Historia

Na obraz Katarzyny

Reformacja: wzmocniła czy osłabiła rolę kobiet?

Marcin Luter i Katarzyna von Bora Marcin Luter i Katarzyna von Bora BEW
Historia Katarzyny von Bora, zbiegłej mniszki, żony Marcina Lutra, dobrze oddaje stosunek reformacji do kobiet.
Polecamy nasz najnowszy „Pomocnik Historyczny” o dziejach i spuściźnie reformacji.Polityka Polecamy nasz najnowszy „Pomocnik Historyczny” o dziejach i spuściźnie reformacji.

W kwietniowy wieczór 1523 r. Leonard Koppe, kupiec z Torgawy, wracał z cysterskiego klasztoru w Nimbschen, dokąd zwykł dostarczać ryby. Tego dnia wiózł w opróżnionych beczkach zaskakujący towar – 12 mniszek, które tak rozczytały się w pismach Marcina Lutra, że pod wpływem jego nauk postanowiły zerwać z zakonnym życiem. Za ucieczki z klasztoru lub pomoc zbiegom groziły wówczas surowe kary, łącznie ze śmiercią. Jednakże w klasztorze hucznie świętowano Wielkanoc i cysterki odkryły zniknięcie sióstr dopiero następnego ranka, kiedy te razem z Koppem bez przeszkód dotarły już do Torgawy. Jedną z tych zbiegłych mniszek była Katarzyna von Bora, przyszła żona Marcina Lutra.

Pan Koppe, zapewne nie bez ulgi, wypakowywał z beczek wykradzione mniszki w szczególnym czasie. Zwycięski pochód reformacji, która zaczęła się w październiku 1517 r., zmieniał kształt chrześcijańskiej Europy oraz przeformułowywał tradycyjne role odgrywane przez kobiety i mężczyzn w społeczeństwie. Protestanci z pasją zakwestionowali celibat oraz ideał monastycyzmu jako najdoskonalszego powołania, nie szczędząc zarazem krytyki zepsuciu szerzącemu się wśród kleru. Jak sugestywnie napisał Marcin Luter, nie więcej niż jeden na tysiąc mnichów wiódł naprawdę godziwe życie i unikał grzechów ciała. Nie ma więc sensu utrzymywać dłużej klasztorów oraz wspólnot zakonnych. Mnisi i mniszki powinni prowadzić takie samo życie jak wszyscy inni.

Setki zakonników i zakonnic przyjęło tę wiadomość z ulgą. Niektórzy, podobnie jak 12 cysterek przemyconych z Nimbschen, na własną rękę szukali ucieczki. Inni z radością przyjmowali decyzje protestanckich władców, sekularyzujących konwenty i rozpuszczających wspólnoty zakonne. Bo trzeba pamiętać, że nie wszyscy zakonnicy i zakonnice wybierali życie monastyczne z własnej woli. Wielu umieszczono w klasztorach już jako dzieci czy to z powodu tradycji rodzinnej, czy dla prestiżu, czy jako wotum dziękczynne.

Żeńskie klasztory były w XVI w. czymś znacznie więcej niż przytułkiem (lub więzieniem) dla niekochanych czy ubogich dziewcząt. Owszem, przyjęcie ślubów zakonnych nakładało na kobiety wiele ograniczeń. Miały się odtąd stać martwe dla świata i aż do śmierci pozostawać w odosobnieniu. Ale właśnie to odosobnienie dawało im swoistą autonomię; jak pisała św. Teresa z Avili, mniszki cieszyły się większą wolnością niż inne kobiety. W żeńskich wspólnotach doceniano osobiste zalety, a nie tylko przywileje urodzenia. Zakonnice mogły się kształcić, spisywać swoje refleksje i przemyślenia. Wiele kobiet doceniało te możliwości i świadomie wybierało życie zakonne, a zamykanie klasztorów w państwach protestanckich bez wątpienia ograniczyło ich życiowe wybory.

Co więcej, wiele mniszek z zamykanych konwentów całe życie spędziło za furtą. Nie umiały prowadzić gospodarstwa ani nie czuły powołania do roli matki i żony. Mogły wrócić do rodzinnych domów i liczyć na łaskę krewnych, próbować samodzielnie się utrzymywać z pracy rąk lub zarabiać na życie nierządem i ponoć – w każdym razie protestanccy polemiści tak twierdzili – naprawdę zdarzało się, że zostawały prostytutkami. Ale wiele z nich po utracie ojczystego klasztoru trzymało się razem i, jak wcześniej, żyło we wspólnocie, modląc się i pracując. Niektóre z tych nieoficjalnych wspólnot przetrwały aż do XIX w.

Co znamienne, nie zachowały się żadne wzmianki, jakoby Katarzyna von Bora narzekała na czas spędzony w klasztorze, choć protestanci zapewne z radością odnotowaliby skargi z ust żony duchowego przywódcy luteranizmu. Po opuszczeniu Nimbschen zaczęła szukać dla siebie miejsca w świecie, od którego przez lata była odizolowana. Nie miała zbyt wielu możliwości. Protestanci wprawdzie bardzo mocno dowartościowali małżeństwo, ale wobec mniszek żywili głęboką podejrzliwość. Zdaniem protestantów niezamężne kobiety nie powinny żyć samodzielnie – ani być samodzielne – tylko pozostawać przy rodzinach pod zwierzchnictwem męskich krewnych. Katarzyna von Bora nie miała więc co marzyć o swobodzie.

Zwolennicy Lutra z Torgawy wyśmienicie rozumieli, że byłych mniszek nie można pozostawić samym sobie i nie chcieli wystawiać na próbę kruchej kobiecej reputacji. Część cysterek niebawem powróciła do rodzin, te zaś, które z różnych powodów nie mogły lub nie chciały zamieszkać z krewnymi, wyprawiono do Wittenbergi i umieszczono w domostwach bogobojnych protestanckich małżeństw. Katarzyna von Bora znalazła tymczasowe schronienie przy rodzinie Łukasza Cranacha Starszego, słynnego malarza.

Byłe cysterki z Nimbschen nadal bacznie obserwowano – podobnie jak wiele innych kobiet, które zrzuciły welon i opowiedziały się po stronie protestanckiej reformy – szukając w ich zachowaniu dowodów zepsucia. Dlatego protestanccy przywódcy Wittenbergi z Marcinem Lutrem na czele zaczęli szukać dla nich godnych małżonków. Najlepszym bowiem sposobem na uniknięcie grzechu było według protestantów małżeństwo. Odmawiali mu rangi sakramentu, ale jednocześnie podkreślali, że zostało ustanowione w rajskim ogrodzie jako lekarstwo na nieunikniony grzech pożądliwości. W przekonaniu ewangelików małżeństwo stanowiło bezpieczną przystań dla wszystkich – i świeckich, i duchownych – i tylko w nim można wychowywać kolejne pokolenia bogobojnych chrześcijan. Żeby poprzeć przekonania czynem, pierwsza fala protestanckich reformatorów szybko wchodziła w związki małżeńskie. Marcina Lutra, który w wieku 41 lat poślubił Katarzynę von Bora, wyprzedziło wielu jego uczniów. Lecz kiedy zdecydował się na związek z byłą mniszką, nie wszyscy pochwalili ten krok. Jego bliski przyjaciel Filip Melanchton nie pojawił się na ślubie (zawartym zresztą w sekrecie).

Uświęcenie przez protestantów małżeństwa oraz roli żony i matki – potem zaś wdowy – sprawiło, że to rodzina znalazła się w centrum życia publicznego. Marcin Luter zachęcał wręcz, żeby pocieszać kobiety cierpiące bóle porodowe słowami: „Przyznaj, moja droga, że gdybyś nie była żoną, z pewnością chciałabyś nią zostać, tak byś mogła wypełnić Boży plan poprzez cierpienie i może nawet śmierć pośród tych rozkosznych bóli”. Według Marcina Lutra powołaniem kobiety nie był kontemplacyjny ideał Marii, starającej się zrozumieć naukę Jezusa, tylko Marty, szykującej posłania i gotującej posiłki. Uważał, że dobra kobieta powinna przypominać gwóźdź wbity w ścianę domostwa i nie oddalać się z niego, nie pożądać wypraw do miasta i nie tęsknić za rozmowami z obcymi. Katarzyna von Bora, chociaż w klasztorze w Nimbschen przez wiele lat wiodła życie poświęcone modlitwie i kontemplacji, zdawała się ten ideał w pełni podzielać.

Po ślubie dzielnie gospodarzyła w Czarnym Klasztorze, dawnym augustiańskim konwencie, gdzie osiadła rodzina państwa Lutrów. Wedle słów małżonka wychowywała 11 dzieci – własnych i przybranych – uprawiała pole i ogród, hodowała bydło i świnie. Chcąc wyżywić szybko rosnącą rodzinę, wynajmowała pokoje studentom i dbała, by jej niepraktyczny, pogrążony w teologicznych rozważaniach mąż miał jakieś zyski ze swoich publikacji. Wstawała przed świtem – mąż nazywał ją Gwiazdą Poranną z Wittenbergi – i kładła się spać ostatnia. A poza tym znajdowała czas na samodzielną lekturę Biblii.

Żony pastorów były w niezwykłej sytuacji: dzieliły życie z mężczyznami, którzy w szczególny sposób służyli Bogu i byli zarazem mężami i ojcami. Stały się kluczowymi osobami w swoich małych społecznościach i służyły jako żywy dowód małżeńskiego posłuszeństwa oraz chrześcijańskiej dobroczynności. Prowadziły otwarte domy, dzieliły się jedzeniem z ubogimi, opiekowały się potrzebującymi, pomagały prowadzić szpitale, sierocińce i szkoły. Oczy całych wspólnot były zwrócone właśnie na nie.

Katarzyna von Bora doświadczyła tego boleśnie, kiedy wraz z Lutrem oczekiwali pierwszego dziecka, drżąc z obawy, by Bóg nie ukarał ich za złamanie ślubów zakonnych i by ich dziecko nie urodziło się chore lub kalekie. Ku wielkiej uldze państwa Lutrów ich pierworodny syn urodził się zdrowy. Jestem bogatszy niż wszyscy papiescy teologowie w całym świecie, gdyż jestem szczęśliwy – napisał w jakiś czas później doktor Marcin. – Mam troje ślubnych dzieci, czego nie ma żaden papieski teolog.

Ich małżeństwo pod wieloma względami okazało się, jak byśmy to dzisiaj nazwali, bardzo partnerskie. Ojciec luteranizmu prał pieluszki i nie uważał wychowywania dzieci za wyłączny obowiązek małżonki. Ale pożycie nie zawsze układało się harmonijnie. Zdaje się, że Katarzyna miewała swoje zdanie, bo jej mężowi zdarzało się utyskiwać, że gdyby miał ponownie szukać połowicy, wykułby z kamienia kobietę posłuszną.

Zainicjowane przez protestantów przewartościowanie roli małżeństwa sprawiło bowiem, że od XVI w. główną kobiecą cnotą, w miejsce czystości, stało się posłuszeństwo i wymagano go od kobiet z rosnącą surowością. Duchowo małżonkowie pozostawali sobie równi i wielu protestanckich kaznodziejów podkreślało, że wszyscy chrześcijanie są powołani do kapłaństwa. Zarazem jednak kładli ogromny nacisk na właściwą hierarchię w rodzinie.

Władza mężów nad żonami i ojców nad dziećmi była dla protestantów odbiciem władzy Boga nad śmiertelnikami, a posłuszeństwo żon stanowiło konsekwencję grzechu Ewy. Dla dobra samych kobiet należało je zatem wdrażać do posłuszeństwa choćby i surowymi metodami. Nie jest przypadkiem, że teoretycy piszący o małżeństwie (czy to na kontynencie, czy w Anglii) z lubością porównywali wychowanie dobrej, potulnej żony do ujeżdżania konia. W odpowiedzi na przewartościowanie ról płciowych przez protestantów katolicy również rozwijali ideologię mocno zhierarchizowanego małżeństwa i coraz precyzyjniej określali, jakimi przymiotami powinna się odznaczać dobra małżonka. Proces ten wspomagała rosnąca presja na ujednolicenie społeczeństwa ze strony nowożytnych państw, które coraz ściślej nadzorowały moralność.

Marcin Luter z dumą donosił przyjacielowi, że jego małżonka czyta Biblię, ale zasadniczo uważał, że żadna szata nie zdobi kobiety gorzej niż mądrość. Nie oczekiwał od kobiet wiedzy, a w każdym razie nie wiedzy teoretycznej, bo doceniał praktyczne umiejętności i wierzył, że w zarządzaniu gospodarstwem domowym, a nawet gospodarowaniu rodzinnymi finansami, kobiety przewyższają mężczyzn.

Jednakże protestanci zgodnie podkreślali znaczenie samodzielnej lektury Biblii. Ich żony i córki musiały uzyskać szerszy dostęp do edukacji, a co najmniej posiąść sztukę czytania niezbędną, by mogły studiować Słowo Boże. Naturalnie wszyscy się zgadzali, że kobiece lektury należy skrupulatnie nadzorować i najlepiej, by poprzestawały na nabożnych księgach. Młode protestantki miały się stać dobrymi żonami, nie zaś teolożkami, dlatego w ich wychowaniu nacisk kładziono na moralność, stosowne zachowanie, śpiewanie i szycie i wpajano im cnoty uważane za typowo kobiece – uległość, skromność, obyczajność.

Protestanci zachęcali obie płcie do aktywnego uczestnictwa w nabożeństwach, śpiewania hymnów, czytania Biblii. Niektóre protestantki poszły jednak dalej i z entuzjazmem przyjęły ideę powszechnego kapłaństwa oraz sola scriptura, wielkiego powrotu do Pisma Świętego jako źródła wiary, i odegrały aktywną rolę w ruchu reformacyjnym. Ich działalność była szczególnie widoczna w początkach ewangelickiej reformy – pisały traktaty i poematy religijne, głosiły Słowo Boże, nauczały, wygłaszały kazania. Z czasem jednak protestantyzm – z wyjątkiem niektórych radykalnych wspólnot – coraz mocniej przypisywał kobiety do rodziny.

Po krótkim karnawale pierwszej fali reformy protestanci zaczęli potępiać publiczne roztrząsanie prawd wiary przez kobiety. Niekiedy w ograniczanie ich ewangelizacyjnych pasji angażowały się władze, i tak np. w 1543 r. angielski parlament zabronił wszystkim kobietom niskiego rodu czytania Biblii i zaznaczył, że nawet panie wysoko urodzone nie powinny jej głośno czytać innym. Wiele miast zabraniało matkom, żonom i córkom obywateli zbierać się i dyskutować o sprawach religijnych. Ale jednocześnie kobiety błądzące w sprawach wiary nie były tak mocno potępiane jak mężczyźni popełniający te same błędy. Uważano, że kobiece błędy wynikają z ich ułomnej natury i intelektualnej słabości.

Katarzyna von Bora przeżyła męża o prawie siedem lat, zmarła w 1552 r. Na łożu śmierci miała powiedzieć, że przyczepi się do Chrystusa jak rzep do sukni. Protestantyzm pozwolił jej wybrać życie, jakiego pragnęła – aktywne, pełne codziennej krzątaniny życie cnotliwej żony, opiekuńczej matki, skrzętnej gospodyni i pobożnej wyznawczyni. Ale jak reforma zapoczątkowana przez męża Katarzyny zmieniła los innych kobiet?

Historycy do tej pory spierają się, czy reformacja wzmocniła, czy ograniczyła rolę kobiet. Zdaje się, że nie ma jednej odpowiedzi, podobnie zresztą jak nie ma jednej reformacji, bo przecież luteranki nie zgadzały się z kalwinkami, kalwinki potępiały anabaptystki, a wszystkie razem nienawidziły katoliczek. Reforma zamknęła kobietom drogę do życia monastycznego, ale ułatwiła im dostęp do nauki czytania i podstawowego wykształcenia. Nie przyniosła drastycznej zmiany w tradycyjnych rolach mężczyzn i kobiet, ale dowartościowała życie małżeńskie i codzienną pracę kobiet, a także nadała teologiczne uzasadnienie hierarchicznej wizji społeczeństwa. Być może więc rację mają ci, którzy twierdzą, że bardzo wiele musiało się zmienić, by wszystko pozostało po staremu.

***

Polecamy nasz najnowszy „Pomocnik Historyczny” o dziejach i spuściźnie reformacji. Do kupienia w dobrych punktach sprzedaży i na www.sklep.polityka.pl

Polityka 43.2017 (3133) z dnia 24.10.2017; Historia; s. 49
Oryginalny tytuł tekstu: "Na obraz Katarzyny"
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Społeczeństwo

Dr Joanna Wardzała o pokoleniu 20-latków odrzucających konsumpcyjny styl życia rodziców

Rozmowa z dr Joanną Wardzałą, socjolożką i badaczką zachowań konsumpcyjnych, o tym, dlaczego dzisiaj młodzi ludzie nie chcą kupować i gromadzić dóbr.

Joanna Podgórska
12.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną