Historia

Ciemna strona Luny

Julia Brystygierowa: najbardziej wpływowa kobieta stalinowskiej Polski

Julia Brystygierowa najczarniejsze karty swego życiorysu zapisała jako dyrektor V departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Julia Brystygierowa najczarniejsze karty swego życiorysu zapisała jako dyrektor V departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. IPN
Kim była Julia Brystygierowa, bohaterka filmu „Zaćma” Ryszarda Bugajskiego i najbardziej wpływowa kobieta wśród stalinowskiej elity PRL?
Na fot. (u góry, od lewej): Bolesław Bierut, Adam Rapacki, Józef Cyrankiewicz. Przemawia Jakub Berman.Wojciech Kondracki/PAP Na fot. (u góry, od lewej): Bolesław Bierut, Adam Rapacki, Józef Cyrankiewicz. Przemawia Jakub Berman.
Hilary Minc i Bolesław Bierut.CAF/PAP Hilary Minc i Bolesław Bierut.

Władysław Bartoszewski trafił do więzienia na Rakowieckiej w listopadzie 1946 r. Początkowo przesłuchiwali go funkcjonariusze Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, ale szczególnie mocno wrył mu się w pamięć dzień, kiedy „do pokoju weszła przystojna brunetka, typu śródziemnomorskiego, ubrana w ciemny kostium, ciemne pończochy, o inteligentnej twarzy. Usiadła na drewnianym biurku, spuszczając jedną nogę i patrząc na mnie”.

To jeden z bardziej subtelnych opisów Julii Brystygierowej, osławionej dyrektor V departamentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Legenda krwawej Luny, wcielonego demona, kaleczącego szpicrutą genitalia przesłuchiwanych, żyje i ma się świetnie. Wspomnienia Anny Rószkiewicz-Litwinowiczówny, żołnierki AK więzionej w drugiej połowie lat 40., wskazują, że Brystygierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym mężczyznom: „W czasie przesłuchań (…) wsadzała więźniom genitalia do szuflady, gwałtownie ją zatrzaskując. Była zboczona na punkcie seksualnym, i tu miała pole do popisu”.

Przykładów takiego postępowania Julii było jeszcze parę i trudno przypuszczać, że były to tylko wyjątki. Istnieją jednak świadectwa mówiące o tym, że podczas przesłuchań Luna nikogo nie uderzyła. Stefan Staszewski, jeden z wielu komunistycznych dygnitarzy, z którymi rozmawiała Teresa Torańska, powiedział, że Brystygierowa „nie brała udziału w walce ze zbrojnym podziemiem, nie zajmowała się wymuszaniem zeznań czy montowaniem procesów, przydzielano jej zadania wymagające dużej inteligencji, typowo dywersyjne. Kulturalna, elokwentna, wcale nie krzykliwa, taka pani do towarzyskiego obcowania”. Również w rewelacjach Józefa Światły (wysokiego funkcjonariusza MBP, który w 1953 r. uciekł na Zachód), nadawanych na antenie Radia Wolna Europa, nie ma wzmianki o ewentualnych zbrodniach Luny, ale już brutalne metody pracy innego oficera MBP, Józefa Różańskiego, Światło punktuje bardzo skrupulatnie.

Brystygierowa zajmuje również ważną rolę w ostatniej książce prof. Andrzeja Friszkego „Między wojną a więzieniem. Młoda inteligencja katolicka 1945–1953”, opisującej represje aparatu bezpieczeństwa wymierzone w działaczy katolickich. Wynika z niej, że Luna nie zajmowała się akowskim podziemiem zbrojnym, gdzie było najwięcej spraw trudnych, w tym śmiertelne. Nie prowadziła śledztw, nie przesłuchiwała formalnie, choć wielokrotnie rozmawiała z więźniami osobiście. Na etapie właściwego śledztwa sprawę przejmował Różański. – Wiem, że opisują ją jako bestię, ale nie mogę tego potwierdzić – nie znalazłem śladu takich spraw. Co innego prowokacje, agentura, rozłamy itd. – mówi prof. Friszke.

Trudno faktycznie ustalić, czy Brystygierowa rzeczywiście dla własnej przyjemności znęcała się nad więźniami. Nie ma jednak wątpliwości, że o torturach wiedziała i je aprobowała.

Poza dyskusją pozostaje natomiast kwestia, czy rzeczywiście była najbardziej wpływową kobietą wśród komunistycznej elity. Mało kto mógł – tak jak ona – bezpośrednio kontaktować się z najważniejszymi osobami w państwie, w tym z Jakubem Bermanem i Hilarym Mincem. Minister Stanisław Radkiewicz, choć formalnie był przełożonym Brystygierowej, politycznie jej nie dorównywał. Berman potwierdził jej wysoką pozycję w wywiadzie z Teresą Torańską: „Należała do tych dyrektorów, którzy w trudniejszych sprawach przychodzili się radzić, co nie było regułą. Mnie przedstawiała sprawy wyjątkowe, budzące jej wątpliwości, dotyczące rozmaitych związków społecznych oraz kleru”.

Wczesne wybory

Nawet na tle zróżnicowanych rodowodów elity komunistycznej w Polsce powojennej droga Julii Brystygierowej może uchodzić za nietypową. Urodziła się w 1902 r. w Stryju (dzisiejszy obwód lwowski) w rodzinie żydowskiego farmaceuty. Gimnazjum ukończyła we Lwowie i w 1920 r. została tam przyjęta na studia historyczne, na jedną z najbardziej wówczas renomowanych polskich uczelni – Uniwersytet Jana Kazimierza. Bardzo wcześnie zaangażowała się w działalność podziemia komunistycznego. W latach 1926–27 studiowała w paryskiej Sorbonie. Po powrocie do kraju wyszła za mąż za działacza syjonistycznego Natana Brystygiera, zdała egzaminy pedagogiczne, a w 1928 r. obroniła doktorat z filozofii. Następnie przeniosła się do Wilna, gdzie uczyła historii w jednym z tamtejszych gimnazjów.

Z powodu swojej działalności w Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom pracę jednak straciła. MOPR podlegała bezpośrednio Międzynarodówce Komunistycznej, czyli Kominternowi. W 1929 r. była jednym ze współorganizatorów strajku nauczycielskiego w Wilnie, za co pozbawiono ją prawa do wykonywania zawodu. Komunizm był bez wątpienia jej wyborem ideowym, nie szukała w nim awansu społecznego i mogła wybrać bardziej wygodne życie. Z punktu widzenia ówczesnego polskiego rządu jej działalność miała jednak charakter antypaństwowy.

Na początku lat 30. wróciła do Lwowa. Coraz bardziej angażowała się w politykę, została przyjęta do Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Nie był to zresztą przypadek. Jej syn Michał w rozmowie z Teresą Torańską wspominał: „Moja mama była bardzo, ale to bardzo ukrainofilska. W domu panował kult Vincenza. W swojej bibliotece miała dużo książek ukraińskich. Lubiła ich kulturę, literaturę”. W 1932 r. aresztowana i skazana, przeszło rok spędziła w więzieniu. Kilka lat później znów trafiła przed oblicze sądu, który tym razem skazał ją na 4 lata więzienia.

Z chwilą wkroczenia do Lwowa Armii Czerwonej we wrześniu 1939 r. Brystygierowa nawiązała ożywioną współpracę z sowiecką administracją. Leon Kasman, późniejszy redaktor naczelny „Trybuny Ludu”, tak wspominał jej działalność na terenie Lwowa: „Powołano ośrodek Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom. Luna została jego przewodniczącą, przydzielono nam lokal, parę pokoi w centrum miasta. Jako nasza opiekunka robiła, co mogła, dwoiła się i troiła, by nam pomóc”. W 1940 r. w jednym z miejscowych zakładów papierniczych znalazła pracę Władysławowi Gomułce.

Brystygierowa uciekła z Lwowa w czerwcu 1941 r., kilka dni przed wkroczeniem Niemców. W mieście został jej syn Michał. Ona dotarła aż do Samarkandy. Kiedy z polecania Stalina powołano Związek Patriotów Polskich, wezwano ją do Moskwy. Otrzymała stanowisko sekretarza generalnego ZPP i była praktycznie prawą ręką Wandy Wasilewskiej.

Właśnie w Samarkandzie i Moskwie nawiązała mocne kontakty z Jakubem Bermanem i Hilarym Mincem. Jesienią 1944 r. przyjechała do Lublina, gdzie wzięła udział w organizowaniu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, a już pod koniec roku została oficerem resortu Bezpieczeństwa Publicznego. We wspomnieniach z tamtego okresu wiele jest uwag na temat jej prywatnych relacji z Bermanem i Mincem. W ten sposób również tłumaczono jej szybką karierę w strukturach bezpieczeństwa.

Nie bez znaczenia był także fakt, że władze komunistyczne desperacko potrzebowały takich ludzi jak ona: wykształconych, inteligentnych, obytych w świecie. Tylko tacy mogli nawiązać nić porozumienia (jeśli można to tak nazwać) z przesłuchiwanymi. W rozmowie z Teresą Torańską Berman przyznawał, że „Luna stała się naprawdę wybitnym pracownikiem i na tle innych dyrektorów czy naczelników, stosujących dość toporne metody, zdecydowanie się wyróżniała”. W ocenie Bermana była „bystra, przenikliwa, umiała nawiązywać dobre kontakty z ludźmi. Powierzono jej sprawy wymagające dużej wiedzy i kwalifikacji wyższego rzędu”.

Zadaniem V departamentu MBP, na czele którego Brystygierowa stała, było „zwalczać wrogie i szkodliwe dla interesu państwa partie, organizacje i ugrupowania polityczne”. Jej specjalnością były śledztwa, gdzie konieczne było poruszanie „delikatnych tonów”. Chodziło m.in. o nadzór, a właściwie przygotowywanie procesów księży wrogich nowemu porządkowi. Pod koniec lat 40. władza ludowa musiała liczyć się z autorytetem Kościoła katolickiego, a jego neutralizacja wymagała większej finezji i sprytu niż ubeckie obławy, kazamaty, katowanie oraz morderstwa.

Rozmowy nieoczywiste

Poza ministerstwem Luna pełniła ważne funkcje partyjne: była delegatką na tzw. zjazd zjednoczeniowy w grudniu 1948 r., kiedy powstała Polska Zjednoczona Partia Robotnicza. Została także członkiem Centralnej Komisji Kontroli Partyjnej, której zadaniem było czuwanie nad „czystością szeregów partyjnych i obliczem ideologicznym członków partii”.

Najbardziej angażowała ją jednak praca w MBP. We wspomnianej książce prof. Friszke pisze, że Brystygierowa z pewnością była kimś więcej niż tylko wykonawczynią rozkazów. Na własną rękę prowadziła operacje i wielokrotnie decydowała się podejmować grę z podejrzanymi. Dobrze obrazuje to casus Pawła Jasienicy, który trafił w jej ręce w 1948 r. Z punktu widzenia ówczesnej władzy był on wrogiem szczególnie groźnym, bo jako żołnierz Armii Krajowej walczył z nią z bronią w ręku. Dowody przeciw niemu nie pozostawiały wątpliwości. Jasienicę obciążały zeznania przełożonego, sam pisarz także przyznał się do udziału w akcjach bojowych, podczas których partyzanci rozstrzeliwali milicjantów. Mimo wszystko Brystygierowa kazała go wypuścić. Wedle jednego z raportów „przeprowadziła z nim interesujące rozmowy i w ich wyniku zrozumiała, że więcej będzie z niego pożytku na wolności niż w więzieniu”. Jasienica odzyskał wolność – musiał jednak napisać oświadczenie, że popełnił błąd i odtąd będzie lojalny wobec Polski Ludowej.

Ze wspomnień Zygmunta Kałużyńskiego wynika również, że na jej polecenie z więzienia został wypuszczony Tadeusz Konwicki, wcześniej więziony jako żołnierz podziemia niepodległościowego.

Niezwykle interesująca jest sprawa Marii Okońskiej, założycielki struktury ósemek, czyli katolickich dziewcząt tworzących coś w rodzaju nieformalnego zakonu. Prowadziły one potajemnie działalność czysto religijną, organizowały m.in. obozy młodzieżowe, ale w oczach służb była to tajna organizacja. Pewnego dnia zaprowadzono ją na rozmowę bezpośrednio do Brystygierowej. Spotkanie trwało prawie dwie godziny, a Okońska wspominała, że Luna zwracała się do niej z dziwną, ale „chyba nieudawaną sympatią”, czasami mówiła „moje dziecko”.

W pewnym momencie Brystygierowa zapytała: „Co pani myśli o nas? Ludziach komunizmu i pracownikach Urzędu Bezpieczeństwa?”. Okońska odpowiedziała: „Myślę bardzo źle”, ale odważyła się też zapytać: „Czy pani jest osobą wierzącą, czy pani wierzy w Boga?”. „Ależ skąd! Co pani przyszło do głowy”. „Bo jeśli pani ma doktorat z filozofii, to znaczy, że jest pani człowiekiem myślącym, a jeśli się myśli, to niemożliwą rzeczą jest nie dojść do wiary w Boga”. Wedle relacji Okońskiej Brystygierowa słuchała „ze zdumieniem, ale bardzo życzliwie”. Na koniec dała jej swój prywatny numer telefonu i poleciła dzwonić, gdyby pojawiła się jakaś potrzeba. Okońska wyszła na wolność. Kilka lat później Brystygierowa pomogła jej dostać przepustkę do Komańczy, gdzie przetrzymywano prymasa Stefana Wyszyńskiego.

W 1956 r., na fali gomułkowskiej odwilży, Brystygierowa zakończyła pracę w aparacie bezpieczeństwa. Jako że osiągnęła stopień pułkownika, otrzymywała emeryturę, ale równocześnie znalazła zatrudnienie w Państwowym Instytucie Wydawniczym. Pod panieńskim nazwiskiem Julia Prajs opublikowała powieść „Krzywe litery”.

Nie minęło kilka lat od przejścia na emeryturę, a Służba Bezpieczeństwa zaczęła Lunę rozpracowywać operacyjnie. W jej otoczeniu umieszczono kilku agentów, założono podsłuch telefoniczny. Z pewnością był to efekt strachu przed jej wiedzą i dawnymi wpływami, ale – co może istotniejsze – rosnące zainteresowanie służb osobą Brystygierowej można przypisać narastającym nastrojom antysemickim w gomułkowskiej Polsce. Jej biografia pasowała jak ulał do tezy o „zażydzonej bezpiece”.

Tajemnica Lasek

Na początku lat 60. rozpoczął się jeden z najbardziej tajemniczych epizodów w jej życiu, czyli wizyty w Zakładzie Opieki nad Ociemniałymi w Laskach pod Warszawą. O tym właśnie traktuje film „Zaćma” Ryszarda Bugajskiego. W tamtejszym ośrodku panował wyjątkowy jak na ówczesne czasy duch ewangeliczny. Ks. Antoni Marylski wraz z siostrami franciszkankami tworzyli środowisko otwarte na ludzi młodych i poszukujących. Przyjeżdżały tam osoby o najróżniejszych poglądach, od młodzieży katolickiej, przez nacjonalistów, aż po środowiska lewicowe. Bywał również prymas Stefan Wyszyński. Poza tym w zakładzie widywano członków PZPR i członków „inteligencji komunistycznej”.

Julia Brystygierowa trafiła do ośrodka w Laskach przez siostrę Bonifację. Obie poznały się w szpitalu – wedle relacji niewidomej franciszkanki Luna czytała jej książki i czasopisma. Z biegiem czasu nawiązała się między nimi przyjaźń, choć Bonifacja (przynajmniej na początku) nie znała jej tożsamości. Jakiś czas później „tajemnicza pani” zaczęła przyjeżdżać do Lasek. Jej wizyty stawały się coraz częstsze, a relacje z prowadzącymi ośrodek zażyłe. Brystygierowa pomagała nawet zorganizować ks. Marylskiemu paszport.

Jej wizyty w Laskach skończyły się wiosną 1963 r., ale stały się powodem spekulacji na temat rzekomego nawrócenia Luny na katolicyzm. Wedle relacji jednego z tajnych współpracowników SB ks. Marylski miał powiedzieć: „Ona teraz uświadomiła sobie, ile zła i nieszczęścia wielu ludziom swym nieludzkim postępowaniem sprawiła i stara się obecnie nowym chrześcijańskim życiem jeszcze wiele naprawić”. W sferze domysłów pozostają również jej zabiegi o osobiste spotkanie z prymasem Wyszyńskim. W powtarzanych wciąż legendach, że Julia Brystygier zmarła w 1975 r. jako głęboko wierząca katoliczka, niepodważalną prawdą jest jedynie data śmierci.

W „Idzie” Pawła Pawlikowskiego pierwowzorem postaci Wandy, ciotki Idy, była stalinowska prokurator Helena Wolińska-Brus oraz właśnie Julia Brystygier. Dla polskiego dyskursu antysemickiego, niezmiennie operującego kliszą żydokomuny, pozostaje ona postacią wręcz emblematyczną. Motyw zdemoralizowanej komunistki żydowskiego pochodzenia, która wyrokami śmierci na polskich patriotach mści się i odreagowuje traumę Zagłady, a potem szuka odkupienia, wciąż jest aktualny. Brystygierowa, zastygła w czarnej legendzie jako krwawa Luna, stalinowski demon i poetka tortur.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Nauka

Ożywianie mózgu po śmierci i transplantacja głowy. Czy istnieją granice neuronauki?

Badaczom udało się wznowić niektóre funkcje mózgów pobranych od świń, a inny naukowiec chciałby przeprowadzić transplantację ludzkiej głowy.

Piotr Rzymski
22.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną