Historia

Instrument doskonały

Berlin 1936: igrzyska propagandowe

Ceremonia otwarcia igrzysk w Berlinie Ceremonia otwarcia igrzysk w Berlinie W. Fleischer/Ullstein Bild / Getty Images
XI Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936 r. pokazały dobitnie, jak polityka zmieniała oblicze sportu.
Leni Riefenstahl z operatorem Walterem Frentzem kręcą film o olimpiadzie.Mary Evans Picture Library/EAST NEWS Leni Riefenstahl z operatorem Walterem Frentzem kręcą film o olimpiadzie.
Fenomenalny sprinter Jesse OwensINTERFOTO Fenomenalny sprinter Jesse Owens
Getty Images

Adolf Hitler nie znosił sportu, w życiu się z nim nie zetknął, nie uprawiał żadnej dyscypliny. Joseph Goebbels przekonał go jednak, że sport to złota żyła propagandy. I nie mylił się. Zarówno bowiem zimowe igrzyska w Garmisch-Partenkirchen, jak i letnie w Berlinie stały się w 1936 r. wielką demonstracją potęgi III Rzeszy, szykującej się do podboju świata.

Wśród tych, którzy ulegli czarowi faszyzmu i obietnicom przestrzegania reguł igrzysk, znalazł się również twórca idei wznowienia olimpiad, francuski baron Pierre de Coubertin. Mimo ostrzeżeń kilku przyjaciół z Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego nie dostrzegł pułapki. Może dlatego, że miał już siedemdziesiątkę na karku, był mocno schorowany i w dodatku znalazł się w trudnej sytuacji finansowej. Zmarł zresztą zaraz po berlińskich igrzyskach, w wieku 74 lat, na rok przed Anschlussem, kiedy Hitler przez włączenie Austrii do III Rzeszy (1938 r.) rozpoczął de facto podbój Europy.

Postawić na swoim

MKOl przyznał Niemcom organizację kolejnych zimowych i letnich igrzysk olimpijskich na początku lat 30. jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy. Berlin wybrano drogą korespondencyjną, bo sesję MKOl w Barcelonie pochłonęła (bezowocna zresztą) dyskusja nad zwiększeniem udziału kobiet w igrzyskach i umożliwieniem im startu w kolejnych konkurencjach i dyscyplinach. Na wybór miasta letnich igrzysk zabrakło i czasu, i frekwencji, gdyż na sesję przyjechało za mało uprawnionych do głosowania.

W ankiecie korespondencyjnej wygrał Berlin, który otrzymał 46 głosów, aż o 30 więcej niż Barcelona, gdzie z hiszpańską serdecznością przyjmowano gości. O wygranej zadecydowały nie tylko starania prezesa Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego dr. Theodora Lewalda, ale również dyplomacja liberalnego rządu Republiki Weimarskiej. No i to, że Berlinowi przyznano organizację olimpiady w 1916 r., kiedy nie mogła się odbyć wskutek wojny. Był to zatem gest uznania dla pokojowych zmian, do jakich doszło w Niemczech. I zapewne byłyby to igrzyska w dotychczasowym stylu, gdyby nie fakt, że z końcem stycznia 1933 r. NSDAP wygrała wybory i Hitler doszedł do władzy. Oznaczało to koniec demokracji i nastanie dyktatury. Zaczęły się aresztowania przeciwników, utworzono obozy koncentracyjne, nie stroniono od mordów politycznych, o których wiedział świat.

Nie tylko antysemityzm był sztandarowym hasłem niemieckiego faszyzmu. Rozprawa ze związkami zawodowymi i socjalistycznymi organizacjami robotniczymi również. W pierwszej kolejności rozwiązano sportowe związki i kluby robotnicze. Z miejsca też usunięto prezesa Niemieckiego Komitetu Olimpijskiego dr. Lewalda, ponieważ miał żydowskie pochodzenie. Po interwencji MKOl pozostawiono go w komitecie organizacyjnym i wykorzystano jego zaangażowanie w przygotowanie zarówno zimowych, jak i letnich igrzysk. Jednak wszystko podporządkowano mianowanemu przez Hitlera ministrowi sportu, generałowi Hansowi von Tschammerowi.

Hitler początkowo lekceważył igrzyska, ale szybko został przekonany, że przyczynią się do gloryfikacji nazizmu, i zatwierdził decyzję o zbudowaniu w Berlinie największego wówczas na świecie stutysięcznego stadionu olimpijskiego. Rozpoczął grę z władzami ruchu olimpijskiego, który w 1935 r. po przyjęciu przez III Rzeszę tzw. ustaw norymberskich, de facto antyżydowskich, zaczął wyrażać obawy związane z możliwością rasowej dyskryminacji i wyeliminowania z udziału w igrzyskach sportowców żydowskiego pochodzenia. W rachubę wchodziło wręcz odebranie organizacji olimpiady Berlinowi, względnie bojkot imprezy. Taką możliwość brał pod uwagę ówczesny prezes MKOl, belgijski arystokrata Henri Baillet-Latour, który od 1925 r. kierował ruchem olimpijskim i twardo bronił jego reguł. Wspierał go w tym również de Coubertin. A jednak Hitlerowi udało się postawić na swoim, głównie dzięki dwóm pociągnięciom.

Teorie o wyższości germańskiej rasy

Pierwsze: to właśnie Niemcy wzbogacili ceremonię olimpijską o uroczystość zapalenia znicza ogniem przyniesionym przez sztafetę z Olimpii. Był to koncept niemieckiego działacza i historyka dr. Carla Diema, któremu Hitler powierzył kierowanie komitetem organizacyjnym igrzysk w Berlinie. Pomysł sztafety z pochodnią, czerpiący z germańskiego kultu ognia, stworzył więź między miejscem narodzin olimpizmu a współczesną areną igrzysk i po prostu wszystkich oczarował. Do dziś jest ważnym symbolem i trudno sobie wyobrazić igrzyska bez znicza olimpijskiego.

Drugie: stawiającego opór barona de Coubertina po prostu przekupiono. Przykro o tym pisać, bo ten mało znany fakt jest żenujący. Został ujawniony dopiero w 70 lat po berlińskiej olimpiadzie. Angielski dziennikarz i historyk Guy Walters w wydanej w 2006 r. książce „Igrzyska w Berlinie. Jak Hitler ukradł olimpijski sen” (polski przekład ukazał się w 2008 r. nakładem wydawnictwa Rebis) dotarł do źródeł i ujawnił całą wyrafinowaną operację, uwieńczoną przekazaniem Fundacji Coubertina 10 tys. marek przez kancelarię führera. Było to już po zimowych igrzyskach w Garmisch-Partenkirchen, które odbyły się pod znakiem faszystowskich marszów umundurowanych kolumn z pochodniami i flagami ze swastyką. I nie olimpijskie kółka, lecz faszystowskie pozdrowienie i okrzyk „Heil Hitler” stały się symbolem tej imprezy. I były preludium tego, co miało nastąpić w Berlinie. Mocno zabrzmiał protest niemieckich intelektualistów, podpisany również przez wybitnych pisarzy Heinricha Manna i Liona Feuchtwangera. Umocniło to wątpliwości barona de Coubertina, ale uciszono go darowizną, która – jak wyliczył Walters – odpowiadała obecnej wartości ponad 300 tys. dolarów. Na polu zmagań o czystość igrzysk pozostał sam Baillet-Latour i było już za późno, aby odebrać Berlinowi olimpiadę. Prezesowi MKOl udało się niewiele wynegocjować w osobistej rozmowie z Hitlerem, jak choćby usunięcie z toalet w obrębie olimpijskich aren napisu „Nie dla psów i Żydów”. A potem już w trakcie zawodów, aby przestał przyjmować w swojej loży zwycięzców olimpijskich wyłącznie aryjskiego pochodzenia, gdyż raz i drugi uciekł, gdy wygrywali amerykańscy Murzyni. Hitler ustąpił i od tego momentu przestał kogokolwiek zapraszać do swojej loży.

Letnie Igrzyska Olimpijskie w Berlinie były gigantyczne i rekordowe. Wzięło w nich udział prawie 4100 zawodników z 49 krajów. Poszerzono program i zmagania przeprowadzono w 20 dyscyplinach, pięciu więcej niż na poprzednich igrzyskach w Los Angeles. Niezwykła też była oprawa medialna. Radiowo transmitowano igrzyska do 53 krajów. Po raz pierwszy Niemcy przeprowadzili też próbne transmisje telewizyjne. Wreszcie znana ze sławiących faszyzm filmów o kongresach NSDAP reżyserka Leni Riefenstahl kręciła film o olimpiadzie, którą mieli wygrać i wygrali Niemcy. Zdobyli najwięcej, bo aż 99 medali, w tym 33 złote. Pokonali dotychczasową pierwszą potęgę sportową – USA. Amerykanie wywalczyli tylko 56 medali, w tym 24 złote.

Niemcy wystawili najliczniejszą ekipę – 406 zawodników – i obstawili wszystkie konkurencje. Zostali zgrupowani na obozach treningowych na kilka miesięcy przed igrzyskami. Wszyscy kandydaci na olimpijczyków podpisywali zobowiązania, że zachowają tajemnicę dotyczącą przygotowań, bo stały one w sprzeczności z ówczesnymi regułami surowo przestrzeganego amatorstwa. Mieli wygrać igrzyska i wygrali je, ale jak to w sporcie bywa, ich triumf zblakł w obliczu niewyobrażalnego sukcesu jednego jedynego sportowca, 23-letniego Amerykanina Jesse Owensa, który zdobył cztery złote medale, bijąc rekordy świata w sprintach. W dodatku sportowca czarnoskórego. I nie kto inny, a właśnie fenomenalny Murzyn, przekreślił wszelkie teorie o wyższości germańskiej rasy. W dodatku „zakochała się” w nim Leni Riefenstahl, która nie odstępowała go z kamerą na krok. Bo piorunujące starty Owensa do biegów na 100 i 200 metrów, jego skoki i wieńczący wszystko występ w sztafecie 4 x 100 m były po prostu poematami sprawności, wyrażanej w niespotykanej do tej pory elegancji ruchów i szybkości. I to nie reprezentanci III Rzeszy, lecz Jesse Owens stał się głównym bohaterem igrzysk, a także filmu o olimpiadzie. Rekordy z tamtych lat oczywiście już wiele razy poprawiono, ale jego osobisty triumf był i pozostanie nieprzemijający. A historia rozprawiła się z tymi, którym wydawało się, że wygrali igrzyska dla swoich politycznych celów.

Polityka 32.2016 (3071) z dnia 02.08.2016; Historia; s. 62
Oryginalny tytuł tekstu: "Instrument doskonały"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Dobrze jest mówić tylko prawdę?

Czy kłamstwo zawsze krzywdzi.

Joanna Ulatowska
27.08.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną