Złodziej koron
Ten, który ukradł koronę. Jak złodziej królewskich insygniów z Londynu stał się celebrytą
Cała historia rozegrała się wiosną 1671 r. Angielskie insygnia koronacyjne, podobnie jak dzisiaj, przechowywane były w Tower of London. Oficjalnie za ich bezpieczeństwo odpowiadał sir Gilbert Talbot, urzędnik dworski, do którego zadań należał nadzór nad królewskimi klejnotami i srebrami stołowymi. Talbot miał dużo obowiązków, był też naukowcem amatorem, w związku z czym sporo czasu poświęcał różnego rodzaju eksperymentom i badaniom (znalazł się wśród członków założycieli Towarzystwa Królewskiego, jednej z najpoważniejszych korporacji zrzeszających naukowców). Niespecjalnie mógł, a zapewne też nie za bardzo chciał mieszkać w średniowiecznej twierdzy. W efekcie osobą, która na co dzień opiekowała się królewskimi klejnotami, był niejaki Talbot Edwards.
Edwards wraz z rodziną zajmował kwaterę bezpośrednio nad piwnicą, w której znajdowała się skrzynia z regaliami i innymi kosztownościami. Uznano najwyraźniej, że to wystarczy jako zabezpieczenie, ponieważ nie zadbano o zorganizowanie dodatkowego nadzoru czy straży, mimo że tuż obok znajdowała się, tłumnie odwiedzana przez Londyńczyków i turystów, królewska menażeria słynąca z posiadania kilku lwów. Co więcej, Edwards był już wiekowy – według niektórych źródeł miał blisko 80 lat – i kiepsko wynagradzany, ponieważ chętnie prezentował insygnia każdemu, kto gotów był uiścić niewielką opłatę.
Można przypuszczać, że dla oglądających były to dobrze wydane pieniądze, bo mieli okazję zobaczyć z bliska regalia wykorzystane podczas koronacji Karola II w 1661 r. Korona św. Edwarda, ta sama, której do dziś używa się podczas tego rytuału, nie była co prawda dokładną kopią wcześniejszej, zniszczonej po egzekucji Karola I w 1649 r., ale królewski jubiler Robert Vyner wykonał ją z blisko 2 kg złota. Druga, tzw. korona imperialna, w której król występował przy innych okazjach, była lżejsza.