Kobiety Wyspiańskiego

Ciocia i jego panny
Relacje Wyspiańskiego z otaczającymi go kobietami wiele mówią o nim samym i o epoce, w której przyszło mu żyć.
Stanisław Wyspiański „Autoportret z żoną”, 1904 r.
Piotr Tumidajski/Forum

Stanisław Wyspiański „Autoportret z żoną”, 1904 r.

„Śmierć matki”, 1894 r. Z lewej widać rękę... anioła śmierci, którego z czasem Wyspiański wyciął z płótna.
materiały prasowe

„Śmierć matki”, 1894 r. Z lewej widać rękę... anioła śmierci, którego z czasem Wyspiański wyciął z płótna.

Stanisław Wyspiański „Śpiący Staś”, 1904 r.
Wikipedia

Stanisław Wyspiański „Śpiący Staś”, 1904 r.

audio

AudioPolityka Sylwia Frołow - Ciocia i jego panny

W 1893 r. Stanisław Wyspiański skończył 24 lata. Jako mężczyzna przeżywał najlepszy okres. Lucjan Rydel pisał w dzienniku: „[Stach] Zmężniał i wypiękniał. Wąs mu się puścił suty blond-rudawy i broda pełna – co przy ściągłej twarzy i niebieskich dużych oczach bardzo interesująco wygląda”. Józef Mehoffer był bardziej uszczypliwy: „Panny go otaczają ze wszech stron, a najwidoczniej on sam odbiera wrażenia bardzo miłe”.

A co na to sam Stach? We wrześniu 1893 r. zapisał: „Gdy ja tak wyobrażam sobie moje życie jak obraz malowany, jakże ja mogę brać do moich myśli i ciągnąć ku sobie dziewczynę, która żyje nie kolorami, nie dźwiękami, nie wyobraźnią, nie melodią, nie zobrazowaniem formy – ale formą samą i życiem jakimś wegetującym, na które ja patrzę z równym współczuciem jak na życie kwiatu lub owadu. (...) Ileż razy to byłem rozkochany w kwiecie przez litość i tylko przez litość kochałem raz gdzieś dojrzaną dziewczynę”. Po czym zadaje pytanie: „Czyż to wystarczy do życia?”.

Stasiu miał ledwie siedem lat, kiedy zmarła mu matka. Delikatna Maria, córka szanowanego kupca krakowskiego, wybrała na męża artystę. Niestety, w parze z talentem Franciszka Wyspiańskiego szedł jego alkoholizm, a w ostatniej dekadzie życia choroba psychiczna. Zdolny rzeźbiarz, aby utrzymać rodzinę, musiał imać się chałtur, co wpędzało go w depresję. U niej zdiagnozowano gruźlicę. No i umarł czteroletni Tadzio, ich młodszy syn. Maria przeżyła swoje dziecko tylko o rok, pozostawiając z zagubionym życiowo mężem drugiego z chłopców. Na łożu śmierci prosiła swoją siostrę Janinę o opiekę nad nim.

W 1894 r. Wyspiański namalował „Śmierć matki” – obraz, na którym widoczna jest umierająca młoda kobieta. Klęczący obok łóżka chłopiec ma wtuloną w bok matki twarz, a ona trzyma go za rękę. Lecz widzimy jeszcze czyjąś rękę... anioła śmierci, którego z czasem autor wyciął z płótna. Anioł przyszedł po kobietę, w tej scenie jednak skupia się na chłopcu: próbuje go odciągnąć od matki. Bo chłopiec jest życiem – i póki ma kontakt fizyczny z kobietą, ona nie może umrzeć.

Obraz towarzyszył malarzowi do końca życia, wieszany w każdej kolejnej jego sypialni. Trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, dlaczego Wyspiański zdecydował się na usunięcie anioła – i kiedy to zrobił. Trudno również stwierdzić, dlaczego akurat ten obraz był dla niego tak ważny. Ale z dużym prawdopodobieństwem można to odczytać metafizycznie. Jednym cięciem przez płótno śmierć została przezwyciężona – a matka na zawsze pozostała z chłopcem... Kiedy uświadomimy sobie, że ok. 1894 r. malarz zaraził się śmiertelną chorobą, przekaz staje się mocniejszy. Bo anioł śmierci wróci. Tym razem po chłopca.

Siostra matki nie od razu mogła wziąć osieroconego Stasia. Była niezamężną nauczycielką bez własnego mieszkania. Los uśmiechnął się do chłopca, kiedy skończył 10 lat. Wtedy ciotka wyszła za mąż za dużo starszego Kazimierza Stankiewicza. Przyjęli siostrzeńca pod swój dach i pokochali jak jedynaka. A on związał się na tyle z Janiną, że stała się kimś więcej niż zapamiętana matka. Bo Maria była niczym oniryczna postać z baśni. Janina zaś charakteryzowała się mocną osobowością, niespożytą energią i zmysłem praktycznym. Prowadziła mieszczański dom z rytuałem stałych posiłków oraz wyjść na mszę do kościoła Mariackiego. Przy tym dom państwa Stankiewiczów był pełen gości z najlepszych rodów krakowskich i artystycznych. Dla chłopca, który do tej pory zdany był na niestabilnego emocjonalnie ojca, ta atmosfera okazała się zbawienna. Pozwalała też na rozwój jego talentów.

Janina stała się wyrocznią. Dlatego koledzy gimnazjalni nadali Stasiowi przydomek Ciocia. Często bowiem podczas rozmów na korytarzu szkolnym powtarzał: „A ciotka uważa, że...”. Jednak im był starszy, tym mocniej związek z zastępczą matką go krępował. Dla artystycznej duszy opiekuńcza miłość kojarzyła się z dozorem. Staś zaczął być butny i arogancki. Świadczyć o tym może niewinna z pozoru scena.

W 1890 r. wybierał się w pierwszą podróż zagraniczną. W tajemnicy przed opiekunami, którzy ze względu na jego delikatne zdrowie byliby temu przeciwni. W dzień odjazdu, podczas nieobecności ciotki, zaprosił do domu gromadkę dzieci. Wyjął ze spiżarni pochowane przez nią dżemy i konfitury – i wszystkie dla dzieci pootwierał. Przykazał małym gościom, aby powiedzieli ciotce, że to jego sprawka. Po czym spakował się i ruszył na dworzec. Bez pożegnania.

Od zawsze był delikatnej postury. Chorowity i ze skłonnością do alergii, przez co musiał zrezygnować z malarstwa olejowego. W szkolnych przedstawieniach grywał role kobiece. Zapamiętywał się w tańcu i podkochiwał w pensjonarkach; w dzieciństwie w kuzynce Mani.

Na pierwszym wyjeździe zagranicznym poczuł smak wolności. W listach często opisywał kobiety, zaznaczając jednak, że bardziej fascynują go ich stroje. I chyba rzeczywiście tak było. Chłonął bowiem wszystko zmysłem malarskim, a „odbierając tak wiele wrażeń – jak donosił w liście – mam do tego stopnia podrażnioną wyobraźnię, że mię to mało o chorobę nie przyprawiło”. Ładne dziewczęta nazywał milutkimi i te pragnął rysować. Pośród zwiedzających paryskie wystawy kobiet więcej dostrzegał „brzydot”, a na prowincji patrzył na baby niczym na krowy holenderskie, „niezgrabne, grube – z nadzwyczajnie głupimi minami”. W Pradze notował: „Czeszki wszystkie jednakie. Jest pewien rodzaj jabłek, które się nazywają papierówki”... Uważał, że kobiety winne być niczym rzeźby odlane z formy. Ideałem kobiecej formy była dla niego personifikacja Wiosny Botticellego.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną