Gospodarcze oblicze PRL

Perły Peerelu
Uwaga! Rewizja czarno-białej historii gospodarczej Polski Ludowej właśnie się rozpoczęła.
Warszawska Fabryka Samochodów Osobowych w latach 50.
Wikipedia

Warszawska Fabryka Samochodów Osobowych w latach 50.

Elektryfikacja polskiej wsi w latach 60.
Bogdan Łopieński/Forum

Elektryfikacja polskiej wsi w latach 60.

Cegiełka o wartości 10 zł z 1949 r. sprzedawana na rzecz walki z analfabetyzmem.
FoKa/Forum

Cegiełka o wartości 10 zł z 1949 r. sprzedawana na rzecz walki z analfabetyzmem.

Pouczenie zamieszczane na pudełkach zapałek, lata 60.
Repr. Piotr Męcik/Forum

Pouczenie zamieszczane na pudełkach zapałek, lata 60.

Jak, komuna nie była OK! Realny socjalizm nie wygenerował obiecanego wzrostu poziomu życia. Nie był też innowacyjny, więc nie potrafił sprostać konkurencji z kapitalistycznym otoczeniem. Tłamsił wolność polityczną poprzez niedemokratyczny monopol komunistycznej monopartii. Wszystko to racja.

Ale mimo tych niezaprzeczalnych wad komuna miała jedno wielkie i niepodważalne osiągnięcie: wymusiła przemiany ekonomiczne oraz społeczne, które same z siebie by nad Wisłą po prostu nie zaszły. A bez nich z kolei Polska do dziś pozostałaby tym, czym była przez kilkaset ostatnich lat. Krajem biednym, ekonomicznie zacofanym i zbudowanym na ostrych klasowych podziałach oraz wyzysku. Obszarem z dużym, ale zablokowanym potencjałem.

Nie, to nie jest fragment manifestu pod hasłem „Komuno, wróć!”. To przesłanie płynące z dwóch ważnych książek o Polsce, które właśnie się ukazały. Autor jednej z nich to ekonomista Banku Światowego Marcin Piątkowski, który dowodzi, że bez fundamentalnych przemian zaprowadzonych przez komunistów nie byłoby mowy o wielkim cywilizacyjnym skoku polskiej gospodarki po 1989 r. Piątkowski rozwija swoją opowieść w książce „Poland. Europe’s Growth Champion” (Polska. Gospodarczy mistrz Europy), która wychodzi właśnie na rynku anglosaskim nakładem renomowanego Oxford University Press. I ma wielką szansę, by wypełnić lukę w poważnym pisaniu o Polsce na Zachodzie po posusze kilkunastu ostatnich lat.

Ale to nie jedyna tego typu publikacja. Nieco wcześniej ukazała się praca „Privatising Capital. The Commodification of Poland’s Welfare State” (Prywatyzując kapitał. Utowarowienie polskiego państwa dobrobytu). Jej autorem jest pochodzący z Wielkiej Brytanii, ale od lat pracujący w Akademii Leona Koźmińskiego ekonomista Gavin Rae. „Napisałem tę książkę, bo irytowała mnie opowieść, wedle której Leszek Balcerowicz i jego ludzie musieli po roku 1989 budować w Polsce kapitalizm bez kapitału. Kapitału polscy autorzy transformacji mieli sporo. I był on w całości odziedziczony właśnie po Polsce Ludowej” – wskazuje ekonomista.

Bogactwo na zgliszczach

Obu autorów łączy to, że nie zgadzają się z dominującym w Polsce sposobem opowiadania najnowszej historii gospodarczej. Różnica jest tylko taka, że jedni mówią tak: wszystko zaczęło się w 1989 r. od jakiejś mitycznej „godziny zero”, przed którą była jakaś wielka implozja, po której cała Polska „leżała w gruzach i trzeba ją było odbudować” (to cytat z prezydenta Bronisława Komorowskiego). Z kolei druga doktryna (popularna ostatnio w kręgach pisowsko-ipeenowskich) głosi, że przez cały okres 1945–89 pozostawaliśmy na jałowym biegu (lub wręcz biegu wstecznym), więc źródeł dobrych praktyk trzeba szukać w dwudziestoleciu międzywojennym. A Piątkowski i Rae tego nie kupują. Są przedstawicielami średniego pokolenia badaczy (czterdziestolatków), którzy próbują na nowo opowiedzieć interesujący ich kawałek polskich losów. Takich głosów będzie pewnie coraz więcej.

Czytaj także

Teksty historyczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną