Komendant Auschwitz-Birkenau. Wyznania zbrodniarza

Niech pan pisze, panie Hoess
Do napisania biografii namówiły Rudolfa Hoessa, komendanta Auschwitz-Birkenau, dwie osoby – prowadzący przeciw niemu śledztwo sędzia Jan Sehn i psychiatra Stanisław Batawia. Co skłoniło zbrodniarza, by ulec ich prośbom?
Rudolf Hoess na lotnisku w Norymberdze, w drodze do Polski, 1946 r.
DPA/PAP

Rudolf Hoess na lotnisku w Norymberdze, w drodze do Polski, 1946 r.

Sędzia Jan Sehn
AN

Sędzia Jan Sehn

audio

AudioPolityka Andrzej Fedorowicz- Niech pan pisze panie Hoess

Lotnisko mokotowskie w Warszawie, 25 maja 1946 r. Z Berlina zostaje przywiezionych dziesięciu nazistowskich zbrodniarzy, wydanych władzom polskim na mocy umowy o ekstradycji. Jako ostatni z samolotu wychodzi 46-letni Rudolf Franz Ferdinand Hoess, były komendant obozów Auschwitz-Birkenau, odpowiedzialny w nich za organizację ludobójstwa i metody jego przeprowadzania.

Na zdjęciach i filmie z ekstradycji w oczach Hoessa widać przerażenie. Wie, że w Polsce może spodziewać się najgorszego. Nie wie, że na jego przybycie czeka człowiek, który pierwszy dokładnie zbadał stworzony przez niego obóz śmierci – Jan Sehn. Teraz krakowski prawnik chce jak najwięcej dowiedzieć się o jego komendancie.

Młodszy o 9 lat od Hoessa Sehn urodził się w Tuszowie Małym, niewielkiej osadzie przy drodze Tarnów–Dębica, założonej w XVIII w. przez kolonistów z Niemiec. W 1933 r. skończył studia prawnicze na Uniwersytecie Jagiellońskim i rozpoczął aplikację sędziowską. Od 1937 r. pracował w wydziale dochodzeniowo-śledczym krakowskiego sądu. Jego pasją była kryminalistyka łącząca osiągnięcia techniki z wiedzą z zakresu socjologii i psychologii. Wiele lat później, będąc już dyrektorem krakowskiego Instytutu Ekspertyz Sądowych (nazwanego później jego nazwiskiem), Jan Sehn napisze: „Zachodzi potrzeba oparcia rozumnego sądu na przesłankach, wynikających z poznania obszernego materiału, dotyczącego życia społecznego i jednostki”.

Czas okupacji Sehn spędził w Krakowie jako sekretarz związku restauratorów. Mimo niemieckich korzeni rodziny nie podpisał volkslisty. Zrobił to jednak jego prowadzący gospodarstwo rolne w Bobrowej na Podkarpaciu brat Józef. Po wojnie, aż do śmierci, będzie się on ukrywał na tzw. Ziemiach Odzyskanych, pozostawiając Janowi pod opieką dwóch synów. Sprawa brata nie ma jednak wpływu na karierę prawniczą Sehna, który w 1945 r. zostaje sędzią śledczym do spraw o wyjątkowym znaczeniu i członkiem Polskiej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce. W tym charakterze przeprowadza pierwsze kryminalistyczne oględziny kompleksu Auschwitz-Birkenau.

Profesjonalne oględziny

Wydawać by się mogło, że znalezienie dowodów zbrodni w miejscu, w którym zamordowano ponad milion ludzi, nie powinno nastręczać trudności. Jak trudne było to jednak zadanie, świadczą wspomnienia byłego prokuratora Jana Brandysa. Po wyzwoleniu przez Armię Czerwoną obóz został jedynie pobieżnie przebadany i sfotografowany przez rosyjskich śledczych, a następnie zamieniony w wojskowy szpital. Pierwsza delegacja Polskiej Komisji Badania Zbrodni Niemieckich w Polsce nie została na jego teren wpuszczona. Problem rozwiązało dopiero wręczenie sowieckiemu komendantowi sześciu litrów bimbru. Obraz zastany na terenie Auschwitz był szokujący.

„Przed barakami, w których teraz mieszkali pacjenci radzieckiego szpitala wojskowego, znajdowały się głębokie wykopy, bowiem rekonwalescenci zamiast odpoczywać, woleli poszukiwać w ziemi złota i brylantów, które, jak im się wydawało, musieli zakopać tam przed śmiercią Żydzi. Na dachu krematorium Rosjanki przygotowywały zabawę taneczną. Na jednym z krzeseł leżała przygotowana do zabawy harmonia, a na dole widać było jeszcze bielejące kości” – wspominał Brandys.

Po likwidacji wojskowego szpitala Jan Sehn organizuje ekipę, która przeprowadza pierwsze profesjonalne oględziny kompleksu Auschwitz-Birkenau. Śledczy i rzeczoznawcy przez rok analizują plany, mapy, dokumenty i akta obozu, ustalają przeznaczenie poszczególnych miejsc i odtwarzają procedury łańcucha śmierci. Badają skład popiołów w krematorium, poddają analizie chemicznej włosy zagazowanych kobiet, przesłuchują setki byłych więźniów. Ustalają kaloryczną wartość ich dziennego wyżywienia, obciążenie pracą i sposób działania obozowych szpitali.

W wyniku badań dochodzą do wniosku, że 90 proc. więźniów Auschwitz, nie licząc Żydów kierowanych od razu do komór gazowych, umierało z głodu i od związanych z nim chorób. Materiał dowodowy rośnie w tysiące stron. Wciąż jednak nie wiadomo, co stało się z organizatorem i nadzorcą tej zbrodni – komendantem Rudolfem Hoessem.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną