Autorytarne pokusy europejskich przywódców

Europa dyktatorów
Stalin i Hitler to ludobójcze skrajności totalitaryzmu. Ale lista międzywojennych autorytarnych wodzów, regentów czy naczelników jest bardzo długa. Czy powinno się na niej umieszczać Józefa Piłsudskiego – co nie podobałoby się polskiej prawicy? Sorry, ale jak najbardziej.
Polska Piłsudskiego i sanacji nie była państwem totalitarnym, jednak po zamachu majowym coraz bardziej autorytarnym.
EAST NEWS

Polska Piłsudskiego i sanacji nie była państwem totalitarnym, jednak po zamachu majowym coraz bardziej autorytarnym.

Antanas Smetona, prezydent Litwy
EAST NEWS

Antanas Smetona, prezydent Litwy

Engelbert Dollfuss, kanclerz Austrii
EAST NEWS

Engelbert Dollfuss, kanclerz Austrii

Ion Antonescu, premier Rumunii
BEW

Ion Antonescu, premier Rumunii

Miklós Horthy, regent Królestwa Węgier
EAST NEWS

Miklós Horthy, regent Królestwa Węgier

António de Oliveira Salazar, premier Portugalii
EAST NEWS

António de Oliveira Salazar, premier Portugalii

Kārlis Ulmanis, premier Łotwy
BEW

Kārlis Ulmanis, premier Łotwy

Benito Mussolini, premier Włoch
EAST NEWS

Benito Mussolini, premier Włoch

Francisco Franco, dyktator wojskowy Hiszpanii
BEW

Francisco Franco, dyktator wojskowy Hiszpanii

Joanis Metaksas, premier Grecji
Getty Images

Joanis Metaksas, premier Grecji

Pisowscy publicyści są oburzeni, że w brukselskiej ekspozycji dziejów Europy Józef Piłsudski znalazł się w tym samym ordynku co i inni autorytarni wodzowie okresu międzywojennego. Ci sami komentatorzy, którzy chwalą demokrację nieliberalną, samowolę prawną prezesa, demontaż trójpodziału władz i stapiają Piłsudskiego z Romanem Dmowskim w kult silnej ręki w imieniu bezkształtnego suwerena oraz oskarżają opozycję o zdradę narodową, nie lubią stempla dyktator na wizerunku Dziadka. Choć dzisiejszym endekoidom wystarczyłoby poczytać, co prasa endecka wypisywała o sanacji po zamachu majowym…

Pod koniec XIX w. zdawało się, że Europa niepowstrzymanie zmierza ku liberalnej demokracji. Minął czas wielkich wstrząsów rewolucyjnych lat 1789, 1830 i 1848. W Niemczech i Francji większość socjalistów już poczuła siłę parlamentarnego reformizmu, spychając we własnych szeregach radykałów coraz bardziej na margines. Rok 1905 wyglądał na wyjątek ograniczony do zacofanej, samodzierżawnej Rosji. Bez żadnych przerzutów do zachodnich metropolii, gdzie stowarzyszenia, partie polityczne i związki zawodowe już dawały napływającym z prowincji robotnikom oparcie w walce o poprawę bytu.

Polityka przestawała być domeną arystokracji i wielkiej burżuazji. I można było wierzyć, że przy wszystkich koronowanych głowach XX w. stanie się stuleciem demokracji przedstawicielskiej. Rozrastające się ośrodki przemysłowe fascynowały dynamiką i przerażały ludzkim żywiołem – anonimowym tłumem wylewającym się z fabryk i czynszówek na ulice, do parków i na coraz liczniejsze boiska, łamiącym samą swą obecnością dawne hierarchie. Wychwalano wspólnotę – lokalną, klasową, narodową, przeciwstawiając ją bezkształtnemu jakoby i zimnemu społeczeństwu. A zarazem tworzono i pielęgnowano nowe hierarchie – przywódców z awansu i woli ludu, a nie z urodzenia i majętności.

Tuż przed pierwszą wojną światową Robert Michels jako jeden z pierwszych opisał korumpujący system partyjnych oligarchicznych biurokracji, skupionych wokół szefa powołującego się na dobro mas. Michels, człowiek pogranicza, krążący między Niemcami, Włochami i Anglią, a po wojnie między socjalizmem i faszyzmem, pisał, że niepodobna pogodzić demokracji i organizacji partii. Zatem lepiej zrezygnować z demokracji niż z organizacji. Powojenny chaos – rewolucja 1918/19 w Niemczech, zapaść gospodarcza, ciężkie warunki traktatu wersalskiego i miliony zdemobilizowanych – wyostrzył ten dylemat, tym bardziej że zorganizowany kapitalizm – jak głosił socjaldemokratyczny ekonomista i polityk Rudolf Hilferding – wymagał naukowo opracowanego zarządzania. Z kolei prawica chętnie porównywała robotnika z żołnierzem – taśma produkcyjna wymaga ścisłych hierarchii pionowych i poziomych, a zarazem konsumpcyjnej uniformizacji i niwelowania dawnych różnic stanowych i klasowych.

Niemniej tuż po wojnie nowa mapa ustrojowa Europy napawała brytyjskiego polityka Jamesa Bryce’a optymizmem. W 1921 r. wywodził, że liberalna demokracja to „powszechne prawo postępu społecznego”. Zapatrzony w demokratyczne konstytucje państw powstałych z rozpadu autorytarnych imperiów pomijał nie tylko bolszewicką Rosję, ale i narastające antydemokratyczne tendencje, także w krajach Zachodu, gdzie Giambattista Vico, Oswald Spengler i Arnold Toynbee zamiast powszechnego prawa postępu zapowiadali, jeśli nie całkowity upadek Zachodu, to falowanie wzlotów i upadków. Liberalizm i demokracja parlamentarna pasowały może do mieszczańskiego XIX w., ale nie do epoki tłumu i ideologii mas – mówiono, wskazując na łatwość, z jaką Włodzimierz Lenin w Rosji wprowadził dyktaturę partii bolszewickiej, a Benito Mussolini we Włoszech zbudował faszystowskie lo stato totale.

Był jeszcze trzeci kierunek myślenia: wiara w ponadparlamentarne rządy fachowców – problemy gospodarcze i administracyjne są tak złożone, że nie można ich pozostawiać ignorantom z wyboru. Niech więc silną ręką rządzi znający się na rzeczy przywódca nieskrępowany procedurami korumpującego partyjniactwa. I te trzy wzorce myślenia totalitarnego lub autorytarnego w ciągu kilku lat przenicowały polityczną Europę do imentu.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną