Dlaczego Bundeswehra nie śpiewa
Dlaczego Bundeswehra nie śpiewa? Czyli dlaczego Niemcy nadal boją się rozmawiać o armii
TOMASZ TARGAŃSKI: – Jest pan jedynym profesorem wojskowości w Niemczech. To nic nieznaczący szczegół czy refleks szerszego zjawiska?
SÖNKE NEITZEL: – Raczej to drugie. Mamy wiele stanowisk oraz programów kształcenia poświęconych Holokaustowi, zbrodniom wojennym czy kolonializmowi. Mamy też ok. 140 profesur gender studies, ale tylko jedno takie stanowisko dla osoby zajmującej się historią wojskowości. Wydaje się to o tyle dziwne, że Niemcy odegrały centralną rolę w ostatnich dwóch wojnach światowych. Jeszcze bardziej niepokojące jest to, że ten stan rzeczy nie uległ zmianie po agresji Rosji na Ukrainę.
Niemcy wciąż nie chcą rozmawiać o armii?
Myślę, że niemiecka opinia publiczna jest zainteresowana swoją historią wojenną, ale z oczywistych względów ma głęboko zakodowany strach przed mówieniem o armii i wszystkim, co mogłoby być uważane za jej gloryfikację. Problem w tym, że dotychczas jeśli mówiło się u nas o wojsku, to zawsze w kontekście zbrodni i ludobójstwa. Nie sposób zaprzeczać zasadności tego podejścia, biorąc pod uwagę, co niemieccy żołnierze robili podczas drugiej wojny światowej. Obecna sytuacja geopolityczna wymaga jednak, aby myśleć o armii jako o narzędziu walki.
Tymczasem dominująca narracja o Bundeswehrze była dotychczas taka: mamy armię, lecz jest to armia „specjalna”, bardziej przeznaczona do misji pokojowych niż do walki. Jeśli jednak Niemcy mają być wiarygodnym sojusznikiem, Bundeswehra musi być traktowana jako normalna armia, której zadaniem jest walczyć.
Niemiecki militaryzm nadal jest jednak wykorzystywany politycznie. Również w Polsce część polityków nim straszy. Czym jest ów fenomen historyczny?
Jeśli zdefiniujemy militaryzm jako nieproporcjonalnie dużą rolę armii w życiu publicznym, jej wyjątkową pozycję w państwie, to moim zdaniem w ciągu ostatnich 150 lat, czyli od początku II Cesarstwa w 1871 r.