Historia

Nigdy nie będzie już tak pięknie. 40. rocznica strajków 1980

Flaga na iglicy wrocławskiej Hali Stulecia zawieszona przez alpinistów w 2015 r. Flaga na iglicy wrocławskiej Hali Stulecia zawieszona przez alpinistów w 2015 r. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta
„Wjeżdżamy do Trójmiasta i to, co widzę, zapiera mi dech w piersiach. Coś niesamowitego, nowego, pięknego”. 40. rocznica strajków, które dały początek Solidarności – 17 sierpnia 1980 r. komitet strajkowy sformułował listę 21 postulatów.
.Ośrodek Karta/Ośrodek Karta w Warszawie .

Solidarność nie potrzebowała cudzysłowu. Była słowem uniwersalnym, powszechnym, a nie nazwą własną. Doświadczenie kolejnych miesięcy – Sierpnia 80, Marca 81... – wykreowało człowieka Solidarności, potrafiącego bez nienawiści i przemocy, w sposób stanowczy dążyć do celu. W skali masowej oznaczało to radykalny wyłom w powojennym, narzuconym przez Sowietów, stanie zbiorowej apatii. Materializacja dobra wspólnego – gdy łączyły się w jednym celu różne środowiska i warstwy społeczne, grupy pokoleniowe – dawała poczucie, że wprowadza się w życie wartości zaprzeczające całemu temu systemowi.

Cztery dekady później dwudziestoparoletnia Karolina Anna Kuta, nieznająca peerelowskiej codzienności, odczytuje z dawnych zapisów świadectwa przełamania opresji, kreowania wspólnej Polski.

Czytaj też: Solidarność bez cudzysłowu

WSPÓLNOTA

Teresa Konarska, mieszkanka Warszawy, w dzienniku

W przeddzień przyjazdu Papieża wyszliśmy późnym wieczorem, aby zobaczyć, jak wygląda miasto. Na Nowym Świecie i Krakowskim Przedmieściu pełno było ludzi na ulicach, tak normalnie wymarłych o tej porze. Czuło się ogólne podniecenie, nastrój oczekiwania i jakąś wspólnotę – zjawisko obecnie rzadko w Polsce wyczuwalne. Na placu Zwycięstwa był już gotowy ołtarz; widok olbrzymiego krzyża na centralnym placu Warszawy, stolicy państwa jakoby komunistycznego – robił niecodzienne wrażenie.

Warszawa, 1 czerwca 1979

Jacek Kuroń, przywódca opozycji

Tłumy młodzieży. Szli na mszę, którą Papież odprawiał dla nich na placu Zamkowym, przed kościołem św. Anny. Szli i szli. Nie wytrzymałem i wyskoczyłem. Nie było obstawy. Poszedłem w miasto. Przez kilka godzin chodziłem po ulicach nocnej Warszawy. Wszędzie pełno radosnych ludzi, zdyscyplinowanych, niesłychanie zdyscyplinowanych i silnych. Czułem to. Noc, radość i ten porządek. Klimat wolności.

Wszyscy zmierzali na Starówkę. Były tam służby porządkowe w jasnych furażerkach, ze znaczkami papieskimi, z opaskami. Mówili parę słów, uśmiechając się, wykonywali jakiś gest ręką i cały ten ogromny tłum natychmiast się przesuwał. To już nie był tłum, to byli zorganizowani świadomi ludzie. Fascynujące.

Warszawa, 2/3 czerwca 1979

ODWAGA

Bogdan Borusewicz, członek KSS „KOR”

Rozdawaliśmy ulotki głównie przed kościołami. [...] Szło się na ranną mszę do jednego kościoła, potem na sumę do innego i na wieczorną do kolejnego, tak że każdy kilka razy dziennie rozdawał przed innym kościołem. I tak przez trzy następne niedziele. Rozpoczęliśmy tę akcję już w lutym. Część ulotek była wykonana na denaturacie. Strasznie śmierdziały. Stawałem w miejscu, gdzie był przewiew, a mimo to tak cuchnąłem, że ludzie patrzyli podejrzliwie. Ulotki wkładałem pod kurtkę, żeby mieć wolne ręce. Wręczaliśmy je z ręki do ręki. To miało swoje znaczenie moralne. My się nie boimy, więc i wy się nie bójcie.

Gdańsk, marzec 1980

Lech Dymarski, poeta, opozycjonista

Najpierw byli kolejarze z Lublina. Zrobili regularny strajk, z komitetem strajkowym, z opaskami, z powołaniem służby porządkowej. Pamiętam rozmowy w Warszawie. Między innymi Kuroń stawiał taką kwestię: skąd oni wiedzieli, że to trzeba zrobić w taki uporządkowany sposób? Z jakiej tradycji to wzięli?

