Ćwiczenia z uczenia
Trudne początki szkół niepublicznych. Wolontariat i lekcje w mieszkaniach były normą
JOANNA CIEŚLA: Po co w początkach transformacji w Polsce zakładano pierwsze szkoły niepubliczne?
MARCIN ROZMARYNOWSKI: Żeby cała oświata – i nie tylko ona – była lepsza niż wcześniej. Projekt badawczy, który miałem przyjemność koordynować, poświęcony historii szkół powstałych w latach 1989–95 oraz ich twórcom, zatytułowaliśmy „Dlaczego chcieliśmy zmieniać świat?”.
To dość wysoki diapazon.
Tak może się wydawać. Ale to hasło – w świetle naszych badań – oddaje początkowe motywacje większości założycieli. Anna Jeziorna z Krakowa, która walczyła w sądzie z Ministerstwem Edukacji o możliwość założenia niepaństwowej placówki edukacyjnej, chciała po prostu innej, dobrej szkoły dla swoich dzieci. To właśnie wygrana tej działaczki w Naczelnym Sądzie Administracyjnym w lutym 1989 r. umożliwiła tworzenie szkół niepublicznych. W roku szkolnym 1989/90 działały już 32 takie szkoły podstawowe i licea, rok później było ich prawie 180, a pod koniec badanego przez nas okresu ponad 500.
W raporcie z badania przeczytałam, że warszawskie obecne 2. Społeczne Liceum Ogólnokształcące STO powstało po tym, jak Krystyna Starczewska, założycielka słynnego Liceum Bednarska, zwróciła się do współpracowników z apelem o otwarcie kolejnej szkoły, bo Bednarska nie była w stanie przyjąć zgłaszających się tłumów chętnych.
No właśnie. Entuzjazm, który towarzyszył powstawaniu nowych, niezależnych szkół, szybko nabrał wymiaru społecznego ruchu na rzecz podmiotowości w edukacji. Środowiskom, które tworzyły pierwsze szkoły, zależało na rozwijaniu umiejętności i wiedzy dzieci. Ale główne założenia były takie, żeby uczyć zgodnie z wartościami demokratycznymi – w przyjaznej atmosferze skupienia na uczniu i indywidualizacji, bez anonimowości, odchodząc od hierarchii i barier.