Historia

Powstanie wielkopolskie, zwycięstwo z chłodną głową

Przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania 27 stycznia 1919 r. Przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania 27 stycznia 1919 r. Narodowe Archiwum Cyfrowe
Choć to nieprawda, że powstanie wielkopolskie z 1918/1919 r. było jedynym zwycięskim polskim zrywem, z wielu względów stało się insurekcją wyjątkową. O czym warto pamiętać, gdy dzisiaj świętujemy setną rocznicę wielkopolskiego zwycięstwa nad Niemcami?

Równo sto lat temu, w zapadających ciemnościach późnego popołudnia 27 grudnia 1918 r., w ciągle jeszcze należącym do Niemiec Poznaniu doszło do wymiany ognia między polskimi służbami porządkowymi a oddziałami armii niemieckiej. Dzień wcześniej do poznaniaków przemówił z okien hotelu Bazar Ignacy Jan Paderewski, genialny pianista, najbardziej wówczas znany na świecie Polak, który jechał via Poznań do Warszawy, by tam objąć stanowisko premiera rządu. I to pod hasłami obrony Mistrza zorganizowali się następnego dnia poznaniacy w niemieckich mundurach, a hałaśliwa kontrdemonstracja niemieckiej ludności miasta doprowadziła do kumulacji emocji – i pierwszych strzałów.

Czytaj też: Pamiątki z powstania wielkopolskiego

Żołnierz był już na miejscu

Historycy nie wiedzą (i już się zapewne nie dowiedzą), kto pierwszy dał ognia. Iskra padła nie tylko na proch – Polacy z Poznania i dzielnicy wielkopolskiej byli do działania gotowi. Już w XIX w. przemysłowiec Hipolit Cegielski czy lekarz Karol Marcinkowski przekonywali, że najważniejsze są: rozwój cywilizacyjny i uświadomienie narodowe. Zapoczątkowana przez nich praca organiczna stała się najlepszym sposobem na przeciwstawienie się zorganizowanej przez niemiecki aparat państwowy germanizacji Wielkopolski. Polacy zakładali swoje firmy i banki, tworząc konkurencyjną wobec niemieckiej gospodarkę. Solidarność narodowa stała się najważniejsza.

Jesienią 1918 r. żołnierz powstańczy był już na miejscu – do domów wróciło wszak 160–170 tys. świetnie wyszkolonych w armii niemieckiej frontowców. W rodzinnych miejscowościach stali się członkami tzw. Straży Ludowej lub Straży Służb i Bezpieczeństwa, formacji zbrojnych powołanych przez władze niemieckie do utrzymywania porządku. W samym Poznaniu Straż Ludowa liczyła niemal trzy tys. żołnierzy, a Polacy dbali o to, by mieć w niej przewagę. Uciekali się do podstępów – aby wszystko było zgodnie z niemieckimi oczekiwaniami, kompaniami dowodzili Polacy o niemieckich nazwiskach, np. porucznicy Edmund Krause czy Korneliusz Mann.

Czytaj też: Koniec wojny, początek Polski

Z głową zimną jak śnieg

Gromadzona skrzętnie w końcówce Wielkiej Wojny broń, kilka tysięcy wyekwipowanych ludzi w samym Poznaniu i wielu na prowincji – wszystko to podnosiło szanse na sukces. Fakt, że powstanie wybuchło w idealnym momencie, gdy cesarskie do niedawna Niemcy pogrążyły się w chaosie rewolucji, a rząd w Berlinie nie był w stanie zareagować odpowiednio mocno, bynajmniej nie dyskredytuje sukcesu Wielkopolan. Pokazuje raczej, że w Poznaniu w obliczu świetnej okazji nikt nie stracił głowy – wręcz przeciwnie, działano tu i walczono z głową zimną jak śnieg.

Pod przewodem dość przypadkowego wodza, majora Stanisława Taczaka (wówczas członka sztabu generalnego Wojska Polskiego, który akurat wracał przez Poznań z Berlina do Warszawy), za to świetnie znającego niemiecką armię (walczył w jej szeregach na froncie wschodnim) i za akceptacją Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego (Taczak uzyskał ją telefonicznie), powstańcy w dwa dni opanowali najważniejsze punkty w mieście: dworzec, pocztę, zamek cesarski, wreszcie Cytadelę i fort Grolman, udaremniając próby niemieckiej kontrakcji.

Czytaj też: 100 lat kultury polskiej w 100 scenach

Gdy trzeba było, negocjowali

Być może nie było to powstanie widowiskowe. Gdzie walka nie gwarantowała sukcesu, nie gardzono negocjacjami – rzecz w polskiej historii, pełnej romantycznych, szaleńczych szarż, raczej nie do pomyślenia. Tak było w przypadku nieudanych prób opanowania koszar 6. pułku grenadierów na poznańskim Grunwaldzie. Wtedy z Niemcami się umówiono – pozwolono im wycofać się w asyście polskich strzelców konnych na stację Wola, skąd odjechali do Szczecina. Z reguły działano szybko i skutecznie. Gdy zawodziły negocjacje, przemawiały działa. Tak było 6 stycznia 1919 r. w Ławicy pod Poznaniem, gdzie powstańcy zdobyli niemieckie lotnisko i 30 samolotów. Czarne krzyże na kadłubach powstańcy zamalowali biało-czerwonymi szachownicami.

Na początku stycznia 1919 r. wolna była już niemal cała Wielkopolska. Przysłany przez Warszawę (Piłsudskiego) gen. Józef Dowbor-Muśnicki z ochotniczych kompanii stworzył pełnowartościowe pułki, ubrane we własne mundury i charakterystyczne wysokie rogatywki z treflem; wyposażone nawet we własną fabrykę amunicji. W marcu 1919 r. Armia Wielkopolska liczyła już ponad 70 tys. żołnierzy. To ta armia utrzymała pozycje zimą 1919 r. 16 lutego 1919 r. pod naporem Ententy Niemcy musieli przerwać ofensywę przeciwko Wielkopolanom. Poznań i inne wielkopolskie miasta odzyskały wolność na 20 lat. Zabrał im ją dopiero Hitler.

Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety na froncie

Rozmowa ze Swiatłaną Aleksijewicz, autorką bestsellera „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety”, o żołnierkach Armii Czerwonej

Paweł Sulik
15.06.2021
Reklama