Wycieczka od wolności
Czas wodzów się skończył? Ile warta jest wolność dla Polaków
Nie ma bodaj pojęcia bardziej wieloznacznego niż wolność. Dla większości Polaków to przede wszystkim niepodległość, suwerenność narodowego państwa. W hierarchii ważnych osobistych wartości (CBOS) wolność słowa wymieniało dwa lata temu zaledwie 3 proc. spośród nas, a możliwość udziału w demokratycznym życiu politycznym – 0,2 proc. (podczas gdy udane życie rodzinne – 82 proc.).
W Polsce termin liberalny, w istocie synonim wolności, w języku rządzącej i cieszącej się dużym poparciem formacji jest dziś obelgą. Stosowany od czasów oświecenia przez myślicieli, ideologów i polityków na tysiące sposobów (oczywiste, że co innego znaczy liberalizm gospodarczy, polityczny czy kulturowy), daje się wciąż sprowadzić do wspólnego przekonania, że każdy człowiek ma prawo żyć i dążyć do swojego dobra i szczęścia na własny sposób, byle tylko nie zagrażać innym i nie czynić im krzywdy. I że tak pojętej wolności służą tolerancja, pluralizm polityczny, równość wobec prawa, ochrona praw jednostki, wolności demokratyczne i gospodarcze.
Ci, którzy dla tak rozumianej wolności chadzają teraz w manifestacjach, nazwani zostali gorszym sortem Polaków. Co myśli reszta społeczeństwa – i ta 30-proc. mniejszość wciąż przyklaskująca jedynowładztwu PiS, i ta połowa politycznie obojętna, nieobecna przy urnach? Czy mamy do czynienia z jakąś odsłoną „ucieczki od wolności”, którą opisywał Erich Fromm, szukając w 1941 r. psychologicznej odpowiedzi na pytanie, dlaczego w pewnych warunkach historycznych ludzie, a przynajmniej znacząca ich część, ochoczo, jakby z uczuciem ulgi pozbywa się wolności, dyktatorzy i autorytarne instytucje władzy cieszą się zaś autentycznym wsparciem społecznym?