Poznań, lipiec 1980

Czytaj też: Korowcy pod obserwacją

STANOWCZOŚĆ

Wojciech Giełżyński i Lech Stefański w reportażu

Pod trzecią bramą spotykamy znajomego ze straży porządkowej. [...] Ma zmęczoną, nieogoloną twarz. Pytamy, jak długo jest na nogach.

– Od początku i końca nie widać. Po południu się prześpię, bo później może być ciężko. Są różne prowokacje. Rzucali w bramę kamieniami, a my nic, spokojnie. My nie możemy się zdenerwować. Były też telefony, że zdemolowali nasz hotel, że szyby powybijane, włamania. Ludzie już chcieli jechać, szykowali samochody, ale komitet zabronił. Leszek kazał sprawdzić. Zadzwonili do domów i kazali iść zobaczyć. I nic nie było! Widzicie. Musimy się pilnować, żeby nie wyjść na miasto.

Gdańsk, 16 sierpnia 1980

Regina Dąbrowska, mieszkanka Warszawy, w dzienniku

Wjeżdżamy do Trójmiasta i to, co widzę, zapiera mi dech w piersiach. Ludzie na murach, w oknach, na bramach, sztandary, transparenty, kobiety pod zakładami przekazują coś swoim mężczyznom. Spokój, porządek, odwaga. Strajki na taką skalę i spokój. Coś niesamowitego, nowego, pięknego.

Gdańsk, 19 sierpnia 1980

Lech Dymarski

Ranek, ktoś krzyczy: „Poznań stoi!”. To oznaczało, że komunikacja stanęła, rozpoczął się strajk Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego, który trwał od 28 do 31 sierpnia. Okazało się, że miasto na to czekało. Normalnie obywatel jest wściekły, jeśli staje komunikacja bez zapowiedzi, ale wtedy wszyscy byli szczęśliwi. Ludzie szli, miałem wrażenie, że lewitują ze szczęścia.

Poznań, sierpień 1980

Czytaj też: Sierpień 1980. Jak ruszyła rewolucja

SAMOORGANIZACJA

Alina Pieńkowska, pielęgniarka, opozycjonistka

Biegałam po okolicznych mieszkaniach i prosiłam o żywność dla strajkujących. Prawie każdy otwierał lodówkę i bez zastanowienia oddawał wszystko, co w niej było. Mimo że na tej ulicy nie mieszkały osoby zamożne, bardzo szybko zebraliśmy kilka worków jedzenia. To był dla nas pierwszy, bardzo ważny przejaw wsparcia ze strony mieszkańców.

Gdańsk, 14 sierpnia 1980

Włodzimierz Mękarski, pracownik „Mostostalu”

Podjechał wózek widłowy. Stanąłem na palecie. Wyniosło mnie w górę. Widzę morze głów. Zacząłem czytać odezwę przyniesioną z MKS-u. Nagle wszystko samo zaczęło się toczyć. Proklamowano strajk. [...] Ludzie sami oflagowali zakład, robili biało-czerwone opaski, zamknęli bramy, zorganizowali żywność, łączność, jakąś małą poligrafię. Nie wiem, skąd się wzięła taka znakomita organizacja. Przecież myśmy nie mieli żadnego doświadczenia. Nikt nas tego nie uczył.

Wrocław, sierpień 1980

WIARYGODNOŚĆ

Tadeusz Mazowiecki, doradca komitetu strajkowego

Weszliśmy do Sali BHP, odbywało się akurat posiedzenie prezydium MKS-u, myśmy musieli trochę czekać, zanim wręczyliśmy Wałęsie ten apel. No i patrzyliśmy, co się dzieje. To, co uderzyło mnie w pierwszej chwili, to organizacja oraz [fakt], że tam wszystkich traktowano na równi. Nie było żadnych intelektualistów z Warszawy, nie. Od razu wchodziło się w tę atmosferę.

Gdańsk, 22 sierpnia 1980

Lech Wałęsa, przywódca strajku

Spytałem się konkretnie, co mają nam do zaproponowania, bo my naprawdę potrzebujemy pomocy. A Geremek na to: „My jesteśmy intelektualiści. My się do tego nie nadajemy, my możemy występować w roli doradców, ekspertów”. I to była myśl! Brakujące ogniwo znalazło się samo. [...] Nie było czasu na zbieranie referencji o naszych ekspertach. Na pytanie: „Jak długo tu z nami będziecie?”, Mazowiecki odpowiedział: „Do końca”.

Przyjechali w samą porę. Te 21 postulatów było świetnych, ale w negocjacjach, a potem w praktyce mogły z nich zostać strzępy. [...] Powstawał pomost i było to też na rękę władzy. Ona się chyba, i słusznie, bała radykalizmu sformułowań zdenerwowanych, prostych ludzi.

Gdańsk, 22 sierpnia 1980 [36]

Bohdan Cywiński, historyk, opozycjonista

W Stoczni, w kręgach robotniczych, bardzo dużą rolę odgrywali ludzie ze starszego pokolenia. Jak wiadomo, wśród opozycyjnej inteligencji, jak się ma lat czterdzieści, to jest się oldboyem. Natomiast starsze pokolenie robotnicze jest zupełnie inne. I ono nadawało taki gospodarski spokój. Charakterystyczne, że ludzie, którzy zostawali w Stoczni na noc, w poczuciu, że trzeba Stoczni pilnować, to byli jednak starzy robotnicy. Obecność dwóch generacji stanowiła też w szczególny sposób o mocy tego ruchu. I dzięki temu była jakaś cecha niedeklaratywności strajku, niekrzykliwości, powiedziałbym – spokojnej determinacji.

Warszawa, 3 września 1980

Czytaj też: Spór o sierpień 1980

PODMIOTOWOŚĆ

Ryszard Kapuściński, reporter

Ich rozwaga, ich rozsądek – chcę użyć tego słowa: humanizm. Najwyższą karą było zostać usuniętym ze strajku. I oto scena (zresztą rzadka), kiedy w Gdańsku załoga Stoczni postanowiła usunąć człowieka, który ją skompromitował. Wałęsa: „Proszę wszystkich, aby pan ten mógł spokojnie i bez żadnej obrazy opuścić stocznię. Proszę was o godne i szlachetne zachowanie”.

Gdańsk, sierpień 1980

Krzysztof Turkowski, historyk

Jak ja wyszedłem przed mszą, wziąłem mikrofon, żeby do tego tłumu mówić, jak zobaczyłem przy kracie stojącą matkę i różnych znajomych, to wtedy nagle sobie uświadomiłem, że my jesteśmy wrocławianami. Bo do tego czasu byliśmy gettem opozycyjnym. Nam zawsze zależało, żeby się przebić do środowisk robotniczych, ale to szło kulawo. Zawsze byliśmy „skądś”, obcy. A wtedy zobaczyliśmy to morze ludzi z kwiatami, z darami, pomocą dla nas... – że jesteśmy u siebie. Ja myślę, że to był przełom. Z godziny na godzinę następowała integracja między naszym środowiskiem a środowiskiem robotniczym.

Wrocław, sierpień 1980

Wojciech Giełżyński i Lech Stefański w reportażu

Idziemy na miasto. Od kilku dni mamy po raz pierwszy wolne pół godziny i z pewnym zdziwieniem oglądamy Gdańsk, który rytmem życia przypomina teraz jakieś zaciszne miasto szwajcarskie. W pejzażu dominują rowery; kto ma rower, ten jest wygrany, bo wielokrotnie zmalał ruch samochodowy (brak benzyny). Nawet prywatne taksówki strajkują, chociaż nikt im nie zapłaci przecież za nieprzepracowany czas. („No i co z tego? – powiedział ich delegat. – My popieramy sprawę”).

Gdańsk, sierpień 1980 [5]

RÓWNOŚĆ

Stefan Kisielewski, publicysta w artykule opublikowanym w drugim obiegu

Nie da się już niczego zamydlić, zagadać, pomieszać, nie ma co liczyć na to, że ludzie zapomną o lipcu, sierpniu i wrześniu, o postulatach, porozumieniu, gwarancjach i przyrzeczeniach, o prawdziwych związkach zawodowych. Społeczeństwo raz zbudzone już nie zaśnie, a jest to społeczeństwo, choć młode, to już na pewno nowoczesne, rozwinięte i wykształcone, spragnione pełnego życia, świadome swych narodowych praw, praw do informacji i do uczestnictwa.

Warszawa, 17 września 1980

Kazimierz Brandys w „Miesiącach”

Wyłonili się nagle, jak spod ziemi, ludzie, o których nie wiedzieliśmy przez lata, sądząc, że jesteśmy samotną inteligencką wysepką w obojętniejącym społeczeństwie. Czy wiesz – mówiono mi – skąd idzie ruch związkowy w teatrach? Z tapicerni, z pracowni kostiumowych, od szewców i krawców. Aktorzy, owszem, także. Aktorzy zawsze wyżywają się w scenach i geście. Ale prąd, ale główny ośrodek działania to oni: teatralne rzemiosło, warsztaty, stolarze i technicy od światła.

Jesień 1980

Andrzej Krawczyk, historyk

Pamiętam okres „Solidarności” jako jedno wielkie nieprzerwane zebranie. Przeżyłem tam taką dziecięcą chorobę organizacyjną: ciągłe pisanie statutów i regulaminów. Siedzieliśmy do dziesiątej wieczorem, do północy, pisaliśmy kolejne teksty podstawowe, kłóciliśmy się o zapisy. Sporo pracy, sporo wysiłku i energii ludzkiej poszło. Chciało się! Ludzie poświęcali czas, nie szli do domu. Dzisiaj widzę w tym wartość – przejście do normalności rzeczywiście trzeba wyćwiczyć, a my nie mieliśmy doświadczenia. Myślę, że właśnie tak odzyskiwaliśmy podmiotowość: myśleliśmy, zastanawialiśmy się.

Warszawa, jesień 1980

Czytaj też: Dlaczego szczecińscy stoczniowcy byli pierwsi

DETERMINACJA

Stanisław Śmigiel, opozycjonista

Nie każdy interesował się tym, co się w kraju dzieje. Kiedy jednak ukazały się zdjęcia tych trzech pobitych, to był szok. Naprawdę wszyscy się tą Bydgoszczą przejęli. Fotografie w Toruniu były wszędzie i to były wstrząsające zdjęcia. Przedtem nikogo specjalnie nie obchodziło, o co ci rolnicy się tam dopominają, co się w tej Bydgoszczy dzieje. Prawdę mówiąc, 99 procent społeczeństwa nie wiedziało dokładnie, o co chodzi, wiedziano tylko, że pobito w drastyczny sposób działaczy „Solidarności”.

Toruń, marzec 1981

Janusz Onyszkiewicz, członek Prezydium Zarządu Regionu Mazowsze „S”

Przygotowania do strajku w czasie konfliktu bydgoskiego naprawdę objęły wszystkich: zarówno partyjnych, jak i bezpartyjnych. Strajk ostrzegawczy był chyba najwspanialszą manifestacją jedności, jaką znają najnowsze dzieje Polski.

Warszawa, 27 marca 1981

Jacek Kuroń

Przemawiałem do ludzi na halach. Od maszyn skupione, poważne oczy. Już nie było krzykaczy, byli ludzie świadomi powagi sytuacji. I zdeterminowani. Wstała tam w pewnej chwili pani w średnim wieku, bardzo zniszczona.

– Ja się boję – mówiła – bardzo się, proszę pana, boję. Ale wiem, że muszę przemóc ten lęk. Już dość. Mam dzieci, wnuki. One nie mogą przeżyć życia w tym upokarzającym strachu. Trzeba to przełamać, trudno, trzeba pójść i uderzyć.

I nie był to głos odosobniony. Ludzie szykowali się jak do powstania. W tym czasie najwięcej członków PZPR wstąpiło do „Solidarności” i podstawowe organizacje partyjne opowiedziały się za strajkiem, wbrew uchwale Biura Politycznego z 22 marca, która im tego zakazała. Ruch osiągnął swój szczytowy moment i „Solidarność” zyskała poparcie praktycznie całego społeczeństwa.

Warszawa-Ursus, 27 marca 1981

Jacek Żakowski, publicysta

Było nas 10 milionów. Siedzieliśmy po nocach, strajkowaliśmy, czytaliśmy morze drukowanej małymi literkami bibuły, piliśmy czarną herbatę i bimber, paliliśmy strasznie dużo okropnych papierosów, jedliśmy byle co, negocjowaliśmy z władzą, sypialiśmy na podłodze albo na styropianie i zbawialiśmy Polskę, a może nawet świat. Za takimi chwilami tęskni się całe życie. Albo się na nie całe życie czeka. [...]

Nigdy i nigdzie nie będzie już tak pięknie i tak romantycznie, jak w Polsce 1980 i 1981 roku. Chantal Millon-Delsol napisała kiedyś przejmujący esej o strasznym losie Ikara, który przeżył. Upadł, ale się nie zabił. Wzniósł się wysoko ku słońcu, posmakował jasności, przestrzeni, absolutnej wolności i beztroski człowieka ze skrzydłami, swobodnie szybującego nad światem, a potem zderzył się z ziemią, wylądował w błocie codzienności i musiał żyć dalej. Pewnie trudno o potworniejszą mękę.

Warszawa

Czytaj też: Sierpień 1980. Spór o związek niezależny od partii

Karolina Anna Kuta (ur. 1991) – reporterka i dokumentalistka. Absolwentka Dokumentalistyki na UW. Współpracowała m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Krytyką Polityczną”, „Tygodnikiem Powszechnym”. Pracuje nad debiutem filmowym: dokumentem o sąsiedztwie kobiet na Bałkanach.

Fragment tekstu, który ukaże się w całości w najnowszym numerze „Kwartalnika Historycznego. Karta”. Materiał powstał we współpracy z Fundacją im. Ronalda Reagana w Polsce w ramach akcji „Czas Solidarności”.

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną