Krótka historia najsłynniejszego zdjęcia Che Guevary

Ateista z ikony
Ten portret, reprodukowany w nieskończoność, jest rozpoznawalny bardziej niż ikoniczne zdjęcia Marilyn Monroe czy Alberta Einsteina. To przepustka Che Guevary do nieśmiertelności.
Fotograf Alberto Díaz Gutiérrez, znany jako Alberto Korda, ze zrobionym przez siebie w 1960 r. słynnym portretem Che
Keystone

Fotograf Alberto Díaz Gutiérrez, znany jako Alberto Korda, ze zrobionym przez siebie w 1960 r. słynnym portretem Che

Podobizna Che na gmachu ministerstwa spraw wewnętrznych na placu Rewolucji w Hawanie
Witold Krasowski/Alamy/BEW

Podobizna Che na gmachu ministerstwa spraw wewnętrznych na placu Rewolucji w Hawanie

Plakat z Che Guevarą z 1967 r. autorstwa irlandzkiego artysty Jima Fitzpatricka
Witold Krasowski/Alamy/BEW

Plakat z Che Guevarą z 1967 r. autorstwa irlandzkiego artysty Jima Fitzpatricka

Mit Che odkleił się od jego biografii i nie żywi się prawdą. Ernesto Guevara urodził się 14 czerwca 1928 r. w argentyńskim Rosario. W wieku 20 lat wstąpił na Uniwersytet Buenos Aires, by studiować medycynę. Mając 23 lata, odbył z przyjacielem Albertem Granado liczącą 8 tys. km podróż motocyklem przez Amerykę Południową, podczas której kontynent ukazał mu całą nędzę swej ludności. W 1955 r. poznał Kolumbijczyka Raúla Castro i jego brata Fidela. Nie minęło półtora roku, a wraz z nimi i 79 innymi partyzantami płynął na Kubę, by obalić dyktaturę Fulgencia Batisty. Rewolucja, jaką wzniecili, doprowadziła do jego ucieczki z wyspy 1 stycznia 1959 r. Bracia Castro uczynili Guevarę – do którego już przylgnął przydomek Che – wszechwładnym komendantem więzienia La Cabańa i ministrem przemysłu. Na pierwszym stanowisku dopuścił się krwawych represji na funkcjonariuszach Batisty, na drugim – niekompetencji. Bardziej radykalny od Fidela i Raúla, z czasem stał się dla nich niewygodny. Ruszył więc, by nieść rewolucję: wpierw do Konga, później do Boliwii. Tam zdradzili go miejscowi chłopi, o których wyzwolenie spod ucisku chciał się bić. Wzięty do niewoli, został zastrzelony 9 października 1967 r.

Dzień później półnagie ciało Che Guevary zostało wystawione w pralni szpitala w Vallegrande, by reporterzy mogli zrobić zdjęcia i zaświadczyć o śmierci rewolucjonisty. Świat obiegła fotografia: zwłoki otoczone przez boliwijskich żołnierzy i oficerów; jeden z nich trzyma rękę na głowie Guevary, drugi szturcha palcem jego klatkę piersiową, jakby dotykał mięsa. Amerykański tygodnik „Time” w 1970 r. przytaczał rozmowę, która ponoć odbyła się krótko przed śmiercią Guevary między nim a pilnującymi go żołnierzami. Zapytany przez jednego z nich, czy myśli o nieśmiertelności, odparł, że o nieśmiertelności rewolucji.

Rewolucja okazała się śmiertelna. Jeśli mierzyć jej żywotność realizacją szczytnych haseł, to nie tylko nie przeżyła Fidela Castro, lecz umarła przed Guevarą, gdzieś w celach La Cabańi. Jej apostoł natomiast wstąpił do panteonu zbiorowej wyobraźni, za przepustkę mając jedno zdjęcie. Ale wcale nie to zrobione nazajutrz po egzekucji.

Łut szczęścia

Jest 5 marca 1960 r. Poprzedniego dnia w Hawanie eksplodował cumujący w porcie frachtowiec „La Coubre”, zabijając 100 marynarzy i robotników pracujących przy rozładunku. Ich pogrzeb na cmentarzu Colón zmienia się w masową demonstrację, tłum formuje kolumnę, która maszeruje nadmorskim bulwarem. Na wysokości 23. ulicy Castro wygłasza płomienną przemowę, oskarżając o zamach CIA i po raz pierwszy używając hasła patria o muerte, ojczyzna albo śmierć. (Później zamiast patria będzie wołać socialismo, zaś w 2003 r. pewien polski poseł zagrzmi z mównicy sejmowej Nicea o muerte, protestując przeciwko zmianom w traktacie nicejskim, zmniejszającym liczbę głosów Rzeczpospolitej w Unii Europejskiej). Nieopodal mówcy na chwilę pojawia się Ernesto Che Guevara. Nie patrzy na zgromadzonych, wzrok ucieka mu gdzieś ponad nimi.

W tym momencie stojący w odległości 8 m fotograf Alberto Díaz Gutiérrez, znany jako Alberto Korda, naciska spust aparatu Leica M2 z 90-milimetrową soczewką i kliszą Kodak Plus-X. Robi Guevarze dwa zdjęcia – jedno nieudane z powodu czyjejś głowy wystającej sponad jego ramienia, drugie po przycięciu i skadrowaniu w pionie staje się najsłynniejszym portretem XX w. Później fotograf będzie przyznawać, że o sile zdjęcia nie zdecydowała wiedza czy technika, tylko łut szczęścia.

Szef Kordy, redaktor naczelny gazety „Revolución”, nie wykorzystuje jednak fotografii, do zilustrowania artykułu wybierając ujęcie przedstawiające Fidela Castro z obecnymi na demonstracji Simone de Beauvoir i Jeanem-Paulem Sartre’em. Przekonany o wyjątkowości zdjęcia, Korda wywołuje powiększoną odbitkę, którą wiesza w swoim pokoju, tuż obok portretu chilijskiego poety Pabla Nerudy. Od czasu do czasu obdarza kopią przyjaciół, drukuje też fotografię w paru kubańskich periodykach.

Mija 7 lat. Guevara grzęźnie w Boliwii, skąd do Hawany przybywa włoski wydawca Giangiacomo Feltrinelli. Sympatyk komunizmu, negocjował uwolnienie francuskiego dziennikarza Régisa Debraya, którego boliwijskie władze zatrzymały, podejrzewając – słusznie! – o współdziałanie z kubańskimi partyzantami. Feltrinelli nic nie wskórał, parę lat później Debraya od 30-letniej odsiadki uratuje dopiero egzotyczna koalicja: Sartre, Charles de Gaulle i papież Paweł VI. Włoch przechwycił natomiast zapiski Guevary, które zamierza wydać jako „Dziennik z Boliwii”, i szuka dobrego zdjęcia Che. Korda daje mu odbitkę portretu z 1960 r., mówiąc, że jako przyjaciel rewolucji nie płaci ani peso.

Wydarzenia nabierają tempa. W sierpniu 1967 r. zdjęcie, nazwane Guerillero heroico (bohaterski partyzant), pojawia się w tygodniku „Paris Match” (nie wiadomo, jak trafiło do redakcji), zaś Feltrinelli reprodukuje je na plakatach, chcąc zaalarmować świat o pogarszającym się położeniu Che w boliwijskiej selwie (i przy okazji promować jego przygotowywany do druku dziennik). Na wieść o śmierci Guevary w Mediolanie zbiera się spontaniczna demonstracja. Zebrani wznoszą do góry reprodukcje zdjęcia i okrzyki „Che żyje!”. Guerillero heroico, powielane przez włoskiego wydawcę, ma oznaczenie „© Libreria Feltrinelli 1967”. Korda, który nie zastrzegł praw majątkowych do zdjęcia, wybacza mu to przywłaszczenie, gdyż dzięki niemu stało się ono powszechnie znane, a z nim – legenda Che.

Rewolucjonista uniwersalny

Guevara zginął w idealnym momencie – w drugiej połowie lat 60. pół świata wrzało i potrzebowało patrona. W maju 1968 r. doszło do demonstracji studentów paryskiej Sorbony przeciwko skostniałemu systemowi oświaty. Szybko przeobraziła się w uliczne starcia młodzieży z policją, a gdy do protestujących dołączyli robotnicy i lewicowi intelektualiści – w strajk powszechny, który na kilka tygodni sparaliżował Francję. Wkrótce na ulice wyszli młodzi Niemcy. W USA hipisi atakowali amerykański model życia i rząd wysyłający ich na wojnę w Wietnamie. Trzeci Świat zrzucał jarzmo kolonialne. Urodzeni po drugiej wojnie światowej baby boomers chcieli zmieniać świat urządzony przez pokolenie swoich rodziców. Kto towarzyszył demonstrantom na transparentach? Guevara. Bojownik, który zrezygnował z wysokich funkcji państwowych, by nieść płomień rewolucji. Idealista, który umarł w imię tego, w co wierzył. Co było na ich ustach? Jego chwytliwe bon moty w rodzaju „Bądźmy realistami, żądajmy niemożliwego”.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną