Literacki pazur pana cenzora

Oko cenzora
Kiedy współczesny badacz sięga – 25 lat po zniesieniu cenzury – do dokumentów wytworzonych przez urząd kontroli słowa, uświadamia sobie, z jednej strony grozę zjawiska, z drugiej – jego groteskowość.
Siedziba Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (budynek po prawej) przy Mysiej w Warszawie, przełom lat 50. i 60.
Narodowe Archiwum Cyfrowe

Siedziba Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk (budynek po prawej) przy Mysiej w Warszawie, przełom lat 50. i 60.

Grozę budzi rozmiar spustoszenia, jakie w polskiej literaturze powojennej uczyniła cenzura. Jej skutki odczuwamy bowiem nieustannie, wchodząc do biblioteki, w której na regałach stoją książki z lat 1944–90. Groteskowość odczuwa badacz, trafiając na cenzorskie recenzje, naiwnie propagandowe, ujawniające ignorancję lub złą wolę, a niekiedy obsesję – jak w przypadku przywołanej niżej sugestii, iż lepiej, aby żagiel bajkowego okrętu śmierci nie był czerwony, bo to kojarzy się z radziecką flagą.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną