Historia

Nagroda Nobla i Stalina

Irena i Fryderyk Joliot-Curie: nobliści i komuniści

Córka Marii Skłodowskiej-Curie Irena z mężem Fryderykiem w laboratorium Instytutu Curie w Paryżu. Córka Marii Skłodowskiej-Curie Irena z mężem Fryderykiem w laboratorium Instytutu Curie w Paryżu. Imagno / Getty Images
Zaangażowanie Fryderyka Joliot-Curie w działalność komunistyczną sprawiło, że wybitny uczony stał się postacią kontrowersyjną.
Fryderyk Joliot-Curie podpisuje petycję przeciwko wojnie nuklearnej, spotkanie Światowej Rady Pokoju, Wiedeń 1955 r.Imagno/Votava/BEW Fryderyk Joliot-Curie podpisuje petycję przeciwko wojnie nuklearnej, spotkanie Światowej Rady Pokoju, Wiedeń 1955 r.

W 1948 r. Irena Joliot-Curie przyjechała do USA, by wziąć udział w akcji zbierania funduszy na pomoc dla hiszpańskich uchodźców. Zaprosił ją Zjednoczony Amerykański Komitet Uchodźców Antyfaszystowskich. Po wylądowaniu w Nowym Jorku spotkała ją wszakże przykra niespodzianka: funkcjonariusze urzędu imigracyjnego odmówili jej prawa pobytu w USA. Noc spędziła na wyspie Ellis, gdzie przetrzymywano osoby oczekujące na deportację. Została zwolniona rankiem następnego dnia dzięki interwencji ambasady francuskiej. Szykany wobec noblistki miały wynikać z tego, że komitet, który ją zaprosił, znajdował się na liście organizacji uznanych za wywrotowe.

W istocie jednak żona Fryderyka Joliot-Curie, komunisty i entuzjasty ZSRR, sama była dla amerykańskich władz osobą niepożądaną. Irena nie posiadała wprawdzie legitymacji partyjnej, lecz podzielała poglądy męża i włączała się w polityczne działania. Pod tym względem różniła się od matki.

Elektrony o przeciwnych ładunkach

Maria Skłodowska-Curie interesowała się polityką i żywo reagowała na wydarzenia. Popierała zasady społecznej sprawiedliwości i rządy demokracji. Konsekwentnie jednak dystansowała się od wszelkich wystąpień o charakterze politycznym. Podpisała w życiu tylko dwie petycje: w 1912 r. protest w sprawie uwięzionych sufrażystek i w 1927 r. apel w obronie Sacco i Vanzettiego, włoskich imigrantów, których amerykański sąd skazał na śmierć za zabójstwo, choć dowody ich winy były wątpliwe. Jej niechęć do firmowania podpisem zbiorowych deklaracji wynikała z obawy, że mogą one zostać użyte do celów, z którymi nie w pełni by się zgadzała. Odmówiła Romain Rollandowi przyłączenia się do apelu intelektualistów o zakazanie wojen, gdyż, jak stwierdziła, „nawet największe wysublimowanie intelektu nie jest gwarancją sprawiedliwego spojrzenia na problemy narodowe i społeczne”.

Tymczasem Irena i Fryderyk Joliot-Curie, kierując się szlachetnymi pobudkami, znaleźli się w gronie zachodnich intelektualistów, którzy swym autorytetem popierali Stalina.

Fryderyk Joliot, świeżo upieczony inżynier po Szkole Fizyki i Chemii Przemysłowej, uzyskał pracę w laboratorium Curie dzięki protekcji swego profesora, wybitnego fizyka Paula Langevina, z którym przed laty łączył Marię romans, a potem przyjaźń. Maria powierzyła nowicjusza opiece swej córki Ireny, zajmującej się badaniem chemicznych właściwości polonu. Na początku współpraca szła chropawo. Fryderyk, jak później przyznał, nic nie wiedział o radioaktywności, a cierpliwość nie była mocną stroną Ireny. Zwierzał się bliskim, że córka szefowej jest okropna i trudno z nią wytrzymać.

Irena była starsza od Fryderyka o trzy lata. Szorstka i raczej zamknięta w sobie nie przywiązywała wagi do konwenansów ani do tego, co myślą o niej inni. Uważano, że matka ją faworyzuje i nazywano „księżniczką korony”. Za to Fryderyk – przystojny, błyskotliwy, szarmancki – od razu stał się ulubieńcem zespołu. Irena uległa jego urokowi, on zaś „odkrył w niej osobę niezwykłą, wrażliwą i liryczną”. Oboje uprawiali sporty, lubili przyrodę, czytali te same książki, mieli podobne poczucie humoru.

W marcu 1925 r. Irena obroniła doktorat, a niedługo potem oznajmiła zaskoczonej matce, że ona i Fred zamierzają się pobrać. Maria przyjęła wiadomość bez entuzjazmu, pełna wątpliwości, czy Joliot jest odpowiednim kandydatem. Wymogła na Irenie spisanie przed ślubem intercyzy; chodziło m.in. o zabezpieczenie jej prawa do wyłącznego dysponowania radem po śmierci matki. Joliotowie pobrali się 9 października 1926 r. w jednym z paryskich urzędów stanu cywilnego. Maria przez dłuższy czas chłodno traktowała zięcia, lecz w końcu się do niego przekonała, a przyjście na świat wnuków – Heleny i Pierre’a – zupełnie ją rozbroiło.

Niemniej, jak zauważył biograf rodziny Denis Brian, Joliot musiał zmierzyć się z niechęcią i snobizmem naukowej elity, dla której liczyły się koneksje rodzinne i towarzyskie oraz dyplom elitarnej uczelni. Według jego bliskiego współpracownika Bertranda Goldschmidta „Joliot całe życie miał kompleks niższości. Prawdopodobnie dlatego, (…) że ożenił się z córką szefowej”. Bolały go posądzenia, że zrobił to z wyrachowania: „Dlaczego

ludzie sądzą, że nie kocham żony i wziąłem ślub tylko ze względu na karierę? Naprawdę, bardzo kocham żonę” – zapewniał. Podobał się kobietom i sam je lubił, co rodziło różne domysły. Kiedyś z irytacją odburknął natrętowi: „Nie, nie zdradziłem jeszcze żony, ale jeśli to zrobię, nie wpłynie to na nasze małżeństwo!”.

Razem i osobno

Za pracę doktorską „Studium nad elektrochemią pierwiastków promieniotwórczych” Fryderyk otrzymał nagrodę w postaci rządowego grantu. Wspólnie z Ireną starali się dotrzeć do natury promieniowania polonu. W 1932 r. znaleźli się o krok od przełomowego odkrycia: zidentyfikowania neutronu (cząstka elementarna elektrycznie obojętna, wchodząca w skład jądra atomu). Niestety, błędnie zinterpretowali wyniki eksperymentów i chwała odkrywcy przypadła angielskiemu uczonemu Jamesowi Chadwickowi. Podobnie wymknęło im się z rąk odkrycie pozytonu (elektron o ładunku dodatnim) – tym razem laury odebrał amerykański fizyk Carl David Anderson.

Dwa lata później tykanie licznika Geigera dało znak, że Joliotowie stali się odkrywcami sztucznej promieniotwórczości. Poddając bar, aluminium (glin) oraz magnez działaniu cząsteczek alfa emitowanych przez polon, otrzymali odpowiednio izotopy: azotu 13, fosforu 30, krzemu 27 i aluminium 28 – promieniotwórcze pierwiastki niewystępujące w przyrodzie. „Spóźniliśmy się z pozytonem, spóźniliśmy się z neutronem, ale tym razem zdążyliśmy!” – wykrzyknął uradowany Fryderyk. Odkrycie Joliotów, stanowiące ważny krok w rozwoju fizyki jądrowej, miało znaczenie praktyczne: izotopy promieniotwórcze, których wytwarzanie jest stosunkowo łatwe i mało kosztowne, znajdują szerokie zastosowanie w przemyśle, biologii, medycynie.

Na Irenę i Fryderyka spadł deszcz nagród i zaszczytów, których ukoronowaniem była odebrana w grudniu 1935 r. Nagroda Nobla. Niestety, Maria nie towarzyszyła córce w tym wielkim wydarzeniu; zmarła 4 lipca 1934 r.

Wkrótce małżonkowie zaczęli pracować oddzielnie: Fryderyk objął katedrę chemii nieorganicznej w College de France, a jego żona została profesorem Sorbony, godząc wykłady z kierowaniem laboratorium.

W 1936 r. Irena miała krótką przerwę w pracy naukowej, gdyż na prośbę premiera Léona Bluma objęła w rządzie Frontu Ludowego stanowisko wiceministra ds. badań naukowych. Zrobiła to, aby wyrazić poparcie dla idei równouprawnienia kobiet, które w ówczesnej Francji były pozbawione praw politycznych (czynne i bierne prawa wyborcze otrzymały dopiero w 1944 r.). Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią po trzech miesiącach złożyła rezygnację.

Ze stypendystą Pawlem Saviciem badali reakcje toru i uranu na bombardowanie neutronami. Osiągnęli w ten sposób rozszczepienie jądra atomu, lecz nie rozpoznali tego zjawiska. Joliotowie mieli poczucie osobistej porażki. Żałowali, że nie pracowali razem: „może wtedy odkrylibyśmy rozszczepienie”.

W College de France Fryderyka pochłaniała budowa cyklotronu. Jego zespół osiągał szybkie postępy w pracach nad reakcją łańcuchową. Przerwała je wojna. Fryderyk miał propozycję wyjazdu do Anglii, lecz jej nie przyjął.

W okupowanym Paryżu

Niemcom zależało na Joliocie, więc obchodzili się z nim w rękawiczkach. Laboratorium pozostawili w stanie nienaruszonym i zgodzili się, by Fryderyk nadal nim kierował, lecz zażądali, by zatrudnił w nim trzech niemieckich naukowców. Fryderyk z kolei zastrzegł, że nie będzie prowadzić badań dla celów wojennych. Wśród przyjętych do laboratorium Niemców był jego dawny współpracownik Wolfgang Gentner, antyfaszysta, który okazał mu wiele pomocy: pomógł m.in. wydostać się z rąk gestapo.

Obecność Niemców w laboratorium ściągnęła na Joliota podejrzenia o kolaborację. W rzeczywistości działał w ruchu oporu. Został przewodniczącym Frontu Narodowego, organizacji działającej pod egidą podziemnej Francuskiej Partii Komunistycznej (FPK). W 1942 r. Joliot wstąpił do FPK. Wyniósł z domu przekonania lewicowe – jego ojciec należał do Komuny Paryskiej w 1871 r. Komunistą był jego mentor i przyjaciel Paul Langevin; w środowisku naukowym wiele osób sympatyzowało z komunizmem.

W miarę posuwania się ofensywy aliantów Niemcy wzmagali terror na terenach okupowanych. Ze względów bezpieczeństwa Fryderyk przeniósł się do robotniczej dzielnicy i rozpoczął życie na fałszywych papierach. Jego zadanie polegało na zdobywaniu materiałów wybuchowych i instruowaniu bojowników ruchu oporu, jak robić z nich koktajle Mołotowa. Przydały się, gdy 19 sierpnia 1944 r. w Paryżu wybuchło powstanie, w którym Joliot wziął udział. Trwało tydzień. 25 sierpnia Paryż witał generała Charlesa de Gaulle’a kroczącego na czele oddziałów Wolnej Francji i maszerujące wraz z nimi wojska amerykańskie.

Antyrządowy minister

W sierpniu 1945 r. Amerykanie zrzucili bomby atomowe na Hiroszimę i Nagasaki. Straszliwe skutki eksplozji zrodziły u części uczonych moralne dylematy. Joliotowie uznali, że użycie energii atomowej dla celów wojskowych było zdradą nauki i człowieczeństwa. Fryderyk zawsze podkreślał, że energia atomowa przyniesie ludzkości wiele korzyści, jeśli wykorzystana zostanie w celach pokojowych.

Zaraz po wojnie generał de Gaulle jako szef rządu tymczasowego powołał Komisariat ds. Energii Atomowej (Commissariatà l’Energie Atomique – CEA; odpowiednik ministerstwa), na którego czele jako Wysoki Komisarz stanął Fryderyk Joliot-Curie, a Irena została jednym z trzech komisarzy. Statut instytucji mówił o zastosowaniu energii atomowej dla celów naukowych, w przemyśle, a także obronie. Joliot uważał, że Francji jeszcze przez długie lata nie będzie stać na wyprodukowanie broni atomowej, a gdy to nastąpi, obowiązywać już będą międzynarodowe zakazy jej użycia. W grudniu 1948 r. w Chattilon pod Paryżem uruchomiono pierwszy we Francji reaktor atomowy.

Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zaniepokojone były rosnącymi we Francji wpływami komunistów, których w wyborach poparła jedna trzecia głosujących. Komunista Joliot, przyjmowany w Moskwie, na stanowisku szefa CEA budził podejrzenia. Amerykańskie i brytyjskie instytucje naukowe otrzymały zakaz przekazywania francuskim kolegom jakichkolwiek informacji związanych z technologią nuklearną.

Joliot czuł potrzebę podkreślenia, że jest przede wszystkim Francuzem. Na jednej z konferencji prasowych ujął to następująco: „Przypuśćmy, że jeden z moich asystentów lub ja dokonamy odkrycia istotnego dla wprowadzenia broni atomowej. Krytycy sugerują, że byłoby naszym obowiązkiem przekazać każdy szczegół takiego odkrycia Moskwie. Postępując w ten sposób, jak mi się zdaje, świadomie popełnilibyśmy zdradę stanu”. Za tę wypowiedź został skarcony przez przywódcę FPK Jacques’a Duclos: „Komunista nie uważa ZSRR za obcy kraj. Każdy człowiek postępu ma dwie ojczyzny, tę przyrodzoną i Związek Radziecki”.

Joliota bardziej niż badania naukowe zaczęła pochłaniać polityka. Stał się zagorzałym krytykiem rządu premiera Georgesa Bidaulta, który wprowadził Francję do NATO i opowiadał się za zacieśnieniem współpracy gospodarczej, politycznej i wojskowej przez państwa zachodnie. Dymisja ze stanowiska Wysokiego Komisarza CEA (24 kwietnia 1950 r.) nie była niespodzianką. Zarzucono mu, że jako komunista kompromitował rząd, odmawiał podjęcia prac nad bombą atomową oraz popierał strajki i antyrządowe protesty. Niewątpliwie do jego zwolnienia przyczyniły się naciski USA.

Polityczne uwikłania

29 sierpnia 1949 r. ZSRR dokonał pierwszej próbnej eksplozji nuklearnej. USA odpowiedziały przyspieszeniem prac nad konstrukcją bomby wodorowej. Wyścig zbrojeń rozpoczął się na dobre.

W 1949 r. Joliot-Curie został wybrany na przewodniczącego Światowej Rady Pokoju. Z jego inicjatywy ogłoszono w 1950 r. apel sztokholmski o zakazie broni atomowej, pod którym podpisało się pół miliarda ludzi. Inicjatywy pokojowe w warunkach permanentnego zagrożenia konfliktem nuklearnym znajdowały poparcie społeczeństw po obu stronach żelaznej kurtyny, choć dla ZSRR ruch obrońców pokoju stanowił wygodny instrument do realizacji politycznych celów. W 1951 r. Joliot otrzymał w Moskwie Nagrodę Stalinowską „Za utrwalanie pokoju między narodami”.

Jako uczony doceniał osiągnięcia Związku Radzieckiego, zwłaszcza w dziedzinie, którą reprezentował, był pod wrażeniem wielkich nakładów finansowych na badania naukowe, a także wysokiego statusu uczonych. Na tej podstawie wytworzył sobie pozytywny obraz ZSRR (i komunizmu), eliminując to, co do niego nie pasowało. Taką postawę zaprezentował w procesie Wiktora Krawczenki, uciekiniera z ZSRR, który na Zachodzie wydał książkę „Wybrałem wolność”, gdzie opisał panujący w ZSRR terror i atmosferę strachu. Książka, przetłumaczona na 19 języków, zyskała rozgłos. Komunistyczna prasa rozpętała nagonkę na autora. Tygodnik „Les Lettres Françaises” zarzucił mu kłamstwa i oczernianie ZSRR. Krawczenko wytoczył pismu proces o oszczerstwo, który odbył się w 1949 r. Jako świadkowie redakcji zeznawali w sądzie znani intelektualiści i politycy, w tym Fryderyk i Irena Joliot-Curie. Oboje stwierdzili, że książka fałszuje radziecką rzeczywistość. Na rzecz Krawczenki świadczyli byli więźniowie łagrów, którzy uzupełnili jego relacje dramatycznymi historiami z własnego życia. Krawczenko wygrał proces.

Joliot dołączył swój głos do oskarżeń wysuniętych wobec USA przez Chiny, że podczas wojny w Korei użyły broni bakteriologicznej. Oskarżenie, niepoparte dowodami, nadszarpnęło autorytet uczonego. Tracił popularność i sympatię na Zachodzie.

W 1951 r., wracając z Moskwy, Joliotowie zatrzymali się w Polsce. Pobyt wykorzystali przede wszystkim na spotkania z rodziną Skłodowskich, zwłaszcza z siostrą Marii Heleną Szalayową. W Warszawie uczestniczyli w I Kongresie Nauki Polskiej, na którym Joliot wygłosił przemówienie. Uniwersytet Jagielloński nadał obojgu honorowe doktoraty. Zostali też przyjęci przez prezydenta Bolesława Bieruta.

Małgorzata Sobieszczak-Marciniak, prezes Towarzystwa Marii Skłodowskiej-Curie w Hołdzie, odsłoniła nieznany fakt z biografii Fryderyka Joliot-Curie, o czym napisała w przedmowie do książki Tomasza Pospiesznego „Radowa księżniczka”. Otóż podczas pobytu w Warszawie Joliot wstawił się za uwięzionym żołnierzem AK i uzyskał jego zwolnienie. Tę historię Sobieszczak-Marciniak usłyszała od nieżyjącej już wnuczki Heleny Szalayowej – Elżbiety Staniszkis.

Irena Joliot-Curie zmarła na białaczkę 17 marca 1956 r. Miała 58 lat. Fryderyk zmarł 14 sierpnia 1958 r. Też w wieku 58 lat. Przypuszczalnym powodem śmierci była marskość wątroby wywołana kontaktami z polonem. Francja żegnała oboje uczonych z wielkimi honorami. Zostali pochowani na cmentarzu w Sceaux.

Irena i Fryderyk Joliot-Curie patronują we Francji licznym ulicom, placom i bulwarom oraz ok. 250 szkołom i liceom. Międzynarodowa Unia Astronomiczna nazwała krater na Księżycu imieniem Fryderyka Joliot-Curie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Jak nie skrzywdzić swoich dzieci

Anna Górska o tym, jak radzić sobie z przekonaniem o niesprawiedliwym traktowaniu w dzieciństwie.

Joanna Cieśla
13.11.2018
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną