drybluje też jego, po czym zatrzymuje się z piłką na linii bramkowej i czeka. Gdy przeciwnicy podbiegają – lekko dotyka piłki, a ta wtacza się do bramki. Wówczas rudzielec o odstających uszach głośno się śmieje. W 1939 r. podczas ligowego meczu Ruchu z Unionem-Touring Łódź aż 10-krotnie ma okazję do śmiechu – tyle bramek potrafi strzelić w jednym spotkaniu.

•••

Wilimowski umie cieszyć się życiem. Lubi kobiety i alkohol. Twierdzi, że pije mało, ale ma słabą głowę. Trudno w to uwierzyć. W czerwcu 1936 r. Ruch Chorzów pokonuje Wisłę Kraków, z którą walczy o mistrzostwo kraju. Następnego dnia ten sam aktualny mistrz przegrywa towarzyski mecz z Cracovią (grającą w klasie A) – 0:9. Później okazuje się, że chorzowscy piłkarze tak świętowali zwycięstwo z Wisłą, że w meczu z Cracovią napastnik Ruchu Teodor Peterek nie mógł dostrzec piłki, za to Wilimowski widział aż cztery.

Według oficjalnej wersji to przez takie wybryki Ernest nie dostaje powołania do kadry na igrzyska w 1936 r. w hitlerowskim Berlinie. W rzeczywistości chodzi jednak pewnie o konflikt między Ruchem a Polskim Związkiem Piłki Nożnej. PZPN nie podoba się, że Ślązacy z Ruchu zdominowali piłkarską ligę: wygrywają ją w latach 1933, 1934, 1935, 1936, 1938. W 1939 r. też pewnie by wygrali, ale wojna uniemożliwiła dokończenie sezonu. O to, że nie zostali mistrzami rok po olimpiadzie, podobno zadbał PZPN.

Ezi po meczu, w którym strzela sześć goli, mówi dziennikarzom: „Napiszcie, że tak gra alkoholik, niech to dotrze do Warszawy”.

Czasem śląski hulaka nie ma pieniędzy i wtedy jeździ do Będzina, gdzie dorabia, grając w ping-ponga. Jego przyjaciel Alfred Tkocz wspomina: „Graliśmy po dwa single, a z Ezim w debla. Ja dostawałem za zwycięstwo 5 zł, on – 10. W zasadzie zawsze się wygrywało. Za 10 zł można było wtedy kupić 40 porcji gorącej kiełbasy z bułką. Na nasze pojedynki przychodziło do takiej niewielkiej hali 100–150 osób” (za: „Górnoślązacy w polskiej i niemieckiej reprezentacji narodowej w piłce nożnej”, Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej).

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną