Irańczycy jak Polacy
Iran niezrozumiany. Tu cytat z Koranu ucina każdą dyskusję. Z Polską też go coś łączy
TOMASZ TARGAŃSKI: – W czasach szacha Rezy Pahlawiego był pan opozycjonistą i siedział w więzieniu. Po rewolucji 1979 r. władze Republiki Islamskiej usunęły pana z uczelni i zmusiły do emigracji. Doświadczył pan więc trudnej historii Iranu na własnej skórze. Jako historyk i Irańczyk co uważa pan za najczęstszy błąd w zachodnim myśleniu o tym kraju?
ABBAS MILANI: – Największym nieporozumieniem jest patrzenie na Irańczyków przez pryzmat Republiki Islamskiej i utożsamianie ich z teokratycznym reżimem. Tymczasem według wszelkich dostępnych badań Iran jest dziś najbardziej zsekularyzowanym społeczeństwem na Bliskim Wschodzie. Fakt, że coraz bardziej świeckie społeczeństwo zamieszkuje kraj, który jest teokracją, to tylko jeden z wielu paradoksów tamtejszej historii.
W przeszłości Irańczycy wielokrotnie musieli ukrywać, co naprawdę myślą, i wieść podwójne życie. Jedno było publiczne i na pokaz. Drugie, prawdziwe, toczyło się w zaciszu domu. Podobnie było w czasach dyktatury szacha i podczas rządów jego ojca. Rozdźwięk między tym, co naprawdę czują, a tym, co wolno im powiedzieć, jest moim zdaniem czymś, co łączy Irańczyków z Polakami w okresie komunizmu. O tym właśnie pisał Miłosz w „Zniewolonym umyśle”.
Pisał o Ketmanie.
Ketman to termin zaczerpnięty z dzieł francuskiego filozofa Arthura de Gobineau, który pisał, że irańscy szyici, aby przetrwać w świecie otaczającej ich sunnickiej ortodoksji, nauczyli się żyć, wykorzystując mechanizm psychologicznego kamuflażu. Publicznie mówili to, co chciała usłyszeć władza, a nie to, co naprawdę myśleli. Chronili swoją wewnętrzną niezależność, ale ceną za to było życie w schizofrenicznym rozdwojeniu.
Jeśli przyjrzeć się uważnie, stalinizm i rządy ajatollaha Chomeiniego były do siebie zadziwiająco podobne.